Strona 30 z 48

: 23 marca 2015, 00:45
autor: Oggy
- W porządku. - Achille uśmiechnął się ciepło. Potarł brew zastanawiając się nad czymś przez chwilę. Inne wyjście... Widocznie mamy ugrać dużą stawkę w tej partii. Ojej panie Vallo, a gdyby się ktoś dowiedział ze pogrywa pan z Sabatem zamiast odrąbać hydrze ostatni łeb?

- Co zniknęło w Rzymie? Jak wyglądał grób?

: 23 marca 2015, 15:56
autor: 8art
Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; po 23:00

- Książe wie odpowiednio dużo, ale nie musi znać miejsca mojego pobytu. - wymijająco odpowiedział Vallo: - Wystarczy, że ufam Nosferatu i Wam. A co Rzymu? Tu przyznam, moja wiedza jest szczątkowa. Oficjalne źródła wspominają jedynie o akcie wandalizmu.Mam tylko informacje z drugiej ręki. Wiem, że grobowiec zdewastowano i ktoś zbeszcześcił zwłoki. Niestety nie byłem w Wiecznym Mieście na pogrzebie Percy'ego i nie potrafię ocenić, czy coś zaginęło. Zwłoki poety podobno były w miarę całe, jak wiadomo bez serca.

CDN

: 24 marca 2015, 23:25
autor: Suriel
Thomas wracał przyciemnionym korytarzem do reszty towarzystwa. Jego myśli skupiały się na wszystkich rewelacjach, które przed chwilą usłyszał.

Tak oto moja osobista mistyczna droga, którą każdy mag Tremere podąża ku iluminacji wepchnęła mnie w wędrówkę wewnątrz siebie, gdzie są jedynie rozdroża. Wielu twierdziło, że celem każdego rozumnego istnienia jest przebudzenie odrętwiałej pneumy i uwolnienie jej z więzów losu i świata by w końcu mogła wznieść się w kierunku transcendentalnej prawdy. Lecz już bez kotwicy jaką są prawa fizyki, przywiązania i zbędne emocje. Kto mi powie która z dróg przede mną tam prowadzi? Odpowiedzi nie przyniosą rytuały, tarot, ouija ani astrologia. Najważniejsze wybory bowiem dokonuje się samą wolą bez udziału Sztuk. Czy aby na pewno bez?
- zawahał się gubiąc krok - Wszak mogę poprosić starego diabła o użycie dyscypliny. Legendarna moc Tzismisce mogłaby mnie zmienić w kogoś zupełnie innego. Mógłbym stać się martwy dla nich wszystkich, raz i na zawsze. Pojawiłby się nowy ja wolny i piękny. I mógłbym odzyskać moje oczy...
[center]
***[/center]
Wszyscy nowi zebrali się w głównej hali. Było ich więcej niż tylko dwoje pozostałych przemienionych z Thomasem. Przybyli od kilku regentów podlegających jurysdykcji zamku. Niektórzy czekali na tą chwilę kilka lat. Pośrodku Lord kończył inwokację oczyszczenia dla nowicjuszy którzy za chwilę mieli dostąpić zaszczytu zajrzenia w toń.

[center]Obrazek[/center]

Kiedy przyszła kolej Thomasa zbliżył się do wielkiego złotego kotła w którym falowała czarna oleista ciecz. Uważał by nie dotknąć brzegów sagana, który wokół zdobiony był w dziwne powykręcane sylwetki. Spojrzał w głąb ciemności. Na początku nie działo się nic.
- Czy widzisz? - zapytał lord
Wtem Thomas jakby zauważył coś na dnie, jakby na kształt przypominające...
- Widzę Mistrzu.
- Sięgnij po niego Thomasie wolą. Udźwignij go. Przynieś nam…
Słowa Lorda zatarły się, straciły sens. W skupiał się coraz mocniej. Nagle poczuł że coś spogląda z głębi również na niego. W niego. Przestraszył się, upuścił. W uszach mu szumiało.
- To był ostatni Mistrzu. - powiedziała Elza
- Żaden z nich. - odpowiedział Lord i odszedł.
Ceremonia się zakończyła.

