Strona 28 z 57
: 11 lipca 2011, 00:42
autor: 8art
Watek techniczny
No dobra, karty na stol. Skela sugeruje obranie za cel Twojej nocnej wycieczki Sanny. Nie jest kaplanka Asteriusza czego jestem pewien. Nie bede ukrywal, ze dosc szybko to rozpoznalem. Dama ta przedtawila sie jako agentka Tureganu, ktorej zadaniem jest rozwiklanie zagadki zarazy, ale i co do tej tozsamosci nie jestem przekonany w 100%. bo skad niby Tureganie mieli by wiedziec o zarazie? Skoro Duvik szczelnie trzymal kwarantanne? Wyslali umyslnego? Nie sadze. Jak zginela para na pustyni? Od noza, a jak wywija nozami niemy towarzysz "kaplanki". Ja widzialem jego "unurzane w krwi noze" po bitwie. jej pojawienie w Duviku laczy sie z wybuchem zarazy. A wiek Sanny moglby pasowac do opowiesci Regesa.
: 11 lipca 2011, 18:35
autor: mordimer00
Ja opowiadam strażnikom o naszej eskapadzie do jaskini, wychwalając dzielność Hakana, ja i naszej drużyny, chcę się też dowiedzieć od strażników czemu ich zaatakowali, i jeśli mi pozwolą chociaż na odległość chcę pogadać z Esajanami.
Potem wracam do chatki na nocny spacerek:-)))
: 11 lipca 2011, 22:04
autor: Treant
- Moim zdaniem zaraza wcale nie jest chorobą, lecz pewną formą klątwy i leczenie jej jest pozorowaniem. Czy słyszeliście o kimś, kto wykaraskał się z tej maligny? Esajanie musieliby się zarazić kilka dni drogi przed Duvikiem, aby symptomy choroby ujawniły się po dotarciu do osady.
Nie jestem pewien, czy Sanna rzeczywiście nie jest kapłanką, gdyż Brunta dawno by już to zauważył. Moglibyśmy to sprawdzić na oczach starego ofiarując jej odrobinę magii do uleczenia któregoś z rannych. Może i on też coś kombinuje lub jest zauroczony. Dlaczego Sanna była przeciwko naszej wyprawie do kopalni? I czy ten tajemniczy uciekinier to nie chłoptaś z nożami?
: 11 lipca 2011, 22:06
autor: Ula
Ona przybyła tu sama?
: 11 lipca 2011, 22:12
autor: Keth
Wątek techniczny
Ciekawie, zaprawdę ciekawie rozwija się ta dyskusja w chatce dla gości. Ula, w kwestii Twojego pytania - z wcześniejszych słów starszyzny wynika, że Sanna zjawiła się w Duviku w towarzystwie swego przewodnika krótko po pojawieniu się pierwszych zachorowań.
Jeśli chcecie jej użyczyć PM, możecie spróbować zaaranżować ponownie spotkanie u rannych w Domu Zgromadzeń. Nie słyszeliście dotąd o nikim, kto by uległ uzdrowieniu, w zamian doszło już do licznych skrywanych przez starszyznę zgonów.
A jak widzi tę całą sprawę Skela (Venar)?
: 11 lipca 2011, 22:16
autor: 8art
Sanna sama mi wyspiewala ze nie jest kaplanka Asteriusza, co wczesniej sprawdzilem zadajac jej kilka prostych pytan na ktore udzielila zlych odpowiedzi. Zaden kaplan Asteriusza/Gorlama nie podałby błędnej odpowiedzi. Po tym Sanna na osobności potwierdziła iż nie jest tym za kogo uchodzi. Jak już napisałem podała się za agentkę Turegańskiego wywiadu, do czego też nie jestem przekonany. Jej postac zaczyna mi pasowac w schemat mściciela ze spalonej wioski. Oczywiscie moge sie mylic ale chyba bylo by rozsadne sprawdzic to.
