Przysłuchujący się rozmowie Prescott wspiął się w pewnej chwili na zaprzęg, stękając głucho i szamotając się ze swoją strzelbą.
- Czego wy chcecie?! - wydarł się na całe gardło, na wszelki wypadek kucając na wozie - Nic wam nie zrobiliśmy! Przyszliście w nocy mordować, pogańskie chwosty?! Chcecie tutaj umrzeć od naszych kul?!
- Jeszcze bardziej ich rozzłości - zaniepokoił się moridański tropiciel, dociskając na wszelki wypadek kolbę Radcliffa do ramienia - Może lepiej wcale się nie odzywać...
- Macie coś! - od strony jednej z krawędzi płaskowyżu dobiegł dźwięczny melodyjny głos, promieniujący siłą i dziwnie niepasujący do wyobrażenia trollaka, ale w oczywisty sposób nieludzki - Coś, czego nie powinniście mieć!
Właściciel tego głosu przemawiał w silnie zniekształconym cygnariku, dziwacznie akcentowanym, ale jak najbardziej zrozumiałym.