PBF - Pazur w mroku
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Ivan dobrze prawi. Skoro wiedzieliście o szykowanym napadzie to i może wicie kto go dokonał? Co się stało w Roschiku co sprawiło, że list z ostrzeżeniem został wysłany? Kto zna postanowienie starszego synowca Zareniva i plany te chce zbezcześcić? Kto mógł młodego panicza wyciągnąć na te bezludzie i w pułapkę wpędzić, a obeznany jest w tutejszej górze? Czy może być, że bod nosem kajaza żmijowski szpieg się zalągł?
Dlaczegoż murnicy w pojedynkę podróżują, w naszych borach niebezpiecznie, co was rozdzieliło?
Dlaczegoż murnicy w pojedynkę podróżują, w naszych borach niebezpiecznie, co was rozdzieliło?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Zasypany pytaniami Ivasha i Ivana Ulgan wydawał się zbierać myśli, kiedy uwagę wszystkich zwróciły znaczące posykiwania opodal. Wydawszy swym ludziom rzeczowe polecenia kajaz podniósł się z kucek i spojrzał w stronę Murnika. Paladyn odpowiedział mu ledwie dostrzegalnym w ciemności skinięciem ręki, po czym obejrzał się raz jeszcze na gotowych do ruszenia młodzieńców. Ivan wyczuł z miejsca jakieś nieme wahanie Ulgana, dostrzegalne w mowie ciała mężczyzny, w sposobie przechylenia głowy.
Rycerz podjął widać ważną dla siebie decyzję, bo miast wstać z ziemi przykucnął jeszcze niżej, łapiąc najbliższego siebie Karakova za karwasz.
- Mus mi wam rzeknąć, czemum nalegał, byście wraz ze mną szli do Zarenivki - powiedział ledwie słyszalnym szeptem, mówiąc bardzo szybko, ale wciąż zrozumiale - List z przestrogą dla Zarenivów napisał sam wizygota, tedy musiały być ku temu ważne powody. Trudno mi dopatrzeć się w tym napadzie, a porwaniu przypadku, tedy potrzebni mi byli tacy, co z Zarenivką nic wspólnego nie mają i tak właśnie na was padło. Słudzy Żmija żyją między nami na pozór niczym się nie różniąc, jedynie w rzadkich chwilach zrzucają owcze skóry udając się w leśne ostępy, by tam praktykować swe bluźniercze obrządki. Pamiętajcie, miejcie oczy i uszy szeroko otwarte... i nie ufajcie nikomu prócz mnie.
Wyczuwając zniecierpliwienie władyki Murnik skończył szeptanie ostrzeżeń i podniósł się na nogi pokonując kilkoma krokami odległość dzielącą go od kajaza.
Khadorianie byli gotowi do drogi.
Wątek techniczny
Czas pogawędek dobiegł końca, pora znów ruszyć naprzód. Chciałbym zwrócić Waszą uwagę na regularne korzystanie z pewnych specyficznych czynności - Nasłuchiwania, Cichego Poruszania, Wypatrywania - od tej chwili każdy detal nabiera szczególnego znaczenia...
Zakładam, że zamierzacie się wspiąć po zboczu wzniesienia opodal wejścia do wąwozu? Oznacza to niemal pionową wspinaczkę, z bronią schowaną w pochwach i sajdakach, ale jest wykonalne. Zalecane jest w zamian ograniczenie liczebności zwiadu, bo jeśli ktoś spadnie (czyt. nie zaliczy jakiegoś testu), może narobić sporego hałasu. Kto idzie? Wy sami, jeden z Was, ktoś do towarzystwa z ludzi kajaza?
Zasypany pytaniami Ivasha i Ivana Ulgan wydawał się zbierać myśli, kiedy uwagę wszystkich zwróciły znaczące posykiwania opodal. Wydawszy swym ludziom rzeczowe polecenia kajaz podniósł się z kucek i spojrzał w stronę Murnika. Paladyn odpowiedział mu ledwie dostrzegalnym w ciemności skinięciem ręki, po czym obejrzał się raz jeszcze na gotowych do ruszenia młodzieńców. Ivan wyczuł z miejsca jakieś nieme wahanie Ulgana, dostrzegalne w mowie ciała mężczyzny, w sposobie przechylenia głowy.
