PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 21 września 2015, 23:06

- Graj już lepiej bo będę musiał wszystkim pokazać kto komu więcej siniaków nabija i wyjdzie, że się tylko przechwalasz. - Odpowiedział Olafowi ale z jego głosu wyraźnie biła życzliwość i przyjaźń jaką darzył kuzyna od lat.

- A jaki jest wojownik każdy widzi - odezwał się do Wiedźmy - tę oto tarczą, będę was osłaniał puki mi sił starczy - mówił przysiadając się na chwilę do wiedźmy i kładąc jej dłoń na runie wzmocnienia. - A tym mieczem upuszczę krwi w imię Ridviny każdemu kto stanie nam na drodze - powiedział wstając, i kładąc dłoń na rękojeści. - A i umiem z duchami mówić, będę Ejnherierem, jeśli pożyję dostatecznie długo... - powiedział siadając na swoje miejsce i słuchając muzyki kuzyna.

Kiedy Norlaug zaczęła złorzeczyć Vidgar zasępił się. Tak zdecydowanie jest w niej coś z babci. Wszyscy siedzą, dobrze się bawią a ona mówi o czymś o czym i tak wszyscy wiedzą. Nic nowego się nie dowiedzieliśmy, Vilberg nie miał więcej snów a ta w środku zabawy wyciąga wszystkie najciemniejsze myśli by wałkować je w ciągle od nowa, jaki z tego pożytek? Zapragnął być gdzie indziej. - Idę się przejść. - powiedział tonem bez emocji i ruszył z kuflem w stronę wyjścia, chciał popatrzeć na gwiazdy, miał nadzieję, że choć przez chwilę niebo nie będzie zachmurzone.
Idąc w kierunku wyjścia Vidgar spogląda na Wilkołka starając się wyczytać czy może warto spróbować zaproponować mu rozmowę na zewnątrz ale ponieważ jest młody i jest trochę kołkiem, skończy się tylko na pytającym spojrzeniu.
W drodze uczę się napierdalać i tarczowy.
Ostatnio zmieniony 22 września 2015, 21:22 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 22 września 2015, 13:32

[center]Karczma "Wytchnienie tułacza", trakt wzdłuż Szarych Grzbietów, 10 mroliść (xevar), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Vilberg spojrzał na Wylkołka i zasępił się lekko, słysząc jego pytanie:

- Po prawdzie, to trza nam było myśleć o tym w Beran - rzekł, gładząc brodę - Tam, w domu Vesteina, coś by się pewnie znalazło, a tutaj... - machnął ręką. - Ano nie, nie mam nic takiego pod ręką. Lecz jeśli dotrzemy na miejsce, być może znajdziemy coś, co ci się przyda. Wszakże ośmiu mężów wraz z khas nie mogło nagle wyparować!

Prychnął i sięgnął po kufel. Mimo pozornej pewności siebie, wydawał się wszakże lekko zaniepokojony, wiedział bowiem równie dobrze, jak Tanczący, iż śnieżne pustkowia nie raz już połykały liczniejsze grupy wędrowców. Opowieści o ludziach, którzy znikali tajemniczo poza pasmem Szarych Grzbietów były wszystkim znane i nawet Hattr słysząc słowa Vilberga potarł jeden ze swych amuletów na szczęście mrucząc jakieś ludowe zaklęcie.
Ostatnio zmieniony 23 września 2015, 10:35 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Hel
Reactions:
Posty: 54
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:11

Post autor: Hel » 22 września 2015, 14:26

Wysłuchawszy wypowiedzi towarzyszy, Kyariel także postanowił zabrać głos, mimo, że nie miał właściwie za wiele do dodania i już go zaczynało nudzić bezceowe siedzenie i dywagowanie. Starał się nie okazywac zbytnio emocji, jednak jego ruchy, głos i treść wypowiedzi zdradzały pewne zniecierpliwienie.

-Po piersze sądzę, że powinniśmy na spokojnie zebrać wszystkie informacje jakie posiadamy o zaginionych i ich wyprawie. Każda z nich może okazać się przydatna i moze nas naprowadzić na nowy szlak. A na pewno nie zaszkodzi wiedzieć jak najwięcej. Później możemy zebrać wszystkie nasze domysły i w świetle informacji które mamy, tudzież dowodów będziemy mogli zobaczyć, które wydają się najbardziej prawdopodobne.

-Po drugie sądzę, że lepiej będzie się nad tym zastanowić jak przynajmniej dotrzemy na miejsce, żeby niepotrzebnie nie tracić czasu i nie przedłużać postojów. Także za Szarymi Grzbietami na pewno dowiemy się więcej, bo teraz gadamy trochę po próżnicy, by nie wyrazić sie dosadniej...