Mijały noce. Thomas nie mógł pogodzić się że coś mu nie wszyło. Czuł że zawiódł ponieważ nie dał z siebie wszystkiego. Czuł że mógłby lepiej. Co prawda nie wiedział kogo szukali mistrzowie ale był pewien że to właśnie on był tym wybrańcem. Przecież zawsze musiał być najlepszy. Gdyby tylko dano mu drugą szansę. Ale ona nie przysługiwała. Wola kreuje drogi maga a granice są dla słabych. Postanowił więc zakraść się do pracowni Lorda i spróbować ponownie. Kiedy zbliżał się do garńca niemal już czuł jaką glorią za chwilę się otoczy. Spojrzał w toń ale od początku coś było nie tak. Niewyraźnie widział to co skryte na dnie ale miast to podnosić czuł, że musi walczyć by sam się tam nie znaleźć. Czuł jak coś zaczęło wciągać go w otchłań. Niemal zatapiał się w toni brutalnie wyciągany z ciała. Oczy wypalane przez moc piekły go bardziej niż gdyby potraktowano je żywym ogniem. Jego duch właśnie przez nie wychodził. Bronił się ale sił brakło, nie pamiętał czy wtedy krzyknął.

Kiedy się ocknął wszędzie paliły się światła. Byli wszyscy, a nad nim pochyla się Lord.
- Ja przepraszam, ja... - wyjąkał ale wiedział że kara za to będzie straszna. Tym razem ostateczna.
- Już dobrze chłopcze, nie przejmuj się - powiedział Lord ze sztuczną dobrotliwością - A teraz wszyscy wyjść!
Thomas nie mógł w to uwierzyć, ruszył posłusznie w kierunku wyjścia.
- Ty nie Elzo. - powiedział chłodno lord - Thomasie poczekaj z łaski swojej pod drzwiami.

Oczy paliły go kiedy stał przed komnatą pracowni. Mimo iż tarł je rękami ból nie ustawał. Wtedy z komnaty usłyszał Jej krzyk. Musiał go słyszeć cały zamek. Wrzask bólu jaki targnął matką przeszył jego serce niczym zimny sztylet. Po nim była przerwa po niej i kolejny wrzask matki, a potem kolejny i następne.
Kiedy wyszła z pracowni lorda, cała była rozdygotana. Nawet na niego nie popatrzyła tylko bez słowa, chwiejnie ruszyła korytarzem. Jej pełna bólu twarz mówiła wszystko. Thomas bez słowa, potulnie ruszył za nią. Idąc korytarzem, niczym dziecko pocierał ciągle oczy.

[center]Obrazek[/center]

[center]***[/center]

Moje piękne oczy, straciłem je.

Rozejrzał się, bezwiednie zatrzymał się w korytarzu którego przyćmione światło przypomniało mu zamek.

Nie, nie byłbym martwy dla wszystkich. Wiedziałby cała koteria, Vallo. No i zdradziłaby mnie krew Siedmiu którą piłem. Tak jak noce Goratrixa i jego sabatników zostały policzone tak i mnie w końcu by odnalazł któryś Astor, a wówczas... Lecz chwila, kim jest ten dla którego zdjęcie klątwy jest dziecinnie proste, i co może jeszcze czynić?
Z góry przepraszam, że taka dłużyzna mi wyszła ale może komuś się spodoba.

: 26 marca 2015, 14:22
autor: 8art
Rezydencja Furstenhof; 21/11/14; po 23:00

- Jak wyglądał grób? - zapytał Achile.

- Pdobno ktoś odsunął płytę nagrobną i wyciągnął zwłoki. Nie zostawiono żadnych oczywistych śladów. Nie dysponuję zdjęciami z oględzin policyjnych. Sprawę zamknięto... Lub ukręcono jej łeb. Kontaktowałem się z kilkoma członkami Camarilli jakich znam w Rzymie, ale nie dowiedzieli się niczego. Być może odwiedziny w wiecznym mieście rzuciłyby więcej światła na sprawę. Mógłbym zaaranżować stosowne spotkanie aby ułatwić wizytę w mieście...

