PBF - Kroczący w Ciemności
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 151 times
- Nie. Nie zostawię cię, przez wzgląd na twa rodzinę. Niczym oni nie zawinili, jedynie idą za tobą głową rodziny. Nie zasługują na los, który jak twierdzisz zgotowal im twój bóg, za twoje grzechy. A z czasem twoi potomkowie, ktorych jeszcze nie masz zrobią krok we właściwym kierunku, w stronę prawdy ukrytej. Będą mieli odwagę taką jak ten pierwszy Daragars, który niegdyś wybrał świadomie wiarę. Mam czas, będę się wam przyglądał. - Surelion przyglądał się przez chwilę gnomowi. - Nie myśl jednak że nie będzie cię nic kosztowala pomoc. Nie, nie chcę twych pieniędzy. Rzucil uprzedzając pytanie. - Kiedy przyjdzie czas zwrócisz mi przysługę. A teraz odpowiedz na wszystkie pytania uczniów i zostaw nas samych a zobaczysz jak łamie się klątwa twego boga wisząca nad tym domem.
Nic nie testujemy. Handlarz w stolicy z dostępem do tego ogromnego rynku gdzie można wszystko zbyć i wszystko nabyć, sam w sobie też jest cenny. Z czasem będziemy potrzebować wielu rzeczy, a to że gnom jest wiernym Oriaka nawet pomoże. Chocby dla tego że trudniej go będzie namierzyć, o rozlicznych oriakanskich koneksjach nie wspominając. B)
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran
Baruba Dargaras zamrugał kilkakrotnie, jakby nie wierząc własnym uszom. Kiedy pojednawcza deklaracja Sureliona ostatecznie dotarła do jego umysłu, z łzami w oczach i z niebywałą ulgą wyrysowaną na pucołowatym obliczu gospodarz rzucił się do kolan siedzącego w pozycji kwiatu lotosu półboga.
- Wielkie wam dzięki, zacny panie magu! Wielkie dzięki! Za łaskawość i litościwość! - wykrzykiwał gnom, obściskując kolana uśmiechającego się wyrozumiale Sureliona - Przepędzicie tę senną zmorę, to się wam odpłacę z nawiązką, jak tylko zechcecie!
Trzej akolici przyglądali się tej poruszającej scenie ze zgorszonymi minami, wstrząśnięci widokiem zatwardziałego innowiercy śmiącego tykać ciało ich boga w akcie świętokradczego zbezczeszczenia. Ungo sapnął głośno, Saar Sansar zasyczał złowieszczo, a Jareh złapał się obiema rękami za futrynę drzwi porażony przelotnym omdleniem - ponieważ jednak Kielich Magii pozwalał się w wyrazie niezrozumiałej dla śmiertelników łaskawości dotykać, głowa bezczelnego gnoma nie spadła z jego karku.
- Rzeknijcie zatem, czego wam jeszcze trzeba, szlachetni goście - pełen szaleńczego uniesienia Dargaras odstąpił w końcu od sureliańskiego bożka i jął wodzić rozanielonym spojrzeniem po trójce naburmuszonych akolitów - Cóż jeszcze chcielibyście wiedzieć?
Baruba Dargaras zamrugał kilkakrotnie, jakby nie wierząc własnym uszom. Kiedy pojednawcza deklaracja Sureliona ostatecznie dotarła do jego umysłu, z łzami w oczach i z niebywałą ulgą wyrysowaną na pucołowatym obliczu gospodarz rzucił się do kolan siedzącego w pozycji kwiatu lotosu półboga.
- Wielkie wam dzięki, zacny panie magu! Wielkie dzięki! Za łaskawość i litościwość! - wykrzykiwał gnom, obściskując kolana uśmiechającego się wyrozumiale Sureliona - Przepędzicie tę senną zmorę, to się wam odpłacę z nawiązką, jak tylko zechcecie!
Trzej akolici przyglądali się tej poruszającej scenie ze zgorszonymi minami, wstrząśnięci widokiem zatwardziałego innowiercy śmiącego tykać ciało ich boga w akcie świętokradczego zbezczeszczenia. Ungo sapnął głośno, Saar Sansar zasyczał złowieszczo, a Jareh złapał się obiema rękami za futrynę drzwi porażony przelotnym omdleniem - ponieważ jednak Kielich Magii pozwalał się w wyrazie niezrozumiałej dla śmiertelników łaskawości dotykać, głowa bezczelnego gnoma nie spadła z jego karku.
- Rzeknijcie zatem, czego wam jeszcze trzeba, szlachetni goście - pełen szaleńczego uniesienia Dargaras odstąpił w końcu od sureliańskiego bożka i jął wodzić rozanielonym spojrzeniem po trójce naburmuszonych akolitów - Cóż jeszcze chcielibyście wiedzieć?
Z wyprzedzeniem zaznaczę, że ja też chciałbym parę rzeczy wiedzieć. Dopóki Ungo skutecznie nie odwiedzie Sureliona od pomysłu nocowania w karczmie, zakładam, że spędzicie tu noc wszyscy. Pokoje są dwuosobowe, ale od biedy dacie się radę wcisnąć we czterech do jednego, na pewno będzie ciepło i miło (kto by nie chciał skorzystać z okazji do dyskretnego poocierania się w tłoku o członki boskiego Sureliona?). Jak zatem chcecie się na czas noclegu rozlokować? Czy zamierzacie wszyscy spać czy nie wcale nie spać, czy spać z dyżurnym strażnikiem na warcie? Czy chcecie wszem i wobec rozgłosić wizytę w karczmie wielkiego maga czy zażądacie od Dargarasa zachowania dyskrecji co do natury tej wizyty? Jakieś inne deklaracje, o których powinienem wiedzieć?