-Po trzecie przychylam się do opinii o magicznych artefaktach i potężnej magii z nimi związanych, być może nam nieznanej, lecz mam nadzieję, że się mylę. W związku z tym, że tamten rejon jest dotąd niezbadany, także mogą być w to zamieszane jakieś nadnaturalne i prawdopodobnie zlowrogie istoty. Nie ma jednak co siać defetyzmu ani mnożyć domysłów- trzeba działać. Z mojej strony to wszystko na tą chwilę- Zamilkł dziwiony swoim pragmatyzmem, tak nietypowym w jego profesji i z poczuciem ulgi, że powiedział co o tym wszystkim myśli.
Ostatnio zmieniony 22 września 2015, 19:13 przez Hel, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 22 września 2015, 14:47

[center]Przed karczmą "Wytchnienie tułacza", trakt wzdłuż Szarych Grzbietów, 10 mroliść (xevar), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Powietrze na zewnątrz było orzeźwiające i niosło ze sobą zapach zimy. Ciężkie chmury, które towarzyszyły im cały gdzieś się rozwiały i niebo pełne było małych, srebrnych punkcików patrzących na młodego wojownika z odległych galaktyk. Vidgar westchnął bezwiednie i uniósł kufel wpatrując się w gwiazdy. Zanim zdążył upić łyk, drzwi od gospody otworzyły się na chwilę wypuszczając z wnętrza głosy biesiadujących, ciepłe powietrze i odrobinę światła. Obok młodego Nardlens znalazł się Tańczący po Czarnej Spirali.

- Piękna noc - odezwał się Vidgar - i upił kolejny łyk. - Cieszę się, że możemy chwilę porozmawiać..., hmm..., wiesz ja wiem, że wiele osób jest uprzedzonych do Wilkołków i no..., przepraszam za to żeberko, głupio wyszło. Byłem pijany, myślałem że to będzie śmieszne ale nie było. No i dziękuję Ci za pożyczkę..., to wiesz..., może mi uratować życie, to co mogłem kupić dzięki tym pieniądzom. - Tutaj zaciął się na chwilę ale wyraźnie było widać, że zamierza kontynuować - Będziemy pewnie razem walczyć, może nawet razem umrzemy i..., no właśnie chciałem przeprosić, podziękować i może lepiej Cię poznać. No i chciałem zapytać co Ty o tym wszystkim sądzisz, co jest dla Ciebie ważne? Ja jestem niby wojownikiem i oczywiście uwielbiam pić i słuchać muzyki i być wśród swoich ale tak naprawdę moje serce zawsze bardziej ciągnie tam, - tu wskazał głową w bliżej nieokreślonym kierunku w ciemność - w góry, w lasy, na morze..., tam gdzie nie ma osad, tak naprawdę tam czuje się bliżej bogów, tak jakby cały świat był ogromną świątynią..., a bogowie, bogowie dla mnie to jest jakaś taka prawda, sam wszechświat rozumiany lepiej niż jakikolwiek Nardlens, Alfr czy ktokolwiek mógłby pojąć i to.... - tu zamilkł, może chciał powiedzieć coś jeszcze a może nie.

Wilkołek wyczekał jeszcze chwilę zanim odpowiedział. Kiedy zrozumiał jednak, że Vidgar nie będzie kontynuował, sam zabrał głos.

- Nie różnimy się tak bardzo. Nasze serca jak widać tęsknią za tym samym. Też wolę przebywać z dala od osad. Pod gołym niebem. Gdzie nie ma tłumów ni hałasu. - zrobił krótką przerwę, podczas której przeciągnął się i przysiadł. - Lubię śpiew ptaków w lesie. Godzinami mógłbym słuchać szumu wody płynącej swoimi pokręconymi ścieżkami. Do miast trafiam tylko znaleźć jakieś zajęcie. - podrapał się za uchem po czym dodał.

- A co do żeberka, naprawdę nie ma o czym gadać. Zbyt wiele miłych mi osób zaczynało ze mną znajomość w podobny sposób, bym miał się martwić takimi bzdurami. Nie przejmuj się tym. Nie obrażam się łatwo a i pamiętliwy nie jestem. Ani nie przejmuj się jeśli czasami nie będę tak wylewny jak teraz. Zazwyczaj mało mówię. - Milczenie po jego wypowiedzi po krótkiej chwili przerwał Vidgar.

- Jakbyś kiedyś miał ochotę może opowiesz mi co robiłeś zanim miałeś cztery łapy? Ja na razie nie mam zbyt wiele historii, którymi warto by się było podzielić ale chcę zostać Ejnherierem. Kiedyś śnił mi się Oha'ln, powiedział że mnie zna i moja matka i babcia w sumie też, mówiły że to znaczy, że będę umiał rozmawiać ze zmarłymi no i umiem... i powiem Ci, że to też mnie strasznie fascynuje, duchy wielkich wojowników, tropicieli..., jeśli pożyję dostatecznie długo będą ze mną podróżować....

Już miał powiedzieć, że gdyby Tańczący umarł a Vidgar wciąż by żył, to byłoby dla niego zaszczytem gdyby jako duch, chciał z nim podróżować. Powstrzymał się jednak, mogło to zabrzmieć zbyt dziwnie, albo stać się złą wróżbą. Zamiast tego rzekł:

- cieszę się, że nasze ścieżki się skrzyżowały, ktoś kiedyś mi powiedział, że prawdziwi przyjaciele potrafią milczeć i nie czuć się przy tym głupio. No i też nie zawsze lubię tyle mówić, czasami tylko i nie przeszkadza mi, że rzadziej się odzywasz. Niektórzy dużo gadają ale nie konieczni mają coś do powiedzenia. Zdecydowanie wole milczenie niż takie złorzeczenie jakim Norlaug nas przed chwilą raczyła.

Po tym zamilkł i rozluźnił się. Spojrzał w kufel, dopił resztę piwa i oparł się o ścianę tawerny. Wziął głęboki oddech i pomyślał, że niedługo wszyscy będą oddychać znacznie zimniejszym powietrzem. Spojrzał ponownie w gwiazdy i czuł, że one także patrzą na historię w której oni byli tylko bohaterami.

