Strona 4 z 33

: 17 lipca 2018, 23:57
autor: 8art
Jadłodajnia w pobliżu Czarnego Klubu, Terres Putain, Tulon

Słońce mocno paliło szerokie portowe nabrzeże, na którym uwijali się pokrzykując głośno dokerzy. Na zacumowanych łodziach, małych stateczkach marynarze też w większości nie próżnowali. Dokonywali drobnych napraw, zwijali liny. Niektórzy mieli więcej szczęścia, byli zwolnieni z obowiazków. Nieliczni odpoczywali śpiąc na hamakach rozpostartcyh pod pokładami, grali w kości, albo pili w tawernach i łajdaczyli się z dziwkami. Okolica obfitowała we wszystko co mogło zaspokoić potrzeby morskich ludzi, jeśli miało się tylko w kieszeni parę dinarów.

Pod dziurawymi, potarganymi bryzą baldachimami tawerny Le Espadon serwowano głównie ryby, ale nie brakowało też bardziej kontynentalnego jadłospisu w przystępnych cenach. Nic więc też dziwnego, że podwoje jadłodajni były niemal zawsze pełne.

Dwóch, choć mocno opalonych blondynów w jadłodajni wyraźnie odcinało się na tle ogorzałego od słońca tłumu ciemnowłosych tubylców. Nie tylko zresztą to, odróżniało ich od większości. Nawet mniejszy z nich mógł z powodzeniem uchodzić za wysokiego i szerokiego w barach, ale większy jawił się już prawdziwym olbrzymem, a zwoje twardych mięśni jednoznacznie mogły umacniać w przekonaniu, że człowiek ten oparłby się nawet neolibijskiemu tankowi. Ich ubiór i oporządzenie jednoznacznie świadczyły, że parali się wojaczką i widać było, że w sprzęt musieli kiedyś zainwestować sporą sumę dinarów. Na mocno znoszonych i uszkodzonych, polimerowych pancerzach widać było prawdawne runy P.L.ZEI. Każdy miał przy boku broń palną i wyglądający na dobrej jakości oręż do walki wręcz.

Obaj siedzieli przy miskach pełnych cienko krojonej baraniny i warzyw, sarkając cicho w obcym języku.

- Kurwości Yuran. Nie wiem czyśmy dobrze zrobili, żeśmy się do tego obcego zaciągnęli...

- Jaki kurwa obcy Dragan, tośmy już przecie dla niego robili dwa razy. Płacił zawsze co do dinara... - uspokajał brata olbrzym.

- No wiesz, po naszemu nie gada, to obcy. A jeszcze paczaj, będziem z tym czornym robić, co w kącie siedzi. Bój się Koronapana, w jakich nam czasach Yuran przyszło żyć. Co innego jakiego czarnego pana na polowanie na kineta zabrać za dobrą monetę... Ale, żeby z nami czarny robił? Se tylko tak dumam.

- To żryj nie dumaj, bo ci zara sam miske opierdaczę. Kiszki jeszcze mi marsza grają.

- Odwal się od mojego żarcia. - obruszył się na poważnie Dragan, przysuwając jedzenie bliżej siebie: - Chesz to se zamów kolejną porcję, przecie na koszt Bartheza się stołujem tutaj.

Olbrzym zwany przez drugiego Yuranem popił wina rozcieńczonego wodą, otarł usta rękawem i głośno beknął. Nikt nie zwrócił uwagi na to zachowanie. To nie było miejsce gdzie stołowały się wyższe sfery. Polanie rozejrzeli się po ludziach z którymi będą pracować już za kilka godzin.

Tuzin ludzi gadał w różnych językach. Najgłośniej zachowywało się trzech południowców z Balkan. Żywo gestykulowali i wygladali jakby mieli się zaraz nawzajem pozabijać. Nic bardziej mylnego. Dragan dobrze już wiedział z bolesnego doświadczenia, że gdyby choć jednemu z nich włos spadł z głowy reszta utworzyłaby wspólny front przeciw nowemu wrogowi. Dwóch przybyszów z Borki cicho rozmawiało w częściowo zrozumiałym dla Polan języku, chyba głównie o ostatnich wydarzeniach w Justynianie, ale ani Dragan, ani Yuran nie przysłuchiwali im się z uwagą. Trzech Franków w ciszy i skupieniu konserwowało broń, zajadając się małżami. Nie można było zapomnieć o siedzącym z boku murzynie o rękach i twarzy pociętych rytualnymi bliznami. Ten obserwował tylko wszystko wokół z nieudawaną dumą ale i dziwnym smutkiem. Nikt jednak nie próbował nawet zagaić rozmowy z przybyszem z Afryki, choć Polanie byli niemal pewni, że każdy zachodził w głowę, co tu robił czarny.

