PBF - Cedar Creek - techniczny

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 kwietnia 2018, 22:40

CEDAR CREEK

Wolne miasto w południowo-wschodnim Idaho, liczące blisko pięć tysięcy mieszkańców, położone opodal niemal całkiem wyschniętej Snake River. Założone przed czterema dekadami przez koalicję kilku wędrownych klanów, prosperuje dzięki sprawnej elektrowni węglowej oraz oczyszczalni ścieków. Źródła energii elektrycznej oraz pitnej wody stały się ekonomiczną żyłą złota Cedar Creek oraz powodem, dla którego w ślad za klanami w miejscu tym osiadło tak wielu innych Amerykanów. Dzięki strategicznemu położeniu Cedar Creek zaopatruje w wodę i żywność Instytut Idaho Falls i sztab ruchu oporu w Green River, handluje z farmerami z Boise oraz nerdami z Disc City. Strefa operacyjna ruchu oporu ciągnąca się od ruin Idaho Falls po Green River skutecznie chroni Cedar Creek przed panoszącymi się na wschodzie kosmitami, a oddziały paramilitarne klanów sprawnie dbają o porządek na okolicznych szlakach. Oblubienice Moona oraz bojówkarze Ligi Chrześcijańskiej cieszą się zasłużoną reputacją zaprawionych w boju weteranów, z którymi nie tylko Korsarze, ale i co bardziej agresywni eksploratorzy Kartelu wolą unikać zatargów.

Kilkadziesiąt lat względnej prosperity zakłócanej od czasu do czasu próbami zbrojnego przejęcia władzy, epidemiami chorób, pożarami, rajdami komunistycznych agitatorów, klęskami żywiołowymi i plagami głodu ukształtowało ostatecznie Cedar Creek - ostatni prawdziwy bastion amerykańskiej demokracji, rządzony przez Izbę Reprezentantów, respektujący równe prawa ludzi i podludzi i kultywujący tradycje oraz ideały przedwojennych kapitalistycznych Stanów.

Wokół plującej w niebo kłębami cuchnącego dymu elektrowni oraz oddalonej od niej o kilka kilometrów oczyszczalni ścieków wyrosło miasto z prawdziwego znaczenia, pełne kwartałów mieszkalnych, posiadłości bogaczy, koszarów i obiektów rekreacyjnych; wzniesionych z obrobionego gruzu i porządnie oczyszczonego złomu. Na obrzeżach właściwego Cedar Creek, zabezpieczonego przed intruzami wysokim metalowym murem, rozsiadły się zwane commonsami przedmieścia, zaludnione przez biedaków.

Prawo Wody i Prawo Krwi

Cedar Creek zapewnia swym obywatelom ochronę, podstawową opiekę medyczną, niskie podatki i możliwości kariery społecznej w zamian za przestrzeganie kilku istotnych praw. Pierwszym z nich i najważniejszym jest Prawo Wody. W jego myśl mieszkańcy Cedar Creek mogą posiadać i spożywać wyłącznie wodę sprzedawaną przez Izbę Handlu. Prowadzenie hurtowego handlu wodą oraz jej import do miasta uważane są za ciężkie przestępstwa, zagrożone pozbawieniem obywatelstwa oraz zesłaniem do Carnivory. Cedar Creek wodą stoi i przywilej czerpania korzyści z tego bogactwa zarezerwowany jest dla nadzorujących oczyszczalnię ścieków klanów założycielskich miasta. Obcy przybywający do miasta mogą posiadać przy sobie jedynie ograniczone zasoby wody. Sprzedaż tego życiodajnego płynu do Idaho Falls i Green River podlega skrupulatnemu nadzorowi władz.