- Wiesz co? Jak tak patrzę na te gwiazdy to się zastanawiam czy one tylko patrzą na naszą historię czy może same ją piszą...

Na ostatnie słowa, Tańczący spojrzał w niebo. Nie odpowiedział od razu, jakby ważył słowa chcąc upewnić się, że nie okażą się zbyt ciężkie.

- Ciężko powiedzieć. i szczerze nigdy się nie zastanawiałem... Wiesz, nie obraź się, ale nie liczyłbym na moją opowieść o dniach sprzed łap i futra. To była inna osoba, w dodatku głupia. Nie lubię o nim myśleć. - po czym dodał, spoglądając na młodego wojownika ze spokojem - Ale może kiedyś przy ognisku opowiem ci o moim obecnym życiu.

Vidgar odwzajemnił spojrzenie i powiedział tylko:

- z chęcią posłucham - a potem pozwolił ciszy, którą tak wcześniej wychwalał zająć miejsce niepotrzebnych już teraz słów.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 22 września 2015, 16:21

[center]Ersor, 13 mroliść (aloqa*), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=W1f9SeVbPYM[/center]
Dwa kolejne dni wędrówki upłynęły podobnie do poprzednich, podzielone między rozmowy, trudy podróży i rutynę codziennych obowiązków. Jakość karczm przy drodze jak i stan samego traktu wyraźnie pogarszały się. W końcu, szesnastego dnia wyprawy bohaterowie ujrzeli Ersor.

[center]Obrazek[/center]
Śnieg spadł pierwszy raz tego poranka, rozpraszając monotonną szarość okolicznych wzgórz, co znacznie polepszyło samopoczucie członków ekspedycji. Gdzieniegdzie jeszcze, spod jego okrywy przebłyskiwały łachy brązowej ziemi i zrudziałej trawy, jednak mroźny wiatr, wiejący od strony wzgórz gnał ciemne chmury, nabrzmiałe zamiecią. Zaiste, jesień była już w odwrocie i oto wkraczali do królestwa zimy. Nastroje poprawiły się nieco, a gdy zza kolejnego wzgórza wyłoniła się osada górnicza, wszyscy poczuli, iż mają już za sobą szmat drogi. W Ersor bowiem musieli zjechać z traktu i zagłębić się pomiędzy wzgórza. Zarówno Olaf jak i Tańczący mieli nadzieję, iż prowadził tam będzie jakiś szlak - mimo wszystko jednak owa wioska stanowiła granicę cywilizacji, za którą leżało królestwo natury. Świadomość ta sprawiła, iż nawet Wylkołek poczuł się raźniej na widok zagubionych u podnóża wzgórz chat.

Samo Ersor nie robiło wrażenia na kimś, kto widział już Beran lub Ars-Ardę. Ot, zwykła osada, otoczona niewysokim ostrokołem i mająca za sobą znacznie lepsze czasy. Tylko położona na obrzeżach huta żelaza zdawała się przyciągać wzrok, będąc jedynym budynkiem wzniesionym całkowicie z kamienia. Brnjar wyjaśnił wszystkim, iż dawniej w Ersor znajdowały się także kuźnie i miejsce to prezentowało się o wiele okazalej. Jednak z czasem skromne złoża węgla, wydobywanego w okolicy wyczerpały się, uniemożliwiając miejscową produkcję stali. Wielu rzemieślników opuściło więc swe domy, przenosząc się w okolice zapewniające lepsze widoki na przyszłość. Pozostała jedynie huta i niewielka kuźnia, spełniająca potrzeby miejscowych. Teraz Ersor było jedynie kolejną osadą górniczą, wydobywającą żelazo na potrzeby Beran. Ludzie tutaj byli twardzi i nawykli do trudów. Życie w Szarych Grzbietach szybko pozbawiało złudzeń. Z zaciekawieniem jednak śledzili wzrokiem ekspedycję Vilberga. Liczna grupa obcych, przybywająca o tak niespodziewanej porze roku, musiała zwrócić powszechną uwagę.

- Zatrzymamy się tutaj na trzy dni - rzekł Vilberg, zwracając konia ku reszcie towarzyszy. - Wierzchowce muszą odpocząć a i my musimy uzupełnić zapasy i rozeznać się w dalszej drodze. Spożytkujcie ten czas, by odetchnął, bowiem, Auren mi świadkiem iż dalsza droga nie będzie łatwiejsza...
Testy szukania ziół: rzuciłem trzy testy dla tych (Per. + Zielarstwo), którzy informowali mnie na PW, że szukają ziół w drodze.
Norlaug: znajdziesz 6 dawek płucnicy błękitnej i 4 dawki muchomora;
Tańczący: znajdziesz 2 dawki muchomora;
Opis ziół w techniczym, aby tutaj nie zaśmiecać wątku.
[center]***[/center]
Karczmę znaleźli praktycznie od razu, tym bardziej, iż był to jedyny taki przybytek we wsi. Naprzeciwko niej stał wszakże inny jeszcze, obszerny dom z szyldem, jednakże jego okna i drzwi zabito deskami, wydawał się też całkowicie opuszczony. Oberża zwała się "Miodna Sala" i stanowiła niski, jednopiętrowy budynek, kryty zapadłą strzechą. Ciasne wnętrze nie robiło najlepszego wrażenia, powietrze zdawało się być przydymione i ciężkie. Na ścianach wisiały tarcze, niektóre zdawały się pochodzić daleko stąd, przedstawiając obce rysunki i herby. Wszystkie jednak pokryte były grubą warstwą sadzy i kurzu.