Co do pytań Deliada, z lewej strony karczma sąsiaduje z warsztatem grotnika (mieszkanie na piętrze, na dole sklep i warsztat), z lewej ze składem futer (tak samo mieszkanie właściciela na piętrze). Od tyłu kamienica wychodząca frontonem na przeciwną ulicę. Czujne oko krasnoluda nigdzie nie wypatrzyło otworków do gazowania.
Co do pytań Deliada, z lewej strony karczma sąsiaduje z warsztatem grotnika (mieszkanie na piętrze, na dole sklep i warsztat), z lewej ze składem futer (tak samo mieszkanie właściciela na piętrze). Od tyłu kamienica wychodząca frontonem na przeciwną ulicę. Czujne oko krasnoluda nigdzie nie wypatrzyło otworków do gazowania.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 151 times
1. Nie rozglaszamy kto i po co przybyl do karczmy. Może to sploszyc nam przyczynę calego zamieszania np. Czarnoksiężnika który wali koszmarem sennym po przybyłych, w ramach pracy na zlecenie konkurencji. Biezemy jeden pokój. Nie śpimy. Dzialamy całą noc, po to tu przybylismy. Sugeruję zacząć od stryszku. Czy są jacyś nocujący oprócz nas?
- Jesli będziemy potrzebować twojej pomocy, ktoś do ciebie zapuka. Może to być nawet w środku nocy. Teraz zostaw nas samych. Kiedy gnom opuścil pomieszczenie Surelion zwricil się do swoich uczniów zasiadajac na łóżku w postawie lotosu.
- Chcialbym zakończyć tą sprawę możliwie szybko, dlatego dzisiejsza noc może się okazać dla nas dluga. Będę caly czas w tym pokoju. Co godzinę będziemy się tu spotykać i dzielić tym co odkryliscie. Ważna jest praca zespołowa, żadna bowiem zębatka nie kręci się sama a jest częścią maszyny. Co uważacie przyjaciele o tym czego się dowiedzieliście do tej pory? Od czego zamierzacie zacząć? Śmiało nie bójcie się mówić szczerze.
Mistrz uważnie spojrzal po pozostałych czekając na odpowiedzi błyskotliwych uczniów.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
Zdobywszy się na szczyt pewności siebie, na jaki mógł sobie pozwolić w obecności Boskiego Jareh przepchnął się między innych. Obawiał się, że kiedy z fachowych ust obeznanego w sprawach niespokojnej śmierci krasnoluda, czy też z pękającej od mądrych wywodów głowy jaszczurowatego poleją się strumienie słów jemu samemu nie zostanie już nic do dodania.
Przecież nie mógł objawić się w oczach Świtu Postępu bezużytecznym. Świetlisty wybrał go, a zatem pokładał w nim swoje nadzieje. Zawieść go najgorszym chyba było z możliwych teraz grzechów.
I choć nie był pewny co powinien rzec, pewny był, że musi. Kiedy więc dość brutalnie wystąpił spomiędzy innych- zaczął cicho, by po chwili głos podnieść.
- .. i .. i sądzę, że to nijaka mara, czy widmo, bo takowe bez względu na to, czy pod stropem nocuje kapłan, czy ktoś mniej, lub bardziej pojętny to straszyłoby jako mu klątwa, czy co to tam.. nakazuje.. a skoro nie umarły jaki duch to, to może magia nieuprzejma, albo urok jakiś na samego karczmarza rzucony, a on nijak o tym nie wie, bo przecież tylko on i rodzina jego na stałe jak się wydaje tu siedzą, a koszmary różnych nawiedzają, co tu się ostaną. Może uroczon jakiejś trutki sam dolewa i pamięci w tym swojej nie ma? Dlatego myślę, że by go trzeba jako niepewnego pilnować, choć się uczciwym wydaje. A... a jeśli i nie on to, to ktoś dobrze musi ten przybytek znać i swobodnie się w nim poruszać, tedy należałoby podstęp jakiś uczynić, że niby wszyscyśmy stąd odeszli i potem cichcem się wrócić i gdzieś pochować i oko na bezpieczeństwo przede wszystkim Twe o Najwy... - czujne oko elfa rozejrzało się szybko po pomieszczeniu, w język się ugryzł i głosem sztucznym wbrew sobie powoli dokończył - ... o najwyraźniej dużej Panie Magu ciekawości onegoż zjawiska zadbać.
Przecież nie mógł objawić się w oczach Świtu Postępu bezużytecznym. Świetlisty wybrał go, a zatem pokładał w nim swoje nadzieje. Zawieść go najgorszym chyba było z możliwych teraz grzechów.
I choć nie był pewny co powinien rzec, pewny był, że musi. Kiedy więc dość brutalnie wystąpił spomiędzy innych- zaczął cicho, by po chwili głos podnieść.
