Strona 4 z 34
: 28 marca 2016, 23:07
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, pałac oroni Ahtactla Mezcaill An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Wysłuchawszy słów młodego muzyka, opanowany szlachcic wyraźnie sposępniał a w jego oczach zaczął tlić się ogień. A gdy mówił, jego głos stał się mimo całej swej głębokiej barwy, ostry:
- A więc spełniły się moje najgorsze obawy. Dostali to, czego tak bardzo szukali. Trzeba więc jak najszybciej działać. Przejdźmy zatem do dalszej części planu.
W tym momencie zwrócił się do kryjącej się w cieniu filarów niesamowicie wyglądającej hieroduli oraz towarzyszącego jej mężczyzny w błękitnych szatach maga kasty Alinur:
- Córko Bogini i ty uczniu Ixhti'nauhitla Zaxuilli, wiedźcie, że za zniknięciem cennych zwojów z biblioteki świątynnej stoi nie kto inny, lecz tajne stowarzyszenie nazywające siebie Xitaa Fialt'u. To samo dokładnie, które pragnęło zagrabić cenny przedmiot, o którym wspomniał Stratis. Nieliczni mają świadomość, że głęboko pod piwnicami Calli znajdują się ruiny dawno zapomnianego miasta. Ongiś należało ono do Najstarszych. Teraz zaledwie są to walące się posągi i stare grobowce. Ale... między nimi można znaleźć nieprawdopodobnie cenne rzeczy, jeśli tylko wie się, czego szukać. Według podań można w nich było znaleźć szkatułę. Nieliczne inskrypcje opisywały ją jako potężny artefakt. Ponoć miał on moc chronienia całego miasta. Potrafił jednakże wspomagać w zniszczeniu miast wroga.
- Teraz wpadł jednakże w dłonie tych, którzy służą swymi plugawymi ciałami i umysłami siłom ciemności. A informacje skradzione z biblioteki tylko pomogą im użyć tego przedmiotu przeciwko nam, przeciwko całemu Calli. Dzięki niech będą Holis, kilka dni temu udało się nam pojmać ich szpiega. Był to jednak człek nisko postawiony w hierarchii tej grupy. Wyraźnie jednak nosił na sobie ślady działania mrocznych sił. Nim sam sobie zadał śmierć, zdradził imię tej, pod której skrzydłami rozwija się podobno ten plugawy kult. Imię jej brzmi Bentaresh Rakamat Sekhet Ammenofre. Może jest tobie znana Khemie Mibampesie? Ona również pochodzi z AjArd. - Oroni spojrzał przenikliwie na ciemnoskórego alchemika, po czym kontynuował:
- Bentaresh Ammenofre pochodząca z Sech nadzoruje jednakże wymianę handlową pomiędzy Calli a własnym miastem. Nie jest pożądane, aby niesprawdzone przesłanki pogorszyły relacje handlowe pomiędzy miastami. Chciałbym więc, abyście sprawdzili, czy istotnie ta kobieta ma związek z Xitaa Fialt'u. Jeśli los okaże się przychylny, to znajdą się również zaginione zwoje. - szlachcic rozejrzał się po zebranych, pozwalając aby informacje zagnieździły się w ich umysłach. Po chwili zwrócił się do młodzieńca, jednego z Synów Słońca:
- Pod twoją pieczą bracie powierzam powodzenie tej misji. Znajdź tych, którzy zagrażają dobru miasta i Colute'Hool. - skinął na mężczyznę i odrzekł głębokim głosem:
- Mój brat, Ehecatlem An'harat będzie reprezentował mnie jak i wolę władcy naszego miasta. Oby czyste światło Holis ukazało twarze bluźnierców i dało wam siłę w działaniu. Czy macie jeszcze jakieś pytania?