A więc Wieczne Miasto... Włochy... Wenecja... Radmiła... Myśli Moreau zaczęły nagle szybować w kierunku, o którym prawie zapomniał. Nie zapomniał, schował głęboko n dnie serca niczym bolesną zadrę.

Sugestia Vallo była dość czytelna. Price spojrzał na siedzącego w kącie Marcusa, na zamilkłego nagle Moreau i pogrążonego w myślach Steinbacha. Rozmowa z Rundstedem musiała wywrzeć na Tremerze piorunujące wrażenie, choć jej treść była dla Ventrue kompletną tajemnicą. Co też mógł takiego powiedzieć Tzimisce? Jakiż mroczny sekret dusił w sobie teraz młody czarodziej.
Poniżej zdjęcie grobu Percy'ego, jakie każdy z Was może znaleźć w swoim smartfonie.
Obrazek

Jak zapatrujecie się na opcję wizyty w Rzymie? Vallo pewnie fundnie wam bilety przynajmniej w biznes klasie;)

Przypominam jeszcze, że Vallo nie wie o Waszej "śmierci".

: 29 marca 2015, 22:25
autor: 8art
Wciąż czekam na ewentualne reakcje. Tempo akcji mi ostro spadło ale mam prawdziwy młyn.

Jutro postaram się posunąć akcję do nastepnej nocy, chyba że macie jakieś plany.

: 29 marca 2015, 23:07
autor: Oggy
- Wszystkie drogi prowadzą... do Rzymu. - Achille niespodziewanie zaciął się wypowiadając banalna sentencje, jakby jakiś zaskakujący fragment układanki wskoczył na swoje miejsce w jego umyśle.

- Nie jestem tylko przekonany czy powinniśmy pojechać tam wszyscy. Moja obecność stanowi bezpośrednie, fizyczne zagrożenie dla Koterii. - Spojrzał na Vallo, obsesyjnie poprawiając mankiet koszuli. - Dwie noce temu zostałem zaatakowany przez wilkołaka. Dosyć zaskakujące rozwinięcie mojej obecności na Bałkanach w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Dzięki pomocy Koteri mogę o tym opowiedzieć. - Achille uśmiechnął się przyjaźnie przebiegając spojrzeniem po swoich towarzyszach. - Ale po ataku jesteśmy uznani za martwych... a domena Xaviera pozostaje niechroniona.

- W Rzymie możemy zdobyć jakieś wskazówki ale kluczowe jest Bournemouth. Tylko tam możemy uzyskać inicjatywę. Czy szczątki Mary oraz serce Percego leży w grobowcu przy St Peters Church?

Vallo oszczędnym ruchem skinął głową twierdząco.

- A więc można przypuszczać ze staną się kolejnym celem. Dysponując nimi możemy sprowokować naszych przeciwników do działania i wciągnąć w pułapkę. Przynajmniej tych mniej opanowanych. Uważam Xavierze, że powinieneś kontrolować sytuacje na miejscu, z Rhino. Marcus lub Thomas mogą towarzyszyć mi w Rzymie. - Moreau przejechał językiem po zębach zastanawiając się jeszcze nad czymś.

- Ponadto Xavierze, ponieważ nasza sytuacja w Furstenhof jest klarowna - toreador uśmiechnął się z szacunkiem do Rundstedta - Sądzę że powinieneś wycofać Ninę z Zurychu i poprosić żeby do nas dołączyła.

: 30 marca 2015, 14:49
autor: 8art
Jako, że troche mi sesja przystopowała i nie widzę chęci do pisania u innych to dam zainteresowanym mały spoiler, tego co zdarzy się następnej nocy. Mam nadzieję, że to trochę rozbudzi wasz apetyt i ruszymy dalej.
Spoiler!
Dosłyszeli parsknięcie konia. Moreau zaciekawiony wyjrzał przez okno. Przed wejściem ogromny, czarny, osiodłany rumak dyszał ciężko z chrap i co chwilę rył kopytami pokryty śniegiem podjazd.

