PBF - Czarne Królestwa
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
W wyniku prośby Vanko Tananda, przydzieliła 2 kapłanów Seta, obok pięciu kapłanów Jullaha będą was wspomagać.
Oddział sabotażystów i zabójców, zostanie wydzielony z części jasnoskórych najemników części czarnoskórych myśliwych i zwiadowców.
Chen Shu z pomocą Tranicosa, doświadczonego w takich akcjach, wybrał 15 ludzi do oddziału sabotażowego.
Cała wasz wyprawa ruszyła.
Mieszkańcy Meroe, żegnali was jak swoich.
Coś się zmieniło, obniżono nieco podatki, zaczęto karmić głodujących, niedawno pokonaliście demona.
Ruszyliście na czele blisko 700 ludzi.
Oddział sabotażystów i zabójców, zostanie wydzielony z części jasnoskórych najemników części czarnoskórych myśliwych i zwiadowców.
Chen Shu z pomocą Tranicosa, doświadczonego w takich akcjach, wybrał 15 ludzi do oddziału sabotażowego.
Cała wasz wyprawa ruszyła.
Mieszkańcy Meroe, żegnali was jak swoich.
Coś się zmieniło, obniżono nieco podatki, zaczęto karmić głodujących, niedawno pokonaliście demona.
Ruszyliście na czele blisko 700 ludzi.
Koszalu rozumiem pomysł ale wydaje mi się że spójność naszych sił jest ważniejsza, w sensie wole mieć mniej kapłanów z jednej świątyni w pełni akceptowanych przez podległych nam żołnierzy niż większą liczbę z dwóch które ze sobą walczą.
Nie mówię że nie możemy próbować pociągnąć tego pomysłu ale jedyną szanse na jego powodzenie widzę w tym żeby kult Seta zorganizował znacznie szerszą kampanie zdobywania poparcia wśród pospólstwa, a może nie tyle poparcia co tolerancji. A udział ich kapłana/kapłanów w naszej misji byłby tylko jednym z elementów tej kampanii. Trzeba by omówić sprawę z królową najpierw, później z kapłanami Seta i na końcu uspokoić kapłanów Jullaha że nie jest planowana żadna akcja wymierzona w ich świątynie a jedynie próba uspokojenia napiętych nastrojów(i to musiała by być prawda to raz, dwa pewnie będzie trzeba i tak lekko sypnąć groszem/wpływami/przywilejami itd. a najlepiej ich też wciągnąć w całą akcje żeby sami mieli z niej jakieś wymierne profity) i wprowadzenia pokojowe współistnienia obydwu religii z jednoczesnym uznaniem pozycji świątyni Jullaha jako tej która skupia większość poddanych królowej. No i wiadomo kasa musiałaby popłynąć do ludu w celu pokazania że kapłani z Wewnętrznego miasta nie gryzą(a przynajmniej nie aż tak mocno jak się sądzi), pomoc w polowaniach, leczenie biednych dzieci czy po prostu wyłożenie pieniędzy wspólnie przez koronę i kapłanów na jakieś roboty publiczne które zapewniłyby pracę najbiedniejszym i przyniosły wymierne korzyści reszcie mieszkańców, a może w przyszłości jakieś zyski koronie np. jakieś naprawy dróg czy w ogóle budowę nowych, renowacja podniszczonych budynków żeby się nie zawalały, oczyszczanie ulic z odpadków(to mogłoby by być bardziej korzystne od reszty nawet bo zamierzając zmniejszyć smród obiegający miasto nieświadomie możemy zmniejszyć zachorowalność na przeróżne choroby, jak połączyć to z powiedzmy darmowym leczeniem przez kapłanów to może się z czasem pojawić przekonanie o ich wielkiej skuteczności w tej dziedzinie i poświęceniu dla miasta), czy budową/za sponsorowaniem jakiegoś budynku użyteczności publicznej np. jadłodajni w której będę przyrządzać gorące posiłki z upolowanego przez oszczepników mięsa za niewielką cenę(jeśli ktoś nie będzie chciał płacić to nie musi i bierze surowe mięso aby przyrządzić je samemu) czy jakieś łaźnie dostępnej dla wszystkich mieszkańców. Możliwości jest multum(dobre by były też poprostu jakieś najzwyklejsze inwestycje w miejscową gospodarkę żeby zarobić bo to stworzy nowe miejsca pracy itd.) łącznie z zorganizowanie jakiś rozrywek w myśl zasady "chleb i igrzyska" ale z tym bym uważał bo takie rozrywki nic nie produkują(po za chwilowym zadowoleniem i zajęciem uwagi ludzi) za to sporo kosztują. A no i wycinka lasów(a raczej jak zgaduje dżungli) w końcu setting zobowiązuje
.
Co do zajęcia dla Chen Shu to może dołączy się do Tranisoca i zwiadowców? Może organizacja nawet jakiejś grupy szpiegowskiej? W sensie wyszkolenie kilku zwiadowców jak mieliby przeniknąć do powiedzmy wrogiego miasta itp. W ogóle dobrze by było żebyśmy razem z ludźmi dużo ćwiczyli zarówno żeby ocenić ich zdolności i je ewentualnie podnieść ale nawet co ważniejsze pokazać(jeśli okaże się to prawdą:P) że jesteśmy w danej dziedzinie lepsi od nich, żeby zdobyć szacunek wśród podwładnych.
Vanko jak chce to może wziąć jazdę albo barbarzyńca podzieli się z nim piechotą ale Druss mu powie wprost że jak coś spieprzy no go nawet nowy stołek nie uratuje:P.
EDIT: eh widzę że się jak zwykle za długo produkowałem swój monolog;). Czy jest jakaś szansa na ujecie pomysłów z świątyniami itp. po pomysły choć może nie odkrywcze wydaja mi się trafione(oczywiście wycinka jungli na pierwszy miejscudwd;) )?