: 28 marca 2016, 23:22
autor: zmarly
[center]Calli, Pałac An'harata, 13 Pani Trzcin (Ilaxo), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
Ehecatlem w milczeniu podążał za swym bratem, zastanawiając się, co właściwie jest przedmiotem sprawy. Znał Ahtactla na tyle, by wiedzieć, iż ten, odkąd pochłonięty został polityką, rzadko miał w zwyczaju żartować, choć jego twarz zrobiły liczne zmarszczki wokół oczu oraz ust. Pamiątka po okresie młodości, ale także trudności napotykanych w życiu.
Cokolwiek to jest, pomyślał młodzieniec, lepiej pozwolić mu wyjawić prawdę w odpowiednim dla niego momencie.
Pozostałą część drogi delektował się pojedynczymi promieniami Holis muskających jego wyćwiczone ciało.
Gdy weszli do komnaty, w której miało mieć miejsce spotkanie, Syn Słońca zajął miejsce po prawicy oroni, by stamtąd w milczeniu wspólnie obserwować wejście.
Sługę słonecznego bóstwa interesowało, kto jeszcze został wybrany do omówienia tej jakże palącej sprawy. Przyglądał się zatem bez słowa przenikliwym wzrokiem wchodzącym postaciom.
Kiedy wszystkie postaci zebrały się w komnacie, gospodarz odezwał się do obecnych:
- Witajcie w moich komnatach. Nim przejdę do rozjaśnienia wam celu spotkania, proszę abyście się przedstawili.
Syn Słońca nie musiał czekać, jego status pozwalał jemu pierwszemu zabrać głos, z czego zgodnie z wymogami etykiety skorzystał:
- Witajcie, nazywam się Ehecatlem An'harat, Syn Słońca i jestem młodszym bratem czcigodnego Ahtactl Maxcaill An'harata, który was tu wszystkich zebrał - mówiąc to, bacznie obserwował reakcję pozostałych ludzi w sali. Po tej wypowiedzi postanowił milczeć.
Ixari? Ehecatlem wiedział już, że ranga problemu istotnie była znacząca. Nie był to co prawda pierwszy raz, kiedy widział przedstawiciela pradawnej rasy, jednak za każdym razem sprawiało to, że stawał się znacznie ostrożniejszy w słowach i czynach.
[center]***[/center]
- Mój brat, Ehecatlem An'harat będzie reprezentował mnie jak i wolę władcy naszego miasta. Oby czyste światło Holis ukazało twarze bluźnierców i dało wam siłę w działaniu - na dźwięk tych słów Syn Słońca zamarł w bezruchu czując jednocześnie, jak wszystkie mięśnie w jego ciele, poczynając od karku sztywnieją coraz bardziej.
Ehetaclem siedział oszołomiony nagłym obrotem spraw. Słowa, które usłyszał przed chwilą sprawiły, że następne przestały przez chwilę do niego docierać, próbował bowiem przetrawić to, co właśnie usłyszał.
Przecież tak niedawno sam zasilił szeregi formacji, którą z dumą reprezentował, ale tak nagłe powierzenie mu tak istotnej funkcji wytrąciło go na moment z równowagi. A nie zdarzało się to zbyt często.
Krótką chwilę trwał jednak stan niedyspozycji młodego paladyna, bowiem nawyki służby wzięły górę nad emocjami i skupił się na czekającym go zadaniu.
Na samą myśl o tym, co właściwie zaszło w podziemiach Calli pozostali mogli ujrzeć, jak w jego oczach zaczął tlić się żar Holis.
Wiedział, że ta zniewaga oraz narażenie na niebezpieczeństwo jego wiernych nie ujdzie na sucho nikomu, kto choćby pomyślał o wzięciu udziału w przedsięwzięciu mogącym mieć katastrofalne skutki dla ludności Lenja'Kare. Poprzysiągł też sobie, że wytropi złodziei i osobiście wymierzy sprawiedliwość w imieniu samego Słońca.