- Ale powiem ci bracie, że nigdy bym nie myślał, że nas los tak daleko wygoni od Koronapanu. - filozoficznie stwierdził Yuran, co zdarzało mu się nieczęsto. Bracia równoczesnie sięgnęli po kubki i dopili je do dna. Nikt nie wiedział, czy to z tęsknoty za domem, czy z radości, że znaleźli się tak daleko.
Taka mała scenka rodzajowa z Tulonu.

: 18 lipca 2018, 14:54
autor: Nanatar
Pokład Anabelle, delta Rhone

Choć nic oprócz posągowo stojących na plaży ludzi nie wskazywało na zagrożenie, Leon Thibaut zauważył u wszystkich, wszystkich za wyjątkiem kuzyna Abdela, napięcie, u innych zdenerwowanie, lub niepewność. Chociaż trwało to ledwo chwilę, potrzebną by wypieścić usta i język smakiem trunku, jak jeszcze moment wcześniej czynił to dziedzic, Loen zauważył, że mięśnie człowieka na rufie napięły się, niewiele zmienił pozycję, ale przybrał teraz pozę wyczekującego drapieżcy, mruknięciem zmobilizował swych pomocników.

Sytuacja była dość groteskowa, uzbrojona łódź, obawiająca się gołodupców na brzegu. Przez chwilę wynalazca zastanawiał się, czy nie spanikował i nie wygłupił się bardziej jeszcze niż w porcie. Należało sytuację rozwiązać szybko, by takie chwile niepewności nie zaprowadziły wyprawy na skraj obłędu zamiast do Purgue.

I znów zapomniawszy się nieco, wydał rozkaz do żołnierza.

- Blisko głowy, strzel by wystraszyć! - i zaczekał ten moment, spodziewając się, że ludzie wystraszą się i uciekną w sposób dla siebie chaotyczny. Jeśli zaś lalki zatańczą, lub ruszać się nie poczną, znaczy że są marionetkami potworów i nie ma dla nich ratunku. Tak czy inaczej sytuacja będzie jaśniejsza, a chochoły owe nie będą odwracały oczu załogi od innych zagrożeń.

Wynalazca zrozumiał, że nie jest na wycieczce. Bez względu na wynik doświadczenia, wyjmie z walizy karabin, żeby mieć przy sobie.
Liczę że strzelanie nie przyciąga całego złego z okolicy i jest to normalny zabieg, że owady nie czekają tylko na sygnał dźwiękowy, lub nie będzie to potraktowane jako wypowiedzenie wojny.
Nie wiem też jak tam uchybienia w etykiecie, ale wydaje mi się że uwagi Angeline względem brata " Co robić?" były jak dogryzanie sobie rodzeństwa, więc liczę że kuzynek nie wyskoczył przed szereg, poza tym trudno wszystko zwalać na głowę Abdela, a szczególnie obdartusów na plaży.

Jeśli przyjdzie Leonowi wyjąć i uzbroić sztucer, to nie będzie siedział z nim mierząc do pijącego naprzeciwko wino kuzyna, ale będzie po prostu miał przy sobie.

: 18 lipca 2018, 23:01
autor: 8art
Rezydencja Sanguine w Terres Putain, Tulon

- Proszę spocząć, wasza miłość - Helweta wskazał Dumasowi krzesło i usłużnie pomógł przy nim usiąść, podsuwając je do stołu: - Zechcecie się czegoś napić?

- Nie pogardzę szklaneczką brandy. - odparł wciąż poddenerwowany skarbnik wachlując twarz dłonią.

-Ależ oczywiście. - Barthez ruszył w kierunku barku aby znaleźć odpowiedni trunek i szkło dla Franka. W międzyczasie kurtuazyjnie zaczął:

- Cieszę się, że ktoś wyraża tak dalece idące zainteresowanie bezpieczeństwem wyprawy. Zapewniam waszą miłość, że zadbałem o najlepszych i zaufanych ludzi, z którymi prawcowałem w przeszłości. Wszystko oczywiście w budżecie przeznaczonym na ten cel przez Pana Lavelle.

Grosza to poskąpił, stary dziadyga... Ciekaw jestem, czy kopie dół pod starym Ventricule... Nie zdziwiłbym się, gdyby za plecami sam zoorganizował jakieś atrakcje po drodze

- Oczywiście ryzyko zawsze istnieje, tym bardziej, że ciężko będzie zadbać o możliwość podróży bez rzucania się w oczy. Zresztą niebezpieczństwo nie musi nadejść od strony dzikich górali czy rozbójników. Nawet załamanie pogody w górach może być groźne. Proszę jednak o tym nie wspominać innym. Wolałbym, żeby rodzina Sanguine czuła się bezpieczna i zrelaksowana.