Koń? zapytał się w myślach zdziwiony ale także i zaintrygowany.

Nie dostrzegł jednak jeźdźca. Albo rumak zjawił się tu sam, albo przybysz musiał już zdążyć wejść do rezydencji. Toreador wyślizgnął się na korytarz w nadzieji, że z galerii dostrzeże przybysza. Obcy jakby wyczuł ciekawość Achile i wyglądało jakby to on oczekiwał wzrokiem Toreadora. Ich spojrzenia skrzyżowały się na chwilę i Moreau szybko pożałował swojej decyzji. Wolałby nie dostrzec postaci jaka zagościła w domu Rundsteda. Cofnął się w pośpiechu do pokoju, odprowadzany niekudzkim spojrzeniem obcego. Zamknął drzwi, definitywnie uznając, że ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła.

: 30 marca 2015, 15:38
autor: Suriel
Tremer siedział nieco z boku jego pale wodziły po brzegu przygotowanego drinka lecz wzrok był odległy, nieobecny. Pozornie zdawał się być pogrążony w swoich myślach i nie zwracać uwagi na dyskusję. Jednak tak na prawdę dojrzewała w nim myśl która zmienić miała jego wszelkie dalsze losy. Tylko jak nagiąć zasady gry starszych by wyjść poza ich szachownicę...

- Żałuję że nie otworzyliśmy wtedy grobu. Intuicja podpowiadał mi wówczas by tak zrobić ale nie wydawał mi się to ani stosowne ani mądre. Od teraz nigdy więcej nie zlekceważę tego co podpowiadać mi będzie ów magiczny dzwoneczek. Zbyt długo lekceważyłem to co zostało mi dane w momencie moich narodzin.

Przebiegł wzrokiem po pozostałych zatrzymując się chwilę dłużej na Rundtstedzie. Można było odnieś osobliwe wrażanie, że zapoczątkowana w Rhino zmiana w Thomasie właśnie dobiegała końca. Kokon pękał, wylinka dobiegała końca. Potem kontynuował z większa pewnością siebie niż jeszcze kilka nocy temu, kiedy przemoczony stukał w drzwi elizjum.

- Nigdy nie miałem okazji przebywać w Wiecznym Mieście i przyznam się szczerze że nie wiem czy bardziej irytująca byłaby dla mnie bezpośrednia bliskość Watykanu z tym jego Świętym Oficjum czy też świadomość, że są tam naprawdę wiekowi starsi, którzy grają w swoje szachy. Proponuje siebie na tą wycieczkę, chyba że jest wśród nas ktoś kto włada włoskim. - spojrzał na Marcus lecz ten trwał w tej samej pozie od dłuższego czasu. Wydawał się odległy i nieobecny.

- Obawiam się, że nasza śmierć tak poruszyła drogiego Marcusa że nadal nie może dojść do siebie. Oby tylko nie okazało się, że nasz wielki i zaskakujący powrót do świata nieżywych wrzucił naszego biednego towarzysza w spiralę katatonii z której nie znajdzie wyjścia nawet doktor Sanders.

Zupełnie jak z Cwetanem. Zostało nas już zatem tylko trzech... Mein Got, czy aby to nie działa jakaś siła starożytna i zła której moc wypala jednego po drugim. Czy i nas to czeka?

: 31 marca 2015, 14:59
autor: 8art
Rezydencja Furstenhof; 22/11/14; po pólnocy

- A zatem postanowione. Pan Steinbach i Moreau mogą ruszyć do Rzymu choćby zaraz. - stwierdził spokojnie Vallo, choć Moreau dostrzegł cień ekscytacji w gestach Ventrue.

- Wyruszą dopiero gdy Thomas wróci do zdrowia. - wtrącił się z naciskiem Rundstedt. Vallo spojrzał na Tzimisce jakby chciał o coś zapytać, ale gospodarz zareagował szybciej: - Nie zostanie wypisany z mojej kliniki dopóty jego stan nie będzie satysfakcjonujący. Żadnych ale, mój dom i moje zasady.

Jestem jak odbijana przez starszych piłka... Ciekawe kto manipuluje tymi dwoma?