Pytanie zadane przez Alchemika w tym momencie było tak błahe dla Aruan, że w przez moment zaczął się zastanawiać, dlaczego Oroni wybrał go do pomocy w odzyskaniu skradzionych artefaktów. Mam nadzieję, Ahtactlu, że wiesz o tym alchemiku więcej, niż on sam po sobie pokazuje.
Sam postanowił zaczekać na odpowiedni moment i gdy salę przez chwilę wypełniła cisza, odezwał się:
- Stratisie, twierdzisz, że znasz osobę zamieszaną w tę sprawę. Czy zechcesz nam zdradzić jej tożsamość?
: 28 marca 2016, 23:34
autor: Keth
[center]Pałac An'harata, 13 Pani Trzcin (Ilaxo)[/center]
Khem Lateef Mibampes poczuł, że trwożne zdumienie odbiera mu mowę. Pełna kulinarnych rozkoszy uczta zmieniła się w sekretne spotkanie wybrańców królewskiego doradcy. Czarnoskóry alchemik z trudem zapamiętał wszystkie słowa An'harata, porażony wyzierającą z nich mroczną groźbą.
Bentaresh Ammenofre. Oroni zaszczycił AjArdczyka pytaniem, które najpewniej miało charakter retoryczny, skoro dygnitarz nie zaczekał na odpowiedź swego gościa. Miano to było alchemikowi znane, a jego wspomnienie przyprawiło Khema o zimny dreszcz.
Zrodzone z głębokiego niepokoju ciarki jeszcze przybrały na sile, kiedy alchemik uświadomił sobie w pełni znaczenie ostatnich słów doradcy.
- Najjaśniejszy, racz rozświetlić mrok mej niewiedzy - AjArdczyk osunął się na jedno kolano pochylając w wyrazie szacunku głowę - Czego oczekujesz od mej skromnej osoby? Czym zasłużyłem, by trafić w poczet tak znaczących znakomitości Calli?
Aż strach się pytać...

: 29 marca 2016, 17:11
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, pałac oroni Ahtactla Mezcaill An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Szlachcic spojrzał na AjArdzkiego alchemika i zwrócił się do niego tymi słowy:
- Kadi Khemie Lateefie Mibampesie, znasz dobrze zwyczaje swoich rodaków. Zapewne doskonale odnajdujesz się nie tylko w sprawach alchemii, ale również handlu. To tobie właśnie powierzam zadbanie o tajność waszych działań. Bentaresh Ammenofre w końcu skłonna byłaby zaufać komuś takiemu jak ty bardziej niż jakiemukolwiek Lenja'kare. Sądzę, że masz wystarczające umiejętności, aby odnaleźć się w tej sytuacji.
: 29 marca 2016, 18:24
autor: Zin-Carla
[center]Calli, Pałac An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Zyanya rozejrzała się spod swego kaptura na pozostałych zgromadzonych. A więc to byli jej nowi towarzysze. Skrzywiła się lekko. Jej lud nie miał towarzyskości w zwyczaju. Ona sama miała do zawierania tak zwanych nowych przyjaźni ambiwalentny stosunek. Z jednej strony, każda istota zesłana przez Wielką Matkę na ziemię, była w pewien sposób nieskończenie piękna ze wszystkimi swymi tajemnicami. Zupełnie jak księgi w obcych językach, które otwierasz by poznać tajemnice spisane na ich tabliczkach czy zwojach. W pierwszym momencie są tylko szeregiem niezrozumiałych znaków, lecz im dłużej je czytasz, im dłużej z nimi przebywasz, tym więcej wiedzy przed tobą osłaniają. Każda istota była więc taką księgą, spisaną w innym języku, a każda księga była swoistym mikrokosmosem, relatywnym światem. Fascynowało ją to.
Z drugiej strony oni wszyscy byli tylko ludźmi...
