Nadbrzeże, Chłopskie Krocze; 25 orakt-ran
Kryzys chiwlowo zarzegnany. Sierżant wyszedł odsączyć pastucha, a Eco sprawnie wykorzystał sytuacje. Na szczęście rozładował gniew na niziołku, choć chciał wbić jedną z zatrutych strząłek prosto w szyje spaślaka Kregena.
Mijał ciemne zaułki, które prowadziły go w znane mu okolice. Wielokrotnie znajdował tu schronienie w zbitych skrzynkach, czy dużych wiklinowych koszach. Znał każdego żebraka który wyciągał ręce po jałmużne.
Błoto i fekalia chlupały pod jego podkutymi butami,a mury zaczeły rysować coraz to większe przestrzenie między sobą. Układ labirentu zauułków był domem dla Eco. Znał tą część jak własną kieszeń, wiedział kiedy pojawić się w jakim miejscu aby najlepiej wykorzystać szczodrość marynarzy. Zawachał się czy iść dalej czy stanać w krótkiej zadumie. Trafił w miejsce kiedy to spotkał Zygfryda Chorążego Straży ze złotej dzielnicy. Nie wiedział sam, czemy uśmiechnął się do niego taki los. Człowiek potrzebował informacji, dużej ilości informacji o statkach które wpływają i wypływają, o tym co mówią marynarze. Eco widział to jako wyciągnięcie pomocnej dłoni. Dostał wybór albo gnicie w rynsztokach chłobskiego krocza i pić wody z fekaliami, albo przysłyszyć w szeregach straży. Wiedział, że wybrał słysznie, czego czasem nie rozumieli jemupodobni żule i żebracy. Wiedział też, że w zamian za tę przysługę Eco przyjdzie jeszcze zapłacić.
Emocje które wróciły do niego i przepełniły go radością. Taką jak w snach kiedy na jego nieczyste, zdarte i brudne ręce spada z tłumu moneta najczystrzego mitril, oświetlajaca mu twarz w blasku jaśniejącym od czystości i bieli. Niestety z zadumy wyrwał go fetor moczu, starych ludzi i ryb. Nogi zaprowadziły go do skweru gdzie rybacy właśnie wysypywali z wielkich dreniwanych skrzyń złowione ryby i inne żyjątka morskie.
Eco! Rzucił do niego rybi rzeźnik i w tym samym czasie długa i ciężka maczeta odrąbała głowę dorodnemu okazowi aż ostrze wbiło się głęboko w długi drewniany pień.
Nocna zmiana? Nie boisz się człeku? Wycedził śmiejąc się Wulgar. Pet który trzymał w zębach skakał jak dorodna dziwka portowa na młodym marynarzu wypaając mu coraz to większa dziurę w gęstej krasnoludzkiej brodzie.
Cześć Wulgar. Dorodną rybę dziś przytargali. Co to? Zaczął gadke Eco. Wiedział. Że Wulgar bardziej niż interesy wołał plotkowanie. Dzisiaj, jeszcze bardzie był skłonny do tego skoro sam zaczął - chyba miał dobry humor tej nocy, eco wykorzystał tą informacje.
Wulgar zrobił grobową minę, puścił maczetę i tą samą ręką wyciągnął peta z gęby. To tuńczyk kurwa, rozum Ci wyżarły robale? Ile lat mieszkasz w dzielnicy portowej, a może jakaś ladacznica wyssała przez dzyndzla twoje ostatki mózgu? Mówiąc zgasił żarzący się niedopałek w oku odrąbanej rybiej głowy. Sięgnął po maczete i ustawił czybkiem w strone człowieka.
Przecież widzę, że tuńczyk! Wrzasnął strażnik, ale nie widziałem takiego okazu od bardzo dawna. Skąd Ci go przywieźli?
Krasnnolud sprawnym ruchem wbił maczete w brzuch ryby i zaczął posuwać ostrze w kierunku ogona, sały stół pokrył się już krwawą posoką. Babrajac swoje ręce w krwi krasnolud powiedział szybko.
Z okolic Gasty, podobno złowili go dziś rano. Specjlane zamówienie dla jakiegoś srebropijca z wyższych sfer. Kutas sam nie potrafi łowić ryb. Elita jebana bez nas zdechliby w trimiga! Skwitował Wulgar.
No tak, szlachta bez służy długo nie pociagnie. Ząsmiał się Eco i kontynuował dalej. A kto zamówił tego tuńczyka?
- Przyszedł jakiś chłopczyna, mówie Ci byźka taka słodka! Wiele bym dał żeby taką złapać na chwile w moje rączki! i mówi, że przedniego tuńczyka ojczulek chce bo bakiet wydaje. Córa wydać chce i szuka jej męża. Poodbno kilku rybich kupców też ma tam być. Wyobrażąsz sobie Chudy też tam będzie. Zakała rybiego placu! Ha .. ha!
Zakała jak zakała, ale to on ma 3 statki i 20 rybaków pod sobą, krętacz jeden. Podsumował Eco.
Dobra czas mnie nagli dostane u Ciebie troche wątrubki i kilka pęcherzy?
Spod rudych kłaczastych brwii zaświeciły się pełne rzadzy krasnoludzkie oczy. - a co będziesz ruchał i nie chesz zamoczyć fiuta? w grymasie uśmiechu żółte zęby zagłądały an strażnika spod gęstego wąsa.
- Tak i zaraz Ciebie wyrucham jak mi ich nie dasz. Wyrwał się Eco.
- Dobra, dobra masz tam w słoiku kilka dla Ciebie. Grubych i ciekich tak jak lubisz. Wątrubkę też Ci spakuje. Poczekaj chwile.
4 srebniki lżejszy Eco gnał co sił do swojej czynszówki, nie miał za dużo czasu. Musiał pójść do karczmy Amartys a rano na służbę. Mało czasu mu zostało. Dlatego ostatni odcinek przebierał nóżkami jak dorodny goniec cesarskiej mości.
***
Drzwi zaskrzypiały, a blask oświetlił ciemne pomieszczenie. Po kilku krokach w głab ciemnego pomieszczenia Eco zauważył 22 par oczu odbijacych światło jego kaganka. Pomarańczowe promienie odbijały się w nich rusyjąc na tafli prawie niezauważalne płomyki. Ślepia zaczęły szybko przemieszczać się na dźwiek i zapach świeżego mięsa. Szybkimi susami zbliżyły się na granicę oświetlonej podłogi, pozostawiajać nicały metr od stóp strażnika, aż w końcu wyłoniły się z kompletnych ciemności. Małe gały patrzyły na niego z każdej strony.
- Dzieci tatuś wrócił! Krzynął z uśmiechem Eco!
/EVILS//EVILS//EVILS/ - Pozwoliłem sobie na mała improwizacje. Cześć fabularna 3 wieczorem!