[center]Ersor, 13 mroliść (aloqa*), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład:
https://www.youtube.com/watch?v=W1f9SeVbPYM[/center]
Dwa kolejne dni wędrówki upłynęły podobnie do poprzednich, podzielone między rozmowy, trudy podróży i rutynę codziennych obowiązków. Jakość karczm przy drodze jak i stan samego traktu wyraźnie pogarszały się. W końcu, szesnastego dnia wyprawy bohaterowie ujrzeli Ersor.
[center]

[/center]
Śnieg spadł pierwszy raz tego poranka, rozpraszając monotonną szarość okolicznych wzgórz, co znacznie polepszyło samopoczucie członków ekspedycji. Gdzieniegdzie jeszcze, spod jego okrywy przebłyskiwały łachy brązowej ziemi i zrudziałej trawy, jednak mroźny wiatr, wiejący od strony wzgórz gnał ciemne chmury, nabrzmiałe zamiecią. Zaiste, jesień była już w odwrocie i oto wkraczali do królestwa zimy. Nastroje poprawiły się nieco, a gdy zza kolejnego wzgórza wyłoniła się osada górnicza, wszyscy poczuli, iż mają już za sobą szmat drogi. W Ersor bowiem musieli zjechać z traktu i zagłębić się pomiędzy wzgórza. Zarówno Olaf jak i Tańczący mieli nadzieję, iż prowadził tam będzie jakiś szlak - mimo wszystko jednak owa wioska stanowiła granicę cywilizacji, za którą leżało królestwo natury. Świadomość ta sprawiła, iż nawet Wylkołek poczuł się raźniej na widok zagubionych u podnóża wzgórz chat.
Samo Ersor nie robiło wrażenia na kimś, kto widział już Beran lub Ars-Ardę. Ot, zwykła osada, otoczona niewysokim ostrokołem i mająca za sobą znacznie lepsze czasy. Tylko położona na obrzeżach huta żelaza zdawała się przyciągać wzrok, będąc jedynym budynkiem wzniesionym całkowicie z kamienia. Brnjar wyjaśnił wszystkim, iż dawniej w Ersor znajdowały się także kuźnie i miejsce to prezentowało się o wiele okazalej. Jednak z czasem skromne złoża węgla, wydobywanego w okolicy wyczerpały się, uniemożliwiając miejscową produkcję stali. Wielu rzemieślników opuściło więc swe domy, przenosząc się w okolice zapewniające lepsze widoki na przyszłość. Pozostała jedynie huta i niewielka kuźnia, spełniająca potrzeby miejscowych. Teraz Ersor było jedynie kolejną osadą górniczą, wydobywającą żelazo na potrzeby Beran. Ludzie tutaj byli twardzi i nawykli do trudów. Życie w Szarych Grzbietach szybko pozbawiało złudzeń. Z zaciekawieniem jednak śledzili wzrokiem ekspedycję Vilberga. Liczna grupa obcych, przybywająca o tak niespodziewanej porze roku, musiała zwrócić powszechną uwagę.
- Zatrzymamy się tutaj na trzy dni - rzekł Vilberg, zwracając konia ku reszcie towarzyszy. - Wierzchowce muszą odpocząć a i my musimy uzupełnić zapasy i rozeznać się w dalszej drodze. Spożytkujcie ten czas, by odetchnął, bowiem, Auren mi świadkiem iż dalsza droga nie będzie łatwiejsza...
Testy szukania ziół: rzuciłem trzy testy dla tych (Per. + Zielarstwo), którzy informowali mnie na PW, że szukają ziół w drodze.
Norlaug: znajdziesz 6 dawek płucnicy błękitnej i 4 dawki muchomora;
Tańczący: znajdziesz 2 dawki muchomora;
Opis ziół w techniczym, aby tutaj nie zaśmiecać wątku.
[center]***[/center]
Karczmę znaleźli praktycznie od razu, tym bardziej, iż był to jedyny taki przybytek we wsi. Naprzeciwko niej stał wszakże inny jeszcze, obszerny dom z szyldem, jednakże jego okna i drzwi zabito deskami, wydawał się też całkowicie opuszczony. Oberża zwała się "Miodna Sala" i stanowiła niski, jednopiętrowy budynek, kryty zapadłą strzechą. Ciasne wnętrze nie robiło najlepszego wrażenia, powietrze zdawało się być przydymione i ciężkie. Na ścianach wisiały tarcze, niektóre zdawały się pochodzić daleko stąd, przedstawiając obce rysunki i herby. Wszystkie jednak pokryte były grubą warstwą sadzy i kurzu.
[center]