Alchemik zdawał się być wystraszonym dzieckiem, które nagle spotkało rzeczywistość, gdy oroni wyjawił cel ich przybycia. Miała wrażenie też, że niemal nie wybiegł z płaczem na jej widok. A teraz zerkał się na nią trwożnie z ukosa. Czyżby myślał, że tego nie widać? A wiec nigdy nie poznał niczego bardziej nieznanego, niż rzędy bulgoczących buteleczek.
Dobrze, że był z nią mag w służbie Bogini. Ten Syn Słońca... będzie musiała uważać na język i myśli. Miała nadzieje, że nigdy nie poruszą kwestii religijnych, które różnią ją z resztą kultu. Mądrość jej rasy nie pozwalała wszakże biernie podążać za herezją głoszoną przez ludzi. Wolała swój gniew schować w ciszy. Jedynej modlitwie do pierwszej Matki.
Ten muzyk był najbardziej zaskakującym ogniwem w grupie. Jego zachowanie wskazywało na krytycznie niski status. Nie ważył się nawet wstać w obecności szlachcica, lecz próbował to wciąż nowych technik przeciśnięcia ciała przez materię posadzki by ulec dyfuzji jako jedna z nią istota. Muzyk wysłany do podziemnego miasta przodków po tajny artefakt? Miasta pełnego magicznych glifów, tajnych przejść, pułapek i niebezpieczeństw... Niech mnie porwą między-wymiarowe wrota, jeśli on jest tym, za kogo się podaje - pomyślała. Będzie go uważni obserwować.
A więc Bentaresh Ammenofre, z AjArdu. Hierodula zacisnęła w złości dłonie w pięści.
Bezeceństwo. Wstyd. Świętokradztwo. Bluźnierstwo. Oszczerstwo. Szyderstwo. Zniewaga. Zniewaga mej Matki! Okradać Świętą Bibliotekę Toarais dla własnych, egoistycznych celów i zdobycia władzy. I to przez kogo!? Czerwień furii zalała jej oczy lecz ciało pozostało świątynią spokoju. Nic więcej nie musiało być powiedziane. Chciała działać nawet i teraz... Gdy kula życia przeciwna jej rodzajowi wspinała się po nieboskłonie.
: 29 marca 2016, 19:10
autor: Keth
[center]Pałac An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru)[/center]
Alchemik był głęboko poruszony i obawiał się, że mimo najlepszych chęci nie zdołał ukryć przed pozostałymi ogromu swego wzburzenia. Nawykły do niezwykle spokojnego i unormowanego trybu życia, niezrozumiałym kaprysem Mnumbi został rzucony prosto na ścieżkę awanturników, od których zawsze z rozmysłem stronił.
Chociaż umysł AjArdczyka wciąż nie chciał zaakceptować znaczenia słów wypowiedzianych w komnacie, Khem coraz bardziej uświadamiał sobie powagę sytuacji. Został zaproszony na sekretne spotkanie z udziałem królewskiego doradcy, gdzie na szalę rzucono losy Calli. Porażony mieszaniną ekscytacji i zatrwożenia, alchemik pokłonił się głęboko gospodarzowi uznając, że dalsze zadawanie pytań nie ma obecnie sensu.
Po pierwsze, mógł nie zapamiętać w głębokim zmieszaniu wszystkich odpowiedzi, a ludzi takich jak oroni nie wypadało pytać o to samo dwa razy, byłby to przejaw braku szacunku.
Po drugie, drżący głos Khema mógłby niepotrzebnie wyjawić pozostałym wybrańcom An'harata ogromne poruszenie czarnoskórego gościa, a wszakże na dworze doradcy gra pozorów była najważniejszą z wszystkich gier.
Alchemik usuwa się w cień nie mówiąc nic więcej i chłonąc w zamian wszystko słuchem!
