Strona 4 z 64

: 06 listopada 2014, 13:52
autor: MrCzui
Brzmi rozsądnie...(sąduję po kolegach wzrokiem).
Słyszeliście chłopaki? Niczym nie wkurwił, więc mamy ich tylko... hmmm... ostrzec.
Vamos?
Nie wiem jak wy, ale ja bym coś jeszcze opierdolił zanim komuś... cos przetłumaczę (kończę ze szczerym latynoskim uśmiechem)...

: 06 listopada 2014, 13:58
autor: Keth
Kilka szczegółów w trybie technicznym

Znacie dom, który Patatos zaadoptowali do roli swej siedziby; jest w północnej części dzielnicy, niedaleko wybrzeża. Furgonetką dotrzecie tam w dziesięć, może piętnaście minut.

Przyjmuję, że Gonzales pojedzie na spotkanie z Razorem, kto ewentualnie do niego dołączy? Jeśli chcecie zabrać broń, dajcie od razu znać, że ją macie (MrCzui i Czak). Poproszę też o deklarację zachowania na miejscu, zwłaszcza w wykonaniu fiksera - ostry wjazd czy spokojny, z wyzwiskami i groźbami czy grzecznie, poza wyniosłego neutralnego negocjatora czy wzburzonego sojusznika rodziny Lao? Wiedząc to łatwiej będzie mi przygotować wstawki fabularne w siedzibie Patatos.

: 06 listopada 2014, 14:10
autor: czak
- Fiuuuuu - zagwizdał pod nosem Eric - 1000 e$ kiedy ja ostatnio widziałem taką kasę. Gdybym był frajerem to uwierzyłbym pewnie, że Pan Lao jest skłonny wyłożyć taką kasę tylko za rozmowę bo akurat nie zna nikogo kto mówi po angielsku i zrobiłby to taniej.
- A co do żarcia to na co masz ochotę Gonzo? Chyba nie na "chińszczyznę"
Giwerę biorę. Nie zwykłem jeździć do siedziby gangu bez broni

: 06 listopada 2014, 14:32
autor: MrCzui
Biorę broń. Mam nadzieję że nie będzie potrzebna.
Compadres, chińczyk czy meksyk?
Kierujemy się do naszej ulubionej knajpy- zależnie od wyboru gastronomii

: 06 listopada 2014, 15:07
autor: namakemono
- Chwilunia. Mnie to wszystko wygląda na klasyczną "ofertę nie od odrzucenia" i wcale mi się to nie podoba. Łaskawi panowie, nie dajecie nam żadnego wyboru. Mówicie: bierzcie te nędzne tysiąc baksów i odwalcie za nas czarną robotę, a jak nie, to macie przejebane. Za chuja nie widzę tu znamion uczciwej oferty. Szanujemy pana Lao i chętnie usiądę do rozmów na temat ewentualnej współpracy, ale nie na takich warunkach. Na robotę idziemy wszyscy. Więc na łeb wychodzi dwieście parę baksów. Panowie, to żaden interes.

: 06 listopada 2014, 15:44
autor: czak
- Mi też się to nie podoba, ale wolę stąd wyjść na własnych nogach niż żeby mnie wyniósł jakiś chinol w postaci susi. A dwieście baksów piechotą nie chodzi.

Proponuje: przestać wkurwiać chinoli, wybić się stąd, pojechać do knajpy coś zjeść i tam obgadać plan działania.

: 06 listopada 2014, 15:46
autor: MrCzui
Skoro mówimy o suszi... Chińczyk?

: 06 listopada 2014, 16:01
autor: namakemono
- Nie, nie. Tak stąd nie wyjdziemy. Panowie próbują nas wydymać bez wazeliny. Jeśli chcecie to zrobić to ok, ale beze mnie. Nie jestem ruską dziwką, żeby dać się wydymać za 250 baksów.
Chinole próbują wziąć nas na smycz za nędzne grosze. Z groźbą w tle. Albo zrobicie to, co wam każemy za tyle, ile wam rzucimy pod nogi, albo macie przejebane. Nie, dziękuję. Jeśli mamy podyskutować, to polecam w trybie technicznym, żeby nie wplatać w fabularkę kłótni między członkami drużyny. Myślę, że to uzasadnione, bo jako starzy kumple jako tako się dogadujemy i ostatecznie prezentujemy w miarę spójne stanowisko.

: 06 listopada 2014, 16:03
autor: Keth
"Mahjong", 2 listopada 2021, 21:46 (niedziela)

Wong nie potrzebował znajomości angielskiego, by pojąć, co powiedział Vega; wystarczył mu wyraz twarzy Jamesa i ton jego głosu. Ranny Chińczyk poczerwieniał ponownie, po czym zaczął wymachiwać prawą ręką wskazując nią na drzwi pokoju pośród zduszonych wyzwisk.

- Spokojnie, przemyślimy sprawę i damy znać, na co się decydujemy - odezwał się natychmiast Eduardo, stając pomiędzy Vegą i Wongiem - Zadzwonimy za godzinę, tylko na jaki numer?