Rycerz podjął widać ważną dla siebie decyzję, bo miast wstać z ziemi przykucnął jeszcze niżej, łapiąc najbliższego siebie Karakova za karwasz.
- Mus mi wam rzeknąć, czemum nalegał, byście wraz ze mną szli do Zarenivki - powiedział ledwie słyszalnym szeptem, mówiąc bardzo szybko, ale wciąż zrozumiale - List z przestrogą dla Zarenivów napisał sam wizygota, tedy musiały być ku temu ważne powody. Trudno mi dopatrzeć się w tym napadzie, a porwaniu przypadku, tedy potrzebni mi byli tacy, co z Zarenivką nic wspólnego nie mają i tak właśnie na was padło. Słudzy Żmija żyją między nami na pozór niczym się nie różniąc, jedynie w rzadkich chwilach zrzucają owcze skóry udając się w leśne ostępy, by tam praktykować swe bluźniercze obrządki. Pamiętajcie, miejcie oczy i uszy szeroko otwarte... i nie ufajcie nikomu prócz mnie.
Wyczuwając zniecierpliwienie władyki Murnik skończył szeptanie ostrzeżeń i podniósł się na nogi pokonując kilkoma krokami odległość dzielącą go od kajaza.
Khadorianie byli gotowi do drogi.
Wątek techniczny
Czas pogawędek dobiegł końca, pora znów ruszyć naprzód. Chciałbym zwrócić Waszą uwagę na regularne korzystanie z pewnych specyficznych czynności - Nasłuchiwania, Cichego Poruszania, Wypatrywania - od tej chwili każdy detal nabiera szczególnego znaczenia...
Zakładam, że zamierzacie się wspiąć po zboczu wzniesienia opodal wejścia do wąwozu? Oznacza to niemal pionową wspinaczkę, z bronią schowaną w pochwach i sajdakach, ale jest wykonalne. Zalecane jest w zamian ograniczenie liczebności zwiadu, bo jeśli ktoś spadnie (czyt. nie zaliczy jakiegoś testu), może narobić sporego hałasu. Kto idzie? Wy sami, jeden z Was, ktoś do towarzystwa z ludzi kajaza?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ja pójdę na zwiad, ręka mi już nie dokucza to i wspinać się mogę. Poprawiam ekwipunek i przygotowuje się do zwiadu, jestem czujny, będę się skradał, nasłuchiwał i rozglądał uważnie. W duchu modlę się do Stworzyciela, by mi nie pozwolił zginąć w jakiś głupi sposób, np. przez upadek ze skały. Murnik nic nie odpowiedział, mam nadzieję, że wśród nas i drużyny Zareniva nie ma sługi żmija...
Ostatnio zmieniony 11 marca 2012, 20:02 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wypowiedź Ulgana wcale nie zażegnała niepokoju Ivasha, a nawet wręcz przeciwnie. Nie ma nic gorszego niż brak pewności, że podczas walki ktoś kto stał wraz z tobą w szeregu zamiast cię wspierać wrazi ci ostrze między żebra. Chęć zostania między drożyną z Zarenivki nagle gwałtownie zmalała. Ponadto jeżeli chcesz żeby coś zostało zrobione dobrze, musisz zrobić to sam.
Wątek techniczny:
Przygotowuję się do wspinaczki. Mocniej umocowuję topór, łuk i strzały, skracam paski w plecaku (o ile jest taka regulacja). Rozgrzewam stopy i dłonie.
Czas na zwiad. Pierwszy etap będzie polegał na podczołganiu się do stromego zbocza. Tutaj wstępnie ocenię zbocze i poświęcę chwilę czasu na nasłuchiwanie. Następnie po ustaleniu trasy wspinaczki ruszę po stromiźnie. W połowie ścianki zrobię przerwę na odpoczynek i poświęcę go na nasłuchiwanie. Na szczycie o ile tam dotrę podczołgam się do krawędzi i wspierając się lunetą postaram się zajrzeć do wąwozu.
Wątek techniczny:
Przygotowuję się do wspinaczki. Mocniej umocowuję topór, łuk i strzały, skracam paski w plecaku (o ile jest taka regulacja). Rozgrzewam stopy i dłonie.