- .. i .. i sądzę, że to nijaka mara, czy widmo, bo takowe bez względu na to, czy pod stropem nocuje kapłan, czy ktoś mniej, lub bardziej pojętny to straszyłoby jako mu klątwa, czy co to tam.. nakazuje.. a skoro nie umarły jaki duch to, to może magia nieuprzejma, albo urok jakiś na samego karczmarza rzucony, a on nijak o tym nie wie, bo przecież tylko on i rodzina jego na stałe jak się wydaje tu siedzą, a koszmary różnych nawiedzają, co tu się ostaną. Może uroczon jakiejś trutki sam dolewa i pamięci w tym swojej nie ma? Dlatego myślę, że by go trzeba jako niepewnego pilnować, choć się uczciwym wydaje. A... a jeśli i nie on to, to ktoś dobrze musi ten przybytek znać i swobodnie się w nim poruszać, tedy należałoby podstęp jakiś uczynić, że niby wszyscyśmy stąd odeszli i potem cichcem się wrócić i gdzieś pochować i oko na bezpieczeństwo przede wszystkim Twe o Najwy... - czujne oko elfa rozejrzało się szybko po pomieszczeniu, w język się ugryzł i głosem sztucznym wbrew sobie powoli dokończył - ... o najwyraźniej dużej Panie Magu ciekawości onegoż zjawiska zadbać.
Ostatnio zmieniony 16 kwietnia 2017, 15:48 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
-
mastug
- Reactions:
- Posty: 1708
- Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
- Has thanked: 22 times
- Been thanked: 16 times
Saar obawiał się, że jego natręctwa w gestach i niepohamowane gadulstwo mogły zrazić do niego towarzyszy. A tego wielce nie chciał. Pierwszy raz od kiedy pamięta był członkiem większej grupy, na dodatek nikt z niego w jawny sposób nie szydził. Dlatego rozmyślał tym razem w ciszy. Jednak gdy tylko zagłębił się w swych myślach mimowolnie zaczął uderzać rytmicznie ale cicho ogonem o ścianę i bezgłośnie klaskać.
Niebywałe to .. i .. wielce interesujące. Jeśli ktoś czar rzucił, to musiał to być mistrz w magicznej naturze wielce obeznany. Zwykły czar może działać na kogoś lub wokół miejsca gdzie był rzucony. Jak obudzić rozum w bezdusznej i pustej intelektualnie naturze zaklęcia? Studiując księgi nigdy nie spotkałem się nigdy z opisem czaru który sam mógłby decydować kogo nękać. .. Ale .. może być, że to za sprawą przeciw zaklęcia, jakiegoś czaru ochronnego kapłani mieli immunitet. To tłumaczyło by wiele jednak wątpliwości rodzą się tu inne.. skoro czar sam w sobie wydaje się zrodzony z esencji zła, gdyż wszystkie emocje które wzbudza mroczne są i niechybnie do zguby prowadzą. Strach, bezsilność, poczucie winy to wszystko pozwala myśleć, że zła magia, bluźniercza, wbrew naturze używana. Wątpliwość jest w tym, że taką magię jedynie magią dobra można pokonać, rzucając zaklęcia ochrony przed złem. Kapłani owi o których wspominał karczmarz musieli by rzucić zaklęcia nie znając jeszcze przyczyny a to kosztowne i nie zbyteczne jeśli przyczynę chce się poznać...
Musi więc być, że czar to stały nie jest. Możliwe, że ktoś zaklęcie rzuca tylko gdy ktoś nocować na piętrze chce .. ale to ryzykowne niezwykle i stałej obserwacji wymagać by musiało ... Gdybym miał sądzić to najmniej mnie ta możliwość przekonuje.
Skoro więc to nie czar to możliwości są dwie. Pierwsze, że to przedmiot magiczny specjalnie do tego celu stworzony.. I tu już znane są przypadki aby przedmiot myślał i sam podle własnej woli działał. Ale jedna w takim rozumowaniu jest luka.. Kapłani najmniej mają wspólnego z niszczeniem przedmiotów magicznych i najmniej takiemu przedmiotowi zaszkodzić mogą. Po cóż więc by ich oszczędzał?
Skoro to nie przedmiot magiczny ani nie czar to metodą odrzucenia tylko inteligentna istota pozostaje, za sprawą magii sprowadzona, która złymi snami wedle swego uznania nęka. Osąd swój co do natury takiej istoty chyba zbyt pochopnie poprzednio podjąłem gdyż nie musi to wcale być istota z martwej istoty zrodzona.
Gdy Saar wyrwał się z zadumy , dostrzegł zdziwione twarze towarzyszy wpatrujących się w niego, a miny mieli nie tęgie. Zrozumiał, że to co miało być myślami wysyczał w reptilionów języku.