: 29 marca 2016, 20:56
autor: Sigil
[center]Calli, Pałac An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
[center]

[/center]
Złodziej otwierał już usta by odpowiedzieć na pytanie Syna Słońca, gdy głos zabrał AjArdzki alchemik. Sa zamilkł więc, czekając na odpowiedź oroni. Żadną miarą bowiem nie śmiałby wejść swemu patronowi w słowo. Mając nadzieję, że brat Jaśniejącego (
Jak on się zwał? A tak... Ehecatlem. Że też ci poganie nie mogli mieć normalnych imion...) zrozumie zwłokę, z jaką udzielił odpowiedzi. Dopiero, gdy gospodarz skończył mówić, Sa odezwał się do młodego wojownika:
- Wybaczcie, panie, lecz nigdy nie twierdziłem, że znam owego człowieka. Powiedziałem tylko, że wiem jak wygląda i wierzę, że to pozwoziłoby mi go rozpoznać. Gdyby jego miano nie było mi obce, z pewnością zdradziłbym je już, oszczędzając czasu wszystkim szlachetnym osobom w tym pomieszczeniu.
Odetchnął głębiej, czując jak stalowa obręcz napięcia, wokół jego klatki piersiowej poluzowuje się nieco. Najwyraźniej zebrani tutaj mieli ważniejsze sprawy, niż jego skromna osoba. Teraz należało tylko skorzystać z sytuacji. Okazać się pomocnym i zejść im wszystkim z oczu. Żyjąc w cieniach, nie zyskiwało się wiele obracając się w towarzystwie możnych... Właściwie całą sztuka polegała na tym by korzystać z ich łaski i znikać, zanim jej pokłady zdążą się wyczerpać. Pomyślał, że teraz pojawia się pewna okazja. Oni wszakże mogli zająć się wspomnianym tropem, kwestią wyższych sfer. On mógł pozostać na ulicy. Należało tylko zasugerować oroni, że to dobra idea...
- Tak jak mówiłem - rozpoczął po chwili, nadal wpatrując się w buty patrona. - Mam znajomości na ulicy i mogę je wykorzystać by spróbować go znaleźć... Jeśli nie byłbym więc potrzebny w śledztwie dotyczącym tej AjArdzkiej niewiasty, mógłbym się tym zająć. Oczywiście, jeśli wyrazisz taką wolę, panie. Być może jednak warto zbadać oba wątki...
Przerwał czekając na reakcję. Haczyk został zarzucony, teraz wiele zależało od jakości przynęty...
Ah-saa-brax będzie próbował się wykręcić z konieczności towarzyszenia wyżej urodzonym od siebie, która nie jest mu specjalnie w smak. Aczkolwiek nie jest na tyle nierozważny by sugerować to wprost.
Rysunek przedstawia tą wersję twarzy mojej postaci, którą pewnie będziecie oglądać najczęściej. Warto więc się do niego przyzwyczaić.

: 29 marca 2016, 23:12
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, pałac oroni Ahtactla Mezcaill An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Wysłuchawszy łagodnej mowy młodzieńca, kryjącej w pewnej zawiłości słów delikatną sugestię, głos jaśniejącego stał się nagle cichy, lecz ciął powietrze niczym nagie ostrze:
- Pracujesz bezpośrednio dla mnie. Płacę ci za wykonanie zadania. Tutaj to ja decyduję o tym, który ślad najpierw zbadać. Chyba, że uważasz inaczej... to możemy porozmawiać o tym na osobności... - mężczyzna urwał, a cisza stała się jeszcze gęstsza i bardziej przerażająca niż brzmienie wypowiadanej groźby - niestety będzie to pewnie nasza ostatnia rozmowa...
Słowa szlachcica zmroziły młodzieńca. Umilkł i przygarbił się, stykając się niemalże znów z gładką posadzką komnaty.