Steinbach poczuł się jak nagle jak ktoś zupełnie zależny od woli innych. Ventrue wydawał rozkazy niczym generał, a Tzimisce rościł sobie prawa do ograniczania swobody Thomasa, choć trudno było utwierdzić się w przekonaniu, aby czynił to wbrew dobrze pojmowanych intencji. Dopiero po chwili, Tremere zorientował się, że podczas gdy on stał zamyślony w gabinecie wciąż była napięta cisza. Przerwał ją primogen Ventrue:

- Niech będzie wola twoja. Twój dom i twoje zasady, choć nadal uważam, że czas jest kwestią priorytetową.

- Dla mnie jedynym priorytetem jest zdrowie moich pacjentów. - Tzimisce postawił sprawę jasno ucinając dalszą dyskusję w tej kwesti. Nerwowa atmosfera zaczęła powoli opadać, choć Price już próbował przewidzieć jakie konsekwencje może mieć pozornie błaha kłótnia dwóch starszych. Nieoczekiwanie Strategoi zwrócił się do Xaviera:

- Zatem wolisz wrócić do Bournemouth, czy chcesz udać się do Rzymu? Wasza inscenizacja śmierci, z jednej strony utrudniła możliwości oficjalnego działania, ale zastanówmy się, jak wykorzystać wasze zniknięcie.

: 01 kwietnia 2015, 13:22
autor: 8art
*Post prima aprillisowy*

Rezydencja Furstenhof; 22/11/14; po pólnocy

- A Melancholią Marcusa też się zajmiemy. Czy mógłbyś coś na to zaradzić Gerhardzie? - spytał Vallo spoglądając porozumiewawczo na Tzimisce. Rundstedt kiwnął głową twierdząco i zaczął powoli zbliżać się do nieruchomo siedzącego w fotelu Koroviewa:

- Jest jedna bardzo skuteczna kuracja na takie duchowe problemy. - Diabeł spokojnym ruchem położył dłonie na ramionach Malkaviana. Nagle, ku całkowitemu osłupieniu koterii, niemożliwie szybkim ruchem wyrwał głowę ślepca. Podniosłwszy ociekającą vitae głowę spojrzał w gasnące oczy Marcusa i skończył spokojnym tonem: - Ta kuracja nazywa się eutanazją... - Potem wybuchnął histerycznym śmiechem.

Tylko jedna z postaci w gabinecie zdążyła otrząsnąć się z szoku. Gdy toreador, ventrue i tremere próbowali przetrawić to co właśnie się stało, Vallo niepostrzeżenie zbliżył się od tyłu do wciąż rechotającego potwornie Tzimisce. Śmiech Rundstedta zamienił się nagle w gasnący krzyk, gdy Ventrue zatopił swe kły w szyi wampira. Chwilę później zwłoki Tzimisce padły na ziemię, a Michael pokazał swoje prawdziwe oblicze. Przed koterią stał skrwawiony vitae Gerharda... Anton.

Zdumienie wszystkich było kompletne. Price nie mógł uwierzyć w to co widzi. Szeryf zadrwił sobie z nich wszystkich ukrywając się pod maską jakiej nikt nie przejrzał:

Jak to?! Gdzie jest zatem Vallo?! - tysiące myśli przebiegało w zupełnie skonfudowanej głowie Xaviera.

- Co kurwa frajerzy?! Daliście się wyłoić bez wazelinki. Od początku chodziło tylko o waszą vitae. Tu w Szwajcarii mogę was wyssać jak dziwka fiuta. To co? Poddacie się po dobroci, czy mam wam najpierw spuścić wpierdol.
dobra czas podkręcić tempo i odkryć kilka asów. co wy na to? Z góry uprzedzam, że Naton jest niewąskim zawodnikiem i walka z nim nie będzie łatwą przeprawą, taką jak np z wilkołakiem. No ale zawsze są inne opcje. Pewno w garażu Rundstedta stoi kilka fajnych fur. Można spróbować dać nogę, może zawołać Kurta i ochronę? A może negocjować lub dać się potulnie zdiabolizować (really???)... Czekam na wasze wpisy, mam trochę czasu, to pchniemy akcję dalej.