- To ja mosszze pójdę inne pokoje sprawssićć - rzucił speszony
Niebywałe to .. i .. wielce interesujące. Jeśli ktoś czar rzucił, to musiał to być mistrz w magicznej naturze wielce obeznany. Zwykły czar może działać na kogoś lub wokół miejsca gdzie był rzucony. Jak obudzić rozum w bezdusznej i pustej intelektualnie naturze zaklęcia? Studiując księgi nigdy nie spotkałem się nigdy z opisem czaru który sam mógłby decydować kogo nękać. .. Ale .. może być, że to za sprawą przeciw zaklęcia, jakiegoś czaru ochronnego kapłani mieli immunitet. To tłumaczyło by wiele jednak wątpliwości rodzą się tu inne.. skoro czar sam w sobie wydaje się zrodzony z esencji zła, gdyż wszystkie emocje które wzbudza mroczne są i niechybnie do zguby prowadzą. Strach, bezsilność, poczucie winy to wszystko pozwala myśleć, że zła magia, bluźniercza, wbrew naturze używana. Wątpliwość jest w tym, że taką magię jedynie magią dobra można pokonać, rzucając zaklęcia ochrony przed złem. Kapłani owi o których wspominał karczmarz musieli by rzucić zaklęcia nie znając jeszcze przyczyny a to kosztowne i nie zbyteczne jeśli przyczynę chce się poznać...
Musi więc być, że czar to stały nie jest. Możliwe, że ktoś zaklęcie rzuca tylko gdy ktoś nocować na piętrze chce .. ale to ryzykowne niezwykle i stałej obserwacji wymagać by musiało ... Gdybym miał sądzić to najmniej mnie ta możliwość przekonuje.
Skoro więc to nie czar to możliwości są dwie. Pierwsze, że to przedmiot magiczny specjalnie do tego celu stworzony.. I tu już znane są przypadki aby przedmiot myślał i sam podle własnej woli działał. Ale jedna w takim rozumowaniu jest luka.. Kapłani najmniej mają wspólnego z niszczeniem przedmiotów magicznych i najmniej takiemu przedmiotowi zaszkodzić mogą. Po cóż więc by ich oszczędzał?
Skoro to nie przedmiot magiczny ani nie czar to metodą odrzucenia tylko inteligentna istota pozostaje, za sprawą magii sprowadzona, która złymi snami wedle swego uznania nęka. Osąd swój co do natury takiej istoty chyba zbyt pochopnie poprzednio podjąłem gdyż nie musi to wcale być istota z martwej istoty zrodzona.
Gdy Saar wyrwał się z zadumy , dostrzegł zdziwione twarze towarzyszy wpatrujących się w niego, a miny mieli nie tęgie. Zrozumiał, że to co miało być myślami wysyczał w reptilionów języku.
- To ja mosszze pójdę inne pokoje sprawssićć - rzucił speszony
Ostatnio zmieniony 16 kwietnia 2017, 22:52 przez mastug, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran
- Nim się oddalisz, uczyń jeszcze jedną rzecz - rzucił w ślad za wychodzącym gnomem Surelion - Zachowaj naszą wizytę w najgłębszej tajemnicy, niechaj nikt nie pozna mej uczonej natury. Mam ku temu istotne powody, aby wszyscy poza tobą sądzili, że jestem jedynie podróżnikiem w otoczeniu swej świty.
- Jak sobie życzysz, zacny magu - Dargaras kiwnął skwapliwie głową, ukłonił się raz jeszcze w progu - Uczynię wszystko podług twoich żądań.
- Czy oprócz nas będzie ktoś dzisiaj tutaj nocował?
- Niestety nie, zacny magu - na obliczu Baruby pojawił się wyraz szczerze smutku - Nikt jeszcze nie zapytał o nocleg i prawdziwie sądzę, że zła sława "Amarysu" wszystkich już skutecznie zniechęca. Niewiele mi pozostało czasu, mistrzu.
- Gdyby się jednak ktoś pojawił, racz mnie o tym uprzedzić - zaznaczył Surelion - Chcę wiedzieć o każdej rozumnej istocie, która spędzi tutaj dzisiejszą noc.
- Nim się oddalisz, uczyń jeszcze jedną rzecz - rzucił w ślad za wychodzącym gnomem Surelion - Zachowaj naszą wizytę w najgłębszej tajemnicy, niechaj nikt nie pozna mej uczonej natury. Mam ku temu istotne powody, aby wszyscy poza tobą sądzili, że jestem jedynie podróżnikiem w otoczeniu swej świty.
- Jak sobie życzysz, zacny magu - Dargaras kiwnął skwapliwie głową, ukłonił się raz jeszcze w progu - Uczynię wszystko podług twoich żądań.
- Czy oprócz nas będzie ktoś dzisiaj tutaj nocował?
- Niestety nie, zacny magu - na obliczu Baruby pojawił się wyraz szczerze smutku - Nikt jeszcze nie zapytał o nocleg i prawdziwie sądzę, że zła sława "Amarysu" wszystkich już skutecznie zniechęca. Niewiele mi pozostało czasu, mistrzu.
- Gdyby się jednak ktoś pojawił, racz mnie o tym uprzedzić - zaznaczył Surelion - Chcę wiedzieć o każdej rozumnej istocie, która spędzi tutaj dzisiejszą noc.
Saar odkrywa, że wszystkie pokoje są niemal identyczne w wystroju. Jeśli nie macie żadnych dalszych planów, proponuję przejść do nocnej części wizyty.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, karczma "Amarys"; 22 orakt-ran
Dargaras zawitał na piętrze swej karczmy jeszcze raz, przynosząc znamienitym gościom dzbany zsiadłego mleka i miski ze smażonymi liśćmi agawy. Towarzyszący gospodarzowi krewniak, młodziutki gnom o imieniu Pimpin, dosłownie wwiercał się wzrokiem w czterech gości, ale słowem się nie odezwał mimo zżerającej go ciekawości. Ustawiwszy naczynia na stolikach przy łóżkach, karczmarz odesłał młodzieńca na dół, a sam raz jeszcze uścisnął podaną mu łaskawie dłoń Sureliona.