Prawo Krwi tyczy się programu dobrowolnego krwiodawstwa w Cedar Creek. Wszyscy obywatele miasta zarejestrowani w programie i zakwalifikowani do udziału w efekcie dokładnych badań medycznych oddają raz na kilka miesięcy krew magazynowaną przez władze na wypadek nagłego kataklizmu bądź przesunięcia strefy frontowej w okolice Cedar Creek. Honorowe krwiodawstwo jest nie tylko postrzegane za prestiż, przynosi też wymierne korzyści w postaci atrakcyjnego wynagrodzenia oraz dostępu do usług i form rozrywki zarezerwowanych dla wyższych sfer. Respektowanie Prawa Krwi jest nieformalnym wymogiem wobec kandydatów chcących wstąpić do oddziałów Kościoła Moona lub Ligi Chrześcijańskiej, chociaż oficjalnie władze zaprzeczają, jakoby unikanie daniny krwi było powodem szykanowania jakichkolwiek obywateli.

Mieszkańcy prowadzący działalność gospodarczą płacą podatki od obrotu, wszyscy obywatele zaś regularny podatek pro-obronny. Oszustwa podatkowe traktowane są jako poważne przestępstwa i oprócz rekwizyty majątku kończą się zesłaniem do Carnivory.

Propagowanie ideologii komunistycznej, ksenofilia i jakiekolwiek formy krytykowania władz uchodzą za ciężkie przestępstwa, z wiadomymi konsekwencjami. Rasizm praktycznie nie istnieje - na ulicach Cedar Creek widuje się nie tylko albinosów, cargo czy toksyków, a nawet - co mogłoby zszokować Amerykanów w innych miastach Zachodniej Rubieży - czarnoskórych. Oczywiście od czasu do czasu ma miejsce jakiś lincz, indywidualny bądź grupowy, ale szeryfowie Cedar Creek surowo ścigają sprawców tych występków, jeśli ofiary sumiennie płaciły za życia podatki.

c.d.n.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 kwietnia 2018, 17:26

Poziom przestępczości w Cedar Creek jest zaskakująco nisko. Owszem, zdarzają się tam kradzieże i okazjonalnie zabójstwa, jednakże w mieście praktycznie nie występuje zjawisko zorganizowanej przestępczości. Próby tworzenia gangów są pacyfikowane w zarodku przez paramilicje Izby Reprezentantów. Głowy czterech klanów założycielskich rządzą miastem żelazną pięścią, nie tolerując żadnych nielegalnych inicjatyw mogących uszczuplić ich własne dochody. Drobni przestępcy są karani na różne sposoby, jednakże kara śmierci w postaci publicznej egzekucji jest wymierzana bardzo rzadko i wiąże się w zasadzie wyłącznie ze zbrodniami przeciwko władzom Cedar Creek. W pozostałych przypadkach skazańcy są kierowani na sławną arenę Carnivora, gdzie muszą wywalczyć sobie wolność ku uciesze tłumów gapiów (w przypadku kary dożywocia bywa to wyjątkowo trudne). Obywatele i przyjezdni ukarani za drobne wykroczenia najczęściej zmuszani są do odpracowania określonego czasu w formie robót publicznych, pod nadzorem surowych strażników z Kościoła Moona.

Izba Reprezentantów

Władzę w Cedar Creek sprawuje licząca 44 przedstawicieli Izba Reprezentantów, skupiająca w swych szeregach polityków związanych z Kościołem Moona (15 głosów), Ligą Chrześcijańską (11), Partią Nowej Ameryki (8) oraz Domem Shanga (10). Co ciekawe, fizycznie w obradach gremium udział bierze 35 reprezentantów ludu Cedar Creek, ponieważ delegat Domu Shanga dysponuje 10 głosami należącymi do niego oraz do innych dożywotnio nominowanych delegatów klanów przebywających na stałe w San Francisco. Kościół Moona oraz Dom Shanga w przeszłości były zaciekłymi rywalami, jednakże po emigracji drugiego klanu do Kalifornii kilka lat temu obie rodziny zawiązały koalicję przeciwko niechętnej Kościołowi Ligi Chrześcijańskiej oraz nawołującej do połączenia z Konfederacją Odrodzenia Partii Nowej Ameryki. W obecnej chwili koalicja Moon-Shang posiada w Izbie przewagę, co pozwala jej forsować większość własnych projektów, ale walki polityczne w mieście nie ustępują zajadłością operacjom frontowym w Green River. Szantaże, manipulacje, podkupywanie konkurentów i przeciąganie ich do swojej frakcji to życie codzienne polityków Cedar Creek, wszystkich bez wyjątku wpływowych i zamożnych kapitalistów.