: 01 kwietnia 2015, 14:41
autor: Suriel
[offtopic]- Pinki, Zabij!!!- wrzasnął wściekle tremer do pinkiego który natychmiast rozpoczął przemianę w crinos. Żartowałem tu będę pisal wieczorem jak wyjdę z szoku. Biorąc pod uwagę fakt iż się nie umiem bić,liczba ruchów jest mocno ograniczona.

Zaraz zaraz czy dzisiaj nie jest 1 kwietnia, czyli prima aprilis?

EDIT:
Poczekam z postem do wyjaśnienia punktu 3 Lightstorma bo już dzisiaj główna księgowa u mnie w pracy przez głupie żarty wylądowała na dywanie u prezesa, tak ten dzień działa na statecznych zdawałoby się ludzi. Więc kto wie...[/offtopic]

: 01 kwietnia 2015, 21:04
autor: lightstorm
Wątek techniczny:
1. Jak to się stało, że Marcus stracił głowę, a koteria siedziała i oglądała ten creep show nic nie robiąc?
2. Anton zdiabolizował Tzimisce, czy tylko go ugryzł? Chyba tylko ugryzł, bo diabolizowanie dość długo trwa, a koteria dalej ma creep show?
3. No i kurde, czy to nie jest Prima Aprilis? Antagonista wymawia kwestie jak w amerykańskich filmach, a bohaterowie słuchają dzielnie... i nic nie robią... Mam takie statystyki postaci, że powinienem jakoś móc wcześniej zareagować, bo teraz to mogę podać chusteczkę Antonowi i życzyć smacznego.

: 01 kwietnia 2015, 21:44
autor: 8art
Ad1. A tak się stało, że MG miał taki kaprys.
Ad2. Anton zdiabolizował Tzimisce i zgadnij ile kropek w Zniekształceniu uzyskał?
Ad3. Prowadzę storytellingowo i gdzieś zapodziałem kartę postaci, więc nie wiem jakie statsy. Poza tym tak mi pasowało fabularnie.:D
Macie obaj rację. Dziś jest prima aprillis, ale przecież jako starzy Wodziarze, nie mamy za grosz poczucia humoru, tylko zuo, mrok i deprecha.

Niemniej jednak powyższy post był primaaprillisowym żartem (zapewne napisanym za podszeptem jakiegoś przedpotopowego Malkavianina, pod którego jestem wpływem), mającym na celu wywołanie słusznego oburzenia i gromów ze strony WODowej braci.

Zapewniam was, że Marcus wciąż jeszcze ma głowę na karku, choć Rundstedt stoi podejrzanie blisko Malkava i nie wiadomo co mu strzeli do głowy. Vallo też nie zamienił się w górę mięśni, która ma zamiar was zdiabolizować.

Czuję się trochę niedoceniony przez Lightstorma. Anton głównym złym? Please... To tylko drobny szczegół na waszej drodze. Przy waszym głównym zuym, Anton będzie groźny jak Pinky;) Także strzeżcie się, bo nie znacie ani dnai i godziny.
Wracając do rzeczywistości, czekam na Wasze wpisy. Jak nie to puszczę jutro akcję do następnej nocy.

: 01 kwietnia 2015, 23:44
autor: lightstorm
- Wracam do Bournemouth - Xavier odpowiedział. Postaram się pozostać niezauważony i działać przez swoje kontakty. Nie sądzę, by moja osoba była potrzebna w Rzymie, a pozostawianie spraw bez opieki w Bournemouth może sprowadzić dodatkowe kłopoty.

Xavier zerknął na towarzyszy:

- Chciałbym być z wami cały czas w kontakcie, abyśmy informowali siebie o naszych postępach na bieżąco. Myślę, że przydałby się wam jakiś ghul który działałby w dzień. Xavier spojrzał na Ventrue:

- Masz jakiekolwiek przypuszczenia kto może być kretem? Jakaś lista osób? Sprawa Baza... Jeżeli ktoś potrafi używać Dominacji w taki sposób, by Anton i jego ludzie nie mogli tego rozgryźć, to taki ktoś musi mieć olbrzymie doświadczenie i mieć pewność, że tego nie da się normalnie przełamać. Czy możliwe by kretem był potężny Spokrewniony, który co noc udaje kompletne zero?

