E40 przed Cottbusem
Pozostawiając za sobą pośpiesznie uprzątnięte pobojowisko, Koronapańczycy zniknęli w gęstym lesie po zachodniej stronie torowiska. Pół kilometra dalej, raz za razem upominani przez nerwowego Gerarda, przepchali wózek w chaszcze na poboczu i ściągnęli z pojazdu nieprzytomnego Dirka.
Rudowłosy kusznik miał na sobie w walce wzmocnioną metalowymi płytkami skórznię, ale dwaj zabici przez Yurana klanyci doskonale władali nożami i dali tego kunsztu przerażający popis. Głębokie rany na ciele Dirka sięgały bezsprzecznie organów wewnętrznych, a obfity krwotok tylko pogorszył ogólny stan zdrowia mężczyzny. Gerard uczynił wszystko, co tylko było w jego mocy, by zatamować krwawienie i opatrzyć rany, w pewnym jednak momencie jego ograniczona wiedza na temat uzdrawiania sięgnęła po prostu granicy.
- Zostanę z nim do waszego powrotu - zdecydowała w końcu Oksana, przerywając ciężką niezręczną ciszę - Nie możemy go zostawić na pastwę dzikich zwierząt ani dzikich ludzi. Pomóżcie mi tylko przenieść go głębiej w las, teraz jesteśmy za blisko szlaku. Jeśli pójdzie za wami pościg tamtych, nie mogą wpaść na nasz trop.
Nikodemus i Yuran wymienili niespokojne spojrzenia, doskonale świadomi niebezpieczeństwa, jakie na swą głowę ściągała Skandka. Obarczona ciężarem troski o konającego towarzysza, w następnej konfrontacji z dzikimi skazywała się najpewniej na śmierć. Lecz zarazem w umysłach mężczyzn pojawiło się uczucie ulgi, że ktoś zgłosił się na ochotnika do tego niewdzięcznego zadania. Chociaż nikt nie powiedział tego na głos, niektórzy liczyli się w myślach z przerażającą koniecznością porzucenia Dirka na pastwę lasu.
- Uważaj na siebie i niechaj święty Grycan ma cię w opiece - powiedział Telibor kładąc dłoń na ramieniu Oksany - Daję słowo, że po was wrócimy.
- Wózek zostawimy czy bierzemy ze sobą? - spytał niespokojnie Bayer Werk, ściskając w ręce bezużyteczny już, bo pozbawiony choćby jednego naboju kulomiot - Jak zabierzemy, może nas opóźniać, gdyby przyszło do ucieczki. Mnie też jest go szkoda zostawiać, ale może tak byłoby lepiej.
- A co zrobisz z tym starterem? - spytał Bruni spoglądając znacząco na kanciasty kształt wciśnięty pod płachtę brezentu w kącie wózka - Bez niego najpewniej nie otworzymy schronu. Poniesiemy?
- Możemy wsadzić do plecaka Dirka w miejsce jego rzeczy - zaproponował Yuran - Werk założy na plecy i poniesie, tylko on wyszedł z tej jatki bez szwanki. Nigdy jeszcze nie widziałem tylu zabitych w jednym miejscu...
- Żaden z nas chyba nie widział - odparł Nikodemus - Jeśli ci to nie przeszkadza, Werk, weź starter do plecaka. Wózek schowamy głębiej w lesie razem z Dirkiem.
Gdzieś w pobliżu zaszeleściły gałęzie i wszyscy osadnicy przypadli w jednej chwili do mchu oplatając palcami oręż. Zza pobliskich drzew wychynął skradający się cichaczem Dragan, przyklęknął tuż obok bladego jak ściana Yurana.
- Widziałeś dzikich? - spytał sędzia przeszywając zwiadowcę przenikliwym spojrzeniem. Dragan potrząsnął w odpowiedzi głową.
- Tamtych nie ani kotów, ale widziałem miasto - powiedział głosem, w którym oprócz niepokoju dźwięczała też ewidentna ekscytacja - Zaczyna się na wyciągnięcie ręki, za kilkadziesiąt kroków w tamtą stronę, tylko gęstwa wszystko zasłania... I jest naprawdę wielkie, musicie mi wierzyć!
Cottbus o krok, najwyraźniej dotarliście do celu wyprawy. Teraz pozostaje już tylko zlokalizować odpowiednie miejsce, odblokować wejście i wynieść wszystko, co nie zostało wcześniej przyspawane. Oksana zostaje w lesie z Dirkiem, w miasto idą Yuran z Draganem, Telibor i Bruni, Gerard i Nikodemus. Jakieś dodatkowe deklaracje?