Strona 30 z 57

: 16 lipca 2011, 04:02
autor: mordimer00
Gdy Trehant i Eithart wyszli z naszej chatki Mordil odwraca się w stronę pozostałych przyjaciół i:
-"Te i coś tam robima, a po kiego być ta mapa? Co te Uhra chcieć wiedzieć o ta osada? A tyś Skela kiej nasza ruchać do osada na przeszpiegi? I co wyśta chcieć znajś w ta dziura? Moja być gotowa na szytsko, a nasza zapłata kiej byćta? Mówta co wyśta chcieli robić? Moja łazić wszędy gdzie trza. Tylko mówić prosta bez kłamu."

: 16 lipca 2011, 09:18
autor: Ula
"Mapa potrzebna do dwóch celi: pierwszy, abyśmy nasza nocną wycieczkę z sensem zaplanowali a nie szwendali się bez sensu i drugi, osadę podzielić na ćwierci i sprawdzić czy choróbsko wszędzie podobne spustoszenie sieje, czy tez różnie, czyli popytać gdzie ilu chorych i no i .. nie wiem... może Einhart by jeszcze co podpowiedzieć mógł... i ciekawam wielce czy jeszcze jakie jaskinie tu są"

: 16 lipca 2011, 11:39
autor: mordimer00
-"Twoja zaczepiać ludź z ta osada o mapa i pytować ich o jaskinia inne?
Toć one bedą gadać potem kto i o co sie pytować i Duvikanie wiedzieć bedą, że to nasza sprawka. A Hakana wypytać o osada i inne jaskinie nie być lepiej?"

: 16 lipca 2011, 12:13
autor: Ula
"hakan! to jest dobra mysl goblinie!" obdarzylam cie przecudnym uśmiechem , ktory u ludzi o slabych nerwach mógł stan przedzawalowy wywolać "ale mapkę to trza u tutejszych wlodarzy wydobyc.. wszak mieli jaskin, to i miasta miec powinni - powiemy ze szukac mrowczarzy bedziem, czy jaki w innych szczelinach sie nie poskrywali."

: 16 lipca 2011, 15:21
autor: mordimer00
-"Ja być Mordil Uhro" i też się uśmiecham szyderczo

: 16 lipca 2011, 21:16
autor: Keth
W domostwie Jareda Brunty, poranek

Trehant westchnął cicho czując jak nienaturalne mrowienie spowodowane wnikającą w jego ciało magiczną mocą ustępuje powoli, niekoniecznie ku zadowoleniu odrętwiałego, a przez to nie czującego wcale bólu łowcy. Półork odzyskał ponownie władzę nad członkami, siadając ze stęknięciem na posłaniu z kilku mat rozłożonym chwilę wcześniej na podłodze rękami dwóch młodych dziewcząt o zaplecionych w warkoczyki ciemnych włosach, nieco widokiem dwóch gości spłoszonych, na pewno zaś z natury nieśmiałych.

- Dzieci moje, przynieście jeszcze kozie mleko i pozostawcie nas samych - poprosił łagodnym głosem graamicki kapłan, siadając z wyraźnym wysiłkiem w kucki obok zaglądającego pod swą wciąż zapiętą koszulę Trehanta.

Skóra na piersiach remzińskiego półorka ciągle poznaczona była paskudnymi szramami, ale większa część ran mężczyzny zasklepiła się przestając krwawić czy wystawiać na światło dzienne surową tkankę tak podatną na dotyk waporów przenoszących zepsucie mięsa. Tu i ówdzie szramy nadal odsłaniały nie do końca spojoną za pomocą magii skórę o silnie czerwonej barwie, ale Trehant i tak pozwolił sobie na głębokie jęknięcie nieudawanej ulgi.