: 02 kwietnia 2015, 14:01
autor: 8art
Rezydencja Furstenhof; 21/11/14; po 23:00

- Wybaczcie panowie, ale na mnie czekają jeszcze dziś nie cierpiąve zwłoki obowiązki. - Rundstedt kiwnął ramionami i zaczął oddalać się do wyjścia: - Panie Achile, jeśli ma pan ochotę, może mi pan towarzyszyć. Zapewniam pana, że przypadek jaki mi się trafił będzie dla pana równie interesujący, jak klątwa pana Steinbacha.

W sali na łóżku leżał przykuty wielkimi kajdanami zakrwawiony i śpiący mężczyzna. Toreador przez chwilę był gotów pomyśleć, że Rundstedt nie jest lekarzem, lecz doktorem rodem z gotyckiej powieści grozy autorstwa pewnej pisarki, z której losem przypadkowo powiązana była koteria. Gerhard szybko wyprowadził Achile z błędu:

- Względy bezpieczeństwa. Jestem doktorem, ale nie samobójcą.

- Czy to jest...? - głos Toreadora uwiązł mu w gardle.

- Tak Achile, to garou. Mówiłem już, że przysięga lekarska zoobowiązuje. Jeśli ktoś szuka pomocy, tu ją uzyska, bez względu kim jest. Jego wataha została poharatana w starciu nieopodal. Walczyli z wampirami, ale nie byli to tutejsi Kainici. Ci miejscowi zjawiliby się tutaj sami szukając pomocy. Ale weźmy się do roboty. Zobaczysz jaką moc regeneracji mają lupini. Za kilkanaście minut z naszą pomocą stanie na nogi i dołączy do swoich.

- Z naszą pomocą?

- Miałem nadzieję, że zechcesz spróbować samemu, a nie tylko stać z boku i się przypatrywać. Nie bój się, nie ma ryzyka. Został wprowadzony w stan głębokiej śpiączki. Nie próbowałbym niczego na rozszalałym crinos.

Obaj wzięli się do pracy. Poinstruowany przez Rundstedta, Moreau zaczął wydobywać kule z ciała wilkołaka i zszywać rany. Toreador nigdy w swoim nieżyciu nie śmiałby przypuszczać, że będzie ratował lupina. Gerhard ograniczył się jedynie do dziwnego masażu, który w niewytłumaczalny sposób, leczył rany:

- Jak to robisz?

- To jedna z dyscyplin jakimi dysponuje nasz klan. Niestety większość moich ziomków używa tych mocy aby przeistaczać siebie i innych w groteskowe istoty z reguły celem zadawania bólu i śmierci. Odkryłem lepsze zastosowania tychże.

- Zniekształcenie...

- W rzeczy samej... Vicissitude...

- Nie boisz się, że Cie potem rozszarpią na strzępy?

- A czy strach powstrzymał Cie przed misjami Lekarzy bez Granic?

Moreau nie odpowiedział. Dobrze wiedział, że Rundstedt musiał czuć to samo co on, gdy w Sarajewo tonęło w huku moździerzowych wybuchów i suchym trzasku snajperskich wystrzałów, a Moreau nad skąpym oświetleniem ratował kolejne błahe ludzkie życie.

Skupił się na poleceniach doktora. Wkrótce było po wszystkim. Oddech zdawałoby się konającego lupina wyrównał się i Rundstedt oświadczył:

- Można go oddać jego pobratymcom.
Taki pościk dla Oggiego, żeby się wczulł lepiej;) Będę pisał jeszcze, ale mam trochę tekstu jeszcze do napisania.

EDIT: Czy Moreau chce towarzyszyć Rundstedowi w przekazaniu lupina watasze i wejść w interakcje z wilkołakami? Będą go odbierać ci sami typkowie, jakich widział Thomas przez okno.