: 14 marca 2016, 22:25
Garro wraz ze swą kochanką-byłą-ladacznicą-Carallą opatrywał ciężej rannych marynarzy jak i korsarzy. Zasadniczo nie miał dużo pracy; nieliczni, którzy przeżyli, byli lekko ranni, więc zwykle przemycie ran i zszycie co poważniejszych cięć w zupełności wystarczyło.
Galvat zwinnie przeskoczył z tonącego statku wprost na zwisającą z masztu "Gwiazdy Argos' linę, i z wdziękiem wylądował miękko na swoim macierzystym okręcie. Efekt zepsułaby wszechobecna krew i posoka zalegająca na pokładzie, ale na szczęście łotr był na tyle zwinny, by spokojnie utrzymać równowagę - czego by nie można powiedzieć o Zorianie i Vanko, którzy co chwilę ślizgali się na deskach pokładu.
"Odmęt głębin" tonął wraz z ładunkiem, który wypychany przez opór wypływał na wierzch, swobodnie żeglując we wszystkich kierunkach świata. Co bardziej chciwi marynarze podjęli próby wyławiania, zachęcani przez Conana.
Rozejm między załogami wisiał na włosku; tylko drobna iskra wystarczyłaby, by obie resztki załóg skoczyły sobie do gardeł, dlatego ważne było, by wszystkim zająć jakąś sensowną robotą. Conan doskonale o tym wiedział; a nic tak nie pochłania ludzi, jak wyławianie skarbów i wzbogacenie się po ciężkiej bitwie. Lecz mimo to ludzie patrzyli na siebie wilczym wzrokiem; i gdy wydawać by się mogło, że bardziej spod byka patrzeć na siebie nie można, podpłynął trzeci statek, który z katapulty przymontowanej na dziobie statku atakował krakena.
Powiewające na wietrze flagi państwa-miasta Shemu łopotały w rytm wiatru, który z każą chwilą przywierał na sile. Nadchodził sztorm...
- Flota z Asgalun - powiedział głośno Conan, patrząc na przybywających gości. - Największe państwo-miasto Shemu. Może uda mi się z nimi dogadać, i wszyscy bezpiecznie dopłyniemy do brzegu... Zwłaszcza, że to nasza jedyna szansa na unikcięcie sztormu. - dodał, mowiąc to do swojego bosmana, ale też na tyle głośno, by każdy go słyszał w okolicy - każdy, kto nie był zajęty wyławianiem beczek z winem, oliwą czy skrzyń z drogocennymi materiałami.
Olbrzymi cymmeryjczyk podbiegł na dziób rufy i krzycząc, porozumiewał się w dziwnym języku z kapitanem drugiego statku. Rozmowa trwała krótko; byla żywiołowa, ale zakończona uśmiechem na twarzy Conana.
- Mamy szczęście! - zęby Conana błysnęły bielą. - To Khannon, mój dawny towarzysz. Dowiezie nas bezpiecznie na brzeg Asgalunu. Stamtąd każdy ruszy swoją stronę - dodał, patrząc groźne na Vanko, który wzrokiem namierzył czarownika, który w jego mniemaniu był winny wszystkiemu, co się złego niedawno wydarzyło.
[center]***[/center]
Po wyłowieniu części towaru, statek 'Pięść Asgalun' odpływał w stronę portu, zostawiając za sobą szczątki obu statków i kawałki potwora morskiego, o którym legendy będą jeszcze krążyć przez dziesiatki lat.
Shemicki okręt był przeznaczony do patrolowania wybrzeża i ochrony morskich karawan przed piratami, o czym świadczyła uzbrojona po zęby załoga oraz kilka mniejszych i większych machin służących do miotania pocisków i duży strzał na spore odległości.
Nehaher musiał przyznać, że taka technologia musiała być wymyślona przez największe umysły współczesnego świata. Zwlaszcza, że wszystko opierało się na skomplikowanych mechanizmach, których umysł czarownika nawet w snach nie pojmował...
Kapitan Khannon kazał przygotować wszytkim obfity posiłek, okraszony opowieściami i plotkami. Napięcie między dawnymi wrogami nieco spadło, ale wciąż niewiele by wystarcyzło, by obie załogi wdały się w bójkę; pewnym bezpiecznikiem byli shemiccy marynarze, którzy czujnym okiem obserwowali gości, dając do zrozumienia, że wszelka walka na statku będzie karana ich natychmiastową interwencją.
- Nuże, opowiadajcie Conanie, co tam słychać w szerokim świecie! - zagaił Khannon po zingarsku, widząc, że to jedyny wspólny język, jaki znali i rozumieli wszyscy zgromadzeni w jadalni pod pokładem.
Galvat zwinnie przeskoczył z tonącego statku wprost na zwisającą z masztu "Gwiazdy Argos' linę, i z wdziękiem wylądował miękko na swoim macierzystym okręcie. Efekt zepsułaby wszechobecna krew i posoka zalegająca na pokładzie, ale na szczęście łotr był na tyle zwinny, by spokojnie utrzymać równowagę - czego by nie można powiedzieć o Zorianie i Vanko, którzy co chwilę ślizgali się na deskach pokładu.