Zhu wyciągnął z kieszeni spodni smartfona, sparował go z telefonem fiksera za pomocą bezprzewodowego sprzęgu wymieniając się cyfrowymi wizytówkami.

- Jeśli nie oddzwonisz w ciągu godziny, zapominamy o sprawie - zastrzegł Zhu - Nie jesteście jedyni na dzielni, znajdą się inni, żeby wyświadczyć przysługę panu Lao. A teraz już sobie idźcie, szybko!
Proponuję położony ulicę dalej tani fast-food, gdzie prawie wcale nie czuć w smaku żarcia prepaku! Tam będziecie mogli rozmówić się na spokojnie. Przenosimy tam akcję?

: 06 listopada 2014, 16:20
autor: namakemono
Nie mam nic przeciwko.

: 06 listopada 2014, 16:36
autor: MrCzui
tak

: 06 listopada 2014, 17:45
autor: Suriel
- Nie bardzo jest o czym mówić, mały James ma tym razem rację - wpycham kolejną porcję frytek w paszcze - chesz się wpierdolic w następującą sytuację; idziesz do Razora i mu mówisz stawiam u ciebie biznes i ni chuja nie będę ci płacić. Co byś zrobil na miejdcu Razora? Powiedzial ok można mnie ruchac? Czy może wyslal byś odpowiedź w workach? Dlaczego Lao nie chce wysłać swoich? -siurpie ciągnąc sybtcole ze slomki - jesz te frytki Eric?

: 06 listopada 2014, 17:53
autor: namakemono
- I tu się doskonale zgadzam. Chociaż wiesz dobrze, że jak ktoś inny nazwałby mnie małym, to by zbierał zęby z podłogi. Ale wracając do sedna: już o tym mówiłem, każdy, kto ma jakiś biznes, musi komuś płacić. Żydzi meksom, meksi czarnym, czarni żydom i tak w kółko. Żółte fiuty myślą, że ich to nie dotyczy. Pójdą na dno. Zasadnicze pytanie: czy chcemy tam iść zaraz za nimi? I za co? Za 250 baksów? Dla mnie sprawa jest jasna.

: 06 listopada 2014, 18:36
autor: Keth
"Makanan Yang", 2 listopada 2021, 22:00

Niewielki lokal na parterze starej kamienicy uchodził za wyjątkowo tani, ale jednocześnie mało godny zaufania w kwestii pochodzenia serwowanych tam posiłków. Zarośnięci i krzykliwi właściciele pochodzący z Bloku Indonezyjskiego kłócili się bez przerwy, czasami wręcz ciskając w siebie brudnymi sztućcami. Ciasne wnętrze jadłodajni tętniło życiem, pełne ubogich uliczników zdecydowanych wydać swe pochodzące z żebractwa bądź kradzieży oszczędności na serwowane w plastikowych pudełkach odżywcze papki o egzotycznych nazwach i bardzo podobnym do siebie smaku.

Czterej mężczyźni wcisnęli się w róg jadłodajni, siadając na wyścielonych przetartymi matami ławach. Wbudowany w blat stolika moduł zamówień z dotykowym ekranem sprawiał wrażenie ledwie funkcjonującego ze starości, ale przy odrobinie cierpliwości dało się z niego skorzystać bez pomocy obsługi.

- Już wam powiedziałem, co o tym myślę - oznajmił poddenerwowanym tonem Jimmy - Nie wchodzę w taki gówniany interes za dwieście pięćdziesiąt baksów.

- Gwoli ścisłości, za trzysta dwadzieścia pięć - odpowiedział nieco skwaszony Gonzales, który w przeciwieństwie do Vegi gotów był przystać na propozycję Wonga - Masz za dużo kasy? Masz robotę? Chcesz cały dzień rozładowywać statki w porcie za pięć dych dziennie bez ubezpieczenia?

- Mały Jimmy ma rację - powtórzył Clarens - Napyskujemy Razorowi, a on nas kropnie i wyśle trupy w workach do pana Lao. Ja w to nie wchodzę, a ty, Eric?
Sytuacja jest następująca: James i Clarens nie chcą wejść w układ z Wongiem, Gonzo się waha, nie znam decyzji Erica. Gwoli ścisłości, ten wątek można też rozegrać w zmniejszonej grupie, do Razora koniec końców może pojechać nawet sam fikser, jeśli nie chce się z kumplami dzielić działką ;)

: 06 listopada 2014, 18:36
autor: czak
- Od tygodnia żremy darmowe prepaki, mieszkamy w norze którą ciężko nazwać "domem", jednego grzmota dzielimy na czterech, a wy mi mówicie że 250 e$ to mało kasy? Kurwa zaczęliście grać na giełdzie? kojtneła wam bogata babcia czy wygraliście w totka?
Robiliście kiedyś interes w którym wasz kontrahent nie myślał żeby was wydymać albo wy nie chcieliście wydymać jego? Ja nie.
Dla mnie to interes jak interes. Ryzykowny, ale nie jest przecież powiedziane kto kogo na końcu będzie dymał - Eric stara się wyłapać co większe okazy frytek zanim Białas wszystkie mu wyżre