: 11 lipca 2011, 22:24
autor: Keth
Wątek techniczny
Skoro Eithart opowiada już wszystko swym druhom, nie widzę przeciwskazań ku temu, by umieścić już w ogólnodostępnym topiku sekretny fragment fabuły wysłany mu przez PW.
Uliczka przed domem zgromadzeń tonęła w głębokim półmroku rozjaśnianym blaskiem rozwieszonych na drewnianych słupach lamp, ale zadzierając głowę w górę Eithart wciąż dostrzegał czerwoną słoneczną poświatę przelewającą się przez wysokie krawędzie wąwozu, świadczącą o tym, że płaskowyż ciągle jeszcze oświetlony był promieniami zachodzącego słońca.
Sanna Wehael upewniła się, że drzwi wejściowe do izby są zamknięte, po czym odeszła od nich na kilka kroków rozglądając się pozornie obojętnym wzrokiem wokół siebie. Po osadzie kręciło się sporo ludzi, oporządzających w blasku łuczyw zwierzęta, warzących strawę i naprawiających nawadniające poletka drewniane korytka. Eithart wiedział, że w porze suchej w krainie tej ludzka aktywność kwitła właśnie w takich porach, od wieczora do późnej nocy, popadając w zamian letarg za dnia, kiedy słoneczny skwar zdawał się wysysać z żywych istot każdą kroplę wilgoci. Wielu miejscowych zbijało się w półmroku w małe grupki rozmawiając ze sobą szeptem i rozglądając się cały czas trwożliwie na boki.
- Już w pierwszej chwili się na tobie poznałam - powiedziała Sanna odwracając się w stronę Eitharta i krzyżując ramiona na piersiach - Jesteś niebywale bystry i stanowisz niebezpiecznego przeciwnika, dlatego pragnę wierzyć, że po tej rozmowie staniesz mi się sojusznikiem.
- Nie masz nic wspólnego z asteriańskim kultem - odparł cicho Eithart, głosem twardym i złym, chociaż spokojnym - Mogłem się tego domyślić już w chwili, kiedy wymieniliśmy pozdrowienia. Oddałaś powitanie na modłę gorlamicką powtarzając mój gest, ponieważ nie znasz asteriańskiego obrządku, prawda?
- Kłamstwo nie ma najmniejszego sensu - wzruszyła ramionami kasztanowowłosa piękność - Nie jestem służką Asteriusza, nigdy nią nie byłam. Służę nie bogu, jeno człowiekowi. Pozostanę dla ciebie Sanną, nie ma bowiem potrzeby, byś poznał me prawdziwe miano. Jestem wysłanniczką satrapy Tureganu, oczami i uszami kryjącymi się w cieniu.
- Królewski szpieg? - uniósł podejrzliwie brwi gormalita - A czego szuka turegański szpieg w osadzie takiej jak Duvik?
- Mam cię za mądrego człeka, nie każ mi zatem wątpić w mój pierwszy osąd - fuknęła kobieta - Musisz przecie widzieć, co się tutaj dzieje. Duvik nie jest wolną osadą, podlega władzy Tureganu i płaci satrapie daninę. Dwór pragnie wiedzieć, co się dzieje na pograniczu, nawet w tak odludnym i dzikim miejscu... zwłaszcza, że już od dłuższego czasu Duvik ściąga na siebie uwagę ludzi dalece znaczniejszych ode mnie czy od ciebie.
Eithart zerknął ponad ramieniem Sanny na jakiegoś przechodnia, ten jednak skręcił po kilku krokach w otwór wejściowy swego domostwa nie okazując większego zainteresowania parą rozmawiających przed domem zgromadzeń ludzi. Z jadalnej izby wciąż dobiegały podniesione głosy i dźwięk uderzającego w posadzkę kostura.