Nathan mówiąc o dyskrecji miał całkiem inny zamiar. Wiedział, że skarbnik wszystko wygada i rozsieje we wszystkich ziarno strachu. Nalewając alkoholu kątem oka obserował jak Dumas zaczyna się wachlować jeszcze szybciej, toteż szybko dodał:

- Proszę się nie martwić. Jestem dobrej myśli. Pora roku nam sprzyja. Mamy miejscowych woźniców, opłaciłem już myto kilku znanym watażkom, którzy mogliby zagrozić ekspedycji. Standardowe kroki przy tego typu wyprawach...

Był pewien że skarbnika zbytnio nie uspokoiły informacje i o to zresztą chodziło Nathanowi. Wolał mieć swoich pasażerów gotowych na wszystko i rozumiejących jak ważne są kwestie bezpieczeństwa, niż bandę rozwydrzonych arystokratów zachowującą się jak stado baranów bez pasterza.

- Nie będę zanudzał mało istotnymi szczegółami. Pozwolę sobie spytać czy wasza miłość jest zadowolny z efektów wizyty w filii Banku Komercyjnego?

: 18 lipca 2018, 23:02
autor: Keth
Pokład Anabelle, delta Rhone

Jeden z pozostałych sierżantów Sangów, ostrzyżony bardzo krótko młody mężczyzna o nazwisku Blanchard, podrzucił do ramienia swój powtarzalny karabin i wymierzył w grupę ludzi na odległej plaży. Leon Thibaut Sanguine z zadowoleniem przyjął do wiadomości skwapliwe wykonanie swojego rozkazu, wsiadając na łódź nie miał bowiem najmniejszego pojęcia jak wojskowa ochrona będzie traktowała jego szlachecki status. Podejrzewał, że ludzie kapitana Perraulta będą czekali z wykonaniem każdego polecenia na potwierdzenie dziedzica, toteż posunięcie sierżanta Blancharda zdecydowanie poprawiło mu humor.

Sierżant miał w rękach produkowanego masowo w Tuluzie LeMata 2499, przestarzały, ale wciąż powszechny w armiach wolnych Franków powtarzalny karabin kalibru 8mm z czterotaktowym zamkiem. Stojąc w rozkroku na kołyszącym się lekko pokładzie łodzi, celował przez kilka sekund, po czym pociągnął za spust broni. Karabin huknął, a strzelec natychmiast obrócił i pociągnął w tył zamek wyrzucając z komory LeMata dymiącą mosiężną łuskę.

Pocisk świsnął w powietrzu tuż nad głową jednego z nieruchomych mężczyzn na plaży. Podekscytowany rozwojem wydarzeń Leon Thibaut wbił spojrzenie w brzeg zielonej wyspy, wstrzymał na sekundę oddech.

Stojący w szeregu obcy na plaży zrobili mimowolnie krok w tył, wszyscy niemal równocześnie. I wszyscy po jednym kroku zatrzymali się ponownie w miejscu, chwiejąc się niezrozumiale i z trudem odzyskując równowagę.
Wygląda to tak jakby rzekomi poławiacze krabów przestraszyli się wystrzału, ale mimo to cofnęli się tylko o krok i nadal stoją na plaży...

: 18 lipca 2018, 23:29
autor: Keth
Rezydencja Sanguine w Terres Putain, Tulon

Guido Dumas pobladł zauważalnie, gdy Nathan Barthez wspominał o rozlicznych niebezpieczeństwach czyhających na zmierzających do Purgare wędrowców. Helwet z premedytacją wstrząsnął poczciwym w gruncie rzeczy skarbnikiem, nie uważając za konieczne wspomnienie o licznych patrolach Szpitalników i Rezysty na Okopconym Szlaku ani tym bardziej o profesjonalnej ochronie drogi tranzytowej na terytorium Alpejskiej Twierdzy. Zalęknieni ludzie posłuszniej wykonywali polecenia, rzadziej też przychodziły im do głowy głupie pomysły.

Barthez nie obawiał się zresztą niczego specjalnie głupiego ze strony świty dziedzica. Przyjrzał się tworzącym tę grupę ludziom bardzo starannie, nie tylko samemu skarbnikowi. Osobisty fryzjer Abdela Jacques Moliére sprawiał wrażenie człowieka przerażonego wyjazdem z Montpellier i zapewne uczyniłby wszystko, by tylko móc wrócić bezpiecznie do miasta Sanglierów. Trzymał się praktycznie przez cały czas osobistego kucharza dziedzica, rumianego żywego mężczyznę o nazwisku Jambon. Ten dla odmiany ustawicznie żartował i starał się podtrzymywać resztę znajomych na duchu, ale Barthez przejrzał go błyskawicznie pojmując, że kucharz ukrywał pod żartobliwą maską własny ogromny niepokój. Czterej lokaje i dwie służki dopełniały obrazu grupy ludzi o dobrych intencjach i specyficznych talentach, ale zupełnie nieprzygotowanych do dalekiej wyprawy za Apeniny.