[center]Obrazek[/center]
Brnjar sprawnie załatwił i opłacił noclegi oraz wyżywienie, w czasie, gdy reszta rozpakowywała juki. Gunlid zjadła coś szybko i zniknęła - wszyscy jednak wiedzieli, iż najpewniej udała się do stajni. Jeden z koni miał problemy z kopytem i wyraźnie kulał, drugi zaś wpadł niedawno w ciernisty krzew i także potrzebował opieki. Vani i Red ("Bracia Ponuracy" jak ochrzcił ich Joos) udali się do swego pokoju w towarzystwie pokaźnego dzbana piwa, zaś Hattr zajął się swoją ulubioną czynnością - czyli grą w kości. Wciągnął w nią Jossa i obaj usiedli w kącie sali, turlając zapamiętale. Vilberg i Brnjar także zjedli szybki posiłek, po czym oddalili się, aby porozmawiać z miejscowymi kupcami i kowalem. Mieli zająć się załatwieniem ekwipunku i zapasów potrzebnych na dalszą część wyprawy. Powoli zapadał wieczór. Za oknem, w ciemności, wirowały pojedyncze, blade płatki śniegu...

[center]***[/center]
Młodzi bohaterowie stanęli przy szynkwasie, rozmyślając nad tym co wypadałoby zjeść. Oberża o tej porze pełna była mężczyzn, którzy bez wyjątku wydawali się miejscowymi górnikami i robotnikami. Trudno było rzec, czy cieszyła się co noc taką popularnością, czy też wzbudziło ją pojawienie się nowych twarzy. Nikt jednak nie zaczepiał członków ekspedycji, choć wiele osób spoglądało na nich ciekawie. Gwar rozmów cichł na chwilę przerywany sporadycznymi toastami w imię bóstw, lub przodków. Gdzieś z boku ktoś wyjął niewielką fujarkę i właśnie zabierał się do gry, gdy drzwi karczmy otworzyły się nagle z impetem, uderzając o ścianę.

Rozmowy ucichły natychmiast, jak ucięte toporem. Oczy wszystkich zebranych skupiły się na postaci starszego mężczyzny, okutanego w mocno już wyliniałą, niedźwiedzią skórę. Był nienaturalnie blady.

[center]Obrazek[/center]
- Co się tak gapicie? - warknął przybysz, wchodząc zamaszystym krokiem, który świadczył o tym, iż stan trzeźwości był mu aktualnie obcy. - Znowu go widziałem! Ha i co tak wytrzeszczacie gały? Widziałem go, powiadam wam!

Wszedł i trzasnął za sobą drzwiami, za czym potoczył się lekkim łukiem w stronę kontuaru.

- Akurat, widziałeś - mruknął ktoś w izbie - Jak khas swój ogon...

- Znowu ci się zwidziało i tyle, pijusie jeden - dodał ktoś inny. - Ludzie, patrzcie na niego! Jusse, stary capie, toż ta wóda z muchomorów, co ją pędzisz za chałupą, już ci całkiem mózg przeżarła!

- Zamknijcie gęby! - wrzasnął starzec, nazwany Jusse i czknął. - Gadacie tak, boście sami gówno w życiu widzieli! Siedzicie na tym zadupiu, jak nie przymierzając wylkołki w jamie i myślicie, że coś wiecie o świecie!

Pociągnął łyk z kufla, który tymczasem usłużnie podsunął mu karczmarz.

- Widziałem go jak ciebie widzę - rzekł już spokojniejszym tonem, zwracając się do najbliższego górnika. - Blady był jak śmierć, jeno ślipia się mu jarzyły tak jakoś błękitno... Brrrry... - zadrżał wyraźnie. - Na kurhanie stał i wodził za mną tymi ślipiami, oj wodził... Przeklętnik, potępieniec jeden! Myślałem, że mi serce stanie... Że też taki nie może spokojnie w ziemi spoczywać, jeno ludzi straszy...

Obecni w milczeniu odsunęli się nieco od starca, zdawało się, iż wszyscy unikają jego spojrzenia.

- Ej tam, sen mara, zdawało ci się - mruknął ktoś jeszcze.

- Co to za kurhan? Wzgórze zwykłe ino... - dodał niepewnie inny.

- Ano, w bogów ci wierzyć, a nie chlać po nocach, to by cię trupy nie straszyły - zawyrokował jeden ze starszych i poważniej wyglądających górników. - Dalej, Unge, zgraj co na tej piszczałce, by te ponure mary przepędzić. A ty Jusse nie chlej tyle sam jeden, po nocy, jeno posiedź z nami to ci wywietrzeją te głupoty z głowy!

Jusse spojrzał na niego ponuro i jednym haustem wychylił zawartość trzymanego w ręku kufla. Wydawało się, iż obojętność i drwiny otoczenia wpędzają go w wyjątkowo ponury nastrój...
Dla wszystkich: Stoicie rpzy szynkwasie, niedaleko Jusse. Całe zdarzenie miało miejsce tuż obok was w sumie. Teraz, gdy większość osób cofnęła się od starca, wy jesteście najbliżej niego. Jedynie karczmarz wydaje się zachowywać całkowity spokój, tak jakby całe to zdarzenie nie było dlań żadną nowością.
Spoiler!
Test Astronomii (Int + Astronomia)
35 + 3 = 38. Rzut: 35. Zdany, bez przebić.
Właśnie zdałeś sobie sprawę, że jest pełnia. Wiesz, że to wywiera to wpływ na świat duchów, podnosząc ich aktywność, nie znasz jednak szczegółów.