- Myślę, że teraz się rozumiemy, Stratisie. - oderwał wzrok od młodzieńca i skierował się do reszty zebranych:
- Stratis jest specjalistą w zakresie odnajdywania ukrytych przejść, rozbrajania wszelkich pułapek i dostawania się do miejsc skutecznie chronionych przed wszelkimi intruzami. Żadne więc zabezpieczenia nie będą przeszkodą, a drzwi siedziby Ama'zit staną przed wami otworem. I oby nie było za późno, a szkatuła i cenne zwoje się odnalazły.
: 30 marca 2016, 12:51
autor: Sigil
[center]Calli, Pałac An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Na drugi raz, zanim wpadnę na to, by się odezwać, walnę kilka razy łbem o posadzkę - pomyślał złodziej kwaśno. Mimo to, nie mógł się pozbyć lekkiego, skrytego w środku uśmiechu, który szeptał "A jednak warto było spróbować, no nie?"
- Oczywiśćie, panie, zrozumiałem, panie - przytaknął pospiesznie, nie chcąc dawać oroni okazji do kolejnej tyrady, ani, co gorsza, rozmów na osobności.
Choć musiał przyznać także, że druga część wypowiedzi szlachcica podobała mu się.
Specjalista od odnajdywania ukrytych przejść, rozbrajania pułapek i... Co tam jeszcze było? Aha, coś o dostawaniu się do miejsc, chronionych przed wszelkimi intruzami. To brzmiało nieźle, profesjonalnie, znacznie lepiej niż złodziej na zlecenie. Można by rzec - ekskluzywnie. Ponadto rysowało perspektywę hojnej zapłaty. Warto było więc już teraz sprawdzić potencjalną wartość zachęty An'harata. Przy czym, jak Sa wiedział z doświadczenia, siła perswazji szlachcica zwykle okazywała się nad wyraz przekonująca.
- Wszakże, o panie, cała ta misja może okazać się nader kosztowna, a ja... Mówiąc prawdę nie posiadam aktualnie zbyt wiele. Gdybyście więc w swej łaskawości zechcieli wspomóc mnie w tym zakresie, mógłbym być bardziej użyteczny dla zgromadzonych tu, szlachetnych gości. A wypełniając waszą wolę, wykazałbym się też większą efektywnością, niż w sytuacji, w której rozpraszałaby mnie myśl o pustym żołądku...
Ah-saa-brax wychodzi z prostego założenia, że skoro był kij, powinna być i marchewka. Poza tym odpowiednio brzęczący mieszek na pewno poprawi morale złodzieja.

: 30 marca 2016, 14:02
autor: Keth
[center]Pałac An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru)[/center]
Ahtactl Maxcaill An'harat przemówił tonem nie znoszącym sprzeciwu i po raz pierwszy w swym życiu Khem zrozumiał, co właściwie mieli na myśli ludzie, kiedy opowiadali o głosie tnącym niczym nóż.
Przemówił pan życia i śmierci i czarnoskóry alchemik pojął, że wszelkie rodzące się nieśmiało w jego głowie plany dyplomatycznego odwrotu skazane były na porażkę. Został wybrany kaprysem bogów do udziału w przerażającej misji. Świadomość konsekwencji porażki nie pozwalała AjArdczykowi zebrać myśli, ale jeszcze bardziej trwożyło go przeświadczenie, co mogło się wydarzyć, gdyby szlachetny oroni doszedł do wniosku, że Khem Lateef Mibampes jednak nie nadaje się do realizacji powierzonego mu zadania.
Że nie jest godzien zaszczytu stanięcia w obronie interesów Calli. Śmiertelnik taki jak on, pozbawiony większych wpływów i pozycji w mieście, na dodatek zaś naznaczony niechęcią pryncypała, zniknąłby najpewniej bez śladu jeszcze tej samej nocy.
Khem dochodzi do wniosku, że w jego interesie leży dokonanie najbardziej heroicznych czynów, by tylko zaskarbić sobie przychylność An'harata!