- Mów - zdecydował w końcu gorlamicki kapłan, wsuwając palce obu dłoni za obciążony mieczem pas i wbijając wzrok w twarz kobiety - Przekonaj mnie, że nie powinienem zawlec cię z powrotem do środka i oznajmić wszem i wobec, iż zwiodłaś ich fałszywym przebraniem.
- Zawlec? - roześmiała się chłodno rzekoma asterianka - Nie byłbyś do tego zdolny, daleko ci do tych nieokrzesanych, chociaż prostolinijnych wieśniaków. Ty byś mnie tam powiódł ujmując uprzejmie za rękę, ale czyniąc to wyrządziłbyś sobie samemu wielką i niepotrzebną krzywdę. Satrapa Tureganu zwykł dbać o swoich ludzi i karze srogo tych, którzy rozmyślnie wchodzą im w drogę.
- Jakem już rzekł, mów - powtórzył nadal chłodnym tonem Eithart - Poddam twe słowa pod rozwagę, a potem uczynię to, co uznam za słuszne.
- Ktoś działa na szkodę Duviku i może całego pogranicza - powiedziała Sanna zniżając głos do szeptu - Choroba pojawiła się znienacka, ale bynajmniej nie jest to pierwszy przypadek. Ludzie zabici na szlaku, a przez was odnalezieni nie są wcale jedynymi, lecz do tej pory prawie nikt o tym nie wiedział, mam bowiem wrażenie, że ktoś, komu zależy na utrzymaniu zarazy w tajemnicy przed królewskim dworem bardzo się stara, by złe wieści nie dotarły w niepowołane uszy.
- Zabija się tych, którzy mogliby zanieść chorobę do Tureganu? - wycedził pytanie gorlamita, rozmyślając gorączkowo nad zasłyszanymi wieściami.
- Być może zabija się tych, którzy mogliby zanieść tam chorobę przedwcześnie - odparła Sanna akcentując szczególnie dobitnie ostatnie słowo - Jestem tutaj po to, by odkryć, kto za tym stoi i dlaczego to czyni. Rada starszych wydaje się głęboko podzielona, a przy tym jej głowa wcale nie musi być osoba, która tym miejscem rządzi. Strażnik praw, brat Brunty, wydaje się dzierżyć całą władzę w swoich rękach, a nie jest to człowiek, z którym chciałbyś się bliżej poznajomkować. Wierzaj mi, przez te parę dni zdążyłam się o tym przekonać, zwłaszcza, że jestem kobietą... niewiasty nie mają tutaj wielkiego posłuchu, one przynależą bardziej do tutejszej chudoby niźli ludzkiego gatunku...
Rzekoma kapłanka obejrzała się ponownie wokół siebie, potem zaś skinęła komuś leciutko głową. Rithart spojrzał natychmiast za siebie, dostrzegł tkwiącego kilkanaście metrów dalej w głębi uliczki młodego człowieka, opartego barkiem o wysoki kamienny murek.
- Nie lękaj się go, albowiem jak dotąd nie uczyniłeś niczego, czego winieneś się wystrzegać - powiedziała Sanna Wehael - To Huar Tergen, z pozoru mój przewodnik i skromny świątynny posługacz. W rzeczywistości jest moim przybocznym, szczerze i bezgranicznie oddanym sprawie satrapy i wiernym wobec królewskiego dworu. Niemowa od urodzenia, co czasami niesie ze sobą korzyści, bo ludzie zwykli mniemać, że jeśli ktoś gadać nie potrafi, musi być też na pomyślunku poszkodowany i często biorą go za głupka... na swą zgubę. Wracając do naszej sprawy, wciąż jestem przeciwna waszej wyprawie do kopalni. Coś musi być na rzeczy w tym zapamiętałym uporze Magura Dragana przed posłaniem tam miejscowych. Tam zaginęło bez wieści dziewiętnastu zdrowych silnych mężczyzn, tutejszych milicjantów na dodatek. Trzeba nie lada biegłości w orężu albo sprytu, aby się pozbyć tak dużej grupy ludzi, a mimo to żaden z nich z kopalni nie uszedł. Wiesz, Eitharcie z Ordaru, jakiego wroga najbardziej obawiają się żołnierze?