Czas na zwiad. Pierwszy etap będzie polegał na podczołganiu się do stromego zbocza. Tutaj wstępnie ocenię zbocze i poświęcę chwilę czasu na nasłuchiwanie. Następnie po ustaleniu trasy wspinaczki ruszę po stromiźnie. W połowie ścianki zrobię przerwę na odpoczynek i poświęcę go na nasłuchiwanie. Na szczycie o ile tam dotrę podczołgam się do krawędzi i wspierając się lunetą postaram się zajrzeć do wąwozu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Sprawdziwszy raz jeszcze swój ekwipunek młodzieńcy wtopili się w ciemność nocy, znikając z oczu kajaza i paladyna. Poruszali się zgięci wpół, z naciągniętymi na głowy kapturami i zapiętymi płaszczami, chowając się w smolistym mroku krzewów i za pniami wielkich starych drzew o rozłożystych sękatych korzeniach. Polując w puszczy od lat dzieciństwa i zapuszczając się w leśne ostępy czasami również nocą, młody myśliwi mieli dość doświadczenia w skrytym przemierzaniu lasu, by z miejsca ukryć się przed wzrokiem większości próbujących ich dojrzeć ludzi kajaza Zareniva.
Dotarli do szorstkiej stromej ściany wzniesienia, kiedy okrągłą tarczę Calderu przesłoniły na chwilę chmury, a blask Larisu i Artisu okazał się zbyt słaby, by oświetlić w całej okazałości skulone sylwetki poruszających się powolutku mężczyzn. Idący przodem Karakov przycisnął się plecami do niemal pionowej ściany, zadzierając głowę wysoko w górę i wypatrując śladu jakiegoś poruszenia na górującej ponad nim krawędzi zbocza. Nie dojrzawszy niczego podejrzanego przywołał do siebie obu kucających w pobliskich krzakach kuzynów. Obaj pokonali wąski pas odkrytej przestrzeni na podobieństwo bezgłośnych cieni, przyciskając się do skał po bokach Ivana.
Wszyscy nasłuchiwali przez dłuższą chwilę, próbując złowić słuchem jakieś niepokojące dźwięki. Docierało do nich poskrzypywanie poruszanych wiatrem konarów drzew, szum liści i stłumiony miarowy odgłos spadającej gdzieś niedaleko wody. Czarny niczym piekielna otchłań wylot wąwozu ział wielką plamą opodal zamarłych w bezruchu młodzieńców, pozornie nie skrywając w swym wnętrzu żadnej śmiertelnej niespodzianki, ale budzący w przesądnych Kossytach zimne dreszcze.
Odczekawszy dłuższą chwilę Karakov ścisnął palcami ramię Wilimova dając mu do zrozumienia, że będzie się wspinał jako pierwszy. Nie czekając na odpowiedź krewniaka Ivan przesunął dłońmi po skalnej ścianie szukając pierwszych punktów oparcia dla swych kończyn, po czym ruszył zwinnie w górę ściany, pełznąc po niej niczym człekokształtny pająk.
Volkh i Ivash przebiegli wzrokiem wzdłuż zbocza stromego wzniesienia, nie dostrzegając zaś nigdzie śladu zagrożenia poszli w ślady swego kuzyna. Wszyscy wspinali się w niemal całkowitej ciszy, nie śpiesząc się i panując nad oddechem, rozważnie wybierając miejsca na dłonie i stopy. Życie w Tverkatce od maleńkości uczyło Kossytów sztuki wspinaczki, czy to na drzewa czy na skały, teraz zaś młodzieńcom przyszło zdać w tej dziedzinie prawdziwie ważny egzamin.
Wątek techniczny
Wygląda to jak wspinaczka skałkowa, z poziomem trudności 10. Wszyscy macie premię rasową +2 do Wspinaczki, do tego dochodzą odpowiednie bonusy i umiejętności, uwzględnię też bez konsekwencji pod postacią hałasowania bonus +1 z tytułu założonych kolców Volkha. Całość wspinaczki zamknę w jednym teście, ale karą za nieudany wynik będzie niestety upadek, w którym można się będzie boleśnie potłuc.
Rzucam kostkami i oto wyniki: Ivan - 23, Volkh - 16, Ivash - 17 bez uwzględnienia bonusu z ZR: doskonałe wyniki!