: 30 marca 2016, 22:31
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, pałac oroni Ahtactla Mezcaill An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Szlachcic zwrócił się do wciąż uniżenie zgarbionego muzyka, który okazał się również specjalistą od ukrytych przejść, a jego głos przybrał już właściwy sobie, spokojny tembr:
- Nim opuścicie progi mojego domu, otrzymasz odpowiednią zapłatę. Tak jak już mówiłem, pracujesz dla mnie. - wtedy spojrzał na ciemnoskórego alchemika - Ty za to, kadi Mibampesie, możesz być pewien, że otworzą się przed tobą drzwi Wieży Szeptów,* a wielu będzie wspominało imię tego, kto uchronił Calii. Rozumiem, że pierwszy będziesz się mierzył z tak niebezpiecznym zadaniem? Jeśli przyjdzie wam stanąć do walki ze sługami wyklętych bóstw, możecie polegać na moim bracie. Jego zdolności pomogą wam również wykryć obecność kultystów i mocy, którą się posługują.
* Wieża Szeptów - olbrzymia biblioteka, w której prócz wielu opasłych tomów na temat magii, znajdują się również traktaty alchemiczne, które na pewno zainteresowałyby Khema.
: 31 marca 2016, 10:51
autor: Mystic
[center]Calli, pałac oroni Ahtactla Mezcaill An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Mezxtli przysłuchiwał się rozmowie zgromadzonych to raz z niedowierzaniem, to raz z bliżej nieokreślonym poczuciem zagrożenia, a w końcu z chłodnym gniewem osnuwającym jego istotę niczym poranne mgły. Wszelkie padające tu informacje przepływały przez jego umysł, gdzie najważniejsze, niczym kamienie do budowy, pozwalały mu uzupełnić wyłomy w jego obrazie sytuacji. Wreszcie jego działanie miało choć z grubsza określony cel i kierunek, wcześniej poruszał się niemal po omacku.
Spodziewał się bardziej, że za kradzieżą skryptów stoi jakiś napuszony mag czy czarodziej, może ekstrawagancki kolekcjoner z odległych krain, lecz nie przypuszczał nawet, że jego rodzinnemu Cali może zagrażać takie niebezpieczeństwo! Czuł podekscytowanie z jednej, a obawę z drugiej...
- Czcigodny oroni! Dziękuję za zaszczyt wybrania mnie do tego zadania, chociaż i bez tego los cennych zwojów leżał mi na sercu. Racz jednak wyjaśnić, cóż mamy począć, jeżeli manuskryptów nie uda się odnaleźć u rzeczonej Bentaresh Rakamat Sekhet Ammenofre? Jeżeli zaś mamy stanąć naprzeciw sługom ciemności, jak mamy doprowadzić ich przed twoje oblicze, skoro będzie z nami tylko szanowny Ehecatlem?
: 31 marca 2016, 14:38
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, pałac oroni Ahtactla Mezcaill An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Gdy milczący już od dłuższego czasu mag zadał pytania, szlachcic udzielił krótkiej, zdawkowej odpowiedzi:
- To jest już wasza kwestia i wasze zadanie... - ton jego głosu przybrał cichsze i znacznie groźniejsze nuty - ale jeśli uważasz, że nie masz odpowiednich kompetencji do osiągnięcia celu, powiedz... Calli zamieszkuje dużo zdolnych i ambitnych magów, którzy chętnie podjęliby się znalezienia skradzionych zwojów. I to im przypadłoby całe uznanie...
Przez nieubłaganą chwilę przeszył maga głębokim spojrzeniem, pod którym niejeden tracił całą pewność siebie. Komnatę wypełniła wymowna cisza. Gdy napomnienie spotkało się z milczącym zrozumieniem astralnego maga, oroni ozwał się do wszystkich zebranych:
- Czy macie jeszcze jakieś istotne pytania? Jeśli nie, to moi słudzy odprowadzą was do bram pałacu. Czekają mnie ważne sprawy i nie mam czasu na czcze rozmowy.