- Wysstarcy poufałossci - zasyczał zdegustowany tym widokiem Saar - Posswól cynic nam sswą prassę.
Wieczór nadszedł powoli, jakby z wahaniem. Goście w izbie jadalnej w końcu powychodzili, śledzeni bacznym wzrokiem Unga zza parapetu okna pokoju. Zgodnie z ponurymi przewidywaniami gospodarza, nikt nie wyraził chęci pozostania w karczmie na noc. Z dołu dobiegały przez dłuższą chwilę odgłosy sprzątania, zgrzyt przesuwanych stołków, szczęk zbieranych sztućców. Krótko potem czujne ucho Jareha podchwyciło ściszoną, ale ostrą konwersację pomiędzy gospodarzem i jego krewniakiem.
- Zostaniesz dzisiaj z nami - oznajmił nie znoszącym sprzeciwu głosem Baruba Dargaras - Co wieczór włóczysz się po mieście, jeszcze co napsocisz. Nie dość nam kłopotów z tymi marami? Co twojej matce powiem jak w końcu gdzieś nożem dostaniesz pod żebro albo cię straż wychłosta?
- Kiedy mnie tu straszno nocami, wuju! A jak nas ta mara też zacznie nękać? Ledwieś ducha nie wyzionął wtedy na górze, już zapomniałeś? Jak tak nie chcę!
- Nigdzie nie pójdziesz, rzekłem! Marsz do piwniczki, do spania się szykuj. Nie będziesz nigdzie dzisiaj łazikował i cichaj, bo skórę wygarbuję.
Pimpin mamrotał coś jeszcze przez krótki czas, na tyle jednak cicho, że śnieżny elf nie dosłyszał żadnego więcej słowa. Na dole zgrzytnęły rygle i zasuwki, trzasnęły zamykane starannie okiennice. Dobiegające z zewnątrz stłumione dźwięki nocnego życia stały się ledwie słyszalne, rozmazane, obce.
Ulica Grotników szykowała się do snu, aczkolwiek nie wszyscy przebywający na niej śmiertelnicy zamierzali tej nocy zmrużyć oczy.
Dargaras zawitał na piętrze swej karczmy jeszcze raz, przynosząc znamienitym gościom dzbany zsiadłego mleka i miski ze smażonymi liśćmi agawy. Towarzyszący gospodarzowi krewniak, młodziutki gnom o imieniu Pimpin, dosłownie wwiercał się wzrokiem w czterech gości, ale słowem się nie odezwał mimo zżerającej go ciekawości. Ustawiwszy naczynia na stolikach przy łóżkach, karczmarz odesłał młodzieńca na dół, a sam raz jeszcze uścisnął podaną mu łaskawie dłoń Sureliona.
- Wysstarcy poufałossci - zasyczał zdegustowany tym widokiem Saar - Posswól cynic nam sswą prassę.
Wieczór nadszedł powoli, jakby z wahaniem. Goście w izbie jadalnej w końcu powychodzili, śledzeni bacznym wzrokiem Unga zza parapetu okna pokoju. Zgodnie z ponurymi przewidywaniami gospodarza, nikt nie wyraził chęci pozostania w karczmie na noc. Z dołu dobiegały przez dłuższą chwilę odgłosy sprzątania, zgrzyt przesuwanych stołków, szczęk zbieranych sztućców. Krótko potem czujne ucho Jareha podchwyciło ściszoną, ale ostrą konwersację pomiędzy gospodarzem i jego krewniakiem.
- Zostaniesz dzisiaj z nami - oznajmił nie znoszącym sprzeciwu głosem Baruba Dargaras - Co wieczór włóczysz się po mieście, jeszcze co napsocisz. Nie dość nam kłopotów z tymi marami? Co twojej matce powiem jak w końcu gdzieś nożem dostaniesz pod żebro albo cię straż wychłosta?
- Kiedy mnie tu straszno nocami, wuju! A jak nas ta mara też zacznie nękać? Ledwieś ducha nie wyzionął wtedy na górze, już zapomniałeś? Jak tak nie chcę!
- Nigdzie nie pójdziesz, rzekłem! Marsz do piwniczki, do spania się szykuj. Nie będziesz nigdzie dzisiaj łazikował i cichaj, bo skórę wygarbuję.
Pimpin mamrotał coś jeszcze przez krótki czas, na tyle jednak cicho, że śnieżny elf nie dosłyszał żadnego więcej słowa. Na dole zgrzytnęły rygle i zasuwki, trzasnęły zamykane starannie okiennice. Dobiegające z zewnątrz stłumione dźwięki nocnego życia stały się ledwie słyszalne, rozmazane, obce.
Ulica Grotników szykowała się do snu, aczkolwiek nie wszyscy przebywający na niej śmiertelnicy zamierzali tej nocy zmrużyć oczy.