Sprawdziwszy raz jeszcze swój ekwipunek młodzieńcy wtopili się w ciemność nocy, znikając z oczu kajaza i paladyna. Poruszali się zgięci wpół, z naciągniętymi na głowy kapturami i zapiętymi płaszczami, chowając się w smolistym mroku krzewów i za pniami wielkich starych drzew o rozłożystych sękatych korzeniach. Polując w puszczy od lat dzieciństwa i zapuszczając się w leśne ostępy czasami również nocą, młody myśliwi mieli dość doświadczenia w skrytym przemierzaniu lasu, by z miejsca ukryć się przed wzrokiem większości próbujących ich dojrzeć ludzi kajaza Zareniva.
Dotarli do szorstkiej stromej ściany wzniesienia, kiedy okrągłą tarczę Calderu przesłoniły na chwilę chmury, a blask Larisu i Artisu okazał się zbyt słaby, by oświetlić w całej okazałości skulone sylwetki poruszających się powolutku mężczyzn. Idący przodem Karakov przycisnął się plecami do niemal pionowej ściany, zadzierając głowę wysoko w górę i wypatrując śladu jakiegoś poruszenia na górującej ponad nim krawędzi zbocza. Nie dojrzawszy niczego podejrzanego przywołał do siebie obu kucających w pobliskich krzakach kuzynów. Obaj pokonali wąski pas odkrytej przestrzeni na podobieństwo bezgłośnych cieni, przyciskając się do skał po bokach Ivana.
Wszyscy nasłuchiwali przez dłuższą chwilę, próbując złowić słuchem jakieś niepokojące dźwięki. Docierało do nich poskrzypywanie poruszanych wiatrem konarów drzew, szum liści i stłumiony miarowy odgłos spadającej gdzieś niedaleko wody. Czarny niczym piekielna otchłań wylot wąwozu ział wielką plamą opodal zamarłych w bezruchu młodzieńców, pozornie nie skrywając w swym wnętrzu żadnej śmiertelnej niespodzianki, ale budzący w przesądnych Kossytach zimne dreszcze.
Odczekawszy dłuższą chwilę Karakov ścisnął palcami ramię Wilimova dając mu do zrozumienia, że będzie się wspinał jako pierwszy. Nie czekając na odpowiedź krewniaka Ivan przesunął dłońmi po skalnej ścianie szukając pierwszych punktów oparcia dla swych kończyn, po czym ruszył zwinnie w górę ściany, pełznąc po niej niczym człekokształtny pająk.
Volkh i Ivash przebiegli wzrokiem wzdłuż zbocza stromego wzniesienia, nie dostrzegając zaś nigdzie śladu zagrożenia poszli w ślady swego kuzyna. Wszyscy wspinali się w niemal całkowitej ciszy, nie śpiesząc się i panując nad oddechem, rozważnie wybierając miejsca na dłonie i stopy. Życie w Tverkatce od maleńkości uczyło Kossytów sztuki wspinaczki, czy to na drzewa czy na skały, teraz zaś młodzieńcom przyszło zdać w tej dziedzinie prawdziwie ważny egzamin.
Wątek techniczny
Wygląda to jak wspinaczka skałkowa, z poziomem trudności 10. Wszyscy macie premię rasową +2 do Wspinaczki, do tego dochodzą odpowiednie bonusy i umiejętności, uwzględnię też bez konsekwencji pod postacią hałasowania bonus +1 z tytułu założonych kolców Volkha. Całość wspinaczki zamknę w jednym teście, ale karą za nieudany wynik będzie niestety upadek, w którym można się będzie boleśnie potłuc.
Rzucam kostkami i oto wyniki: Ivan - 23, Volkh - 16, Ivash - 17 bez uwzględnienia bonusu z ZR: doskonałe wyniki!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Krawędź zbocza znajdowała się na wyciągnięcie ręki, toteż Ivan sięgnął w górę tak daleko jak tylko potrafił, zaczepiając palcami o skraj chropawej ściany i podciągając się z uczuciem silnego ucisku w gardle. Wciąż nie widział niczego na szczycie wzniesienia, toteż rozgorączkowana wyobraźnia podsyłała mu obrazy solidnego ostrza wznoszącego właśnie ponad trzymającymi się krawędzi palcami z zamiarem ich odrąbania i posłania zwiadowcy w dół ściany. Chmury przesunęły się po ciemnym niebie i Calder stanął znów w całej swej krasie zalewając okolicę jasnym blaskiem, z którego wszędzie wkoło rodziły się cienie o szaleńczych kształtach. Szum spadającej z niedużej wysokości wody stał się wyraźniejszy, zdradzając niedaleką obecność jakiejś kaskady.
