: 05 listopada 2015, 22:33
Odwrócę pytanie: który prawdziwy oficer marynarki z dowolnego powodu rzuciłby Navy i został Rogue Traderem ? 
Taka mnie naszła refleksja przy okazji na temat odgrywania ról w RPG w ogóle a w WH40k w szczególności (z powodu może większej znajomości świata)
Otóż zauważyłem kiedyś, że większość graczy RPG prowadzi swoje postacie...jakby to ująć...zgodnie z zasadami prawdziwej wolności czyli postacie robią
to na co mają ochotę a ogranicza je być może tylko mechanika gry. Tymczasem w moim odczuciu takich ograniczeń jest zdecydowanie więcej a "odgrywanie"
roli powinno też być odgrywaniem tych ograniczeń. Wyobraźcie sobie RPG, w którym ogrywacie urodzonego w Pakistańskiej wiosce faceta, wychowanego w bardzo
ortodoksyjnej muzułmańskiej rodzinie, który gdzieś tam po coś wyjeżdża do większego miasta i nagle stwierdza "Pieprzyć to...mam ochotę na Wieśmaka z bekonem
bo w końcu raz się żyje". Możliwe ? Teoretycznie możliwe. Wiarygodne ? Moim zdaniem ani trochę
Pewne rzeczy po prostu nie pasują. Postacie mają swoje
wzorce zachowań wynikające z kultury w jakiej wyrośli, wychowania, religii, przekonań... no jak w życiu trochę nie ?
Tu się posłużę przykładem Hostera - krotochwilny psionik z małej, rolniczej planety. Postać prowadzona z wdziękiem i niezaprzeczalnym talentem
Tylko mnie ona aż szczypie w oczy tak mało jest "koszerna". Taki psionik nawet po podstawowym szkoleniu i wiedzy o tym kim jest i co sobą reprezentuje
w życiu nie będzie krotochwilny. Nie pomyśli o dupeczkach czy drineczku. To koleś balansujący na krawędzi szaleństwa zdając sobie jaką potęgą dysponuje
a jednocześnie co ta potęga może z nim i innymi zrobić. Ponury, milczący i wiecznie oglądający się przez ramię człowiek. Coś jak koleś z przyczepioną do ciała
miną co do której nie jest pewien czy jest uzbrojona i kto ma detonator. Oczywiście to jest tylko moja wizja świata, który odbieram tak jak odbieram i rozumiem. Nie wiem,
może np. Ketharian, który zna ten świat nieporównanie lepiej ma zupełnie inną jego wizję
I teraz wracając do postaci Suriela - w podręczniku stoi, że Rogue Trader może wywodzić się z marynarki. Są jednak marynarze, oficerowie i OFICEROWIE
"Praca" w świecie 40 Millenium to nie jest coś co się znajduje w gazecie albo dostaje w pośredniaku i za tydzień można sobie ją zmienić na inną. To styl życia.
Jego cel. Narzucony często przez otoczenie, miejsce urodzenia, wychowanie itd. Arystokrata, który przechodzi kolejne szczeble kariery i ląduje na stanowisku
pierwszego oficera okrętu WOJENNEGO ma już przed sobą tylko jeden cel: zostać kapitanem takiej jednostki. Dla niego bycie Rogue Traderem na jakimś zapchlonym
towarowcu i użeranie się z pośrednikami handlowymi to... obelga
I nie twierdzę, że tak wygląda życie Rogue Tradera tylko wydaje mi się, że tak je będzie postrzegał
ambitny oficer marynarki. Kto zatem z Navy może zechcieć zostać Handlarzem ? Parias. Osoba nieprzystosowana. Koleś mający kłopoty z przestrzeganiem regulaminu,
niewyparzoną gębę i ciągoty do... niezbyt legalnych używek i interesów. Taki koleś nie widzi siebie we Flocie a dostał się tam przez przypadek bo tata uznał, że na handlarza
za młody albo za głupi
Podręcznik wydaje mi się dosyć dobrze charakteryzuje tę "hierarchiczność" i "społeczne kodowanie" właśnie dzięki temu, że Rogue Trader jest tym kim jest bo prestiż
znaczy dla niego więcej niż zemsta. Od urodzenia. Przez wychowanie. Do śmierci. Droga społeczna tutaj to linia prosta. Raczej. W większości "zawodów" jakie możemy
odgrywać w 40 Millenium nie ma "emerytury". Nie lecisz na małą rolniczą planetę hodować sześcionogie świniaki po tym jak byłeś pułkownikiem Gwardii Imperialnej.
Raczej osiądziesz gdzieś na stałe i będziesz dowodzić lokalnymi siłami PDF. Nie zostaniesz mnichem w klasztorze Świętej Sabbat tłumaczącym starożytne teksty jeśli
wcześniej dowodziłeś krążownikiem klasy Lunar... przyszłość jest mroczna i zdeterminizowana (deterministyczna ? określona znaczy).