Polityka pasjonuje głównie wyższe i średnie kasty społeczne Cedar Creek. Zwyczajni obywatele mają zbyt wiele zmartwień na głowie, by interesować się tak abstrakcyjnymi kwestiami jak cła na import towarów z Konfederacji czy relacje dyplomatyczne z New Vegas.

c.d.n.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 14 kwietnia 2018, 01:53

Hmmmm... Konfederacja, Moon-Shang, jakaś Izba Reprezenantów. Skomplykowana sytuacja polytyczna. Ale zdaje mie się... że na dobre zaznajomienie się z wszystkiemi wymienionymi wyżej frakcjam, to mie normalnie nie starczy naobjów. Mam tylko 21 pestek :|
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 kwietnia 2018, 21:40

OPOWIADANIE

- Dziewczyno, musisz w końcu wyjść za mąż - cichy głos kulawego mężczyzny mógł się wydawać nieprzyjemnie natarczywy, ale siedząca w rogu pomieszczenia kobieta o związanych w kucyk rudych włosach wiedziała, że jej wuj nie miał złych intencji - Ktoś w końcu zacznie gadać. Albo doniosą do szeryfa, że z tobą coś nie tak i pewnie jesteś komuszką albo co gorsza ktoś zgłosi tym popaprańcom z Ligi Chrześcijańskiej, że jesteś lesbą. Sam nie wiem, co bardziej niebezpieczne. Znajdź sobie chłopa i zacznij żyć jak normalna zdrowa dziewczyna. Twoja matka by tego chciała.

Osa pozwoliła sobie na westchnienie, bez trudu wyłapując w tonie rozmówcy autentyczne zatroskanie. Wuj Slammer był jedną z nielicznych osób okazujących wobec tropicielki jakieś altruistyczne uczucia, w przeciwieństwie do licznie sprowadzanych przez niego kandydatów do ręki Osy, bez wyjątku kretynów śliniących się na widok jej tyłka i cycków, ale nie mających za grosz oleju w głowie. No dobrze, niektórzy z nich nie byli tacy głupi, niektórzy nawet nie cierpieli na pryszczycę, a paru prowadziło całkiem zyskowne interesy, ale wszyscy szukali baby do łóżka i kuchni, do rodzenia bachorów i szorowania garów. Osa na samą myśl o takim życiu czuła wzbierające w gardle wymioty.

- Mama na pewno chciałaby, żebym sobie dała zrobić brzuch, a potem siedziała w jakiejś przerdzewiałej ruderze piorąc pieluchy i usługując na pryczy mężowi - prychnęła podnosząc do ust wyszczerbioną szklankę, wypełnioną w połowie bursztynową Posoką Mutka - Wolę zdechnąć gdzieś na szlaku.

- Zawsze wszystko wiesz najlepiej i narobisz sobie przez to kłopotów - wuj rzucił Osie posępne spojrzenie, przeniósł je na otwierające się drzwi lokalu.

Tropicielka pojęła, że ta wizyta nie skończy się szczęśliwie, gdy tylko ujrzała wchodzących do knajpy karawaniarzy. Hałaśliwi mężczyźni w pokrytych pyłem drogi płaszczach, trącający się łokciami, spoglądający z góry na pozostałych gości. Jeden z nich natychmiast zaczął pohukiwać na Slammera żądając psiego mięsa i piwa, wyzywając przy tym kulawego właściciela od parchatych nierobów. Spojrzenia niektórych stałych bywalców pobiegły z ukosa w ciemny kąt knajpy, ku piętrzącej się pod sufit pryźmie pogryzionych przez mole kocyków i poszarzałych szmat, ale przybysze znaczenia tych spojrzeń oczywiście nie zrozumieli.

