Primm, strefa okupowana
Nash Johnson wysłuchał w skupieniu słów swych nieoczekiwanych gości, pokiwał głową dostrzegając w propozycjach Flanagana i Simpsona sporo oczywistej racji.
- Będziemy wdzięczni za każdą pomoc - oznajmił podnosząc się jednocześnie z kucek - Jeśli tylko wojskowi nie zechcą przejąć miasteczka z rąk skazańców w swoje, nie będzie żadnego problemu.
- Dlaczego tak wstrętna jest wam opcja wcielenia do Republiki? - pochodzący z RNK pastor nie zdołał się powstrzymać przed cisnącym mu się natrętnie na usta pytaniem. Powaga sytuacji nie pozwalała na długie dysputy natury politycznej, ale rozczarowany postawą Nasha Gottschalk liczył przynajmniej na kilka słów wyjaśnienia.
- Podatki i przepisy - wzruszył ramionami Johnson, nieco zdumiony pytaniem pastora - Słyszeliście, co RNK robi po wcieleniu do siebie niezależnych osad? Spis powszechny, rejestracja interesów, podatki na rząd i armię, pobór do wojska i jeszcze gorsze rzeczy...
- Gorsze od najazdu Kajdaniarzy na pozbawioną ochrony mieścinę? Gorsze od zbirów strzelających leżącym na łóżku ludziom w głowy? Dobrze wam teraz w tym waszym kasynie, przyjacielu? - pastor przemawiał ściszonym głosem, ale wyraz jego twarzy mówił wiele o ewidentnym wzburzeniu kaznodziei.
- Daliśmy się zaskoczyć - odparł staruszek unosząc obronnym gestem dzierżącą strzelbę dłoń - Wcześniej dranie zapuszczali się tutaj małymi grupkami i uczciwie handlowali. W dodatku akurat zepsuł nam się nasz Protektron.
- Macie własnego Protektrona? - odezwał się myszkujący po zakamarkach sklepu Venkmen - CO mu się zepsuło?
- Elektronika - odpowiedział nieco niepewnym tonem Johnson - Jakieś obwody odpowiedzialne za protokoły bojowe. Łazi i wygłasza mowy powitalne, ale nie potrafi aktywować broni. Gdyby działał, dalibyśmy gnidom popalić.
- Do rzeczy - sarknął John ucinając schodzącą na boczny tor rozmowę - Jak możemy się przedostać do kasyna, dziadku?
- Tą samą drogą, którą wyszedłem, przez dach - odparł właściciel kurierskiej placówki - Przekradniemy się pod ścianę od strony stacji benzynowej, a moi kumple nas wciągną na linie do góry. Kto od was chce tam iść ze mną, boście coś mówili, że nie wszyscy.
Wejście do kasyna powinno być w teorii proste: pod ścianę budowli znajdującą się poza zasięgiem wzroku skazańców, wjazd liną na górę i już można się społecznie integrować!