Znajomość magicznych sztuk pozwoliła Bruncie odsunąć od łowcy perspektywę strasznej śmierci od zakażenia krwi, wiszącej dotąd nieubłaganie nad półorkiem, chociaż starzec nadal nie ukrywał swego zdziwienia usilną prośbą wędrowca, aby zabiegu dokonać bez bezpośredniego kontaktu z raną i bez zaglądania pod odzienie mężczyzny. Uszanowawszy dziwaczną prośbę Brunta dokonał zatem leczenia przymykając swe oczy i zamykając rękę półorka w sędziwych pomarszczonych dłoniach.

- Stokrotne dzięki za twą pomoc, świątobliwy - wykrztusił Trehant nie próbując nawet skrywać swego poruszenia - Gdybyż tylko mieć więcej takich amuletów, z pewnością dałoby się przynieść ulgę wielu rannym w tej tragicznej potyczce... przyznam, iż dziwi mnie, że pokiereszowani Esajanie nie znajdują się pod opieką Sanny, choć widać, że kapłanka pracuje ponad siły.

- Jam podjął takową decyzję - stare oczy Brunty stwardniały na ułamek chwili - Nie musiało do tego dojść, wystarczyło nas usłuchnąć. Salach wiedział dobrze, czemu ku ratunkowi wszytkich zabroniliśmy mu wyjazdu z Duviku. Jego ludzie woleli przeciw nam orężnie wystąpić i wielu za to zapłaciło drogą cenę... Ilef Sharat był synem mojej młodszej siostry.

Widać było, że graamita chciał powiedzieć coś jeszcze, ale umilkł na chwilę, bo w przyjemnie chłodnym pomieszczeniu, rozświetlanym blaskiem dnia wpadającym do środka przez wielki otwór w dachu, pojawiły się ponownie niosące gliniane dzbanuszki dziewczęta. Postawiwszy wypełnione świeżym mlekiem naczynia przed mężczyznami spojrzały pytająco na Bruntę, ten zaś skinął im tylko w podzięce głową. Nie czekając na dalsze słowa obie zniknęły za progiem pokoju, posyłając obcym wyraźnie zaintrygowane spojrzenia.

- Siostrzenice mojej drugiej żony - wyjaśnił starzec dostrzegając pytający wzrok Eitharta - Miłe i pracowite dziewczątka, pod moim dachem mieszkają. Rodzina wiele znaczy dla nas, dzieci Duviku.

- Tedy słowa pochwały się należą za usilne rodzin ratowanie - powiedział gorlamita odbierając z dłoni Brunty swój amulet - Nie tylko tobie samemu i starszyźnie, ale i Sannie Wehael, dawnom bowiem nie napotkał służki Asteriusza ofiarniejszej w szerzeniu swej powinności od tej niewiasty.

- Choć pewnikiem wzbudziłbym jej urazę takimi słowami, pewien jestem, że sam Graam skierował tutaj jej kroki miast jej boskiego patrona - odparł z głębokim przekonaniem Brunta - Wszak póki życie długie, póty człek, a nieludź nawrócić się mogą na jedynie słuszną wiarę.

- Niedobre to miejsce i czas też nie ten, byśmy się wdawali w kapłańskie dysputy o dogmatach wiary - powiedział niechętny kierunkowi rozmowy Eithart - Poprzestańmy dla zachowania protokołu przy wychwaleniu jej zasług.

- Nie zdołałem się jednak od niej dowiedzieć, czy mogłaby magią uleczyć zarazę - wtrącił szybko Trehant, który wyczuł zmieszanie gorlamity - Dyskutowaliśmy trochę z naszymi towarzyszami podróży na temat chorych Esajan i nie możemy się nadziwić, że objawy wystąpiły u nich tak szybko. Bo wcześniej nie mogli przecież się zarazić?

- Nie myślcie, że mnie to nie zatroskało - oznajmił Brunta ujmując w dłonie gliniany dzbanuszek z mlekiem - Choroba się dotąd tak szybko nie szerzyła, nie dotykała tak żwawo nowych ofiar. Lecz chociem stary i życiem sterany, żaden ze mnie głupiec, przeto wpierw co inszego mi rzec musicie, szczerze, a bez lęku.