Zaciskając z wysiłku zęby Karakov podciągnął się dostatecznie wysoko, by wystawić ponad krawędź zbocza oczy, uczepiony szczytu teraz już obiema rękami. Wspinaczka w skórzni i pod bronią okazała się nielada wysiłkiem i krople słonego potu zalewały Kossycie oczy, nie przestając młodzieńca dręczyć mimo ustawicznego mrugania.
Wysokie na ponad pięć metrów pionowe zbocze przechodziło w niewielką skalistą półkę przylegającą do górujących ponad nią kolejnych skał. Gdzieś z góry spadał na półkę strumień tworzący niewielki wodospad, którego woda natychmiast znikała w wyżłobieniu skały wnikając z pluskiem w jakiś podziemny tunel. Oświetlona blaskiem Calderu, skalna półka wydawała się opustoszała i cicha, co młodego Kossytę szczerze ucieszyło. Gdzieś po prawej dostrzegł otwierające się łagodnie zapadlisko mogące być pnącym się w górę wylotem krętego wąwozu, ale ze swej niewygodnej pozycji nie potrafił zajrzeć do jego wnętrza. Strzelające w górę kilkadziesiąt kroków dalej kolejne zbocze, wilgotne od wodnej bryzy niesionej podmuchami wiatru od małego wodospadu, pełne było u podstawy wielkich skalnych okruchów oraz wyżłobionych wiatrem i wodą nisz, w których panowała nieprzenikniona ludzkim wzrokiem ciemność.
Wątek techniczny
Bardzo strome zbocze wyszło na półkę skalną wielkości szkolnego boiska, z jednej strony zakończoną zboczem opadającym ku niższym terenom (tym, po którym się wspięliście), z pozostałych zaś strzelającymi jeszcze wyżej w górę skałami, z których spada w jednym miejscu wodospad. Na prawo od Was fragment półki wydaje się opadać w głąb siebie, co może oznaczać, że jest to idący w górę przeciwny wylot wąwozu, mającego kształt odwróconej litery L.
Spoglądając na półkę z krawędzi ściany nigdzie nie dostrzegacie śladu poruszenia. Wodospad szemrze, liście drzew szumią, gdzieś daleko wyje wilk - istna sielanka. Nocne przestworza są względnie zachmurzone i Calder co chwila zostaje częściowo lub całkowicie przesłonięty obłokami, co na przemian poprawia i pogarsza stopień ukrycia naszych infiltratorów.
Zrobiłem też kilka testów Wypatrywania i Nasłuchiwania, by cały czas utrzymywać Was w napięciu i niepewności czy to już ten krytyczny moment, kiedy wsadzicie tyłek w paszczę druida czy też wciąż jeszcze zmyłka perfidnego MG
Krawędź zbocza znajdowała się na wyciągnięcie ręki, toteż Ivan sięgnął w górę tak daleko jak tylko potrafił, zaczepiając palcami o skraj chropawej ściany i podciągając się z uczuciem silnego ucisku w gardle. Wciąż nie widział niczego na szczycie wzniesienia, toteż rozgorączkowana wyobraźnia podsyłała mu obrazy solidnego ostrza wznoszącego właśnie ponad trzymającymi się krawędzi palcami z zamiarem ich odrąbania i posłania zwiadowcy w dół ściany. Chmury przesunęły się po ciemnym niebie i Calder stanął znów w całej swej krasie zalewając okolicę jasnym blaskiem, z którego wszędzie wkoło rodziły się cienie o szaleńczych kształtach. Szum spadającej z niedużej wysokości wody stał się wyraźniejszy, zdradzając niedaleką obecność jakiejś kaskady.