* aloqa - drugi dzień tygodnia, poświęcony wodzie.
Ostatnio zmieniony 23 września 2015, 23:10 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 22 września 2015, 20:31

- Ha! Trzeba ci przyznać, starcze, że wejście masz chędogie. Jeno bacz, cobyś tak do domu często nie wchodził, bo często będziesz miał przeciągi! - powiedział prześmiewczym tonem Olaf, uderzając lekko otwartą dłonią w szynkwas i wziąwszy kufel do ręki, wziął kilka łyków. - Ach, tego mi było trzeba... nuż, opowiedz nam, co to za zajwę widziałeś, bo nudą wieje - dodał, patrząc zawadiacko na starca, wciąż też uśmiechając się szyderczo.

Oj, Olaf naoglądał się w swoim krótkim życiu starych pijaczyn, co po alkoholowym ciągu wymyślali rzeczy niestworzone, by jedynie przyciągnąć uwagę słuchaczy i wysłupać od tych co naiwniejszych nieco grosza na nową flaszkę lub kufelek. Młody wilk i teraz spodziewał się podobnego scenariusza - a i nie krył - że denerwując takiego ochlapusa tylko podkręci jego wyobraźnie i gestykulacje - wszak nie od dziś wiadomo, że wściekłe pijaczki groteskowo machają swoimi gałązkami, chcąc podkreślić swoje słowa... podkreślają jedynie swój marny żywot.
Ostatnio zmieniony 22 września 2015, 20:38 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 22 września 2015, 21:19

- Ale poważnie - odezwał się z błyskiem zainteresowania w oczach i troszkę mniej szyderczym uśmiechem na twarzy Vidgar - coś ta zjawa mówiła? Opowiedz nam o tym kurhanie, za opowieść stawiam piwo, jeśli masz na nie ochotę. Ale mów proszę, z jakich czasów to kurhan? Gdzie się znajduje?

Mówiąc to, wojownik podsunął w kierunku przybysza kufel piwa, który sam miał właśnie zacząć pić. Vidgar miał szczerą nadzieję, że opowieść Jossego jest prawdziwa, zaczynał nawet marzyć o tym, że ów zjawa to jakiś wojownik, który tęskni do walki i tylko czeka na jakiegoś Ejnheriera by ruszyć znów na pole bitwy. Musiał jednak przyznać, że pewnie entuzjazm ponosi go zdecydowanie za daleko i że przybysz istotnie może być tylko bredzącym pijakiem. Wiedział jednak, że skoro Olaf rozpoczął już prowokować bladego dziwaka, nie odpuści mu dopóki nie wyciągnie z niego wszystkich informacji.

Hel
Reactions:
Posty: 54
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:11

Post autor: Hel » 23 września 2015, 12:29

Nagłe wejście postawnego mężczyzny i jego historia poruszyły Kyariela. W końcu stało się coś co sprawiło, że jego ciekawość zapłonęła, a poziom adrenaliny wyraźnie podskoczył. Poczuł także niczym pies gończy, lub nie przymierzając Wylkołek, że może być to trop, który poprowadzi ich w kierunku zaginionej drużyny Vesteina. Znał już to uczucie. To odzywała się jego intuicja, był to głos jego ducha, który wiedział co jest prawdziwe. Nauczył się nie lekceważyć tych przeczuć. Było to niczym uderzenie pioruna i błyskawica temu towarzysząca, która w jednej chwili oświetlała to co do tej pory było ukryte w mroku, a jego samego napełniało to nową, potężną energią do działania, która musiała znaleść ujście. Jednocześnie jego pragmatyczna część umysłu zanotowała dokładnie opis istoty i okoliczności spotkania z nią o której mówił nowo przybyły.
Młodzi Nardlens ubiegi go, zaczynając wypytywać, jeden przez drugiego przybysza. Ale umiał także być elastyczny i nie starać się wpływać na rozwój wydarzeń, a raczej wyciągać korzyści z takiego a nie innego obrotu sprawy. Więc właściwie został wyręczony przez nich i od siebie tylko dodał, gdy Vidgar skończył swoje pytanie:
-Dodajcie proszę, kiedy widzieliście tą istotę wcześniej i opowiedzcie wszystkie sczegóły jakie zostały wam w pamięci.
Alfr nie widzi potrzeby namawiania Jossa do opowiadania za pomocą piwa. Tamten wydaje się wydarzeniem dostatecznie wstrząsnięty i wyraźnie chętny do podzielenia się tym co mu się przydarzyło.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 23 września 2015, 15:59

[center]Ersor, 13 mroliść (aloqa), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Zainteresowanie, jakie w młodych podróżnikach wzbudziła jego opowieść zdecydowanie poprawiło nastrój Jusse. Powiódł triumfalnym wzrokiem po siedzących w karczmie ziomkach i otarł pianę z brody.