Obaj goście stężeli zauważalnie słysząc słowa graamity, przestali podnosić do ust własne naczynia. Brunta spoglądał na nich bacznie świdrującymi oczami.

- Nie oni jedni ucierpieli, prawda? - zapytał cichym głosem kapłan.


Wątek techniczny

Gwoli ścisłości, Brunta jest technicznie na POZ 6, gdyż czar leczy 10+10 ran/POZ. Co do sumy obrażeń Trehanta, naturalnie popełniłem błąd, półork zaliczył 114 obrażeń w kopalni, a nie 171.

Rozmowa się rozkręca, ale padło właśnie pewne ważne pytanie i ciekaw jestem Waszej reakcji...

: 16 lipca 2011, 22:49
autor: Keth
Chatka dla gości, poranek

Siedzący w kucki rozmówcy zaczęli się podnosić z mat z zamiarem rozpoczęcia poszukiwań mapy, ale dźwięk zbliżających się kroków i posykiwanie zaniepokojonego czymś gulmaka osadziły ich w miejscu. Badawczy wzrok podrywającego się na nogi goblina padł na dwóch stojących w progu mężczyzn, wciąż noszących ubrudzone krwią skórzane kaftany.

- Hakanie, pierwszy kapitanie - skinęła głową Uhra witając ostrożnie obu gości - Prosimy w nasze progi.

Oktar Detelf i Hakan Harmun przekroczyli próg chatki rozglądając się wokół siebie uważnie. Obaj sprawiali wrażenie skrajnie zmęczonych, nie mniej psychicznie niż fizycznie, ale w ich oczach wciąż skrzyły się żywe ogniki. Pierwszy kapitan miał lewą dłoń przewiązaną opatrunkiem, który w kilku miejscach przesiąkał ciągle krwią, toteż przyniesiony ze sobą skórzany mieszek trzymał w drugiej ręce. Towarzyszący mu myśliwy dźwigał dwa sporych rozmiarów worki wypełnione po brzegi jakąś sypką treścią.

- Przynieśliśmy waszą zapłatę - powiedział Harmun - Nieoszlifowane opale i dwa worki soli. Miedź dostaniecie przy wyjeździe, strasznie jest ciężka, tedy wybaczcie, żeśmy go nie przywlekli.

Pierwszy kapitan podniósł wymownie swą rozciętą esajańskim ostrzem lewą dłoń, dając tym gestem do zrozumienia, że jest znacząco ograniczony w przypadku funkcji tragarza.

- Przez tę bitkę nieszczęsną nie było wcześniej sposobność wam podziękować - rzekł Oktar Detelf - Raczcie tedy przyjąć mą szczerą wdzięczność. Będę się za was modlił do Boskiego Uzdrowiciela.


Wątek techniczny

Chcieliście iść w wioskę szukać starszyzny, a tymczasem ta przyszła do Was sama. Zgodnie z umową dostaliście woreczek opali i dwa worki soli, do odbioru czekają jeszcze sztaby oczyszczonej miedzi.

Wyborna okazja, by spytać o mapę...

: 17 lipca 2011, 12:22
autor: Treant
- Istotnie, nie tylko oni. Wciąż zastanawiam się, co było powodem sprzeciwu części zebranych na naradzie przez wyprawą do kopalni. Obawa o atak na osadę ze strony pustynnych drapieżców od samego początku była dla mnie kompletnie nieprzekonywującą wymówką. Sądziłem raczej, iż obawiacie się wrzenia wśród ludności zatroskanej o zdrowie swoich bliskich, co ku irytacji paru osób wyraźnie podkreśliłem. Rozmawialiście już z Hakanem, zatem dobrze wiesz, iż zmierzyliśmy się tylko z niedobitkami mrówkoludów. Większość z nich wyzionęła ducha od tej samej zarazy, która pustoszy osadę. Ślady choroby znaleźliśmy także na ciałach dwóch górników, ale to intruzów w kopalni zdziesiątkowała zaraza. Niestety nie znaleźliśmy tam nic, co mogłoby być jej źródłem. Troskamy się zatem, czy plaga nie szaleje czasem i poza murami osady i wnioski jakie stąd wyciągamy są nader niepokojące...