...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, karczma "Amarys"; 23 orakt-ran
Surelion siedział na swoim łóżku w absolutnym bezruchu, z przymkniętymi oczami, sprawiając wrażenie perfekcyjnie wyrzeźbionej kamiennej statuy albo wręcz ofiary petryfikacji. Trzej wyznawcy obserwowali go przez kilka godzin z nieskrywanym zachwytem, sycąc swe oczy widokiem medytującego bóstwa. Nie oznaczało to jednak, że nie zwracali swej uwagi na otoczenie, wręcz przeciwnie - świadomi istnienia nieznanego jeszcze niebezpieczeństwa, nadstawiali bacznie uszu starając się za wszelką cenę chronić swego nadnaturalnego patrona.
Noc płynęła leniwie, na przekór wyczekującym gorączkowo świtu kultystom. Wszyscy trzej poruszali się niespokojnie za każdym razem, kiedy gdzieś zaskrzypiał kawałek drewna albo podmuch wiatru zagrał przelotnie na krokwiach, ale ani razu dźwięki te nie okazały się zapowiedzią czegoś nienaturalnego. Z biegiem czasu niektórych strażników zaczęła dopadać senność, powodująca u nich jeszcze większy niepokój i zarazem zrozumiałe poczucie winy. Żaden nie chciał zasnąć w towarzystwie pozostałych wybrańców, dowodząc tym samym swej karygodnej słabości.
Było już dobrze po północy, kiedy ssący ustnik fajki Ungo otworzył szerzej oczy i położył prawicę na przełożonej przez kolana broni. Zaalarmowany tym nagłym ruchem Saar Sansar zasyczał cichutko, zwracając na siebie uwagę Sureliona. Półbóg uniósł głowę w górę, ku sufitowi pokoju.
Do uszu wszystkich dobiegł ledwie słyszalny dźwięk, którego pochodzenie nie ulegało wątpliwości. Cichy odgłos stawianych szybko kroków, dobiegający gdzieś z góry.
Surelion siedział na swoim łóżku w absolutnym bezruchu, z przymkniętymi oczami, sprawiając wrażenie perfekcyjnie wyrzeźbionej kamiennej statuy albo wręcz ofiary petryfikacji. Trzej wyznawcy obserwowali go przez kilka godzin z nieskrywanym zachwytem, sycąc swe oczy widokiem medytującego bóstwa. Nie oznaczało to jednak, że nie zwracali swej uwagi na otoczenie, wręcz przeciwnie - świadomi istnienia nieznanego jeszcze niebezpieczeństwa, nadstawiali bacznie uszu starając się za wszelką cenę chronić swego nadnaturalnego patrona.
Noc płynęła leniwie, na przekór wyczekującym gorączkowo świtu kultystom. Wszyscy trzej poruszali się niespokojnie za każdym razem, kiedy gdzieś zaskrzypiał kawałek drewna albo podmuch wiatru zagrał przelotnie na krokwiach, ale ani razu dźwięki te nie okazały się zapowiedzią czegoś nienaturalnego. Z biegiem czasu niektórych strażników zaczęła dopadać senność, powodująca u nich jeszcze większy niepokój i zarazem zrozumiałe poczucie winy. Żaden nie chciał zasnąć w towarzystwie pozostałych wybrańców, dowodząc tym samym swej karygodnej słabości.
Było już dobrze po północy, kiedy ssący ustnik fajki Ungo otworzył szerzej oczy i położył prawicę na przełożonej przez kolana broni. Zaalarmowany tym nagłym ruchem Saar Sansar zasyczał cichutko, zwracając na siebie uwagę Sureliona. Półbóg uniósł głowę w górę, ku sufitowi pokoju.
Do uszu wszystkich dobiegł ledwie słyszalny dźwięk, którego pochodzenie nie ulegało wątpliwości. Cichy odgłos stawianych szybko kroków, dobiegający gdzieś z góry.
???
Jareh zerwał się na równe nogi wydobywając zza pazuchy długi sztylet myśliwski.
Mara senna, zjawa, nocne widmo, czy cokolwiek inszego raczej hałasu nogami nie czyni.- tu zerknął na krasnoluda szukając potwierdzenia. Po czym najciszej jak mógł ruszył ku drzwiom, lecz zanim je uchylił spojrzał na Sureliona pytającym o pozwolenia wzrokiem.
Mara senna, zjawa, nocne widmo, czy cokolwiek inszego raczej hałasu nogami nie czyni.- tu zerknął na krasnoluda szukając potwierdzenia. Po czym najciszej jak mógł ruszył ku drzwiom, lecz zanim je uchylił spojrzał na Sureliona pytającym o pozwolenia wzrokiem.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ungo zawahał się, czy nie zagadnąć do Sureliona podczas podczas monologu Wężomordego, ale postanowił poczekać na lepszą sporność. Jednak ta nie nadeszła. W miarę mijającego czasu doszedł do wniosku, że jego zamiary spełzną na niczym. Surelion powziął już decyzję i już jej nie zmieni. Przenocuje w karczmie, czy to się Ungowi podoba czy nie. Cóż, jak to mówią szczęście w nieszczęściu. Podczas pobytu Sureliona karczma jest chroniona przed manifestacją złych nocy, więc poczekają do rana i a wtedy zaproponuje się boskiemu aby pozwolił im samym przespać się w karczmie.
Jest jeszcze jeden sposób zabezpieczenia się przed koszmarami. One działały w śnie, trzeba więc zadbać, żeby nikt nie zasnął.