- Jestem więcej niż zadowolony - odpowiedział na pytanie gospodarza Guido Dumas - Wymieniłem większość gotówki na neolibijskie weksle płatnicze, za akceptowalną opłatą manipulacyjną. Będziemy mogli wymienić je ponownie na gotówkę w Genui albo w samym Bergamo. Zamierzam mieć te weksle cały czas przy sobie, ale sądzę, że będę potrzebował osobistej ochrony. Kogoś, kto nie będzie mnie odstępował nawet na krok. To właśnie powód mojej dzisiejszej wizyty. Chciałbym pana poprosić o pomoc w tej delikatnej kwestii.
Skarbnik ekspedycji poprosił Nathana o przydzielenie mu osobistego strażnika. Zdrowy rozsądek podpowiada któregoś z Sangów, może nawet kapitana Perraulta, bo ochroniarz wywodzący się z grupy najemnych typów spod ciemnej gwiazdy może przyprawić biednego Guido o zawał, ale ostateczna decyzja należy do 8ARTa!

: 18 lipca 2018, 23:41
autor: Nanatar
Pokład Anabelle, delta Rhone

W istocie Leon zdał sobie sprawę ze swej egzaltacji dopiero kiedy Sang pociągnął za spust karabinu. Powietrze wypełniło się zapachem prochu, a huk wystrzału spłoszył daleko kaczki. Wydawało się młodemu wynalazcy, że dostrzega prujący przestrzeń pocisk, ku jego uldze nikt nie ucierpiał, a postacie rozpoczęły ruch. Krok w tył, rozpoczęły i zamarły, i tak zamarł młody szlachcic. Uświadamiając sobie nieludzkie zachowanie marionetek, zastanawiał się od czego gorszego odwodzą ludzi swym przedstawieniem. Idąc za ciosem pierwszej decyzji wydał kolejne rozkazy żołnierzom.

- Jasna cholera. Ty druga burta, ty rufa, wypatrujcie! - Widział, że dziobu pilnuje drapieżca, a postaci na plaży pozostali Sangowie i Angeline Lea. Otworzy właściwą walizkę wyjmując karabin, jednocześnie przypominając sobie w której z waliz schował butle z gazem i gumowym wężem.
Zanim wyjdzie na pokład na pewno coś się zmieni.

: 19 lipca 2018, 11:57
autor: 8art
Rezydencja Sanguine w Terres Putain, Tulon

Barthez spodziewał się tego, choć bardziej ze strony Dziedzica i jego rodzeństwa. No może poza młodą Angeline, która zapewne sama wolałaby zostać czyimś ochroniarzem. Uznał jednak, że Guido jako osboba mająca pieczę na aktywami rodziny, powinna dostać dyskretną opiekę. Niezbyt nachalną, bo ludzie wyraźnie chronieni najczęściej byli brani za potencjalny cel.

- Macie absolutną rację Wasza miłość. Ludzie których nająłem mają już co prawda przyznane swoje zadania, ale jestem pewnien, że któryś z Sangów może być odpowiedzialny za wasze personalne bezpieczeństwo. Wspólnie z kapitanem Perrault wybierzemy najwłaściwszego człowieka. Zapewne podobną ochronę będę musiał zapewnić miłościwemu dziedzicowi i jego rodzeństwu, rozumie więc wasza miłość, że nie mogę poprosić samego kapitana o taką przysługę, bo byłby to oczywisty afront wobec dziedzica Abdela. Z mojej strony sugeruje też aby człowiek ów, który będzie odpowiedzialny za was, trzymał rękę na pulsie i raczej miał na was dyskretne oko, niż nie odstępował waszej miłości o krok. Taka ochrona będzie bardziej skuteczna, zapewni pozostanie niepozornym I pozwoli waszej miłości na odrobinę prywatności. Proszę jeszcze o bezwględne stosowanie się do zaleceń waszego ochraniarza.