Jeśli macie jeszcze jakieś naprawdę istotne pytania, to teraz jest czas aby je zadać. Jeśli nie, to przejdziemy dalej w przygodzie.
: 31 marca 2016, 19:55
autor: Keth
Pałac An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru)
- Błogosławiony synu Holis, kiedy mamy wyruszyć w drogę? - Khem poczuł, że audiencja dobiega końca, a tak wiele pytań nadal pozostawało bez odpowiedzi - Jeśli mamy uchodzić za kupiecką karawanę, mus nam poczynić szereg ważnych przygotowań. Czy zważywszy na ogrom twych obowiązków, najszlachetniejszy synu Calli, możemy omówić wszystkie niezbędne sprawy z twoim czcigodnym bratem?
Alchemik pokłonił się znowu głęboko, niemal dotykając czołem kamiennej posadzki. Chociaż trawił go przemożny lęk, rzutki umysł AjArdczyka zaakceptował już to, co zostało postanowione przez lepszych od niego i zaczął rozważać kwestie znacznie bardziej praktyczne.
Musimy przedyskutować czym prędzej szczegóły tej misji. Jak rozumiem, wyruszamy do sąsiedniego miasta. Jak się nazywa, jak daleko od nas się znajduje i co właściwie o nim wiemy?
: 31 marca 2016, 20:21
autor: Zin-Carla
[center]
Calli, pałac oroni Ahtactla Mezcaill An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Pytanie Mezxtli uprzytomniło córze Bogini, że jest jeszcze jedno ważne pytanie dotyczące ich misji. Czymże jest ten artefakt. Szkatułką, ale jak się z nią obchodzić skoro moc w niej ukryta jest tak potężna...
- Czcigodny, Jaśniejący Ahtactla Mezcaill An'harata - zwróciła się do oroni Zyanya, zbliżając się o krok i wychodząc z cieni filarów. - Inne znów pytanie trawi mój umysł. Czegoż to możemy spodziewać się w kontakcie z artefaktem? Potężne przedmioty tak jak i mądre księgi, nie powinny być brane w piecze bez wcześniejszego przygotowania adepta. Znając właściwości przedmiotu może będziemy w stanie się z nim lepiej obejść niż gdy pójdziemy na spotkanie z nim bez żadnej wstępnej wiedzy. Nierozsądnym jest zbliżać się do przedmiotów i miejsc mocy będąc niezdolnym je rozumieć. Cokolwiek co powiesz w tej kwestii rozjaśni mroki naszej niewiedzy. Czy powinniśmy być ostrożni w kontakcie z nim? Czy może wpłynąć na nasze ciała lub umysł? Potężna magia i tajemnice Najstarszych zawsze bronią się przed niechcianymi dłońmi, które chcą po nie sięgnąć.
Kobieta zrobiła kolejny krok do przodu i teraz zebrani ponownie mogli ujrzeć ją w blasku coraz jaśniejszego słońca. Jej skóra w tym świetle była dziwnie kontrastująca. Od strony słońca zadawała się płonąć żywym blaskiem odbitym od powierzchni ciała, zarysowującym wyraźne krzywizny umięśnionych rąk i ramion. Jednak ta część która była skryta przed wzrokiem ognistego dysku była tak blada, że aż prawie niebieska. Czy też były to niebieskie żyły widoczne tak blisko pod pergaminową skórą? Jej twarz była teraz ledwie widoczna w cieniu kaptura, a kościane ostrza skrzyły się niebezpiecznie odbitym światłem, rzucając długie cienie na jej szczupłą sylwetkę. Czarna suknia spływała luźno z ramion ledwo zakrywając pełne piersi.
[center]

[/center]
Rysunek Ixari własnoręcznie posklejany z jakiejś laski, Wolverina i własnej fantazji >.< Mam nadzieję, że się podoba autorowi systemu ;p