Nie mówię że nie możemy próbować pociągnąć tego pomysłu ale jedyną szanse na jego powodzenie widzę w tym żeby kult Seta zorganizował znacznie szerszą kampanie zdobywania poparcia wśród pospólstwa, a może nie tyle poparcia co tolerancji. A udział ich kapłana/kapłanów w naszej misji byłby tylko jednym z elementów tej kampanii. Trzeba by omówić sprawę z królową najpierw, później z kapłanami Seta i na końcu uspokoić kapłanów Jullaha że nie jest planowana żadna akcja wymierzona w ich świątynie a jedynie próba uspokojenia napiętych nastrojów(i to musiała by być prawda to raz, dwa pewnie będzie trzeba i tak lekko sypnąć groszem/wpływami/przywilejami itd. a najlepiej ich też wciągnąć w całą akcje żeby sami mieli z niej jakieś wymierne profity) i wprowadzenia pokojowe współistnienia obydwu religii z jednoczesnym uznaniem pozycji świątyni Jullaha jako tej która skupia większość poddanych królowej. No i wiadomo kasa musiałaby popłynąć do ludu w celu pokazania że kapłani z Wewnętrznego miasta nie gryzą(a przynajmniej nie aż tak mocno jak się sądzi), pomoc w polowaniach, leczenie biednych dzieci czy po prostu wyłożenie pieniędzy wspólnie przez koronę i kapłanów na jakieś roboty publiczne które zapewniłyby pracę najbiedniejszym i przyniosły wymierne korzyści reszcie mieszkańców, a może w przyszłości jakieś zyski koronie np. jakieś naprawy dróg czy w ogóle budowę nowych, renowacja podniszczonych budynków żeby się nie zawalały, oczyszczanie ulic z odpadków(to mogłoby by być bardziej korzystne od reszty nawet bo zamierzając zmniejszyć smród obiegający miasto nieświadomie możemy zmniejszyć zachorowalność na przeróżne choroby, jak połączyć to z powiedzmy darmowym leczeniem przez kapłanów to może się z czasem pojawić przekonanie o ich wielkiej skuteczności w tej dziedzinie i poświęceniu dla miasta), czy budową/za sponsorowaniem jakiegoś budynku użyteczności publicznej np. jadłodajni w której będę przyrządzać gorące posiłki z upolowanego przez oszczepników mięsa za niewielką cenę(jeśli ktoś nie będzie chciał płacić to nie musi i bierze surowe mięso aby przyrządzić je samemu) czy jakieś łaźnie dostępnej dla wszystkich mieszkańców. Możliwości jest multum(dobre by były też poprostu jakieś najzwyklejsze inwestycje w miejscową gospodarkę żeby zarobić bo to stworzy nowe miejsca pracy itd.) łącznie z zorganizowanie jakiś rozrywek w myśl zasady "chleb i igrzyska" ale z tym bym uważał bo takie rozrywki nic nie produkują(po za chwilowym zadowoleniem i zajęciem uwagi ludzi) za to sporo kosztują. A no i wycinka lasów(a raczej jak zgaduje dżungli) w końcu setting zobowiązuje
Co do zajęcia dla Chen Shu to może dołączy się do Tranisoca i zwiadowców? Może organizacja nawet jakiejś grupy szpiegowskiej? W sensie wyszkolenie kilku zwiadowców jak mieliby przeniknąć do powiedzmy wrogiego miasta itp. W ogóle dobrze by było żebyśmy razem z ludźmi dużo ćwiczyli zarówno żeby ocenić ich zdolności i je ewentualnie podnieść ale nawet co ważniejsze pokazać(jeśli okaże się to prawdą:P) że jesteśmy w danej dziedzinie lepsi od nich, żeby zdobyć szacunek wśród podwładnych.
Vanko jak chce to może wziąć jazdę albo barbarzyńca podzieli się z nim piechotą ale Druss mu powie wprost że jak coś spieprzy no go nawet nowy stołek nie uratuje:P.
EDIT: eh widzę że się jak zwykle za długo produkowałem swój monolog;). Czy jest jakaś szansa na ujecie pomysłów z świątyniami itp. po pomysły choć może nie odkrywcze wydaja mi się trafione(oczywiście wycinka jungli na pierwszy miejscudwd;) )?
Ostatnio zmieniony 15 października 2013, 10:06 przez Waylander, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Wyprawa wojenna dzień I.
Wkrótce zostawiliście daleko za sobą plantacje kawy oraz łany porosłe kukurydzą i bananowcami, wokół Meroe.
Po dwóch godzinach wjechaliście w kraj o charakterze niemal stepowopustynnym.
W południe, to jest w czasie najintensywniejszego działania słońca, zatrzymaliście się na dłuższy postój.
Szczery step nie dawał możliwości schronienia przed upałem, rozbito więc namioty, w których można było zaznać trochę cienia.
Po krótkim wypoczynku wyprawa ruszyła. Okolica z wolna zmieniała wygląd.
Teren stawał się pagórkowaty, później górzysto skalny. Niebawem konie i ludzie wkroczyli na
wąską, pnącą się w górę ścieżkę, która biegła grzbietem nad przepaścistym stokiem.
Zatrzymaliście się dopiero na szczycie przełęczy. U jej stóp rozciągała się równina, otoczona
ze wszystkich stron skalistymi wzgórzami. Wokół przeważała płowa barwa stepu,
miejscami tylko zieleniły się krzewy lub ciemniały gęste zarośla. Pasma wysokich drzew,
jakby zielone wstęgi, znaczyły łożyska rzeczułek. Jak się później okazało, niektóre z nich
były zupełnie wyschłe, podczas gdy w innych jeszcze dość głęboka woda płynęła
wartkim strumieniem.
Konni Kuszyci i zwiadowcy pognali konie. Zjechali zboczem w dół, wypatrując z daleka miejsca na nocleg.
Zatrzymali się na brzegu jakiejś rzeczułki.
Nie brakowało tutaj opału; skaliste brzegi porastała gęstwina drzew akacjowych.
Nadszedł gwieździsty, chłodny wieczór, toteż wydobyliście z juków grube, wełniane
koce.