Było już dobrze po północy, gdy jego czujność wzbudził jakiś szmer. Nastawił uszu i odruchowo sięgnął po młot. Inni dostrzegli jego ruch i podnieśli głowy.
Nad ich głowami rozległy się szybkie kroki. Poddasze pomyślał Ungo. Nie sprawdziliśmy poddasza!
Ungo niespokojnie poruszał wąsem. Wskazał ustnikiem fajki na elfa, jako na osobę o najdelikatniejszym chodzie, oraz wskazał na oczu i na sufit. Drobne kroki mogły należeć do dorodnego szczura lub kota ale nie tylko...
Jest jeszcze jeden sposób zabezpieczenia się przed koszmarami. One działały w śnie, trzeba więc zadbać, żeby nikt nie zasnął.
Było już dobrze po północy, gdy jego czujność wzbudził jakiś szmer. Nastawił uszu i odruchowo sięgnął po młot. Inni dostrzegli jego ruch i podnieśli głowy.
Nad ich głowami rozległy się szybkie kroki. Poddasze pomyślał Ungo. Nie sprawdziliśmy poddasza!
Ungo niespokojnie poruszał wąsem. Wskazał ustnikiem fajki na elfa, jako na osobę o najdelikatniejszym chodzie, oraz wskazał na oczu i na sufit. Drobne kroki mogły należeć do dorodnego szczura lub kota ale nie tylko...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, karczma "Amarys"; 23 orakt-ran
Nie czekając już dłużej na pozwolenie Jareh wymknął się bezszelestnie z zajmowanego przez Sureliona pokoju, przemknął przez pogrążony w głęboki mroku korytarz. Niepodobne do ludzkich oczy elfa radziły sobie bez najmniejszego trudu z ciemnościami. Odnalazły niewielkie drewniane schodki pozwalające dostać się na poddasze, pozwoliły wspiąć się po nich w górę przez równie niewielki otwór w podłodze poddasza.
Jareh wstrzymał oddech rozglądając się po zagraconej przestrzeni pod dachem karczmy, pełnym drobinek kurzu i zapachu stęchlizny. Ledwie chwilę później do uszu elfa dobiegł ponownie cichy dźwięk kroków, dobiegający znad dachu. Ktokolwiek o tak późnej porze nawiedził podstępnie "Amarys", przemieszczał się na zewnątrz budowli, na szczycie jej dachu.
Nie czekając już dłużej na pozwolenie Jareh wymknął się bezszelestnie z zajmowanego przez Sureliona pokoju, przemknął przez pogrążony w głęboki mroku korytarz. Niepodobne do ludzkich oczy elfa radziły sobie bez najmniejszego trudu z ciemnościami. Odnalazły niewielkie drewniane schodki pozwalające dostać się na poddasze, pozwoliły wspiąć się po nich w górę przez równie niewielki otwór w podłodze poddasza.
Jareh wstrzymał oddech rozglądając się po zagraconej przestrzeni pod dachem karczmy, pełnym drobinek kurzu i zapachu stęchlizny. Ledwie chwilę później do uszu elfa dobiegł ponownie cichy dźwięk kroków, dobiegający znad dachu. Ktokolwiek o tak późnej porze nawiedził podstępnie "Amarys", przemieszczał się na zewnątrz budowli, na szczycie jej dachu.
Definitywnie ktoś chodzi po dachu, na zewnątrz karczmy! Przy czym robi to starając się zachować daleko posuniętą dyskrecję. Jareh jeszcze nie wszedł pod dach, tkwi do połowy na schodkach. Infrawizja pozwoli mu bez trudu poruszać się po ciemnej karczmie.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 151 times
Surelion skinął głowa śnieżnemu elfowi ale tamten, niecierpliwiec odwrócił się na pięcie i szybko pomknął w ciemność. Lekki uśmiech pojawił siew kąciku ust, na widok energii do działania jaka przejawiał Jareh.
Mistrz miał tylko nadzieję, że elf nie zabije. A przynajmniej nie do momentu aż zagadka zostanie rozwiązana a nowa tajemnica w całości przyswojona. Zabijanie było ostatecznością. Nie wnosiło bowiem postępu dla ogółu, choć dla konkretnej jednostki tak, było niewątpliwie kolejnym krokiem. Najlepszym rozwiązaniem w wierze Sureliona było wywołanie efektu zmiany w danej istocie. Mistrz zdawał sobie jednak sprawę, że czasami nie było to możliwe, czasami śmierć była słusznym rozwiązaniem.
Dumając nad głębia życia i śmierci w perspektywie czegoś co w stroreptiliońskim języku nazywano mianem etapów "progressu". Mistrz czkał na rozwój wydarzeń. Był pewien że narzędzia w postaci jego uczniów, jakimi dysponował były bardziej niż wystarczające do rozwiązania sprawy.
Mistrz miał tylko nadzieję, że elf nie zabije. A przynajmniej nie do momentu aż zagadka zostanie rozwiązana a nowa tajemnica w całości przyswojona. Zabijanie było ostatecznością. Nie wnosiło bowiem postępu dla ogółu, choć dla konkretnej jednostki tak, było niewątpliwie kolejnym krokiem. Najlepszym rozwiązaniem w wierze Sureliona było wywołanie efektu zmiany w danej istocie. Mistrz zdawał sobie jednak sprawę, że czasami nie było to możliwe, czasami śmierć była słusznym rozwiązaniem.