- Ha! - odezwał się, przygładzając wąsa - Od razu poznałem, żeście są światowi i że się zaraz rozeznać umiecie na tym, co jest prawdą. Nie jak te tutaj koboldzie syny, co jeno do własnego kufla patrzą. Trocha mi w gardle zaschło jeno, lecz skoro rzekliście, że polejecie to wam opowiem com widział. A wszystko co wam rzekę najczystszą prawdą jest i łgarstwa w tym nie ma. Na ducha niedźwiedzia się klnę! - mówiąc to powiódł zaczepnym spojrzeniem po izbie, nikt jednak nie kwapił się, aby mu zaprzeczyć.

Starzec poczekał, aż karczmarz na prośbę Vidgara napełni kolejny kufel, za czym ujął go w drżącą nieco dłoń. Było jasne, iż to co widział, lub zdawało mu się, że widział wywarło na nim ogromne wrażenie.

- Jakoś trzy lata już będą jak się sprowadziłem do Ersor - rozpoczął lekko ściszonym głosem, nachylając się w kierunku bohaterów. - Ojciec mój zmarł i zostawił mi tu niewielki kawałek ziemi, a że żona także mnie obumarła, przeto pomyślałem, iż trza gdzieś zacząć od nowa. Ojciec zawsze gadali, o wzgórzu, co się znajduje na zachodnim krańcu działki, wedle strumienia. Mówili, że to nie jest wzgórze, ale kurhan prawdziwy. Kopiec grobowy tego no... - zasępił się próbując wygrzebać z pamięci odpowiednie imię. - Haurra Gromodzierżcy! Tak właśnie, jego. Ale kto by tam wierzył w takie bajanie? Przeca Haurr był wielkim wojownikiem i bohaterem z dawnych czasów, aż sprzed Otwarcia Bram. Wszyscy to wiedzą. I pewnikiem spoczywa tera w jakimś zacniejszym miejscu. A i kopiec ma większy, bogatszy, a nie taki marny wzgórek... Ale co tam...

Machnął ręką i pociągnął głęboki łyk z kufla.

- Nie wierzyłem ja ci w to, aż do ostatniego... Ile to będzie? Ano do ostatniego - zaczął liczyć dni na palcach, próbując sobie przypomnieć. - Oumas, derrag... Aloqa? Ano tak, w nową aloqę* tego miesiąca, żem go widział pierwszy raz. I od razu żem pomyślał, że w tym gadaniu mego ojca to jednak musiała być krztyna prawdy. Może nie bohater tam leży, ale ktośik na pewno, bo żem go ujrzał w nocy jak was widzę...! Szedłech ja właśnie do strumienia po wodę, razem z psem, kiedy mój wierny Baste nagle zatrzymał się, zjeżył, a później zaczął wyć. Strach mnie naraz obleciał, bo noc była ciemna a w wyciu jego było coś takiego... Powiadam wam, jakby śmierć czuł.

[center]Obrazek[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=MfrzbH2TXHk[/center]
- Rozejrzałem się, ale z początku nic nie widziałem. Aż tu nagle Baste ucichł, a na wzgórzu pojawiło się coś, jakby światło błękitne. Wpierw se pomyślałem, że może jaki Alfr się czarami bawi albo nastraszyć mnie chce. Bez obrazy panie, ale różnie to bywa... Więc stanąłem i patrzę. Pies mój do ziemi przypadł, skomląc cicho. A z tego błękitnego światła wyłania się cień. Postać jakby, ale w to światło spowita. Wiadro mi z ręki od razu wypadło, a Baste jak skoczył w ciemność, tak go do dziś nie widziałem... Bidna psina, a wierna. Bez powodu by mnie nie opuścił... Ale o czym to ja? Ano. I ta zjawa tak jakby idzie, a jakby płynie ku mnie i cosik do mnie zawodzi, jękliwie a ponuro. Ale nie wiem, co mówiła, bom się zaraz odwrócił i pognał do karczmy. Oczy się jej jarzyły biało i błękitno. Tarczę w ręku miała i hełm na głowie... Więcej nie pamiętam. I dobrze, na co mi to?

- Może powiedz, że jakżeś tu dobiegł toś się zalał do nieprzytomności - podsunął usłużnie karczmarz, słuchający całej opowieści z lekkim uśmiechem.

- A tam, i co z tego? - warknął Jusse. - Mąż czasem musi uspokoić nerwy. A dzisiaj żem go widział drugi raz. Tamto miejsce, to omijam od tego czasu, ale dziś w nocy pomyślałem, że zerknę co się tam dzieje. W końcu to moja ziemia, nie? No i idę. I słucham, patrzę - cicho, pusto. To sobie pomyślałem, że może i słusznie gadają, i może mi się co zwiduje na starość… Ale nie, powiadam wam, że ledwo do wzgórza doszedłem, jak cosik nagle jękło w ziemi, tak, że z wrażenia prawie żem sam ducha wyzionął. No i nagle staje przede mną ta zjawa. Z znikąd się zjawiła, jakby z ziemi wyrosła. Tuż przede mną, mówię wam. I coś tam do mnie znów stęka. To żem nie czekał dłużej, rzuciłem w nią flaszką, co żem ją miał dla odwagi i chodu... Co jak co, ale mi tam ze zmarłymi zapoznać się nie spieszno...

Dopił kufel i spojrzał na zebranych lekko już zmętniałym wzrokiem.