Klimat tu gorący, ale noce chłodne.
Po dwóch godzinach wjechaliście w kraj o charakterze niemal stepowopustynnym.
W południe, to jest w czasie najintensywniejszego działania słońca, zatrzymaliście się na dłuższy postój.
Szczery step nie dawał możliwości schronienia przed upałem, rozbito więc namioty, w których można było zaznać trochę cienia.
Po krótkim wypoczynku wyprawa ruszyła. Okolica z wolna zmieniała wygląd.
Teren stawał się pagórkowaty, później górzysto skalny. Niebawem konie i ludzie wkroczyli na
wąską, pnącą się w górę ścieżkę, która biegła grzbietem nad przepaścistym stokiem.
Zatrzymaliście się dopiero na szczycie przełęczy. U jej stóp rozciągała się równina, otoczona
ze wszystkich stron skalistymi wzgórzami. Wokół przeważała płowa barwa stepu,
miejscami tylko zieleniły się krzewy lub ciemniały gęste zarośla. Pasma wysokich drzew,
jakby zielone wstęgi, znaczyły łożyska rzeczułek. Jak się później okazało, niektóre z nich
były zupełnie wyschłe, podczas gdy w innych jeszcze dość głęboka woda płynęła
wartkim strumieniem.
Konni Kuszyci i zwiadowcy pognali konie. Zjechali zboczem w dół, wypatrując z daleka miejsca na nocleg.
Zatrzymali się na brzegu jakiejś rzeczułki.
Nie brakowało tutaj opału; skaliste brzegi porastała gęstwina drzew akacjowych.
Nadszedł gwieździsty, chłodny wieczór, toteż wydobyliście z juków grube, wełniane
koce.
Klimat tu gorący, ale noce chłodne.
Tak minął pierwszy dzień wyprawy, kolumna maszerowała dość sprawnie, kapłani Jullaha i Seta nie pozabijali się.
Zwiadowcy, pod wodzą Tranicosa przemierzali teren wokół wyprawy.
Chen Shu na postojach przygotowywał oddział sabotażowy. czas na ew. dyskusje, rozmowy, plany itp.
Zwiadowcy, pod wodzą Tranicosa przemierzali teren wokół wyprawy.
Chen Shu na postojach przygotowywał oddział sabotażowy. czas na ew. dyskusje, rozmowy, plany itp.
Edit:
Kapłanów Seta możecie odesłać tak blisko Meroe nic im nie grozi, mogą sami wrócić, ze swoimi sługami i osobistą ochroną.
Wycinka dżungli, zostanie dodana do planu robót publicznych.
Kapłanów Seta możecie odesłać tak blisko Meroe nic im nie grozi, mogą sami wrócić, ze swoimi sługami i osobistą ochroną.
Wycinka dżungli, zostanie dodana do planu robót publicznych.
Ostatnio zmieniony 15 października 2013, 10:26 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
MG- poproszę o jakies informacje o najemnikach, którym darowałem życie- czy i w jakiej liczbie (było ich trzech) wyruszyli wraz ze mną na wyprawę, skąd pochodzą, jakie mają imiona?
Także chciałbym poznać imiona kapłanów
Tuż przed wieczorem Vanko dyskretnie poprosił do swego namiotu Zoriana i dwóch kapłanów Seta. Bezpieczeństwa rozmowy strzec mieli nowi rekruci, zwerbowani spośród ocalonych najemników lorda Tuthmesa. Krążyli teraz wokół namiotu nie dopuszczając nikogo w jego okolice.Także chciałbym poznać imiona kapłanów
Gdy słudzy Seta wkroczyli do namiotu zamorianina, ten zaproponował im wino i choć odmówili, nie zmienił swego tonu- serdecznie ich powitał i zaprosił do rozmowy tymi słowy:
Dostojni słudzy potężnego Seta. Jak rozumiem w wyniku ostatnich wydarzeń niekoniecznie pałacie nader przyjacielskimi do mej osoby afektami. Zdaję sobie sprawę, że pojawienie się w pałacu kapłana Jullaha, nadto obdarzonego szacunkiem z ust moich, a także królowej..
-Vanko niemal ugryzł się w język zdając sobie sprawę, że kolejny raz dał się złapać- wymieniając siebie przed Tanandą, przerwał na chwilę wychylając głeboki łyk wina. Podjął po chwili-
Wiedzcie, że nie było mi to na rękę, lecz bezpieczeństwo tego wymagało. Cokolwiek o tym myślicie dołożę starań, by Tananda zachowała tron... (a tron ów wkrótce będzie dzieliła ze mną!- myśli Vanka zdradzały go coraz bardziej, klął w duchu i wściekał się sam na siebie wiedząc, że kapłani potrafią odczytywać myśli)..
-kolejny łyk wina uspokoił nieco zmącone snem o potędze myśli zamorianina-
Niestety w wyniku mych dokonań pozycja Wasza w pałacu jak i szacunek w oczach ludu podupadły. Dlatego osobiście i szczerze uprosiłem królową byście towarzyszyli nam w tej wyprawie.
Uważam, że oblicze każdego władcy Meroe nade wszystko przychylnym spojrzeniem powinno się w pierwszej kolejności kierować ku Setowi i jego wiernym sługom. Ubolewałbym wielce widząc zaniedbanie Tanandy dla należnych Wam przywilejów i pozycji.
Nadchodzi zatem czas, niechybnie podarowany nam przez wielkiego Seta, by wykazać, jaką potęgą dysponują jego słudzy. Nie szczędźcie swych mocy, gdy przyjdzie konieczność. Bądźcie mi lojalnymi przyjaciółmi, a i ja będę Wam przychylny. Lecz z mej oferty nie drwijcie, albowiem korzystna jest tak dla Was, jako i dla mnie.
Spoiler!
Co do dowodzenia oddziałami- Vanko żadnych nie chce do swej dyspozycji. starczy mu obracanie się wśród kapłanów Seta, swych przybocznych i regularne bytowanie w sztabie. Nawet chętnie dołączy do jakiegoś zwiadu, żeby się rozeznać w okolicy.