: 19 lipca 2018, 20:53
autor: Kargan
Pokład Anabelle, delta Rhone

- Drony, cholerne drony tak blisko miasta - mruknęła Angeline na tyle głośno by usłyszał ją stojący obok sierżant, ale nie na tyle by usłyszano ją w kokpicie. Widząc automatyczną i jednoczesną reakcję całej grupy na strzał ostrzegaczy, pozbyła się jakichkolwiek złudzeń co do tego kim są stojące na brzegu postacie. Szanowny braciszek zdawał się ignorować całe to zamieszanie, zapewne rozmyślając o którejś ze swoich dziwek. Pozostawało wziąć sprawę w swoje ręce. Drony tak blisko miasta ? Oni na rzece byli stosunkowo bezpieczni, ale przecież te paskudztwa mogły spotkać jakichś prawdziwych rybaków.

- Obserwuj perymetr wokół łodzi - rzuciła stojącemu przy miotaczu sierżantowi - Oczy dokoła głowy ! Do tych na brzegu i tak nie masz zasięgu więc pilnuj wody i powietrza.

Ponownie skupiwszy się na celowaniu Angeline uspokoiła oddech dokładnie tak jak uczył ją starszy sierżant drużyny snajperskiej na szkoleniu Sangów. Poczekawszy aż łódź zrówna się niemal ze stojącymi na brzegu dronami dziewczyna wycelowała w głowę stojącego w środku mężczyzny po czym opuściła lufę nieco niżej mierząc w klatkę piersiową.

Pamiętaj nie popisuj się, głowa to mały cel a energia pocisku trafiającego w klatkę piersiową pozwoli wyeliminować cel równie skutecznie - słowa sierżanta pojawiły się w głowie Angeline jakby wciąż była na szkoleniu. Delikatnie i płynnie ściągnęła spust. Huk wystrzału i zapach kordytu. Niczym najpiękniejsze perfumy...
Faceci widać mają w dupie swoje obowiązki pora więc na kobiety. Cel jak wskazano. Przycelowanie i co tam jeszcze można dorzucić do kostek.

: 19 lipca 2018, 23:08
autor: Keth
Pokład Anabelle, delta Rhone

Wstrzymawszy oddech szlachcianka ściągnęła spust swego sztucera. Wyprofilowana przez Leona kolba uderzyła ją lekko w napięte ramię. Pociągnięty za zdobioną dźwignię zamek przesunął się płynnie po leżu, wyrzucona z komory łuska uderzyła z dźwięcznym brzękiem w dach kokpitu.

Jeden ze stojących w rzędzie dziwnych mężczyzn drgnął sekundę później, jego głowę otoczyła ciemna mgiełka mogąca być jedynie chmurą krwi zmieszanej z odłamkami kości i strzępami mózgu. Straciwszy połowę czaszki, człowiek przewrócił się na plecy niczym marionetka o przeciętych nożem sznurkach.

Pozostali ponownie zaczęli się szarpać w miejscu, apatycznymi ruchami i bez większego skutku. Kobieta zmarszczyła czoło widząc ich niezrozumiałe wysiłki wkładane w próbę cofnięcia się z plaży, zagłębienia się w bezpieczny zielony gąszcz.

Sprawiali wrażenie takie, jakby coś przytrzymywało ich w miejscu; jakaś niewidzialna, ale potężna siła odbierająca swobodę ruchu.

Mechanika testu strzału:
Spoiler!
Angeline Léa posiada AG 3 i Projectiles 3, do tego +1 za update broni oraz +1 za strzał mierzony, w sumie osiem kostek. Poziom trudności ustawiłem na 3 - coś pomiędzy pewnym wyzwaniem, a testem trudnym (odległość, kołysząca się łódź, na dodatek w ruchu). Wyniki rzutu: 6, 3, 6, 3, 4, 4, 2, 4. Pięć sukcesów, do tego dwa triggery. Sztucer szlachcianki zadaje 10 obrażeń, do tego +2 za triggery.
Celny strzał pomimo odległości i kołyszącej się łodzi. Jeden z sześciu mężczyzn na plaży upadł z przestrzeloną głową. Pozostali zachowują się w dziwaczny sposób, bo jakby próbowali cofnąć się z plaży, a mimo to wciąż na niej pozostają. Niezrozumiałe zachowanie w przypadku dronów, bo one nie mają własnej woli i jeśli feromanser nie chce ich odwrotu, nawet o nim nie myślą. Więc jeśli to drony, to powinny albo stać nieruchomo albo od razu czmychnąć. Bardzo dziwne, nic z tego nie rozumiem...

: 20 lipca 2018, 17:33
autor: Suriel
Pokład Anabelle, delta Rhone

Abdel pogrążony był w kokpicie w cichej rozmowie z kapitanem. Jak by nie było to on miał największe doświadczenie życiowe nabyte w podobnych sytuacjach i wiedzę do czego faktycznie była zdolna Anabelle, a czego od niej wymagać nie było można.