Nie pojmowali też, że wyniosłe pozowanie na obieżyświatów nie robiło na miejscowych żadnego wrażenia, wręcz przeciwnie - knajpa Slammera była miejscem, w którym wyrzutkowie Cedar Creek zwykli zapijać podłą wódką troski dnia powszedniego nie życząc sobie hałaśliwych wyzwisk i epatowania zamożnością.

W miejscach takich jak knajpa Slammera epatowanie zamożnością zwykło się źle kończyć.

Pięciu karawaniarzy pracowało dla Unii Handlowej, podróżowało z Idaho Falls do Boise, dobrze zarobiło na ostatnim kursie, zamierzało porządnie się zabawić i trafiło do niewłaściwego w swej opinii lokalu. Osa dowiedziała się tego wszystkiego podsłuchawszy krótką konwersację przy ich stoliku, chociaż po prawdzie podsłuchiwanie wcale nie było w tym przypadku konieczne. Karawaniarze gadali tak głośno, że słychać ich było w każdym kącie knajpy i było to oczywiście zamierzone. Dzięki temu miejscowi dowiedzieli się, że są niemytymi obszczymurami, że w San Jose takie lokale od ręki i permanentnie zamyka Agencja Dozoru, że brud i nędza Cedar Creek odebrały przybyszom chęć jedzenia i że jeśli tutejsze dziwki wyglądają tak samo jak pijący bełty klienci, to oni karawaniarze wolą zerżnąć własne konie.

Ograniczający się do złych pomruków pijacy coraz częściej zerkali na kulawego właściciela, ale Slammer z epickim spokojem wysłuchiwał grubiańskich epitetów. Pochylona nad swoją szklanką Osa wiedziała, że właściciel nie zamierzał pozbyć się zbyt szybko równie dobrej okazji do zarobku, bo tkwiące w kaburach pistolety karawaniarzy i ich drogie skórzane buty jawnie dowodziły tego, że mieli forsę.

I pewnie ścierpiałby do końca wizytę nieprzyjemnych gości, gdyby sarkastyczne spojrzenie jednego z nich nie zatrzymało się na ukrytej w półmroku twarzy Osy.

- Kurwa - mruknęła pod nosem rudowłosa kobieta, kiedy fałszywie uśmiechnięty karawaniarz poderwał się ze stołka i ruszył pewnym siebie krokiem w jej stronę - Szlag...

Ścigany wulgarnymi docinkami kompanów mężczyzna dosiadł się do stolika Osy, przechylił się nad porysowanym blatem w stronę dziewczyny. Miał lekki zarost, który przysłaniał ślady po ospie i który w innych okolicznościach tropicielka mogła uznać za pociągający; miał też zaskakująco nieliczne braki w uzębieniu i przyjemnie szorstkie rysy twarzy. Tak, w innych okolicznościach Osa mogła uznać go za odpowiedniego kompana do wypitki, ale wiedziała, że tu i teraz człowiek ten oznaczał wyłącznie kłopoty...

- Czy myśmy się już gdzieś nie widzieli? - zgodnie z przewidywaniami Osy karawaniarz rzucił najbardziej oklepanym z wszystkich znanych jej tekstów, uśmiechając się jeszcze szerzej i próbując złapać dziewczynę za rękę. Okazała się szybsza, cofnęła ją na czas marszcząc jednocześnie nieładnie nos.

- Wiedziałem! Spotkaliśmy się w San Jose, prawda? Co taka piękność jak ty robi w tej zawszonej dziurze? Musimy cię stąd zabrać, zanim te parchy zrobią ci coś złego.

- Odejdź stąd, zanim tobie stanie się coś złego - odpowiedziała półgłosem Osa, zerkając wymownie w stronę pomrukujących coraz głośniej klientów knajpy - Ładny z ciebie chłopiec i szkoda by było, gdyby ktoś poharatał ci buźkę. Nie jestem zainteresowana towarzystwem, nie twoim.