Zaciskając z wysiłku zęby Karakov podciągnął się dostatecznie wysoko, by wystawić ponad krawędź zbocza oczy, uczepiony szczytu teraz już obiema rękami. Wspinaczka w skórzni i pod bronią okazała się nielada wysiłkiem i krople słonego potu zalewały Kossycie oczy, nie przestając młodzieńca dręczyć mimo ustawicznego mrugania.
Wysokie na ponad pięć metrów pionowe zbocze przechodziło w niewielką skalistą półkę przylegającą do górujących ponad nią kolejnych skał. Gdzieś z góry spadał na półkę strumień tworzący niewielki wodospad, którego woda natychmiast znikała w wyżłobieniu skały wnikając z pluskiem w jakiś podziemny tunel. Oświetlona blaskiem Calderu, skalna półka wydawała się opustoszała i cicha, co młodego Kossytę szczerze ucieszyło. Gdzieś po prawej dostrzegł otwierające się łagodnie zapadlisko mogące być pnącym się w górę wylotem krętego wąwozu, ale ze swej niewygodnej pozycji nie potrafił zajrzeć do jego wnętrza. Strzelające w górę kilkadziesiąt kroków dalej kolejne zbocze, wilgotne od wodnej bryzy niesionej podmuchami wiatru od małego wodospadu, pełne było u podstawy wielkich skalnych okruchów oraz wyżłobionych wiatrem i wodą nisz, w których panowała nieprzenikniona ludzkim wzrokiem ciemność.
Wątek techniczny
Bardzo strome zbocze wyszło na półkę skalną wielkości szkolnego boiska, z jednej strony zakończoną zboczem opadającym ku niższym terenom (tym, po którym się wspięliście), z pozostałych zaś strzelającymi jeszcze wyżej w górę skałami, z których spada w jednym miejscu wodospad. Na prawo od Was fragment półki wydaje się opadać w głąb siebie, co może oznaczać, że jest to idący w górę przeciwny wylot wąwozu, mającego kształt odwróconej litery L.
Spoglądając na półkę z krawędzi ściany nigdzie nie dostrzegacie śladu poruszenia. Wodospad szemrze, liście drzew szumią, gdzieś daleko wyje wilk - istna sielanka. Nocne przestworza są względnie zachmurzone i Calder co chwila zostaje częściowo lub całkowicie przesłonięty obłokami, co na przemian poprawia i pogarsza stopień ukrycia naszych infiltratorów.
Zrobiłem też kilka testów Wypatrywania i Nasłuchiwania, by cały czas utrzymywać Was w napięciu i niepewności czy to już ten krytyczny moment, kiedy wsadzicie tyłek w paszczę druida czy też wciąż jeszcze zmyłka perfidnego MG
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy
Starając się zignorować cierpnącą na karku skórę Karakov zmrużył oczy w wąskie szparki, próbując dostrzec cokolwiek więcej w rozjaśnionych blaskiem księżyców ciemnościach. Nieruchomy kształt coraz bardziej przybierał w jego myślach rozmiarów człowieka, kucającego w dyskretnym mroku niszy opodal szemrzącego mesmerycznie wodospadu i wpatrzonego w spienioną wodę. Przez ułamek chwili w głowie młodzieńca zrodziła się nadzieja, że nieznajomy drzemie, kiedy jednak chmury kolejny raz przestały zasłaniać Calder, kształt drgnął i oderwawszy wzrok od wodospadu rozejrzał się szybkim ruchem po całej półce.
I chociaż przez krótką jak uderzenie serca chwilę strażnik zdawał się spoglądać w stronę zamarłego w całkowitym bezruchu Karakova, wystawiającego ponad krawędź półki palce dłoni oraz przykrytą ciemnym kapturem głowę odsłoniętą jedynie do wysokości oczu, wbrew obawom myśliwego nie padł żaden ostrzegawczy okrzyk ani też ciemny kształt nie zerwał się raptownie z miejsca wymachując jakimś groźnym orężem.
W zamian do uszu młodzieńca dobiegł ledwie słyszalny, niezrozumiały odgłos wypowiadanych półgłosem słów, na których dźwięk w sąsiedniej niszy ktoś poruszył się nieznacznie ujawniając swą obecność ku rosnącej grozie rozpłaszczonego na ścianie Karakova.