- Kapitanie, nasz ród rośnie prężnie w siłę tak długo, bo ma ludzi takich jak Pan któzy typu sytuacje rozwiązują w profesjonalny sposób. Proszę zatem procedować według swego uznania. Pozwolę sobie tylko zauważyć - powiedział odstawiając pustą szklanicę - że odsuwanie się od tych obcych w stronę przeciwnego brzegu, może być właśnie tym o co im dokładnie chodziło.

Sanguine obserwował uważnie dalszy bieg wydarzeń nie ingerował jednak w ich naturalny bieg.

Na pokładzie jest przecież dosyć osób, które wiedzą jak się należy zachować.


- Cóż rozkaże wódz naszej wyprawy ? - rzuciła jego siostra na tyle głośno by usłyszano ją w kokpicie - Wojsko czeka komendy łaskawy panie...

Oczywiście za wyjątkiem mojej siostry... - westchnął ciężko. Wstał i poprawił strój po czym bez przekonania wyszedł na zewnątrz. Wprawdzie nie miał na to większej ochoty ale nie chciał by pomyślano, iż dziedzic Sangliere jest strachliwy. No i nie widziało mu się pokrzykiwanie do siostry z wewnątrz kokpitu. W myślach pocieszył się, że cała sytuacja wyglądała na szczególnie groźną.
Kiedy wyszedł na zewnątrz kokpitu, niebo rozdarł odgłos wystrzału. Abdel zastał swoją siostrzyczkę leżącą na kokpicie z karabinem w ręku, przeładowywała. I wszystko by było przewspaniale gdyby nie fakt, iż Lea była w spódnicy. Leżała w lekkim rozkroku dla zachowania lepszej równowagi na bujanej przez fale łodzi. Abdel pochwycił wzrok jednego z żołnierzy stojącego za nią, który to śledził widnokrąg, to znowu zerkał ciekawie na rozcięcie w sukni i miejsce w które ono prowadziło. Widząc groźnawe spojrzenie suzerena, młody żołnierz od razu się speszył i poczerwieniał na twarzy,

No cóż, niezłe kino odstawiła moja siostrzyczka.
Pomyślał Abdel i dla lepszego widoku ustawił się centralnie za nią. Ślizgając się wzrokiem po jej udzie starał się przeniknąć cienie skryte pod połami jej zwichrowanej sukni.

- Mówię... że przyszedłem tylko sprawdzić, czy wszytkie sprawy u ciebie dobrze wyglądają. - powtórzył ale tym razem strzał nie zagłuszył początku jego wypowiedzi. - Moja droga, żołnierze dobrze wiedzą co mają robić i nie trzeba im przeszkadzać w tym na czym się znają najlepiej. Ty zaś moja droga siostro, lepiej zejdź do kokpitu i nie popisuj się przed nimi swoim... okiem.
Abdel wraca do kokpitu.

: 20 lipca 2018, 20:36
autor: Kargan
Pokład Anabelle, delta Rhone

Czysty strzał - pomyślała Angeline - starszy sierżant byłby zadowolony, chociaż pewnie mruknąłby pod nosem, że przeniosłam za wysoko. Odruchowo przeładowany po strzale karabin naprowadziła na kolejny cel gdy usłyszała złośliwą uwagę swojego ukochanego braciszka.

...żołnierze dobrze wiedzą co mają robić i nie trzeba im przeszkadzać w tym na czym się znają najlepiej. Ty zaś moja droga siostro, lepiej zejdź do kokpitu i nie popisuj się przed nimi swoim... okiem - głos Abdela nacechowany był mieszaniną dezaprobaty i szyderstwa.

Przeszkadzać żołnierzom. Co za idiota. Jakby nie wiedział, że jestem tak samo dobrze wyszkolona jak większość z nich przemknęło przez myśl spokojnie celującej do kolejnego mężczyzny Angeline.

- Oczywiście mój ukochany braciszku - rzuciła starając się ukryć złośliwość w swoim głosie - Zejdę na dół jak tylko upewnię się, że dziedzić wspaniałego rodu Sanguine i przyszłość kraju Franków jest bezpieczny.
Czekam jeszcze chwilę z oddaniem drugiego strzału... a nuż pojawi się lepszy cel :P

: 22 lipca 2018, 21:44
autor: Keth
Pokład Anabelle, delta Rhone

Kapitan Perrault stał z bronią w rękach obok wejścia do kokpitu, słyszał zatem całą konwersację błękitnokrwistych Sanguine. Słowa Abdela musiały podziałać na niego niczym wygłoszona miękkim tonem reprymenda, bo natychmiast obrócił się w bok w ślad za schodzącym pod pokład dziedzicem.