Błysk w oczach Osy powinien był wystarczyć facetowi za ostrzeżenie, lecz karawaniarz nie potraktował jej słów dostatecznie poważnie. Na jego twarzy wykwitł grymas niedowierzania i urażonej dumy, który pogłębił się na dźwięk sardonicznego rechotu kompanów.

- Pyskujesz, głupia dziwko?! - tym razem zdążył ją złapać za nadgarstek, przyciągnął do siebie ponad blatem stolika - Taka jesteś harda?! Wolisz obciągać za flaszkę wódki tym degeneratom zamiast dać prawdziwemu facetowi?! Albo puszczać się z kosmitami, co?!

Pryzma pogryzionych przez mole kocyków i brudnych szmat w kącie sali poruszyła się znienacka, urosła jeszcze bardziej, a potem rozsypała się pośród cichego szelestu gniecionego materiału. Czterej karawaniarze śmiejący się z porażki kompana pierwsi dostrzegli to, co wyłoniło się spod sterty tkanin i ich rechot ucichł niczym ucięty nożem.

- Stan, uważaj! - krzyknął najszybszy z czwórki próbując podnieść się z miejsca. Gdyby tylko na tym poprzestał, pewnie wciąż jeszcze istniałaby szansa na zażegnanie kłopotów, on jednak na dodatek złapał za tkwiący w ostrze rewolwer. To wystarczyło.

Kolosalna góra mięśni zrobiła dwa szybkie kroki, od których zadrżała podłoga. Przewracane krzesła trzasnęły głośno, gdy najbliżej siedzący bywalcy czmychnęli w bezpieczne końce. Karawaniarz próbujący w ślepej panice wyciągnąć rewolwer dobył broni w połowie, kiedy idący poprzez knajpę olbrzym jakby od niechcenia kopnął z całej siły w stojący mu na drodze ciężki drewniany stół. Mebel zaświszczał w powietrzu, gruchnął z ogłuszającym hukiem w stolik karawaniarzy, zmiótł go razem z czwórką przerażonych mężczyzn, z ich miskami i kuflami.

Wnętrze knajpy wypełniły krzyki i gwizdy zachwyconych miejscowych, niecierpliwie dotąd wyglądających nieuniknionego pojawienia się Gury.

Adorator Osy skoczył na równe nogi, odrzucił w bok połę skórzanego płaszcza i wyciągnął spod niego własną broń. Nie zwalniając kroku kolos skręcił w stronę niedoszłego Adonisa, zamachnąwszy się jednocześnie owiniętym w brudne płótno przemiotem przypominającym z grubsza jakąś rurę. Karawaniarz poderwał swoją uzbrojoną rękę w górę próbując wycelować w monstrualnego napastnika, drugą zaś zasłonił się przed ciosem woląc zaryzykować pogruchowanie kości przedramienia w zamian za szansę wpakowania ołowiu prosto w zdeformowaną czaszkę olbrzyma.

Schowany w zwoju płótna srebrzystoniebieski nóż przeciął bez najmniejszego trudu ukrywający go materiał, a także skórzany rękaw kurtki Stana oraz mięśnie i kość jego ręki. Gładko odcięta kończyna spadła na blat stolika, a strumień gorącej krwi opryskał najbliższych gapiów.

Kilka kropel chlapnęło do szklanki z niedopitym drinkiem Osy.

Karawaniarz nie pociągnął za spust pistoletu, zawył w zamian niczym skórowane żywcem zwierzę wpatrując się szeroko otwartymi oczami w kikut lewej ręki. Gura nie czekał, aż gościowi minie wstrząs wywołany tak poważnym urazem. Poruszając się z szybkością absolutnie nie pasującą do monstrualnego skupiska przerośniętych mięśni wykidajło złamał mu prawą kończynę w nadgarstku, niejako przy okazji wyłuskując zgrabnie broń z palców ofiary.