[/center]
Brnjar sprawnie załatwił i opłacił noclegi oraz wyżywienie, w czasie, gdy reszta rozpakowywała juki. Gunlid zjadła coś szybko i zniknęła - wszyscy jednak wiedzieli, iż najpewniej udała się do stajni. Jeden z koni miał problemy z kopytem i wyraźnie kulał, drugi zaś wpadł niedawno w ciernisty krzew i także potrzebował opieki. Vani i Red ("Bracia Ponuracy" jak ochrzcił ich Joos) udali się do swego pokoju w towarzystwie pokaźnego dzbana piwa, zaś Hattr zajął się swoją ulubioną czynnością - czyli grą w kości. Wciągnął w nią Jossa i obaj usiedli w kącie sali, turlając zapamiętale. Vilberg i Brnjar także zjedli szybki posiłek, po czym oddalili się, aby porozmawiać z miejscowymi kupcami i kowalem. Mieli zająć się załatwieniem ekwipunku i zapasów potrzebnych na dalszą część wyprawy. Powoli zapadał wieczór. Za oknem, w ciemności, wirowały pojedyncze, blade płatki śniegu...
[center]***[/center]
Młodzi bohaterowie stanęli przy szynkwasie, rozmyślając nad tym co wypadałoby zjeść. Oberża o tej porze pełna była mężczyzn, którzy bez wyjątku wydawali się miejscowymi górnikami i robotnikami. Trudno było rzec, czy cieszyła się co noc taką popularnością, czy też wzbudziło ją pojawienie się nowych twarzy. Nikt jednak nie zaczepiał członków ekspedycji, choć wiele osób spoglądało na nich ciekawie. Gwar rozmów cichł na chwilę przerywany sporadycznymi toastami w imię bóstw, lub przodków. Gdzieś z boku ktoś wyjął niewielką fujarkę i właśnie zabierał się do gry, gdy drzwi karczmy otworzyły się nagle z impetem, uderzając o ścianę.
Rozmowy ucichły natychmiast, jak ucięte toporem. Oczy wszystkich zebranych skupiły się na postaci starszego mężczyzny, okutanego w mocno już wyliniałą, niedźwiedzią skórę. Był nienaturalnie blady.
[center]

[/center]
- Co się tak gapicie? - warknął przybysz, wchodząc zamaszystym krokiem, który świadczył o tym, iż stan trzeźwości był mu aktualnie obcy. - Znowu go widziałem! Ha i co tak wytrzeszczacie gały? Widziałem go, powiadam wam!
Wszedł i trzasnął za sobą drzwiami, za czym potoczył się lekkim łukiem w stronę kontuaru.
- Akurat, widziałeś - mruknął ktoś w izbie - Jak khas swój ogon...
- Znowu ci się zwidziało i tyle, pijusie jeden - dodał ktoś inny. - Ludzie, patrzcie na niego! Jusse, stary capie, toż ta wóda z muchomorów, co ją pędzisz za chałupą, już ci całkiem mózg przeżarła!
- Zamknijcie gęby! - wrzasnął starzec, nazwany Jusse i czknął. - Gadacie tak, boście sami gówno w życiu widzieli! Siedzicie na tym zadupiu, jak nie przymierzając wylkołki w jamie i myślicie, że coś wiecie o świecie!
Pociągnął łyk z kufla, który tymczasem usłużnie podsunął mu karczmarz.
- Widziałem go jak ciebie widzę - rzekł już spokojniejszym tonem, zwracając się do najbliższego górnika. - Blady był jak śmierć, jeno ślipia się mu jarzyły tak jakoś błękitno... Brrrry... - zadrżał wyraźnie. - Na kurhanie stał i wodził za mną tymi ślipiami, oj wodził... Przeklętnik, potępieniec jeden! Myślałem, że mi serce stanie... Że też taki nie może spokojnie w ziemi spoczywać, jeno ludzi straszy...
Obecni w milczeniu odsunęli się nieco od starca, zdawało się, iż wszyscy unikają jego spojrzenia.
- Ej tam, sen mara, zdawało ci się - mruknął ktoś jeszcze.
- Co to za kurhan? Wzgórze zwykłe ino... - dodał niepewnie inny.
- Ano, w bogów ci wierzyć, a nie chlać po nocach, to by cię trupy nie straszyły - zawyrokował jeden ze starszych i poważniej wyglądających górników. - Dalej, Unge, zgraj co na tej piszczałce, by te ponure mary przepędzić. A ty Jusse nie chlej tyle sam jeden, po nocy, jeno posiedź z nami to ci wywietrzeją te głupoty z głowy!
Jusse spojrzał na niego ponuro i jednym haustem wychylił zawartość trzymanego w ręku kufla. Wydawało się, iż obojętność i drwiny otoczenia wpędzają go w wyjątkowo ponury nastrój...
Dla wszystkich: Stoicie rpzy szynkwasie, niedaleko Jusse. Całe zdarzenie miało miejsce tuż obok was w sumie. Teraz, gdy większość osób cofnęła się od starca, wy jesteście najbliżej niego. Jedynie karczmarz wydaje się zachowywać całkowity spokój, tak jakby całe to zdarzenie nie było dlań żadną nowością.
* aloqa - drugi dzień tygodnia, poświęcony wodzie.