- Odpływamy z tego miejsca - rzucił stanowczo pod adresem szypra - Bezpieczeństwo pasażerów stanowi priorytet. W Tulonie przekażemy dowództwu Rezysty informację o tym zajściu, niech wyślą tutaj własny patrol.

Nie czekając na potwierdzenie kapitana łodzi oficer wspiął się na schodki dachu kokpitu, zabębnił weń pięścią tuż obok smukłej łydki Angeline.

- Wasza miłość, to był piękny strzał, ale upraszam o wyrozumiałość względem procedur - podobnie jak sierżant Bonet, Perrault również starał się powstrzymywać od zerkania na odsłonięte fragmenty ciała dziedziczki - Proszę zejść do kabiny, to najbezpieczniejsze miejsce na pokładzie. Odpływamy stąd.

Nim szlachcianka zdążyła odpowiedzieć, Anabelle przyśpieszyła przy wtórze wyższych obrotów silnika, zaczęła ponownie ciąć z werwą mechanicznych koni ciemnozieloną toń rozlewiska. Abdel przyjął ten fakt z wyraźnym zadowoleniem, bo płynąca dotąd bardzo wolno łódź zaczęła już zwracać niepożądaną uwagę moskitów. Próbujący wytaszczyć na pokład jakiś kufer Leon Thibaut wydał z siebie dla odmiany pomruk skonfundowania, wyraźnie zaskoczony tak dynamiczną zmianą sytuacji.

Angeline Léa nic nie odpowiedziała w pierwszej chwili, pośpiesznie analizując coś w myślach. Rozumiała spóźnioną decyzję Perraulta, zapewne już obwiniającego się w duchu za nie dość szybkie przejęcie kontroli nad łodzią w sytuacji zagrożenia. Kapitan Sangów miał na swych barkach jedno zadanie i nie było nim zgłębianie zagadki dziwnych ludzi na plaży zielonej wysepki. Kapitan Perrault miał doprowadzić dzieci Emmanuela Geoffroya Sanguine całe i zdrowe do Tulonu. W praktyce odpowiadał za ich bezpieczeństwo własną głową.

Czując całym ciałem wibracje przyśpieszającej łodzi szlachcianka zadała sobie w duchu pytanie, czy powinna sięgnąć po niezaprzeczalną potęgę swego statusu i odwołać rozkazy Perraulta nakazujące jak najszybsze opuszczenie dziwnego miejsca.
Jak w scenie fabularnej. Na rozkaz Perraulta łódź przyśpiesza opuszczając potencjalnie niebezpieczne miejsce. Angeline może sprzeciwić się temu rozkazowi, by dokończyć sprawy na wysepce - jaki nie byłby jej plan działania. Karganie, co robisz? Oczywiście protestować może też Leon, jeśli Nanatar chciałby zbadać ten intrygujący incydent.

: 22 lipca 2018, 23:09
autor: Kargan
Pokład Anabelle, delta Rhone

- Aye, Aye Kapitanie ! - z głosu Angeline przebijała wyraźna wesołość - Jak to mówią w marynarce, kapitan na swoim okręcie jest pierwszy po Bogu. Już schodzę do kabiny.

Puściwszy oko do przyłapanego na kolejnym spojrzeniu na jej nogi sierżanta, Lea uśmiechnęła się pod nosem widząc wypełzający na jego policzki rumieniec. Zabezpieczywszy karabin Angeline po raz ostatni rozejrzała się dokoła po czym usiadła na dachu kokpitu poprawiając niedbale suknię.

- Zachowajcie czujność sierżancie - rzuciła na odchodnym w kierunku obsługującego miotacz Sanga i zgrabnie zeskoczyła na pokład nie wypuszczając z ręki karabinu. Wyraźnie z siebie zadowolona zarzuciła broń na ramię i zanurzyła się w cieniu kokpitu - To gdzie to obiecane wino panowie ?
Skoro kapitan mówi, że płyniemy to płyniemy :)

: 22 lipca 2018, 23:44
autor: Keth
Pokład Anabelle, delta Rhone

Trzymający się relingu Bastien Langlois odprowadził zielony skrawek lądu podejrzliwym wzrokiem, wpatrywał się w coraz mniejsze czarne sylwetki pięciu mężczyzn na plaży stojących po obu stronach martwego towarzysza. Błękitnokrwista córka Ventricule Sanguine popisała się doskonałym okiem, chociaż w opinii myśliwego jej wyczyn był ewidentnym popisem zrodzonym na dodatek ze szlacheckiego kaprysu.

Motorowa łódź szybko opuściła okolice podejrzanej wysepki, pomknęła z wcześniejszą prędkością przez rozlewiska ogromnego dorzecza zmierzając ku roziskrzonej tafli Morza Śródziemnego.