Co do pomysłów Drussa- dawaj je fabularnie, jak Vanko usłyszy o potrzebujących może być zabawnie
Póki co Vanko poprosi Chen Shu by wyjaśnił Kapłanom Aegery, że Vanko specjalnie poprosił o udział kapłanów Seta w wyprawie, by w ten sposób jednoczyć ich wspólną misją, aniżeli dzielić osiągnięciami. Wszak lud Meroe to wyznawcy takoż Jullaha jak i Seta i należy wzajemnie okazać tolerancję swym wierzeniom.
Co do pomysłów Drussa- dawaj je fabularnie, jak Vanko usłyszy o potrzebujących może być zabawnie
Póki co Vanko poprosi Chen Shu by wyjaśnił Kapłanom Aegery, że Vanko specjalnie poprosił o udział kapłanów Seta w wyprawie, by w ten sposób jednoczyć ich wspólną misją, aniżeli dzielić osiągnięciami. Wszak lud Meroe to wyznawcy takoż Jullaha jak i Seta i należy wzajemnie okazać tolerancję swym wierzeniom.
Ostatnio zmieniony 15 października 2013, 11:04 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Waylander popieram, dawaj wypowiedzi Drussa fabularnie.
Często piszesz bardzo długie posty techniczne, wystarczy niewiele zmienić i będą super fabularne.
Poza tym Waylander, nadal nie masz 3 aspektów, popatrz na post nr 1 inni mają już po 4 aspekty i wymyśl, 3 brakujące.
Vanko: Najemników jest trzech ocalonych, kapłanów Seta 2 + ich sługi. Imiona podam wkrótce.
Często piszesz bardzo długie posty techniczne, wystarczy niewiele zmienić i będą super fabularne.
Poza tym Waylander, nadal nie masz 3 aspektów, popatrz na post nr 1 inni mają już po 4 aspekty i wymyśl, 3 brakujące.
Vanko: Najemników jest trzech ocalonych, kapłanów Seta 2 + ich sługi. Imiona podam wkrótce.
Mistrzu mi chodziło bardzie o to czy dało by rade w retrospekcji zaproponować Jej Wysokości tą cała akcje na rzecz wzrostu jej i świątyni Seta popularności wśród ludu:P.
Pokryty kurzem całodniowego marszu na czele swoich nowych podkomendnych Druss rozejrzał się po tętniącym życiem obozie z nieprzeniknioną dla towarzyszącego mu oficera oszczepników miną.
Nagle uśmiechnął się od ucha do ucha powiedział do swojego czarnego towarzysza:
- Powiedz wszystkim naszym ludziom że czas żeby pokazali że nie są banda starych bab a porządnymi wojownikami, chce żeby najlepszy z nich się ze mną zmierzył, jeśli mnie pokona pokona czeka go sowita nagroda, ale jeśli mu się nie uda przynajmniej zapewnić mi odrobiny wyzwania to będą wszystkie osły maszerować jutro z dodatkowym obciążeniem i tak długo że będą się nosami podpierać, a po tym dopiero się za nich wezmę, zrozumiano!
Czas zacząć zabawę w dowodzenie dwd;, liczę na to że walka ćwiczebna będzie będzie ciekawa bo jak nie to marnie widzę szanse na wyszkolenie ich przez ten jeden tydzień.
Dla MG i Procjona
Pokryty kurzem całodniowego marszu na czele swoich nowych podkomendnych Druss rozejrzał się po tętniącym życiem obozie z nieprzeniknioną dla towarzyszącego mu oficera oszczepników miną.
Nagle uśmiechnął się od ucha do ucha powiedział do swojego czarnego towarzysza:
- Powiedz wszystkim naszym ludziom że czas żeby pokazali że nie są banda starych bab a porządnymi wojownikami, chce żeby najlepszy z nich się ze mną zmierzył, jeśli mnie pokona pokona czeka go sowita nagroda, ale jeśli mu się nie uda przynajmniej zapewnić mi odrobiny wyzwania to będą wszystkie osły maszerować jutro z dodatkowym obciążeniem i tak długo że będą się nosami podpierać, a po tym dopiero się za nich wezmę, zrozumiano!
Czas zacząć zabawę w dowodzenie dwd;, liczę na to że walka ćwiczebna będzie będzie ciekawa bo jak nie to marnie widzę szanse na wyszkolenie ich przez ten jeden tydzień.
Dla MG i Procjona
Spoiler!
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Królowa wysłuchała propozycji Drussa na temat zmiany wizerunku świątyni Seta, ale widziałeś w jej oczach powątpiewanie.
Kapłani Seta nie potrafią być dobrzy, a Kuszytami gardzą.
Królowa też im podpadła, bo zaczęła negocjować z kultem Jullaha, i widzieć potrzeby ludu.
To a propos retrospekcji i kultu Seta.
Kapłani Seta nie potrafią być dobrzy, a Kuszytami gardzą.
Królowa też im podpadła, bo zaczęła negocjować z kultem Jullaha, i widzieć potrzeby ludu.
To a propos retrospekcji i kultu Seta.
Wstawka fabularna Drussa super. Tak trzymaj.
Nie wiem czym się przejmujesz, jak chcesz to masz poprzedniego tłumacza, jak nie to masz innego.
Kontynuacja wkrótce, ale nie wiem czy dziś, ew. wieczorem.
Nie wiem czym się przejmujesz, jak chcesz to masz poprzedniego tłumacza, jak nie to masz innego.
Kontynuacja wkrótce, ale nie wiem czy dziś, ew. wieczorem.
To niech szanowni źli kapłani Seta pokażą swoją siłę i bogactwo wspomagając armie królowej w boju i inwestując pieniądze świątyni w jakieś intratne przedsięwzięcia na terenie miasta, albo postawią sobie nowa świątynie przy budowie której zatrudnia miejscowych, tylko niech im dobrze płaca i za bardzo batem nie poganiają przy robocie:P.
