Narada wojenna
Poniżej macie relację z narady wojennej, jak plan się powiedzie, może dojść do pojedynku Gomy i króla Nabo, już wkrótce, o ile wyprawa się uda, a Nabo podejmie wyzwanie.
-
Stań przy mnie - powiedział Drussowi Goma, gdy usadowił się na zydlu okrytym lamparcią skórą. Wokół stanęli wojownicy, którzy nosili pióropusze z czarnych strusich piór. Cymmerianin przypuszczał, że czarne pióra oznaczają przyboczną straż króla.
Goma wypowiedział szybko parę słów i ludzie zręcznie ułożyli mapę doliny. Czaszka krowy oznaczała miasto przy jeziorze, lwia - fortecę, garść muszelek - jezioro. Czarne kamienie posłużyły na oznaczenie wiosek, a żebra antylopy - obozowiska wojowników Naba. Rzekę i strumienie zaznaczono niebieskim piaskiem, włócznie wbite drzewcami w ziemię symbolizowały góry. Nemedyjski generał nie mógłby wymagać niczego lepszego.
Przez ponad godzinę Goma naradzał się z naczelnikami w nie znanym Cymmerianinowi języku. Z ich tonów i gestykulacji domyślał się, że niektórzy nalegają na natychmiastowe działanie, inni zaś opowiadają się za zachowaniem większej ostrożności. Druss zauważył, że młodszym wojownikom nie udzielano głosu.
W czasie narady Cymmerianin wnikliwie studiował mapę. Widział wiele świetnych armii startych na proch, ponieważ ich dowódcy nie znali terenu, na którym przyszło im walczyć. Zobaczył, że miasto nad jeziorem jest usytuowane blisko południowego krańca doliny, i że tam koncentrują się główne siły Naba. Reszta wojska była rozsiana na północy w małych wojskowych obozach. On i inni cudzoziemcy mijali ich wiele w trakcie marszu do jeziora.
Goma zwrócił się do Drussa.
-
Wiem, że nie rozumiesz. Masz jakieś pytania?
-
Czy zadaniem tych obozów po północnej stronie jest tylko obrona przed najazdami buntowników?
- Częściowo służą do obrony przed złodziejami bydła. - Ostatnie słowa wypowiedział ze znaczącym naciskiem. - A po części taka jest nasza odwieczna tradycja. Wysyłamy młodych wojowników do takich obozów, gdzie przez wiele lat są zdani wyłącznie na siebie, zajmują się wypasem bydła i odwiedzają miasto i wioski tylko w czasie uroczystości. Jednakże głównym powodem jest trzymanie w ryzach mieszkańców wsi.
- Nabo nie ściągnie ich, żeby skoncentrować siły w pobliżu miasta?
- Jeszcze nie. Między innymi dlatego musimy szybko przystąpić do ataku.
Druss się uśmiechnął.
-
Co byś powiedział, gdyby jednocześnie zapewnić twoim ludziom szybkie, łatwe zwycięstwo i znacząco nadwątlić armię Naba?
- Wysłucham takiego planu.
Druss wyjął włócznię z kręgu oznaczającego góry i tępym końcem wyrysował na ziemi plan bitwy. Goma tłumaczył jego słowa wojownikom.
- Najpierw musicie się rozdzielić. Zawsze jest to ryzykowne, ale może się opłacić. Zatrzymaj przy sobie większość; mniejszy oddział, stanowiący może trzecią albo czwartą część twoich ludzi, ruszy szybkim marszem na północ, wzdłuż podnóża gór na wschodzie.
-
Aby zachować tajemnicę, przemarsz winien odbywać się nocą. Trzeba zabrać suchy prowiant. Ludzie muszą być młodzi i silni, prawie bowiem nie będą spać. O świcie ruszą na południe. Zaatakują z marszu, nie dając nieprzyjacielowi szansy na zebranie sił czy przesłanie wieści. Z tego powodu przed oddziałem muszą biec wybrani zwiadowcy, którzy będą zabijać posłańców próbujących ostrzec inne obozy.
- Brzmi to doskonale - pochwalił Goma. - Mów dalej.
-
Rankiem wybranego dnia - kontynuował Druss - ale nie za wcześnie, ruszycie głównymi siłami na Naba. Jeżeli będziecie rozproszeni i będziecie czynić wiele hałasu, uzurpator powinien dojść do przekonania, że idzie cała armia. Gdy zajmiecie pozycje przed miastem... - narysował serię kresek przed krowią czaszką - wróg uciekający z obozów znajdzie się na waszych tyłach. Wtedy proponuję zrobić w tył zwrot, a wówczas uciekający wojownicy zostaną wzięci w dwa ognie. - Druss przykląkł i dramatycznym gestem złączył dłonie, mieszając kości i kamyki. Podniósł się.
-
Potem, wzmocnieni przez resztę armii, znów zawrócicie, podejdziecie pod miasto i rzucicie wyzwanie. Jeżeli dobrze oceniłem siły Naba, będziecie mieli równe szansę. Być może nawet niewielką przewagę. Poza tym twoi ludzie będą podniesieni na duchu łatwym zwycięstwem, podczas gdy morale w oddziałach przeciwnika osłabnie. Do tego czasu wojownicy z błękitnymi piórami powinni zadecydować, po czyjej stronie stanąć.
Naczelnicy słuchali uważnie. Niektórzy okazywali entuzjazm, inni powątpiewanie, ale kiedy Druss skończył, nikt nie wystąpił przeciw niemu. Wszyscy patrzyli na króla, od którego zależało podjęcie decyzji.
- To dobry plan i skorzystam z niego - zadecydował w końcu Goma. - Ale wprowadzę jedną zmianę: osobiście stanę na czele oddziału, który będzie rozbijać obozy w dolinie.
Druss ściągnął brwi.
-
To niemądre. Król nie powinien narażać się w bitwie prowadzonej w jego imieniu.
-
Być może tak jest na północy, przyjacielu, ale nie tutaj. Moi wojownicy oczekują takiej postawy. Poza tym żaden ze starszych wojowników nie jest w stanie pokierować większą armią.
- Jak chcesz. Kiedy proponujesz wykonać pierwszy ruch?
- Przez czekanie niczego nie zyskujemy. Wyruszymy dziś wieczorem!
- Szybko podejmujesz decyzje - pochwalił Druss. - A jakie zadanie masz dla mnie?
Górna wyszczerzył zęby.
-
Chcesz mi towarzyszyć? My, stare psy wojny, możemy pokazać młodym wojownikom, na czym polega prawdziwa walka.
- Dobrze, pójdę z tobą.
- Doskonale. Zatrzymaj włócznię. Będzie ci potrzebna. I mam dla ciebie coś jeszcze. - Zawołał przez ramię i z jego chaty wyszła kobieta. Podała coś królowi, a ten przekazał to Drussowi. Cymmerianin obejrzał podarunek.
Był to miedziany diadem z trzema pękami lśniących, czarnych strusich piór.
- Oznaczają, że jesteś jednym z zaufanych towarzyszy króla - wyjaśnił Goma. - Gdy założysz tę opaskę, wszyscy wojownicy będą ci schodzić z drogi.
Druss założył opaskę.
-
Jutro będzie dobry dzień do skąpania włóczni we krwi - powiedział.
Król przetłumaczył. Jego słowa wywołały burzliwą owację.
Czekam na to co konkretnie robicie, bo jak rozumiem poza Drussem nikt nie rusza z Gomą i jego Atlajami?
Jak rozumiem chcecie by Druss zabrał Marandosa i przekazał go akwilończykom w wolnej chwili, o ile w ogóle będzie taka możliwość?