: 17 lipca 2011, 13:53
autor: 8art
Eithart westchnał i odrzekł Bruncie: - Niestety, masz rację Brunto, zaraza nie tylko dotknęła mieszkańców Duviku i Esajan. Jak zauważył Trehant klątwa pustoszy okolice, pokonała nawet mrówkoludzi. I wszystko wskazuje na to, że nie jest to ot, zwykła zaraza.
Naszym zdaniem może mieć ona jakieś demoniczne podłoże. Pamietasz co krzyczał Salach o demonie. Nawet jeśli był to krzyk desperata, to pewnie kryje się tam ziarno prawdy. Wspominałeś także iż próbowaliście czarami pokonać chorobę, lecz czary jeno czasowo wstrzymywały chorobę. To może być znak złych sił, wedle mojej wiedzy czary typu Leczenie chorób powinny skutecznie uzdrowić od powszechnej zarazy.
Brunto czy możemy porozmawiać z pozostałymi przy życiu Esajanami. Może nieświadomie zdradzą nam coś co może przybliżyć nas do rozwiązania zagadki.


Wątek techniczny
Staram się znów sprowadzić rozmowe na temat Sanny i starszyzny. Nie wysuwam przy kapłanie żadnych domysłów czy już, broń Grolamie, oskarżen wobec nikogo.

: 17 lipca 2011, 21:19
autor: Keth
W domostwie Jareda Brunty, poranek

Sędziwy kapłan wysłuchał w milczeniu odpowiedzi Trehanta i chociaż nie wyraził wprost swego pokładanego w słowa półorka zaufania lub niewiary, w jego oczach przez chwilę zdawało się rysować nieufne rozczarowanie.

- Prawdą jest, że wieści o chorobie mrówkoludów wielce mnie zatroskały - odparł po krótkiej chwili milczenia graamita, zmieniając wyraz twarzy na bardziej obojętny - Podług wszytkiego, cośmy się dotąd zwiedzieli choroba ta miała być karą zesłaną na nas przez Niebiańskiego Uzdrowiciela, jakowąś próbą wiary lub wyzwaniem dla naszej miłości do Graama.

Chociaż obu gościom cisnęły się na usta słowa przypominające rzeź koczowników sprzed dwudziestu laty, przez wzgląd na obyczajność żaden z nich jednak nie powiedział niczego, co mogło Bruncie zdradzić ich znajomość wydarzeń z dalekiej przeszłości.

- Niestety, Brunto, zaraza nie tylko dotknęła mieszkańców Duviku i Esajan. Jak zauważył Trehant klątwa pustoszy okolice, pokonała nawet mrówkoludzi. I wszystko wskazuje na to, że nie jest to ot zwykła zaraza.

- Choroba karawanników jest nader zadziwiająca - przytaknął Brunta posępniejąc jeszcze bardziej - Przeto troska mnie jeszcze bardziej ów upior, który tak ich jakoby przeraził, a którego myśmy wcale nie widzieli.

- Żywimy, obawę, że zaraza mieć jakieś demoniczne korzenie - oświadczył ponuro Eithart - Pamiętasz, co krzyczał Salach o demonie. Nawet jeśli był to krzyk desperata, to pewnie kryje się tam ziarno prawdy. Wspominałeś także, iż próbowaliście czarami pokonać chorobę, lecz czary jeno na krótki czas wstrzymywały chorobę. To może być znak złych sił, wedle mojej wiedzy czary na podobieństwo leczenia chorób winny skutecznie uzdrowić od powszechnej zarazy. Świątobliwy Brunto, czy możemy porozmawiać z pozostałymi przy życiu Esajanami? Może nieświadomie zdradzą nam coś, co może przybliżyć nas do rozwiązania zagadki.