Pchnięty olbrzymią dłonią w pierś, wciąż nie przestający krzyczeć mężczyzna poleciał na ścianę pomieszczenia, rozpłaszczył się na niej z głuchym łoskotem uzupełnionym suchą nutką jakiejś pękającej kości.

Gura podniósł do swej pokracznej topornie ciosanej twarzy zabrany Stanowi rewolwer i rozpromienił się, przez co jego odstręczające oblicze stało się jeszcze straszliwsze.

- To je Cold Pytong - z gardzieli monstrualnego mutanta popłynął nieludzki głos przywodzący na myśl dźwięk dwóch trących o siebie głazów - Abo inny jaki Pyta, ale zajebiaszczy. Zawsze chciałżem taky mjyć.

Spod połamanego stolika wyczołgał się jeden z wciąż przytomnych karawaniarzy. Mężczyzna usiadł na podłodze wodząc wokół siebie ogłupiałym wzrokiem. Trwało to kilka sekund, póki nieborak nie skoncentrował swej roztrzęsionej uwagi na osobie kontemplującego wzrokiem broń olbrzyma o nadludzko przerośniętej sylwetce. Na trzymanym w jego prawej dłoni srebrzystoniebieskim nożu z pozaziemskiego stopu, ubrudzonym świeżą ludzką krwią. Na leżącej obok stóp potwora ludzkiej ręce w rękawie skórzanej kurtki.

Karawaniarz wrzasnął przeraźliwie, ale nie dane mu było długo krzyczeć. Zdzielony w potylicę drewnianą klepką, padł bez czucia na podłogę brudząc ją cieknącą z rozbitego nosa krwią.

Dzierżący klepkę osobnik w wymiętych dżinsach i poplamionym podkoszulku uśmiechnął się szeroko prezentując powykrzywiane żółte zęby i spękany czarny język, ledwie mieszczący mu się w ustach.

- Śmierdziel, tylko go nie zatłucz! - krzyknął Slammer kusztykając przez knajpę z nabitą dubeltówką w rękach - Póki co, prawo jest po naszej stronie. Lepiej, żeby to oni trafili do Carnivory niż ty. I czego się tak szczerzysz?

Szkaradny toksyk zadygotał w paroksyźmie niemego śmiechu, a potem podciągnął w górę wierzchni podkoszulek z ledwie czytelnym napisem "I love my pony". Pod spodem miał inną koszulkę, opatrzoną dla odmiany tekstem "Fucking good feeling, babe!".

- Zjeżdżaj stąd, bo nie wytrzymamy tego smrodu - Slammer machnął ręką w kierunku tylnych drzwi - Niech ktoś skoczy po najbliższego zastępcę szeryfa. I nie zabierajcie im rzeczy, jeszcze nie teraz. Najpierw władza wyliczy nam wysokość odszkodowania.

Śmierdziel wrzucił klepkę pod najbliższy stolik, śmignął w kierunku tylnego wyjścia zatrzymując się przy górze po to tylko, by podnieść z podłogi odciętą rękę Stana. Tuląc makabryczne znalezisko do piersi niczym dziecko lalkę, toksyk przepadł za wibrującym głośną konwersacją budynkiem.

- Nie odam Pytonga - zahuczał monstrualny mutant - To mojszy łup, sie należy. Jak mie kto spróbuje zabrać, bydę prał.

- To go tylko schowaj, dobrze - westchnął Slammer przywołując do siebie dłonią Osę - Ludziska, koniec zabawy. Kolejka dla wszystkich na mój koszt. Jucha Mutanta z pierwszej fermentacji, własnej roboty. Osa, lej do szklanek! I poustawiajcie krzesła i stoliki, bo wygląda tu jak w chlewie. To porządny lokal i tak ma wyglądać.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 20 kwietnia 2018, 20:55

Sorry Keth ze ci zamieszalem jyz na wstępie. I... hhhh yyymmm.. cóż chciałbym powiedzieć ze Gura będzie rozsadniejszy ale nie lubię kłamać B)
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 23 kwietnia 2018, 11:28