Sorry za brak fabularki ale muszę lecieć do lekarza z Mamą.
Do Mistrza
Sorry za brak fabularki ale muszę lecieć do lekarza z Mamą.
Do Mistrza
Spoiler!
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Nowa świątynia Seta to bardziej, ma szansę realizacji.
Dobrze, to masz innego tłumacza, ale ten kupiec jest bankierem połowy arystokracji w Meroe, także bogaczy spoza Kush, więc incognito to on i tak nie działa.
Teraz niech Druss się skupi na wyprawie, a nie zmianach politycznych i społecznych w Meroe, czynionych na dodatek niejako wstecznie.
Dobrze, to masz innego tłumacza, ale ten kupiec jest bankierem połowy arystokracji w Meroe, także bogaczy spoza Kush, więc incognito to on i tak nie działa.
Teraz niech Druss się skupi na wyprawie, a nie zmianach politycznych i społecznych w Meroe, czynionych na dodatek niejako wstecznie.
Ostatnio zmieniony 15 października 2013, 17:44 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
ChenShu oddychał pełną piersią. Meroe zaczynało go już dusić. Dobrze że sprawy się ułożyły i udało się zamknąć sprawy w miarę pozytywnie. Właściwie jakby na to spojrzeć z boku, to chyba przodkowie im nadzwyczaj sprzyjali.
Teraz czekało go nowe zadanie, wyprawa wojenna aby pomóc księciu Unuriusowi, niosła ze sobą nowe wyzwania. Nigdy nie był żołnieżem, choć odnajdywał w tym rzemiośle elementy mu bliskie. Dyscyplina i braterstwo. Jedynie metody zabijania były inne, choć z drugiej strony, czy ma znaczenie jak się morduje? I tak wszystko sprowadza się do krwi i gówna.
Na razie nie wiedział jeszcze jak się odnaleźć w tej nowej sytuacji, sądził jednak w duchu że najbliższe dni dadzą szansę na jakąś akcję. Zastanawiał się nad propozycją Drussa dołączenia do Tranicosa i wyruszenia ze zwiadowcami. Co prawda nie radził sobie z łukiem, ale przydałoby mu się rozprostować trochę nogi. Jeśli więc Akwilończyk nie będzie miał nic przeciwko, to ruszy razem z nim.
Wcześniej jednak musi porozmawiać z kapłanami Joulaha, tak jak prosił go Vanko no i we własnym interesie.
Teraz czekało go nowe zadanie, wyprawa wojenna aby pomóc księciu Unuriusowi, niosła ze sobą nowe wyzwania. Nigdy nie był żołnieżem, choć odnajdywał w tym rzemiośle elementy mu bliskie. Dyscyplina i braterstwo. Jedynie metody zabijania były inne, choć z drugiej strony, czy ma znaczenie jak się morduje? I tak wszystko sprowadza się do krwi i gówna.
Na razie nie wiedział jeszcze jak się odnaleźć w tej nowej sytuacji, sądził jednak w duchu że najbliższe dni dadzą szansę na jakąś akcję. Zastanawiał się nad propozycją Drussa dołączenia do Tranicosa i wyruszenia ze zwiadowcami. Co prawda nie radził sobie z łukiem, ale przydałoby mu się rozprostować trochę nogi. Jeśli więc Akwilończyk nie będzie miał nic przeciwko, to ruszy razem z nim.
Wcześniej jednak musi porozmawiać z kapłanami Joulaha, tak jak prosił go Vanko no i we własnym interesie.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Odpoczywacie, wspólnie wieczorem przy ognisku, z nogi Kitajczyka znowu dymi, poniżej opis wizji jaką ujrzeliście. Wizja może się dziać kilka naście lub kilka dni temu, tego nie wiecie.
Scena jaką znowu widzicie po tym jak z nogi Chen Shu uniósł, się magiczny dym, w nim zaś, dostrzegacie obrazy sprzed kilku, może kilkunastu dni przed waszą wyprawą na ratunek Unguriusowi, kiedy to , jakiś najemnik akwilończyk jedzie wioząc na zdobycznym wielbłądzie, kobietę.
O świcie, najemnik i dziewczyna, wyruszyli na zachód. Amalryk posadził Lissę na wielbłądzie, pokazawszy jej,
jak utrzymać równowagę.
Złapała się oburącz siodła, zdradzając całkowitą nieumiejętność jazdy.
To znów zdziwiło młodego Akwilończyka. Dziewczyna wychowana na pustyni, która jeszcze
nigdy nie siedziała na wielbłądzie i aż do poprzedniego wieczora nigdy nie jechała na koniu!
Amalryk sporządził dla niej coś w rodzaju płaszcza. Włożyła strój, nie zadając żadnych
pytań, nawet nie pytając, skąd go ma przyjmując go tak jak wszystko, co dla niej robił z
wdzięcznością i bez wahania, nie dociekając powodów.
Amalryk nie powiedział jej, że jedwab, który teraz osłaniał ją od słońca, przedtem okrywał czarną skórę jej porywacza.
Gdy jechali, znów zaczęła go prosić, aby opowiedział jej coś o świecie jak dziecko
dopominające się bajki.
Dziewczyna rzekła, wiem, że Akwilonia leży daleko od tej pustyni powiedziała. Między nią leży
Stygia i ziemie Shemu i inne krainy. Jak to się stało, że jesteś tutaj, tak daleko od ojczyzny?
Przez chwilę jechał w milczeniu, trzymając w dłoni uzdę wielbłąda.
Argos i Stygia toczą wojnę rzekł nagle. Koth też zostało w nią wplątane.
Kothijczycy nalegali, aby jednocześnie zaatakować Stygię. Argos zebrało armię najemników,
którzy wsiedli na okręty i pożeglowali wzdłuż wybrzeża na południe. W tym samym czasie
armia Koth miała zaatakować Stygię na lądzie. Byłem jednym z najemników w armii Argos.