Dumając nad głębia życia i śmierci w perspektywie czegoś co w stroreptiliońskim języku nazywano mianem etapów "progressu". Mistrz czkał na rozwój wydarzeń. Był pewien że narzędzia w postaci jego uczniów, jakimi dysponował były bardziej niż wystarczające do rozwiązania sprawy.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ungo siedział w pokoju spode łba analizując otoczeni i oceniając zagrożenie.
Mógłby się założyć o beczkę piwa, że na stryszek przekradł się mały gnom. Ciągnie wilka do lasu. Pewnikiem przygruchał sobie panienkę gdzieś w sąsiedztwie a teraz wymyka się do niej każdej nocy. Aż do dziś kiedy to karczmarz dał mu zakaz wychodzenia. Nie maił jak wyjść głównymi drzwiami to lezie przez dach.
Ciekawe co zrobi uszaty? Rzuci się na młokosa jako na potencjalnego wroga, zrani go a może zabije? Jakże wtedy podupadłby w oczach Sureliona? Sługi Sureliona muszą mieć nerwy na wodzy i umysł czysty. Rozwaga nie pośpiech ma decydować.
Krasnolud ponownie wsadził ustnik fajki między zęby.
Ciekawiło go czy jego domysły były słuszne jednak cenił sobie cierpliwość. Każdy sługa Sureliona musi się zahartować niczym żelazo zanurzane w zimnej wodzie. Każdy. Elf, reptilion czy krasnolud. Zaczynał powoli rozumieć zamysł Sureliona. Jego uczniowie konkurowali ze sobą o jego względy. Każdy był łasy na jego spojrzenie czy gest. Surelion pragną jednak aby żyli oni w zgodzie i współpracowali. Ku jego chwale. Taaaa jest w tym mądrość. To po to ta ta misja. Po to ten cały ambaras z karczmą. Surelion ceni sobie maszyny, a w maszynach każdy trybik musiał się kręcić jednako, żadem nie może brać góry nad innym. Osobno są niczym, a razem mogą wiele.
Przydałoby się ziele do tej fajki...
Mógłby się założyć o beczkę piwa, że na stryszek przekradł się mały gnom. Ciągnie wilka do lasu. Pewnikiem przygruchał sobie panienkę gdzieś w sąsiedztwie a teraz wymyka się do niej każdej nocy. Aż do dziś kiedy to karczmarz dał mu zakaz wychodzenia. Nie maił jak wyjść głównymi drzwiami to lezie przez dach.
Ciekawe co zrobi uszaty? Rzuci się na młokosa jako na potencjalnego wroga, zrani go a może zabije? Jakże wtedy podupadłby w oczach Sureliona? Sługi Sureliona muszą mieć nerwy na wodzy i umysł czysty. Rozwaga nie pośpiech ma decydować.
Krasnolud ponownie wsadził ustnik fajki między zęby.
Ciekawiło go czy jego domysły były słuszne jednak cenił sobie cierpliwość. Każdy sługa Sureliona musi się zahartować niczym żelazo zanurzane w zimnej wodzie. Każdy. Elf, reptilion czy krasnolud. Zaczynał powoli rozumieć zamysł Sureliona. Jego uczniowie konkurowali ze sobą o jego względy. Każdy był łasy na jego spojrzenie czy gest. Surelion pragną jednak aby żyli oni w zgodzie i współpracowali. Ku jego chwale. Taaaa jest w tym mądrość. To po to ta ta misja. Po to ten cały ambaras z karczmą. Surelion ceni sobie maszyny, a w maszynach każdy trybik musiał się kręcić jednako, żadem nie może brać góry nad innym. Osobno są niczym, a razem mogą wiele.
Przydałoby się ziele do tej fajki...
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 151 times
Czekamy na elfa, jak się okaże że Pimpima nie da się śledzić , bo zwiał gdzieś po dachach w mrokach nocy wystawimy jednego na czujce na przy dachu a sami sprawdzimy poddasze i jego pokój na dole. Trochę zejdzie bo chce sprawdzać z wyczuciem równowagi sił oraz z wyczuwaniem magi.
Oczywiście to może być jedyne zbieg przypadków ale równie dobrze chłopak może za chwile wsiąść na nocnego jeźdźca i polecieć do swego mistrza.
Ps. proszę o rzuty na ilość PM w amulecie.
Oczywiście to może być jedyne zbieg przypadków ale równie dobrze chłopak może za chwile wsiąść na nocnego jeźdźca i polecieć do swego mistrza.
Ps. proszę o rzuty na ilość PM w amulecie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
mastug
- Reactions:
- Posty: 1708
- Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
- Has thanked: 22 times
- Been thanked: 16 times
Reptilion wiedział, że z Ungo Surelion był bezpieczny. Ktokolwiek był na dachu stanowił potencjalne zagrożenie. Tłok w pokoju nie służył bezpieczeństwu więc czym prędzej wyszedł na korytarz. Nie poszedł jednak za śnieżnym elfem , zamiast tego swoje kroki skierował w dół. Ostrożnie zszedł po schodach, uważnie wypatrując jakiegokolwiek ruchu.