Zapowiada się piękna przygoda :P

Anyway - czy ktoś by mi mógł w krótkich słowach opisać co właściwie oznacza ten "sand box" ? Czy to mniej więcej oznacza, że świat jest tak otwarty jak tego chcę i bohater może się udać w mniej lub więcej losowym kierunku i robić losowe rzeczy, a MG musi się starać "nadążyć" ? Jeśli tak Keth to masz przerąbane... :o
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 23 kwietnia 2018, 11:34

San box czyli piaskiwnica. No i tule reszta definicji jest różna. Początki pierwszych rpg nie mualy przygód. Była tylko postać gracza i wyobraznia. Potem coraz bardziej wszystko szło w kierunku przygotowanych przygód aż do tak zwanych liniowej przygody którą można przejść tylko w jeden sposób. Ostatnio jest nawrót do starych sand boxow bądź czegoś zbliżonego. Jak konkretnie widzi to Keth w swojej wersji, myślę że powinien sam napisać.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 23 kwietnia 2018, 12:57

Ja widziałbym to w formie pół-sandboxa. W obrębie Cedar City będziecie mieli szereg możliwości do wyboru (praca, przestępstwa, intrygi, kariera) i pełną swobodę postępowania. W przypadku wypraw poza miasto ważne będzie, aby ekipa jednak trzymała się razem (o ile wszyscy wyruszają w trasę) i zmierzała w jednym kierunku. Mega sandbox w postaci trzech osobnych wątków dla trzech bohaterów zmierzających do trzech różnych miast będzie dla mnie niewykonalny w prowadzeniu.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 23 kwietnia 2018, 13:01

To chyba najlepsza forma Keth.Zawsze musi być jakieś story.

Ps. To ja wybieram dla Gury intrygi. Ale mnie teraz nakręciłes. Widzę tyle fajnych scen że hej...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 23 kwietnia 2018, 13:16

A ja przestępstwa w tle intryg Gury.

Po prostu będę po nim zbierał trupy i miał radochę :D
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 23 kwietnia 2018, 13:17

Bez obaw, main story będzie na pewno, ale to dość skomplikowana intryga, nie na głowę Gury. Muszę się jeszcze skontaktować z Aravenem, żeby potwierdzić jego uczestnictwo w zabawie i możemy ruszać pełną parą!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 23 kwietnia 2018, 13:19

Na razie para idzie tylko w dlugi gwizdek Gury.Coraz lepiej mi nim idzie. Nieprawdaż?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 kwietnia 2018, 17:11

Przeglądając podręcznik w poszukiwaniu jakiegoś łasego na Wasze zadki zabójczego potwora natrafiłem na zasadę Pełnej Mobilizacji (str. 123). Mówi ona, że gracz może podrasować każdą swoją kostkę k8 i k10 w puli do poziomu k12, jeśli zdobędzie się na dodatkowy wysiłek i odpowiednio barwnie to odegra (opisze). Każda podrasowana w ten sposób kostka oznacza 1 Punkt Wyczerpania . Czyli gdyby Gura chciał w knajpie postawić wszystko na jedną kartę, mógłby kostki 2k8 z Perswazji oraz Czasu Pokoju wymienić na wypasione 2k12 kosztem dwóch Punktów Wyczerpania - musiałby też w opisie fabularnym ryczeć, wyć, łamać krzesła na kolanie i tak napinać muskuły, że w efekcie puszczałby non stop w niekontrolowany sposób bąki!

Zasady mówią, że podrasować można w ten sposób praktycznie każdy rodzaj testu, o ile tylko gracz odpowiednio malowniczo opisze scenkę, więc pomyślałem, że warto, abyście o takiej opcji wiedzieli.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 24 kwietnia 2018, 17:58

Wiedzieli. Ale genetalnie ta mechanika do mnie nie przemawia. Jest źle przemyślana.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 kwietnia 2018, 20:19

Cóż, nie będziemy zaglądali darowanemu komuchowi w zęby. Ani ufokowi. Wyciśniemy z niej, co się da.

ODPOWIEDZ