Napotkaliśmy stygijską flotę i pobiliśmy ją, odrzucając z powrotem do Khemi. Powinniśmy
wylądować, splądrować miasto i podążyć wzdłuż rzeki Styks, lecz nasz admirał był ostrożny.
Przewodził nam książę Zapayo da Kova, Zingaranin.
Płynęliśmy na południe, aż dotarliśmy do porośniętych dżunglą brzegów Kush.
Tam wylądowaliśmy i statki rzuciły kotwice, zaś armia ruszyła na wschód, wzdłuż stygijskiej
granicy, paląc i grabiąc. Zamierzaliśmy w pewnej chwili skręcić na północ i uderzyć w samo
serce Stygii, aby połączyć się z kothijską jazdą nacierającą z północy.
Wtedy dowiedzieliśmy się, że zostaliśmy zdradzeni. Koth zawarło odrębny pokój ze
Stygijczykami. Stygijska armia podążała na południe, chcąc przeciąć nam drogę, podczas gdy
jej część już odcięła nas od morza.
Zdesperowany książę Zapayo wpadł na szalony pomysł, aby pomaszerować na wschód, w
nadziei dotarcia wzdłuż granicy do wschodnich ziem Shemu. Jednak armia z północy
dogoniła nas. Stanęliśmy i walczyliśmy.
Walka trwała cały dzień i wróg w rozsypce wrócił do swego obozu. Jednak na drugi dzień
z zachodu nadciągnęła reszta ich sił. Wzięta w dwa ognie nasza armia przestała istnieć.
Zostaliśmy pokonani, rozbici, zniszczeni. Nielicznym udało się uciec. Kiedy zapadła noc,
wymknąłem się z okrążenia z kilkoma z naszych.
Pojechaliśmy na południe, na pustynię, ponieważ nie mogliśmy się udać w żadnym innym
kierunku.
Daleko na południu znaleźliśmy oazę, lecz ścigała nas stygijską jazda. Znów uciekaliśmy, od
oazy do oazy, głodni i spragnieni, aż znaleźliśmy się w surowej, nieznanej ziemi prażącego
słońca i nagich piasków. Jechaliśmy, aż nasze konie zaczęły się słaniać na nogach, a my
byliśmy półprzytomni ze zmęczenia.
Wtedy, pewnej nocy zobaczyliśmy ogniska i podjechaliśmy do nich, w desperackiej
nadziei, że znajdziemy tam przyjaciół. Gdy tylko podjechaliśmy bliżej, przywitał nas grad
strzał.
Ledwie zdążyłem dostrzec napastników wysokich, chudych ludzi w dziwnych, barbarzyńskich strojach.
Potem wędrowałem pieszo przez pustynię, aż przyłączyłem się do tych trzech sępów, których
widziałaś wczoraj. Ta banda szakali należała do Ghanatanów, zbójeckiego plemienia
będącego mieszanką wielu ras czarnej i Mitra wie jakich jeszcze. Nie zamordowali mnie
tylko dlatego, że nie miałem nic, czego by pragnęli. Przez miesiąc wędrowałem z nimi i
kradłem, bo nie miałem innego wyjścia.
Nie wiedziałam, że to jest tak powiedziała cicho.
Mówili, że na świecie są wojny i okrucieństwa, lecz zdawało się to czymś odległym, jak sen.
Słysząc, jak mówisz o zdradach i bitwach, wydaje mi się, że sama je widzę.
Czy żaden wróg nigdy nie napadł na twoje miasto Gazal? zapytał. Potrząsnęła głową.
Ludzie omijają Gazal z daleka. Czasem widziałam rzędy czarnych plamek poruszające
się na horyzoncie, a starzy ludzie mówili, że to armie idące na wojnę; lecz one nigdy nie
zbliżyły się do miasta.
Amalryk poczuł lekkie ukłucie niepokoju. Tę pustynię, pozornie pozbawioną życia,
zamieszkiwało jednak kilka najdzikszych plemion na ziemi: Ghanatanie, żyjący daleko na
wschodzie, zakapturzeni Tibu, którzy jak sądził, żyli dalej na południe, a ponadto gdzieś
na południowym zachodzie znajdowało się na poły legendarne, i dawno zniszczone imperium Tombalku,
zamieszkane przez okrutny, barbarzyński lud.
To dziwne, że jakieś miasto stojące pośrodku tej dzikiej krainy mogło trwać nie niepokojone na tyle,
że jego mieszkanka nawet nie znała znaczenia słowa wojna.
Gdy zwrócił swój wzrok w inną stronę, ogarnęły go dziwne myśli. Czy dziewczyna
oszalała od słońca? A może była demonem w kobiecej postaci, przybyłym z pustyni, by
zwabić go na pewną zgubę? Jedno spojrzenie na nią, kurczowo trzymającą się łęku
wielbłądziego siodła, wystarczyło, aby rozwiać te podejrzenia. Wtedy znów ogarnęły go
wątpliwości. Czyżby była czarodziejką? Może rzuciła na niego urok?
Podążali uparcie na zachód, przystając w południe tylko po to, żeby napić się wody i zjeść
trochę daktyli. Aby osłonić ją przed palącym słońcem, Amalryk zbudował wątły baldachim ze
swego miecza, pochwy i końskich derek. Zmęczoną i zesztywniałą od rozkołysanego,
wielbłądziego chodu dziewczynę musiał znieść na rękach. Kiedy znów poczuł bujną słodycz
jej miękkiego ciała przy swoim, ogarnęła go gorąca, pulsująca fala pożądania. Przez chwilę
stał bez ruchu, upojony jej bliskością, zanim ułożył ją w cieniu prowizorycznego namiotu.
Napotkawszy jej niewinne spojrzenie poczuł niemal złość na uległość, z jaką powierzała
swoje młode ciało jego rękom. Jakby nie zdawała sobie sprawy z tego, że może ją
skrzywdzić: jej ufność zawstydzała go i budziła w nim bezsensowny gniew.