Strażników było zatem co najmniej dwóch i chociaż najwyraźniej nie zdawali sobie jeszcze sprawy z obecności intruzów, w praktyce uniemożliwiali dalszą skrytą infiltrację skalnej półki.
Wątek techniczny
Co najmniej dwóch nieznajomych, chociaż wciąż nie wiadomo czy to ludzie czy jakieś stwory człekopodobne...
Starając się zignorować cierpnącą na karku skórę Karakov zmrużył oczy w wąskie szparki, próbując dostrzec cokolwiek więcej w rozjaśnionych blaskiem księżyców ciemnościach. Nieruchomy kształt coraz bardziej przybierał w jego myślach rozmiarów człowieka, kucającego w dyskretnym mroku niszy opodal szemrzącego mesmerycznie wodospadu i wpatrzonego w spienioną wodę. Przez ułamek chwili w głowie młodzieńca zrodziła się nadzieja, że nieznajomy drzemie, kiedy jednak chmury kolejny raz przestały zasłaniać Calder, kształt drgnął i oderwawszy wzrok od wodospadu rozejrzał się szybkim ruchem po całej półce.
I chociaż przez krótką jak uderzenie serca chwilę strażnik zdawał się spoglądać w stronę zamarłego w całkowitym bezruchu Karakova, wystawiającego ponad krawędź półki palce dłoni oraz przykrytą ciemnym kapturem głowę odsłoniętą jedynie do wysokości oczu, wbrew obawom myśliwego nie padł żaden ostrzegawczy okrzyk ani też ciemny kształt nie zerwał się raptownie z miejsca wymachując jakimś groźnym orężem.
W zamian do uszu młodzieńca dobiegł ledwie słyszalny, niezrozumiały odgłos wypowiadanych półgłosem słów, na których dźwięk w sąsiedniej niszy ktoś poruszył się nieznacznie ujawniając swą obecność ku rosnącej grozie rozpłaszczonego na ścianie Karakova.
Strażników było zatem co najmniej dwóch i chociaż najwyraźniej nie zdawali sobie jeszcze sprawy z obecności intruzów, w praktyce uniemożliwiali dalszą skrytą infiltrację skalnej półki.
Wątek techniczny
Co najmniej dwóch nieznajomych, chociaż wciąż nie wiadomo czy to ludzie czy jakieś stwory człekopodobne...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Aravenie, Ivan musi w myśl Twego planu przeciąć na wprost skalną półkę, na relatywnie odkrytej przestrzeni, idąc na strażników, którzy mogą go w każdej chwili wypatrzeć, nawet jeśli księżyce będą przesłonięte chmurami... Zdałoby się zatem pomodlić do Stworzyciela o bardzo dobre wyniki na kostkach!
Aravenie, Ivan musi w myśl Twego planu przeciąć na wprost skalną półkę, na relatywnie odkrytej przestrzeni, idąc na strażników, którzy mogą go w każdej chwili wypatrzeć, nawet jeśli księżyce będą przesłonięte chmurami... Zdałoby się zatem pomodlić do Stworzyciela o bardzo dobre wyniki na kostkach!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Moze da sie podczolgac blizej pod wodospad. Mniemam, ze huk wody zagluszy wiekszosc naszych odglosow. Potem moze zaczaic sie w jakiejs skalnej niszy i zdjac smierdzieli z lukow?
Przez najbliższy tydzień będę pracował do godz 23.00 więc moja aktywność wieczorami może drastycznie spaść. Będę starał się pisać posty z telefonu, ale wszystko zależy jak bardzo zajęty będę w pracy. Za uniedogodnienia z góry przepraszam.
Moze da sie podczolgac blizej pod wodospad. Mniemam, ze huk wody zagluszy wiekszosc naszych odglosow. Potem moze zaczaic sie w jakiejs skalnej niszy i zdjac smierdzieli z lukow?
Przez najbliższy tydzień będę pracował do godz 23.00 więc moja aktywność wieczorami może drastycznie spaść. Będę starał się pisać posty z telefonu, ale wszystko zależy jak bardzo zajęty będę w pracy. Za uniedogodnienia z góry przepraszam.
Ostatnio zmieniony 13 marca 2012, 00:33 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.