Gorlamita nic nie odrzekł, w lot pojmując, że Sanna zadała mu retoryczne pytanie.
- Zdrady - odpowiedziała zgodnie z jego podejrzeniami kobieta - Najbardziej obawiają się zdrady. Lecz teraz nie ma już przed wami odwrotu, gdybyś bowiem po tak szlachetnych deklaracjach nagle zejścia w sztolnie odmówił, pewnikiem wzbudziłoby to czyjeś podejrzenia. A ja nie chcę, by ktoś tutaj przedwcześnie zaczął żywić wobec nas podejrzenia.
: 11 lipca 2011, 22:26
autor: Treant
- Sanna może być też kapłanką jakiegoś innego bóstwa. Czy gdy używa magii wzywa jego imię?
: 11 lipca 2011, 22:34
autor: Keth
Wątek techniczny
To już pytanie do Jareda Brunty lub któregoś z jego akolitów. W trakcie Waszych z nią kontaktów nie zauważyliście ani jednej próby leczenia magią lub rzucania innego zaklęcia, nie byliście też ani razu świadkiem odprawiania przez nią modlitwy.
: 11 lipca 2011, 22:34
autor: venar
- Jak dla mnie to popieram teorię Trehanta, że to klątwa może być. Skoro kapłani nie radzą sobie z tym problemem magią kapłańską to nic innego nie przychodzi mi do głowy.
- Z drugiej strony ten upiór... cholera wie czy nie zawarł paktu z jakimś demonem ten ocalały i dziś mści się pod inną postacią niż człowiecza....
: 11 lipca 2011, 22:41
autor: Keth
Więzienie dla karawanników, wczesny poranek
Wypinając dumnie swą baryłkowatą pierś Mordil skończył opowiadać o krwawej potyczce w kopalni, dramatycznymi ruchami dłoni obrazując śmiertelne ciosy zadane mrówkoludom i z rozmysłem podkreślając swój w tym udział znacznie aktywniej niż miało to miejsce w rzeczywistości. Duvikańscy wojacy spozierali na niego szeroko otwartymi oczami, niektórzy zaś rozdziawili na dodatek usta, wyraźnie zafascynowani mroczną butalną opowieścią. Barbarzyńca domyślał się, że żaden z nich zapewne nie miał okazji spotkać się twarzą w twarz z arkanem, ale wystawiona na widok publiczny odstręczająca głowa mrówkoluda musiała rozpalić ich pełną nerwów wyobraźnię.
- I tako rąbliłem ostatka, co się ruchawy okazał! - oznajmił goblin obwieszczając tym samym śmierć ostatniego arkana - Wszela musno mnie z Esajany pogadawać, szypko szypko.
Wpatrzony w Mordila pełnymi podziwu oczami żołnierz o szramie na policzku sposępniał natychmiast, w jego oczach pojawiło się zauważalne wahanie zastąpione w ułamku chwili twardym błyskiem.
- Wybacz, przyjacielu, wszelako nikt nie ma do więźniów przystępu - potrząsnął głową wypowiadając słowa z autentyczną przykrością - Rozkaz starszyzny, a mnie mus rady słuchać i jeno ona może ów zakaz odmienić. Chceszli z karawannikami gadać, mus ci wrócić tu z którymś ze starszych, inakszej nic z tego.
Tym razem sposępniał barbarzyńca, który szczerze liczył na to, że dzięki swemu uwypuklonemu w opowieści męstwu zdoła onieśmielić wartowników tak dalece, że ci przymkną oko na jego prośbę.
- Wiem, co ci po łebie chodzi, zuchu, ale rozkaz pozostaje rozkazem - powiedział szybko przywódca strażników nie dając dojść otwierającemu usta goblinowi do głosu - Piwem cię chętnie ugościmy, a serem, ale do środka wstępu nie dostaniesz.