- Ale wy to może się na tych sprawach bardziej wyznajecie? Niewiastę widzę z Rodu Kruka ze sobą macie, pióra we włosach nosi, to może coś poradzi? Albo wy, zacny panie - zwrócił się do Alfra. - wyglądacie jakbyście wyznawali się na takich rzeczach. A to nie na moją głowę jest. A jak tu żyć, jak się człowiek boi za potrzebą w nocy wyjść? Albo po wodę pójść? Może byście jakoś przegonili to widmo, albo chociaż mu powiedzieli, co by se leżał w ziemi, nie wstawał. Ja mu tam nigdy nie wadziłem, kopca nie ruszałem. Mogę mu nawet jaką obiatę złożyć, ino żeby się uspokoił i nie straszył po nocach, co?
Spoiler!
Dwa tygodnie temu, w dzień, który podał wam Jusse był nów księżyca. Teraz jesteś pewien, że aktywność tego ducha ma jakiś związek z fazami księżyca. Wiesz też, że księżyc ogólnie włada światem astralnym.
Spoiler!
Test Kosmologii (Inu + Kosmologia)
34+2 = 36. Rzut:92. Test niezdany.
Masz za mało informacji aby móc określić naturę tego ducha.
Spoiler!
Test Kosmologii (Inu + Kosmologia)
35+6 = 41. Rzut:54. Test niezdany.
Masz za mało informacji aby móc określić naturę tego ducha.

* Upływ czasu często określa się podając liczbę przy nazwie dnia (np. pierwszy derrag miesiąca, druga ignia miesiąca etc.). Tu chodzi oczywiście o pierwszą aloqę. Czyli dwa dokładnie dwa tygodnie temu.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 23 września 2015, 21:30

Interesująca sytuacja... i to akurat kiedy dotarliśmy w końcu do Szarych Grzbietów...


Mimo licznych pytań, zadawanych przez towarzyszy podróży, młoda wiedźma nadal znała zbyt mało szczegółów, aby zidentyfikować dokładnie ducha. Któż to wie, kim po śmierci stał się ten, który spoczywał w zapomnianym kurhanie? Czuła jednak, że jest to znak. Wystarczy tylko podążyć tym tropem - w najgorszym wypadku mogą zdobyć wyłącznie wiedzę na temat istot ze świata duchowego, a w najlepszym... dowiedzą się co też mogło spotkać Vesteina, wuja i ich kompanię. Tym bardziej, że z opowieści starszego mężczyzny nie wynikało ostatecznie, aby mara była wrogo nastawiona. Ilekroć przecież jej własny wuj komunikował się ze zmarłymi - nie mogącymi zaznać spokoju, w obliczu nagle przeciętej nici żywota. Wielu z nich wyruszyło z domu i nigdy nie wróciło... Wobec niedopełnionych zobowiązań, pozostawało tuż za zasłona odgradzającą świat fizyczny, szukając kogoś, kto przekaże wiadomość.

- Jusse, sadzę, że bogowie nie przecięli naszych ścieżek przypadkiem. Nie potrafię określić dokładnie, kim, lub czym była zjawa, którą napotkałeś, jednakże mam przeczucie, że udanie się na miejsce i zbadanie całej sytuacji przyniesie pożytek za równo Tobie, jak i nam - tu Norlaug zwróciła się do drużyny - może wyruszymy tam jeszcze tej nocy?

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 23 września 2015, 22:29

- Właśnie z siedzenia i gadania niewiele wyniknie. Wskaż nam proszę drogę do tego kurhanu a zaraz się rozeznamy.

Vidgar nie spodziewał się, że duch będzie zagrożeniem, nie atakował wszak Jussego. Poza tym atmosfera tej tawerny wyjątkowo nie przypadła mu do gustu, te małomiasteczkowe zahartowane wysiłkiem twarze, spoglądające na nich z zainteresowaniem działały mu na nerwy. Wmawiał sobie, że przyczyną tego jest ich małomiasteczkowość, nie chciał bowiem myśleć, że czuję się przy nich młody i niedoświadczony.

Zdecydowanie lepiej działać niż siedzieć na siedzeniu i słuchać czy może jędza... wiedźma
- poprawił się w myślach - zacznie znowu złorzeczyć....

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 23 września 2015, 22:31

[center]Ersor, 13 mroliść (aloqa), 360 rok Ery Silniri.[/center]
- A tak, pożytek to na pewno przyniesie. Niechaj se on wraca pod ziemię... - Jusse spojrzał na dno kufla i zauważył z żalem, że jest już pusty. Czknął więc lekko i odstawił naczynie.

- Ja tam myślę, że jak tam się tera udacie, to na pewno zooczcie tego przeklętnika - wzdrygnął się. - A kurhan znaleźć łatwo, jak pójdziecie traktem na zachód, to moja chałupa będzie ostatnia z lewej. Skręcicie za nią i miniecie taką dużą brzozę, a później idźcie wedle strumienia... Poszedłbym z wami, ale... Tego, no... - zająknął się. - Zdrowie już nie takie jak kiedyś... No i sami wiecie, ten umarlak sprawia, że mi ciarki po plecach chodzą... Jeno o nim pomyślę, to już je czuję... Jakby co, będę w karczmie. Poczekam tu na was. W każdym razie może coś poradzicie na to... Jakby się wam udało, to mam w chacie jeszcze kilka flaszek gorzałki z muchomora. Podzielę się z wami.

Uśmiechnął się przyjaźnie, ukazując brak lewego, przedniego siekacza. Wydawało się, iż propozycja pomocy, nawet ze strony obcych przecież osób, znacznie podniosła go na duchu.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 23 września 2015, 22:52

Usłyszawszy odpowiedź starego niedźwiedzia, Vidgar wstał i zaczął się zakładać płaszcz, wyraźnie gotów wyjść już zaraz.

