Tymczasem...
Zaintrygowany Steinbach przeprosił kainitów i wyszedł za Gerhardem z gabinetu. Tzimisce poprowadził go długim korytarzem pełnym portetów. W koncu weszli do niewielkiego salonu, urządzonego w wiktoriańskim stylu,
Rundstedt bez słowa podszedł do starego jak świat albumu ze zdjęciami. Wyjąwszy jedno z nich, podszedł do Thomasa.
- Chciałem cię na wstępie przeprosić chłopcze. Nigdy nie pisałem Ci przekleństwa Kaina, ale stało się... Czy wiesz kogo przedstawia to zdjęcie?
Steinabch kompletnie nie rozumiał o co chodzi Gerhardowi. Spojrzał na fotografie przedstawiającą jego dziadków.
Skąd ten diabeł ma ich zdjęcie? - pomyslał.
- To moi dziadkowie...
- A czy znasz panieńskie nazwisko swojej babki?
Steinbach kiwnął głową przecząco. Choć dobrze pamiętał przekochaną parę staruszków, mieszkających w Berlinie Zachodnim, to nigdy nie interesował się genealogia rodzinną. W pamięci miał obraz swoich pierwszych wakacji spędzanych u pracowitego dziadka Hansa opiekującego się przydomowym ogródkiem i dumnej, kochanej babci Rosie.
- Twoja babka pochodziła z Rundstedów Thomasie. Rozetta von Rundstedt wyszła za mąż za Twojego dziadka Hansa von Steinbacha z Zoppot. Twoja babka była moją wnuczką chłopcze. Tak chłopcze, ja Gerhard von Rundstedt krwi Tzimisce jestem twoim biologicznym przodkiem. Już jako nieumarły pojawiłem się przy łożu śmierci mojej żony Rozalii i przysiągłem, że będę opiekował się naszymi potomkami. Słowa raz danego mojej świętej pamięci żonie, która przez lata wiodła żywot wdowy po mnie, nigdy nie złamię, tak mi dopomóż Święty Boże. Jesteś drugą osobą po Kurcie znającą moją tożsamość i sposób w jaki jesteśmy powiązani. Moim zamiarem było tylko pomóc Ci wyjść z problemów zdrowotnych i pozwolić Ci się cieszyć pełnią życia. Nie chciałem ujawniać się, niestety wmieszała się w to wszystko Elza von Bock, czy jak wolisz Czarna Matka...
Co za przedziwny żart zgotował mi los. Matka której krew go przecież go ożywiła i uzdrowiła była mu wrogiem, rodzina której nie znał pojawiła się na powrót we wspomnieniach i na koniec okazało się że ten oto potwór jest jego rodziną. Co więcej jestem mu winny przysługę za okazaną pomoc. Jestem zmęczony grą tych dwojga. Odbijają mnie niczym sportowcy piłkę od tenisa. W końcu wyjdę któremuś bokiem, na aut i gra się zakończy.
Z każdym słowem Thomas słabł na ciele i na umyśle coraz bardziej. Po ostatnich poczuł się chwiejnie, coś w nim przegórowało i zaczęło wypływać na zewnątrz. Tym razem jednak to nie była krew ale gorycz i rozczarowanie. Po omacku sięgnął po pierwsze lepsze krzesło i siadł jakby ważył co najmniej pięć razy więcej. Krzesło zaskrzypiało potwierdzając ten dziwny fakt zmiany masy.
- Pan pozwoli że spocznę. Rozumiem, że w takim razie jesteśmy rodziną. Czy ma Pan jakieś oczekiwania względem mnie z powodu całej tej sytuacji? Oczywiście postaram się sprawdzić ten stan rzeczy ale tego chyba się Pan spodziewa, nieprawdaż.
- Tak chłopcze spodziewam się, że zechcesz to sprawdzić. Zdzwiłbym się gdyby Tremere zawierzył historii starego Tzimisce. Wy czarodzieje znacię magye krwi. Jeśli chcesz dostaniesz mej vitae abyś mógł sprawdzić empirycznie kim jestem. I nie miałem chłopcze co do Ciebie żadnych planów. Nie jest mi nic winien. Jesteś moją rodziną i moim obowiązkiem jest Ci pomóc.
- Co do tej która mnie przeistoczyła... - użył zamiennika bo poczuł jak słowa jej imienia więzną mu w gardle - ...dlaczego tak się właśnie stało? Dlaczego ona, dlaczego tremere?
- Moja świętej pamięci kochana Rosie była siostrą Elsy. Głupiutka Elsie... - westchnął Rundstedt odwracając się do Steinbacha: - Nie wiedzieć czemu zawsze myślała, że to właśnie z nią, a nie z Rozalią zostaną ogłoszone moje zaręczyny... W jej rozgoryczeniu, afekt jakim mnie darzyła szybko przemienił się w ślepy rankor. Odeszła ze swego rodzinnego domu i zniknęła wkrótce potem. Zapewne nie przypadkiem trafiła na kogoś, kto wykorzystał chęć zemsty młodej kobiety. Została przemieniona lata przed tym nim ja zostałem dotknięty przekleństwem. Niemal udało się jej mnie przeistoczyć i obrócić w bezwolnego sługę, ale spotkałem swojego Ojca, który odmienił mój los i oto stoję tutaj. Przez dziesiątki lat próbowała wbić szpilę w moje serce i udało się jej. Odnalazła i omamiła Ciebie, czyniąc z Ciebie narzędzie swej zemsty. Jakaż przewrotna ironia losu. Moja krew, mój potomek stał się znienawidzonym przez diabły czarodziejem.
Mogłbym powiedzieć i vice versa pomyślał Thomas, a le zamiast tego odrzekł:
- Chcesz się zemścić...
Spojrzenie martwych Tzimisce zatrzymało się na dłużej na wciąż rozdartym Thomasie:
- Zemścić? - zapytał spokojnie: - Zemsta jest osobistą klęską człowieka chłopcze. Sprawiedliwość kiedyś dosięgnie nas wszystkich. Przyjdzie jej czas, na tym lub drugim świecie.
- Czy rana którą otrzymałem już się w pełni zagoiła? Jak coś takiego w ogóle można zatrzymać?
- Potrafiłbym ją zagoić samemu chłopcze, gdybym miał więcej czasu. Niestety jest już zbyt późno. Moje umiejętności zdadzą się na nic...
Tępe uderzenie strachu sparaliżowało na chwilę Steinbacha. Wyrok zapadł. Czarnej Matce udało się dopiąć swego...
- Nie frasuj się chłopcze. Wszystko będzie dobrze. Kupiłem Ci wystarczająco czasu, aby mógł tu przybyć ktoś, dla kogo zdjęcie klątwy Tremere, będzie równie proste jak dla mnie założenie kilku szwów. Jutrzejszej nocy mój przyjaciel zadba o to abyś przemógł czar Elsy.
A poczytajcie sobie miejcie i Wy przyjemnosć

Wiem że są tu gracze weterani bez trudu potrafiący oddzielić to co wie postać od tego co wie gracz.