E40 kilometr przed Cottbusem
Puszczański degenerat był niebywale rączy w nogach, ku zgrozie Nikodemusa, który dotąd lubił się uważać za szybkiego w bieganiu. Kipiąca w żyłach adrenalina i wspomnienie padających z nóg towarzyszy wydawały się zbiega uskrzydlać, przez co z każdym uderzeniem serca mężczyzna oddalał się nieznacznie od pary swych prześladowców.
- Nie wolno mu uciec! - krzyknęła z trudem łapiąca powietrze Oksana, biegnąca o kilka kroków przed sędzią.
Klanyta zeskoczył z popękanego betonu na porośnięte wysoką trawą pobocze autostrady, połamał przy wtórze suchych trzasków jakiś krzak wpadając z impetem między pierwsze drzewa. Odepchnięta przez niego gałązka świsnęła w powietrzu, smagnęła Oksanę po policzku wyrywając z zaciśniętych ust Skandki niski wizg bólu. Klucząc niczym spłoszona sarna, człowiek w jelenim kaftanie parł przed siebie w coraz większą gęstwę, nawet na chwilę nie zwalniając kroku.
Nikodemus obejrzał się w biegu ponad ramieniem, czego zresztą od razu pożałował, bo omal się nie wywalił na porośniętym mszakami korzeniu starego drzewa. Ledwie chwilę po rozpoczęciu szaleńczego pościgu znalazł się wraz z Oksaną i uciekinierem w zielonej gęstwie bez punktu odniesienia do pozostawionej w tyle dawnej drogi.
Klanyta zniknął znienacka z oczu Koronapańczyków, zapadł się dosłownie pod ziemię. Zdumiony sędzia usłyszał jego głuche stęknięcie, dostrzegł kątem oka zwalniającą nieoczekiwanie Skandkę. Idąc w jej ślady uchronił się przed spadnięciem w ten sam dół, który okazał się pułapką dla zbiega.
Wielka dziura w ziemi nie była naturalnego pochodzenia, to Nikodemus pojął już w pierwszej sekundzie obserwacji. Spękane bloczki budulca wyznaczały krawędzie dołu dowodząc jawnie istnienia w tym miejscu pozostałości po ruinach z Dawnych Czasów. Uwięziony dobre dwa metry niżej klanyta podniósł w górę głowę i wydał z siebie przeciągłe warczenie, które przeszło w ostry niezrozumiały krzyk wściekłej frustracji.
- Mamy go! - wrzasnęła tryumfalnie Oksana, okrążając dziurę szybkim krokiem i demonstrując przeciwnikowi swą poczerwieniałą od krwi włócznię. Przyciskając lewą rękę do zakrwawionego boku człowiek w dziurze pogroził jasnowłosej piękności swym nożem, krzyknął ponownie ze złością.
Zbieg wpadł w dziurę w ziemi, będącą chyba starym zbiornikiem retencyjnym albo cysterną na wodę spływającą z autostrady. Raczej się stamtąd nie wydostanie o własnych siłach, życzę też powodzenia temu, kto spróbuje go z tej dziury wbrew woli wyciągać. Namakemono, jakieś deklaracje? Przyjmijmy też, że Gerard zaraz potem dołączył do sędziego i jego koleżanki.