- Idziemy?

Spojrzał na resztę wzrokiem pełnym oczekiwania, że i oni ruszą się także.

Hel
Reactions:
Posty: 54
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:11

Post autor: Hel » 24 września 2015, 14:47

-Oczywiście, że idziemy. Chyba, że ktoś woli zostać?- zapytał, mając nadzieję, ze retorycznie. Chciał zacząc działać, a nie siedzieć i gadać jak baby w chałupie. Jednak głos rozsądku (a może znowu było to przeczucie) znów się odezwał w jego głowie, nie dając się ponieść do końca entuzjazmowi i woli działania:

Mimo, że historia starego pijaka wygląda obiecująco, ja bym nie dawał mu stuprocentowego zaufania. Coś mi tu śmierdzi- nie wiem czy to wódka z muchomorów, czy brak jego zęba...Coś mi tu nie gra. Czy to, że jest taki wylewny i gościnny dla w sumie obcych ludzi, czy to, ze tak kategorycznie się wzbraniał iść z nimi.

Wiedział, że być może to co mówi mu jego wewnętrzny głos jest irracjonalne, ale tak to już bywa ze sferą przeczuć i podświadomości. Nie zignorował tych podszeptów, lecz postanowił zwracać baczną uwagę na wszelkie znaki, sygnały i mieć po prostu głowę na karku. Za chwilę jednak przywołał swój z lekka paranoiczny głos do porządku i postanowił przy najbliższej okazji spytać Norlaug czy wie o sposobie działania wódki z muchomorów. Dodał jeszcze patrząc na towarzyszy:

- Zgadzam się z Vidgarem, że jeśli mamy iść na wzgórze to najlepiej teraz, gdy księżyc jest w pełni. Myślę, że mamy teraz największe szanse by zobaczyć owego ducha.
Ostatnio zmieniony 24 września 2015, 14:53 przez Hel, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 24 września 2015, 14:51

[center]Okolice Ersor, 13 mroliść (aloqa), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Odprowadzeni kilkoma zaciekawionymi spojrzeniami miejscowych, oraz paroma drwiącymi uwagami o szukaniu czego nie zgubili, młodzi bohaterowie opuścili karczmę i zanurzyli się w zimową noc. Śnieg padał cały wieczór, okrywając ziemię puchową pierzyną. Teraz jednak przestał, a chmury zakrywające niebo wystrzępiły się i zmarniały na tyle, by ukazać czasem kawał gwieździstego nieba lub okrągłą tarczę księżyca. Mróz ścisnął ziemię i poskrzypywał cicho pod stopami wędrowców. Powietrze było rześkie i czyste niczym woda ze strumienia, sprawiało, iż chciało się pić skrytą w nim wolność całymi haustami. Gdzieś daleko, na wzgórzach wył wilk. Nocny wiatr niósł jego odległy skowyt, strącając z dachów pojedyncze płatki śniegu.

[center]Obrazek[/center]

[center]***[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=9PZLvPPegYA[/center]
Drogę znaleźli łatwo. Nos Tańczącego okazał się tutaj wielce przydatny, kierując ich bezbłędnie w stronę wspomnianej chaty. Trop Jusse był zresztą na tyle świeży, iż nawet pokrywająca go, cieniutka warstwa śniegu nie mogła zmylić Wylkołka. Tuż za chałupą musieli jednak nieco zwolnić. Zaspy były tu nieco wyższe. Dziwnie powykręcana wierzba majaczyła przed nimi, niczym siostra upiora, którego mieli nadzieję... A może obawiali się, ujrzeć? Wyciągała w ich stronę nagie gałęzie, które stukały lekko, uderzając o sobie w porywach wiatru. I nie wiedzieć czemu Olafowi dźwięk ten przywodził na myśl klekot kości... Minęli dziwaczne drzewo i skierowali się w górę strumienia. Osada pozostała teraz za nimi, śniąc swe spokojne sny na dnie doliny. Przed nimi zaś wzniósł się nierówny i kamienisty teren, z którego wyrastało dziwaczne wzgórze... Łysy czerep księżyca wyłonił się nagle zza chmur, oświetlając okolicę. W jego blasku ujrzeli czarne, skarłowaciałe drzewa, porastające kopiec i dziwne cienie, tańczące między nimi. A gdy miesiąc skrył się ponownie za chmurami na wzgórze wypełzła dziwaczna, czerwonawa łuna...

[center]Obrazek[/center]
Dla wszystkich: Stoicie niedaleko wzgórza. Łuna, którą zaobserwowaliście, wygląda tak, jak na rysunku powyżej. Jest na tyle niesamowita, że wszyscy zdajecie sobie sprawę, iż nie jest to zjawisko naturalne, lecz wywołane magicznie.
Świat DrecarE jest światem mocno magiczny i podobne ewenementy, jak opisana łuna lub nawiedzające duchy nie są w nim niczym niespotykanym, czy rzadkim. Oczywiście budzą w ludziach lęk i raczej wszyscy podchodzą ostrożnie do takich zjawisk, ale pojawienie się ich nie jest szokujące samo w sobie. Wszyscy wiedzą, że takie rzeczy czasami się zdarzają.
Ostatnio zmieniony 02 października 2015, 19:19 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