Jared Brunta odłożył gliniany garnuszek z mlekiem na podłogę i zaczął przyglądać się obu gościom pozbawionym wyrazu wzrokiem, starannie ważąc coś w myślach. Z sąsiednich pomieszczeń uszu mężczyzn dobiegały dźwięki codziennej krzątaniny, chociaż rzadkość ludzkiej mowy zdradzała panujące wszędzie przygnębienie.

- Niechaj tak będzie, jeśli tego chcecie - orzekł w końcu Brunta wzdychając ciężko - Czynię to wbrew sobie, bom wciąż wielce gniewny na tych karawanników, lecz nie będę wam bronił do nich przystępu. Wszelako teraz rzeknijcie mi, w jaki podług was sposób zaraza dosięgła również mrówkoludów? Czyżby oni też zawinili czymś grzesznie ściągając na siebie gniew pustynnego upiora?

: 18 lipca 2011, 00:27
autor: Treant
- Mam dwie hipotezy dotyczące mrówkoludów: Po pierwsze mogły być one obiektami, na których testowano zarazę nim została ona rozsiana w Duviku. Podejrzewam, że w osadzie działa ktoś, kto dba o to, aby choroba nadal zbierała żniwo, na co wskazuje nagłe podupadnięcie na zdrowiu całej grupy Esajan. Druga teoria jest jeszcze bardziej przerażająca, bowiem nie wiadomo, czy tylko kopalnia i osada zostały nawiedzone przez zarazę. Jeśli zatacza ona większe kręgi, to rzeź karawanników może okazać się poważnym dyplomatycznym problemem dla Duviku.

: 18 lipca 2011, 08:24
autor: Ula
"Dziękujemy wam za wypełnienie umowy." skinełam im głową "nasz zywot od tej miedzi nie zależy raczej, abyśmy natychmiast jej chcieli "
chwilke myslałam ukladając slowa w glowie by jakoś dobrze brzmialy
"mamy natomiast inną potrzebę, o mapę osady i jej okolicy nam chodzi, istnieje moze rzecz takowa i czy dane byloby nam ja zbaczyc? by kopie zrobic? byłoby to nam wiecle pomocne aby teren przeszukać czy jakie mrówczarze z kopaln nie zwiały i nie ukrywają się gdziesik w okolicy"

: 18 lipca 2011, 21:46
autor: Keth
W domostwie Jareda Brunty, poranek

Starzec złożył dłonie razem kręcąc powolnie głową i rozważając słowa łowcy makunów.

- Wierzyć jakoś nie sposób, by ta choroba wszędzie się już panoszyła - rzekł po chwili z wyraźnym wahaniem w głosie - Przecie Niebiański Uzdrowiciel nie dałby takowej zarazie wszędzie się rozejść, to wbrew woli Pana. Boski Graam jest lekiem na wszytko... lecz większy mój strach wzbudzają twe słowa, jakoby ktoś ją szerzył z plugawym rozmysłem...

Graamicki kapłan urwał na chwilę wpatrując się niewidzącym wzrokiem w ścianę izby za plecami gości, wstrząśnięty na wskroś sugestiami półorka. Eithart i Trehant milczeli okazując starcowi szacunek, który słusznie mu się z ich strony należał.

- Jeśli się nie mylicie co do rozmiarów choroby, jako jeden ze starszych tej wioski muszę o waszą prawdomówność zabiegać, jeśliby przyszło nam przed sądami stawać w Tureganie - podjął rozmowę Jared Brunta - Mieliście przecie sposobność widzieć jak zajadli byli, a naszym słowom ci Esajanie przeciwni! Szło nam jeno o zdrowie, a życie Turegańczyków ze strażnicy, a może i inszych karawanników! Ostaliby w osadzie, toby nikt nie został ukrzywdzony, a tak niepotrzebnie się krew polała!

Graamita urwał ponownie, odgonił machnięciem ręki dwie dziewczęce główki, które się pojawiły za progiem izby z wyrazem zatroskania na przygnębionych twarzach, zwabione coraz wyższym tonem głosu Brunty.