Gdy jedli, nie czuł smaku daktyli, które przeżuwał; przyglądał jej się płonącymi oczyma,
chłonąc każdy szczegół jej gibkiej postaci. Wydawała się zupełnie nie zdawać z tego sprawy.
Kiedy znów ją podniósł, aby posadzić na wielbłąda i odruchowo objęła go ramionami,
zadrżał. Jednak wsadził ją na wierzchowca i znów wyruszyli w drogę.
Amalryk odwiózł dziewczynę do Gazal a sam przez ziemie Kush, ruszył na północ.
O świcie, najemnik i dziewczyna, wyruszyli na zachód. Amalryk posadził Lissę na wielbłądzie, pokazawszy jej,
jak utrzymać równowagę.
Złapała się oburącz siodła, zdradzając całkowitą nieumiejętność jazdy.
To znów zdziwiło młodego Akwilończyka. Dziewczyna wychowana na pustyni, która jeszcze
nigdy nie siedziała na wielbłądzie i aż do poprzedniego wieczora nigdy nie jechała na koniu!
Amalryk sporządził dla niej coś w rodzaju płaszcza. Włożyła strój, nie zadając żadnych
pytań, nawet nie pytając, skąd go ma przyjmując go tak jak wszystko, co dla niej robił z
wdzięcznością i bez wahania, nie dociekając powodów.
Amalryk nie powiedział jej, że jedwab, który teraz osłaniał ją od słońca, przedtem okrywał czarną skórę jej porywacza.
Gdy jechali, znów zaczęła go prosić, aby opowiedział jej coś o świecie jak dziecko
dopominające się bajki.
Dziewczyna rzekła, wiem, że Akwilonia leży daleko od tej pustyni powiedziała. Między nią leży
Stygia i ziemie Shemu i inne krainy. Jak to się stało, że jesteś tutaj, tak daleko od ojczyzny?
Przez chwilę jechał w milczeniu, trzymając w dłoni uzdę wielbłąda.
Argos i Stygia toczą wojnę rzekł nagle. Koth też zostało w nią wplątane.
Kothijczycy nalegali, aby jednocześnie zaatakować Stygię. Argos zebrało armię najemników,
którzy wsiedli na okręty i pożeglowali wzdłuż wybrzeża na południe. W tym samym czasie
armia Koth miała zaatakować Stygię na lądzie. Byłem jednym z najemników w armii Argos.
Napotkaliśmy stygijską flotę i pobiliśmy ją, odrzucając z powrotem do Khemi. Powinniśmy
wylądować, splądrować miasto i podążyć wzdłuż rzeki Styks, lecz nasz admirał był ostrożny.
Przewodził nam książę Zapayo da Kova, Zingaranin.
Płynęliśmy na południe, aż dotarliśmy do porośniętych dżunglą brzegów Kush.
Tam wylądowaliśmy i statki rzuciły kotwice, zaś armia ruszyła na wschód, wzdłuż stygijskiej
granicy, paląc i grabiąc. Zamierzaliśmy w pewnej chwili skręcić na północ i uderzyć w samo
serce Stygii, aby połączyć się z kothijską jazdą nacierającą z północy.
Wtedy dowiedzieliśmy się, że zostaliśmy zdradzeni. Koth zawarło odrębny pokój ze
Stygijczykami. Stygijska armia podążała na południe, chcąc przeciąć nam drogę, podczas gdy
jej część już odcięła nas od morza.
Zdesperowany książę Zapayo wpadł na szalony pomysł, aby pomaszerować na wschód, w
nadziei dotarcia wzdłuż granicy do wschodnich ziem Shemu. Jednak armia z północy
dogoniła nas. Stanęliśmy i walczyliśmy.
Walka trwała cały dzień i wróg w rozsypce wrócił do swego obozu. Jednak na drugi dzień
z zachodu nadciągnęła reszta ich sił. Wzięta w dwa ognie nasza armia przestała istnieć.
Zostaliśmy pokonani, rozbici, zniszczeni. Nielicznym udało się uciec. Kiedy zapadła noc,
wymknąłem się z okrążenia z kilkoma z naszych.
Pojechaliśmy na południe, na pustynię, ponieważ nie mogliśmy się udać w żadnym innym
kierunku.
Daleko na południu znaleźliśmy oazę, lecz ścigała nas stygijską jazda. Znów uciekaliśmy, od
oazy do oazy, głodni i spragnieni, aż znaleźliśmy się w surowej, nieznanej ziemi prażącego
słońca i nagich piasków. Jechaliśmy, aż nasze konie zaczęły się słaniać na nogach, a my
byliśmy półprzytomni ze zmęczenia.
Wtedy, pewnej nocy zobaczyliśmy ogniska i podjechaliśmy do nich, w desperackiej
nadziei, że znajdziemy tam przyjaciół. Gdy tylko podjechaliśmy bliżej, przywitał nas grad
strzał.
Ledwie zdążyłem dostrzec napastników wysokich, chudych ludzi w dziwnych, barbarzyńskich strojach.
Potem wędrowałem pieszo przez pustynię, aż przyłączyłem się do tych trzech sępów, których
widziałaś wczoraj. Ta banda szakali należała do Ghanatanów, zbójeckiego plemienia
będącego mieszanką wielu ras czarnej i Mitra wie jakich jeszcze. Nie zamordowali mnie
tylko dlatego, że nie miałem nic, czego by pragnęli. Przez miesiąc wędrowałem z nimi i
kradłem, bo nie miałem innego wyjścia.
Nie wiedziałam, że to jest tak powiedziała cicho.
Mówili, że na świecie są wojny i okrucieństwa, lecz zdawało się to czymś odległym, jak sen.
Słysząc, jak mówisz o zdradach i bitwach, wydaje mi się, że sama je widzę.
Czy żaden wróg nigdy nie napadł na twoje miasto Gazal? zapytał. Potrząsnęła głową.