- A czegośta onych Esajan poskłuwili? - wycedził przez zęby sarkastycznym tonem barbarzyńca.
- Przecież żeś tam był pod pieczarą jak na nas runęli - zdziwił się niepomiernie pytaniem wartownik z krwawą szramą na twarzy - Przecie próśb naszych nie usłuchnęli, a kapitana Sharata, przyjmij go do siebie Graamie, stratować chcieli! Mus nam było się bronić!
Wątek techniczny
Mordimer00, do więźniów niestety wpuszczony nie zostaniesz, stanowisko Duvikan jest w tej kwestii nieprzejednane. Zamierzasz zabiegać o zgodę na widzenie u Brunty czy od razu wracasz do chatki? Jeśli wracasz do chatki, możesz od razu włączyć się w dyskusję taktyczną.
: 11 lipca 2011, 22:42
autor: 8art
jesli dobrze pamietam to brunta probowal magii ale czary nie leczyly a jedynie powstrzymywaly chorobe na jakis czas... To zdecydowanie wskazywaloby na magiczny charakter zarazy
: 11 lipca 2011, 22:58
autor: Treant
- A może leczyły tylko objawy, a nie przyczynę?
: 12 lipca 2011, 04:19
autor: mordimer00
Wracam do chatki skoro nic się tam nie da załatwić u więźniów. Wracając bacznie się rozglądam.
: 12 lipca 2011, 20:56
autor: Keth
Chatka dla gości, wczesny ranek
Oparty o ścianę chatki tuż przy wejściu Skela obserwował bacznie krzątających się po osadzie ludzi, chłonąc jednocześnie uważnie słowa swoich głeboko zaniepokojonych biegiem spraw towarzyszy. Obolały Trehant wyciągnął się na swym posłaniu z plecami opartymi o chłodną w dotyku ścianę, ściszonym wywodem dając reszcie do zrozumienia, że wszystko wskazuje na konieczność ponownego poddania próbie rzekomej asteriańskiej kapłanki. Siedzący w kucki obok zasępionej niepomiernie Uhry Eithart zdawał się zdanie łowcy makunów podzielać, wyraźnie nieufny wobec zasłyszanych poprzedniego wieczora słów Sanny Wehael na temat jej związków z dworem turegańskiego satrapy.
- W rozmowie ze mną wspomniała, że nie leczy chorych z powodu wyczerpanej mocy - powiedział remziński półork - Skoro tak, na początek styknie ją poddać próbie poprzez użyczenie garstki eteralnej esencji, wszak musisz coś tam mieć w swoim amulecie, prawda, Eitharcie?
Gorlamita spojrzał na półorka z ukosa, nie zdążył jednak nic odrzec, ponieważ w tej samej chwili w progu domku stanął spocony i wyraźnie zły Mordil. Wciśnięty w kąt pomieszczenia, ale wyjątkowo spokojny Tragar Reges skulił się na widok goblina niczym mysz próbująca skryć się przed mniejszym od niej kotem.
- Kurwiaste syncy! - zmełł w ustach przekleństwo barbarzyńca - Nie pustowali mnia do Esajan! A wy co ugadowalite?
Wątek techniczny
Dołączyłem Mordila w trybie fabularnym do reszty ekipy, więc teraz możecie się już naradzić w komplecie. Potrzebny mi cały pakiet deklaracji na najbliższe parę godzin: jak chcecie podejść Sannę, jak się zachować gdyby na jaw wyszło, że to ktoś inny niż sądzicie, do czego Wam właściwie potrzebny Reges i tak dalej. Jeśli mam pisać nowe aktualizacje, potrzeba mi jasnych wytycznych działania (chyba, że zamierzacie przespać mimo wszystko cały dzień przeskakując z akcją do nocnej wycieczki po Duviku).