- Wszelako jeszcze większym lękiem zdejmują mnie insze wasze słowa - dodał ciszej kapłan, kiedy ciemnowłose dziewczęta zniknęły posłusznie w głębi domostwa - Któż bowiem mógłby z rozmysłem czynić takowe potworne zło, by zawieść ku zgubie nie jeno nas samych, ale i owe mrówkoludy. Nie mieli my z mrówkowym ludkiem żadnistych zatargów, czemu tedy ktoś i ich miałby takową chorobą pokarać?

: 18 lipca 2011, 22:12
autor: Keth
Chatka dla gości, poranek

Hakan Harmun kiwnął gwardzistce głową, uśmiechnął się kącikami ust bez większej wszakże wesołości.

- Twa spokojność względem zapłaty wielce mnie kontentuje, wszelako masz moje słowo, że nikt cię na zapłacie nie ukrzywdzi, dostaniecie swą miedź co do sztabki. Nie mamy jednak map, o które zapytujesz.

Dziewczyna skrzywiła swą brzydką twarz w grymsie rozczarowania, ściągając usta w sposób uwidaczniający jeszcze bardziej jej paskudne blizny.

- Sura Hoshun rysował kopalnię, albowiem mapy górnicze wielką mają wartość przy drążeniu nowych chodników, na tych mapach wiele małych znaczków znaleźć możecie, co mówią wprawnemu oku, jaka gdzie skała, kędy stemple puścić pod stropem i gdzie się gazy zbierają. Wszelako inszych map nie mamy, bo do niczego nam nie potrzebne - dodał wyjaśniającym tonem Harmun - Suchą rzeką w jedną strony szlak biegnie do Esai, w drugim kierunku do Tureganu... a jeśli kto dość głupi, coby na północ kroki skierować, ku wydmom Simeonu, ten w ręce demonów Małpiego Króla wpadnie ku swej wieczystej zgubie.

- Żadnych tedy map pobliża nie mamy - dodał zmęczonym głosem Oktar Detelf - Wszelako znamy te strony od maleńkości, różne jaskinie, rozpadliny, a skalne nisze. Jeśliście gotowi mrówkowych ludów szukać, pójdziemy z wami jako przewodnicy, a i orężnym ramieniem wesprzemy. Najwyższy to czas, coby Duvik przestał się lękać, a własnymi rękami począł się ratować, nie zaś rękami obcych, choćby i tak zaszczytnych jak wy.


Wątek techniczny

Perspektywa wybrania się na mrówkoludy wyraźnie tchnęła w pierwszego kapitana nowe życie, toteż w razie potrzeby chętnie Wam zorganizuje przewodników po okolicy.

: 18 lipca 2011, 22:33
autor: Treant
- Doszły nas słuchy, iż karty waszej historii nie tylko chwalebnymi czynami są wypełnione... Sądzimy, że za zarazą może ukrywać się mściciel, który wykorzystuje wiedzę o tym niewygodnym fakcie, odwołując się przy okazji do towarzyszącej owej zbrodni symbolice. Wszak ów upiór, o którym już kilkakrotnie słyszeliśmy może być jakimś innym stworem poprzez ignorancję i lęk tych, co go widzieli wyolbrzymionym. Lub nawet zwykłą sztuczką mamiącą zmysły, która tymi samymi powodami się karmi i realności w oczach strwożonych nabiera. Od mrówkoludów powodu ich choroby już się nie dowiemy i tu może leżeć klucz do odpowiedzi dlaczego to oni zostali zarażeni. Nawet gdyby znali sprawcę własnej zguby, to jak mieliby nam o tym powiedzieć? Jest jednakże pewna przesłanka, która skłania mnie ku osądowi, że to ludzkie działanie to tego żałosnego stanu ich przywiodło, gdyż parli na nas nie troskając się zbytnio o własną skórę, jakby im zależało za wszelką cenę zemstę na nas wywrzeć.