Ludzie omijają Gazal z daleka. Czasem widziałam rzędy czarnych plamek poruszające
się na horyzoncie, a starzy ludzie mówili, że to armie idące na wojnę; lecz one nigdy nie
zbliżyły się do miasta.
Amalryk poczuł lekkie ukłucie niepokoju. Tę pustynię, pozornie pozbawioną życia,
zamieszkiwało jednak kilka najdzikszych plemion na ziemi: Ghanatanie, żyjący daleko na
wschodzie, zakapturzeni Tibu, którzy jak sądził, żyli dalej na południe, a ponadto gdzieś
na południowym zachodzie znajdowało się na poły legendarne, i dawno zniszczone imperium Tombalku,
zamieszkane przez okrutny, barbarzyński lud.
To dziwne, że jakieś miasto stojące pośrodku tej dzikiej krainy mogło trwać nie niepokojone na tyle,
że jego mieszkanka nawet nie znała znaczenia słowa wojna.
Gdy zwrócił swój wzrok w inną stronę, ogarnęły go dziwne myśli. Czy dziewczyna
oszalała od słońca? A może była demonem w kobiecej postaci, przybyłym z pustyni, by
zwabić go na pewną zgubę? Jedno spojrzenie na nią, kurczowo trzymającą się łęku
wielbłądziego siodła, wystarczyło, aby rozwiać te podejrzenia. Wtedy znów ogarnęły go
wątpliwości. Czyżby była czarodziejką? Może rzuciła na niego urok?
Podążali uparcie na zachód, przystając w południe tylko po to, żeby napić się wody i zjeść
trochę daktyli. Aby osłonić ją przed palącym słońcem, Amalryk zbudował wątły baldachim ze
swego miecza, pochwy i końskich derek. Zmęczoną i zesztywniałą od rozkołysanego,
wielbłądziego chodu dziewczynę musiał znieść na rękach. Kiedy znów poczuł bujną słodycz
jej miękkiego ciała przy swoim, ogarnęła go gorąca, pulsująca fala pożądania. Przez chwilę
stał bez ruchu, upojony jej bliskością, zanim ułożył ją w cieniu prowizorycznego namiotu.
Napotkawszy jej niewinne spojrzenie poczuł niemal złość na uległość, z jaką powierzała
swoje młode ciało jego rękom. Jakby nie zdawała sobie sprawy z tego, że może ją
skrzywdzić: jej ufność zawstydzała go i budziła w nim bezsensowny gniew.
Gdy jedli, nie czuł smaku daktyli, które przeżuwał; przyglądał jej się płonącymi oczyma,
chłonąc każdy szczegół jej gibkiej postaci. Wydawała się zupełnie nie zdawać z tego sprawy.
Kiedy znów ją podniósł, aby posadzić na wielbłąda i odruchowo objęła go ramionami,
zadrżał. Jednak wsadził ją na wierzchowca i znów wyruszyli w drogę.
Amalryk odwiózł dziewczynę do Gazal a sam przez ziemie Kush, ruszył na północ.
Po przespanej nocy i śniadaniu oraz zwinięciu obozu, niedługo po wyruszeniu
Tranicos i kushyccy zwiadowcy, donieśli wam o białym najemniku,
na wielbłądzie, za którym idzie blisko 20 wycieńczonych najemników z wielu krain Hyborii, co robicie?
Tranicos i kushyccy zwiadowcy, donieśli wam o białym najemniku,
na wielbłądzie, za którym idzie blisko 20 wycieńczonych najemników z wielu krain Hyborii, co robicie?
Co do kapłanów, to o co chcecie ich zapytać, znaczy Chen Shu? Bo Vanko już zapytał. Odpowiedzi kapłanów dam raczej jutro.
Ostatnio zmieniony 15 października 2013, 19:02 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
Ledwo siedli przy ognisku, ChenShu poczuł płomień rozchodzący się od jego rany w nodze. Pot wystąpił na jego czoło kiedy ból stawał się coraz mocniejszy i go sparaliżował. Kiedy z rany zaczął unosić się dym, stracił poczucie rzeczywistości a jego umysł zanurzył się w wizji o pięknej kobiecie i białym najemniku. Kiedy się rozmyła, powoli odzyskiwał przytomność, ledwo rejestrując dziwne spojrzenia i komentarze towarzyszy. Powlókł się przemęczony do namiotu i padł wyczerpany na posłanie.
Spoiler!
Zakładam, że biały najemnik na wielbłądzie to Almaryk, jeśli zdołamy go dogonić (czekam na opinię zwiadowców) to może być cennym źródłem informacji. Jeśli dodatkowo nasze interesy byłyby zbieżne, możemy zaoferować mu pomoc.
Gdzie go widzieliście Tranicosie? Jak daleko stąd? -zapytał zaintrygowany Vanko, słuchając świeżych relacji zwiadu. Czy wyglądał na akwilończyka?
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Mała retrospekcja,
Wieczorem poprzedniego dnia, przed wizją jaką wywołał Chen Shu...
Wieczorem poprzedniego dnia, przed wizją jaką wywołał Chen Shu...
Drus po całodniowym marszu powalił w zapasach największego z Kuszytów, czym wzbudził szacunek reszty dla swej osoby, Kuszyta walczył dzielnie.
Chen Shu uspokoił obawy kapłanów Jullaha.
Vanko rozmówił się z Thuthmekrim i Altahaiosem kapłanami Seta. Znaleźli wspólny język.
Vanko rozmówił się z Thuthmekrim i Altahaiosem kapłanami Seta. Znaleźli wspólny język.
Już rano:
Najemnicy nie są daleko jakieś 2 kilometry od waszej prawej flanki.Teraz najemnicy padli na ziemie, wielbłąd też, to doniesiono wam wkrótce.
Nie ma im się co dziwić po ty co przeszli, zostało ich około 20 z wielkiej wyprawy, nie wiedzą kim jesteście.
Ciężko Tranicosowi ocenić narodowość, ale najemnik na wielbłądzie był biały.
Ostatnio zmieniony 17 października 2013, 10:17 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.