"Odmęt głębin" tonął wraz z ładunkiem, który wypychany przez opór wypływał na wierzch, swobodnie żeglując we wszystkich kierunkach świata. Co bardziej chciwi marynarze podjęli próby wyławiania, zachęcani przez Conana.
Rozejm między załogami wisiał na włosku; tylko drobna iskra wystarczyłaby, by obie resztki załóg skoczyły sobie do gardeł, dlatego ważne było, by wszystkim zająć jakąś sensowną robotą. Conan doskonale o tym wiedział; a nic tak nie pochłania ludzi, jak wyławianie skarbów i wzbogacenie się po ciężkiej bitwie. Lecz mimo to ludzie patrzyli na siebie wilczym wzrokiem; i gdy wydawać by się mogło, że bardziej spod byka patrzeć na siebie nie można, podpłynął trzeci statek, który z katapulty przymontowanej na dziobie statku atakował krakena.
Powiewające na wietrze flagi państwa-miasta Shemu łopotały w rytm wiatru, który z każą chwilą przywierał na sile. Nadchodził sztorm...
- Flota z Asgalun - powiedział głośno Conan, patrząc na przybywających gości. - Największe państwo-miasto Shemu. Może uda mi się z nimi dogadać, i wszyscy bezpiecznie dopłyniemy do brzegu... Zwłaszcza, że to nasza jedyna szansa na unikcięcie sztormu. - dodał, mowiąc to do swojego bosmana, ale też na tyle głośno, by każdy go słyszał w okolicy - każdy, kto nie był zajęty wyławianiem beczek z winem, oliwą czy skrzyń z drogocennymi materiałami.
Olbrzymi cymmeryjczyk podbiegł na dziób rufy i krzycząc, porozumiewał się w dziwnym języku z kapitanem drugiego statku. Rozmowa trwała krótko; byla żywiołowa, ale zakończona uśmiechem na twarzy Conana.
- Mamy szczęście! - zęby Conana błysnęły bielą. - To Khannon, mój dawny towarzysz. Dowiezie nas bezpiecznie na brzeg Asgalunu. Stamtąd każdy ruszy swoją stronę - dodał, patrząc groźne na Vanko, który wzrokiem namierzył czarownika, który w jego mniemaniu był winny wszystkiemu, co się złego niedawno wydarzyło.
[center]***[/center]
Po wyłowieniu części towaru, statek 'Pięść Asgalun' odpływał w stronę portu, zostawiając za sobą szczątki obu statków i kawałki potwora morskiego, o którym legendy będą jeszcze krążyć przez dziesiatki lat.
Shemicki okręt był przeznaczony do patrolowania wybrzeża i ochrony morskich karawan przed piratami, o czym świadczyła uzbrojona po zęby załoga oraz kilka mniejszych i większych machin służących do miotania pocisków i duży strzał na spore odległości.
Nehaher musiał przyznać, że taka technologia musiała być wymyślona przez największe umysły współczesnego świata. Zwlaszcza, że wszystko opierało się na skomplikowanych mechanizmach, których umysł czarownika nawet w snach nie pojmował...
Kapitan Khannon kazał przygotować wszytkim obfity posiłek, okraszony opowieściami i plotkami. Napięcie między dawnymi wrogami nieco spadło, ale wciąż niewiele by wystarcyzło, by obie załogi wdały się w bójkę; pewnym bezpiecznikiem byli shemiccy marynarze, którzy czujnym okiem obserwowali gości, dając do zrozumienia, że wszelka walka na statku będzie karana ich natychmiastową interwencją.
- Nuże, opowiadajcie Conanie, co tam słychać w szerokim świecie! - zagaił Khannon po zingarsku, widząc, że to jedyny wspólny język, jaki znali i rozumieli wszyscy zgromadzeni w jadalni pod pokładem.
Siedzicie przy stole, odświeżeni, ale zmęczeni. Wasz udział w łupach wyceniam na 130 złotych lun na głowę, jeżeli uda wam się sprzedać towar w porcie.
Garro: opatrzyłeś pięciu rannych i wyleczyłeś ze wzdęć, gazów i szkorbutu trzech shemitów. Jako zapłatę otrzymałeś od nich butelkę rumu oraz naszyjnik z zębów rekina.
Robicie coś przy stole? Przy was siedzą korsarze, marynarze oraz co ważniejsi shemici. Czujecie się bezpiecznie, aczkolwiek każdy ma broń przy sobie. Zagadujecie coś do siebie, do innych? Przeniosę akcję do przodu w środę wieczorem, jeśli nie będzie żadnych deklaracji.
Garro: opatrzyłeś pięciu rannych i wyleczyłeś ze wzdęć, gazów i szkorbutu trzech shemitów. Jako zapłatę otrzymałeś od nich butelkę rumu oraz naszyjnik z zębów rekina.
Robicie coś przy stole? Przy was siedzą korsarze, marynarze oraz co ważniejsi shemici. Czujecie się bezpiecznie, aczkolwiek każdy ma broń przy sobie. Zagadujecie coś do siebie, do innych? Przeniosę akcję do przodu w środę wieczorem, jeśli nie będzie żadnych deklaracji.
[/center]