Oczywiście to są takie tam moje osobiste marudzenia nowicjusza w grach RPG, z którymi nikt nie musi się zgadzać czy identyfikować
Taka mnie naszła refleksja przy okazji na temat odgrywania ról w RPG w ogóle a w WH40k w szczególności (z powodu może większej znajomości świata)
Otóż zauważyłem kiedyś, że większość graczy RPG prowadzi swoje postacie...jakby to ująć...zgodnie z zasadami prawdziwej wolności czyli postacie robią
to na co mają ochotę a ogranicza je być może tylko mechanika gry. Tymczasem w moim odczuciu takich ograniczeń jest zdecydowanie więcej a "odgrywanie"
roli powinno też być odgrywaniem tych ograniczeń. Wyobraźcie sobie RPG, w którym ogrywacie urodzonego w Pakistańskiej wiosce faceta, wychowanego w bardzo
ortodoksyjnej muzułmańskiej rodzinie, który gdzieś tam po coś wyjeżdża do większego miasta i nagle stwierdza "Pieprzyć to...mam ochotę na Wieśmaka z bekonem
bo w końcu raz się żyje". Możliwe ? Teoretycznie możliwe. Wiarygodne ? Moim zdaniem ani trochę
wzorce zachowań wynikające z kultury w jakiej wyrośli, wychowania, religii, przekonań... no jak w życiu trochę nie ?
Tu się posłużę przykładem Hostera - krotochwilny psionik z małej, rolniczej planety. Postać prowadzona z wdziękiem i niezaprzeczalnym talentem
Tylko mnie ona aż szczypie w oczy tak mało jest "koszerna". Taki psionik nawet po podstawowym szkoleniu i wiedzy o tym kim jest i co sobą reprezentuje
w życiu nie będzie krotochwilny. Nie pomyśli o dupeczkach czy drineczku. To koleś balansujący na krawędzi szaleństwa zdając sobie jaką potęgą dysponuje
a jednocześnie co ta potęga może z nim i innymi zrobić. Ponury, milczący i wiecznie oglądający się przez ramię człowiek. Coś jak koleś z przyczepioną do ciała
miną co do której nie jest pewien czy jest uzbrojona i kto ma detonator. Oczywiście to jest tylko moja wizja świata, który odbieram tak jak odbieram i rozumiem. Nie wiem,
może np. Ketharian, który zna ten świat nieporównanie lepiej ma zupełnie inną jego wizję
I teraz wracając do postaci Suriela - w podręczniku stoi, że Rogue Trader może wywodzić się z marynarki. Są jednak marynarze, oficerowie i OFICEROWIE
"Praca" w świecie 40 Millenium to nie jest coś co się znajduje w gazecie albo dostaje w pośredniaku i za tydzień można sobie ją zmienić na inną. To styl życia.
Jego cel. Narzucony często przez otoczenie, miejsce urodzenia, wychowanie itd. Arystokrata, który przechodzi kolejne szczeble kariery i ląduje na stanowisku
pierwszego oficera okrętu WOJENNEGO ma już przed sobą tylko jeden cel: zostać kapitanem takiej jednostki. Dla niego bycie Rogue Traderem na jakimś zapchlonym
towarowcu i użeranie się z pośrednikami handlowymi to... obelga
ambitny oficer marynarki. Kto zatem z Navy może zechcieć zostać Handlarzem ? Parias. Osoba nieprzystosowana. Koleś mający kłopoty z przestrzeganiem regulaminu,
niewyparzoną gębę i ciągoty do... niezbyt legalnych używek i interesów. Taki koleś nie widzi siebie we Flocie a dostał się tam przez przypadek bo tata uznał, że na handlarza
za młody albo za głupi
Podręcznik wydaje mi się dosyć dobrze charakteryzuje tę "hierarchiczność" i "społeczne kodowanie" właśnie dzięki temu, że Rogue Trader jest tym kim jest bo prestiż
znaczy dla niego więcej niż zemsta. Od urodzenia. Przez wychowanie. Do śmierci. Droga społeczna tutaj to linia prosta. Raczej. W większości "zawodów" jakie możemy
odgrywać w 40 Millenium nie ma "emerytury". Nie lecisz na małą rolniczą planetę hodować sześcionogie świniaki po tym jak byłeś pułkownikiem Gwardii Imperialnej.
Raczej osiądziesz gdzieś na stałe i będziesz dowodzić lokalnymi siłami PDF. Nie zostaniesz mnichem w klasztorze Świętej Sabbat tłumaczącym starożytne teksty jeśli
wcześniej dowodziłeś krążownikiem klasy Lunar... przyszłość jest mroczna i zdeterminizowana (deterministyczna ? określona znaczy).
Oczywiście to są takie tam moje osobiste marudzenia nowicjusza w grach RPG, z którymi nikt nie musi się zgadzać czy identyfikować