: 17 kwietnia 2015, 18:20
Drakwald, późna zima roku 2509
Ściągany z sań przez parę żołdaków Hummel przyjrzał się kątem oka kajdanom noszonym przez tajemniczą dziewczynę. Wygrawerowane w metalu runiczne znaki niewiele mu mówiły, ale uczeń czarownika nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że miały charakter formuły ochronnej, cokolwiek mogło to znaczyć.
- Ruszajcie się, żwawo! - sarknął człowiek uchodzący w oczach Stirlandczyka za sierżanta, rosły i posępny mężczyzna, którego policzek znaczyła szeroka blizna po cięciu nożem - Do środka z nimi!
Popychani w bezceremonialny sposób przez swoich prześladowców, więźniowie znaleźli się po krótkiej chwili we wnętrzu budowli. Johann westchnął rozczarowany, bo od kamiennych ścian pałacyku ziało zimnem i wilgocią. W położonym tuż za drzwiami holu znajdował się ogromny kominek pełen niepodpalonych drewnianych szczap. Towarzyszący hrabiemu mężczyźni rozcierali w próbie rozgrzania się ręce bądź przestępowali z nogi na nogę. W rozległym pomieszczeniu pojawili się ubrani w wełniane stroje służący, roznoszący pucharki pełne parującego wina.
Zapach korzennych przypraw wywołał u więźniów prawdziwy ślinotok, aczkolwiek nikt ze służby nie zwrócił na nich najmniejszej uwagi.
Ściągany z sań przez parę żołdaków Hummel przyjrzał się kątem oka kajdanom noszonym przez tajemniczą dziewczynę. Wygrawerowane w metalu runiczne znaki niewiele mu mówiły, ale uczeń czarownika nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że miały charakter formuły ochronnej, cokolwiek mogło to znaczyć.
- Ruszajcie się, żwawo! - sarknął człowiek uchodzący w oczach Stirlandczyka za sierżanta, rosły i posępny mężczyzna, którego policzek znaczyła szeroka blizna po cięciu nożem - Do środka z nimi!
Popychani w bezceremonialny sposób przez swoich prześladowców, więźniowie znaleźli się po krótkiej chwili we wnętrzu budowli. Johann westchnął rozczarowany, bo od kamiennych ścian pałacyku ziało zimnem i wilgocią. W położonym tuż za drzwiami holu znajdował się ogromny kominek pełen niepodpalonych drewnianych szczap. Towarzyszący hrabiemu mężczyźni rozcierali w próbie rozgrzania się ręce bądź przestępowali z nogi na nogę. W rozległym pomieszczeniu pojawili się ubrani w wełniane stroje służący, roznoszący pucharki pełne parującego wina.
Zapach korzennych przypraw wywołał u więźniów prawdziwy ślinotok, aczkolwiek nikt ze służby nie zwrócił na nich najmniejszej uwagi.
Zgadzam się ze stwierdzeniem Kargana - Voormann po obejrzeniu znalezionej u Guntera księgi od razu by pojął, że ma do czynienia z uczniem czarodzieja! Co do Bernarda, kobieta w obroży konsekwentnie go ignoruje!