Podstęp nie udał się aż tak, jak się spodziewał Vanko.
W myślach jednak nie winił się za to- te małpy są najwyraźniej zbyt tępe,
by zachowywać się przewidywalnie. Pewnie jakby uciekał z bananem, albo korytem żarcia- o tak, wtedy pobiegliby za nim. Małpy... widział je kiedyś na zamorańskim targu.. nie wiedzieć czemu jego myśli zadziwiająco spokojnie powędrowały ku tym odległym czasom, gdy " zwiedzony kawał świata" ograniczał się do najbliższej osady, wydającej mu się centrum wszechświata.
Tecumseh pojawił się nagle, Vanko uznał że korzystając z okazji ten wszawy pies ubije go bezbronnego.
Tymczasem rzucony sejmitar powędrował wprost w ręce Vanka, który wyskoczywszy w górę pochwycił go w powietrzu
i obróciwszy się w locie z pasją ciął przez łeb zaskoczonego pikta.
Głowa kolejnego psubrata eksplodowała, gdy nadbiegający Tecumseh powalił wroga niespodziewanym ciosem wyprowadzonym zza pleców napastnika, lecz zwierzęca żądza krwi dzikusa poprowadziła jeszcze jego ramię ku trzewiom Tecumseha pozbawionym mocy witalności ciosem agonii.
Zaroiło się od małp, bogowie wstrzymali czas w miejscu gdy maczuga wściekłej bestii zamigotała przed opadającym z wyskoku Vankiem, ciężko przykucnięty na ugiętych kolanach nie był jednak w stanie uchylić się skutecznie przed łaknącym jego krwi toporem kolejnego tubylca, który chciwie przedarł się przez pancerz na jego torsie.
Tecumseh z furią wpadł na nich z boku obaliwszy pierwszego z nich zamaszystym ciosem tańczącego w jego rękach ostrza, opadłszy na wywróconych przeciwników z wrzaskiem rozszalałej, dzikiej bestii raz po raz wydzierał z nich okruchy ulatującego życia. W pasju swej nie dostrzegł nawet rozpaczliwego ugryzienia w nogę, a Vanko w ostatniej chwili zbił-
choć nie dość dokładnie- cios, który jedynie prześlizgnął się po ramieniu Tecumseha. Kopnięciem odrzucił wroga. Ostrze sejmitara zatonęło w nerkach wojownika; krew trysnęła na twarz Vanka, który niczym wojownik z dawnych pieśni runął na trzech kolejnych piktów. Opanowany wolą śmiercionośnego zniszczenia z niezwykłą szybkością siekł i rąbał na prawo i lewo, aż serca wrogów zamarły, a ich umysły zwątpiły w zwycięstwo.
Gdy bojowy okrzyk Tecumseha zagłuszył szczęk oręża wola walki całkowicie opuściła 3 piktów, którzy jeszcze kilka uderzeń serca wcześniej pragnęli rozszarpać rosłęgo zamorianina.
Bogowie wojny otrzymali godny hołd, więc gdy piktowie zaczęli się cofać, Vanko nie podążył za nimi z niepokojem rozglądając się za towarzyszami. Nigdzie wszak nie dostrzegał Tranicosa!
Gubię się trochę bez zobrazowania okolicy. Pytanie, czy Ayodia jest martwa, czy została zabrana przez piktów i czy jest możliwość wzięcia jej skalpu, lub skalpu wodza piktów, czy też trzebaby się przecinać przez oddziały wroga?
Generalnie jestem za uporządkowanym odwrotem. Przede wszystkim dbajmy o swoich.