Umieszczony w kokpicie drogi pozłacany chronometr odliczał godziny dzielące dostojnych pasażerów Anabelle od przybycia do Tulonu, niekwestionowanej perły południowej Franki.
Za udział w tej scenie wszyscy BG otrzymują +1XP (8ART osobno +1XP za spotkanie z Dumasem). Dodatkowo +1XP dla Angeline, Abdela, Leona i Nathana za aktywność w wątku. W najbliższym czasie wyjaśnię Wam w wątku technicznym jak w tym systemie wydaje się punkty doświadczenia.

: 23 lipca 2018, 15:06
autor: Nanatar
Pokład Anabelle, delta Rhone

Otwierając kufer, a zaraz po nim walizkę, Leon Thibaut miał wrażenie, że wszystko co starannie w nich poukładał, zostało pomieszane jakąś diabelską sztuczką. Gdy wreszcie wydobył karabin i zatrzasnął wieko kufra, głuchy dźwięk zlał się w jedno z ostrym hukiem wystrzału. Było to właśnie w momencie kiedy szacowny kuzyn odstawiwszy pusty kielich wyszedł na pokład, rzucić okiem na sytuację. Wynalazca uznał w duchu, że zaiste roztropnym było ze strony Abdela zaproszenie siostry do środka, do tego prezentował przed załogą braterską troskę. Przygotowując karabin przywoływał w pamięci słowa szeptane w korytarzach i kuchniach pałacu, jakoby rodzeństwo nie żywiło do siebie miłości i nieustannie rywalizowało. Leon nie widział nic złego w rywalizacji, szczególnie wśród dzieci ventricule, ale troska z jaką Abdel dbał o bezpieczeństwo siostry szczerze go wzruszała.

Gdy gotowy wychodził na powrót na pokład, przez sekundę zawahał się, kiedy znaleźli się z kuzynem obaj w przejściu. Racjonalizm i etykieta nakazywały najpierw wyjść, ale czy nawet wtedy, gdy wchodzącym był dziedzic, zastanawiał się szlachcic. Postanowił że powinien wyjść nie zwlekając, niestety kuzyn nie zawahał się ani chwili w przejściu, przyzwyczajony by ustępować mu miejsce. I tak znaleźli się w przejściu obaj na raz, przekraczając intymną strefę bezpieczeństwa, zapachy mężczyzn zmieszały się, a ich ciała delikatnie o siebie otarły, oddzielone tylko sztucerem Leona.

-pardon -zdołał wyszeptać wynalazca, gdy Anabelle, przyspieszyła, jeszcze bardziej zbliżając kuzynów w niewygodnej pozycji. - mille pardon.

Gdy wreszcie wydostał się, na pokładzie zaraz obok niego znalazła się, zeskoczywszy z dachu kokpitu sprawnie niczym łasica, kuzynka. Dziewczyna zdawała się nie zauważać, że znalazła się bliżej kuzyna niż nakazywały to dworskie etykiety, widząc jej uśmiech tak blisko, że trudno było Leonowi zogniskować na nim wzrok, ten uznał to za radość z braterskiej troski.

- To gdzie to obiecane wino panowie? - doszedł wynalazcy jej wesoły głos, gdy znalazła się już w kabinie.

Pozwalając nacieszyć się nawzajem rodzeństwu, Leon odebrał z owłosionej ręki swą lornetkę, a widząc oddalające się, wciąż nieruchome sylwetki, skierował w stronę rufy. Przytknął szkła do oczu, spostrzegł jedną z nich leżącą w kałuży krwi. Nie przerywając obserwacji rzucił do ubezpieczającego rufę pomocnika tropiciela.

- Kto strzelał chłopcze? - właściwie spodziewał się odpowiedzi, którą otrzymał. Pokiwał więc głową, słuchając jej. - A ty co o tym myślisz? Nie obawiaj się mów szczerze.

Chwilę jeszcze obserwował stojące na plaży sylwetki, które swą tajemnicę zatrzymały samolubnie na brzegu. Pozwolił ulecieć owej z wiatrem, co szarpał mu włosy. Kiedy opuszczali po chwili wody delty, uznał że i jemu dobrze zrobi kieliszek wina, albo dwa. Z tego co słyszał dziedzic był ich koneserem, więc trunek musiał być przedni.
I kiedy już w towarzystwie kuzynostwa rozkoszował się wybornym napitkiem, przyznać musiał że gust Abdela jest niepodważalny w tej materii, co pozwolił sobie nieśmiało wypowiedzieć na głos, by dalej w skupieni obserwować twarze rodzeństwa i wsłuchiwać się w ich rozmowy.
Czyja włochata łapa odbiera i podaje lornetkę?