: 18 listopada 2018, 21:01
Warszawa, Praga, 27 lipca 2055
Ketarski polecił Afrykanowi usiąść na łóżku, odczekał chwilę dając grubemu portierowi możliwość oddalenia się do windy. Im mniej niepożądanych świadków uczestniczyło w hotelowym spotkaniu, tym lepiej.
- Jestem Daniel, Daniel Czegoj - przedstawił się mało życzliwym tonem manager, przywołując z pamięci pierwszą lepszą tożsamość jak przyszła mu na myśl - Inspektor Wydziału Prewencji Sanitarnej Urzędu do spraw Cudzoziemców. Zatrzymaliśmy pana do rutynowej kontroli w związku z procedurami epidemiologicznymi.
Krzysztof zwracał się do mężczyzny szorstkim urzędniczym tonem, ale dość powoli, by chip translacyjny mozambickiego gościa nadążał z przekładem.
- Zgodnie z przepisami obowiązującymi w naszym kraju przybysze z państw środkowej i południowej Afryki podlegają wyrywkowym testom na obecność w organizmie specyficznych pasożytów, przede wszystkim pierwotniaków. Jak już wspomniałem, to rutynowa procedura, ale myślę, że właśnie pojawił się problem.
Ketarski zawiesił znacząco głos, spojrzał z góry na Afrykanina.
- Współpracujemy ze służbami i mamy dostęp do ich zasobów informacyjnych. Dysponujemy zdjęciami i dossier pana Adobe, ale pan nim nie jest. Przyjazd do naszego kraju na dokumentach obcej osoby jest ciężkim przestępstwem i podlega grzywny, a także karze pozbawienia wolności i może nawet zesłania na kilka lat do obozu pracy integracyjnej w Bieszczadach nadzorowanego przez Młodzież Wszechpolską. Zdaje pan sobie sprawę z kłopotów, w których właśnie się pan znalazł?
Ketarski polecił Afrykanowi usiąść na łóżku, odczekał chwilę dając grubemu portierowi możliwość oddalenia się do windy. Im mniej niepożądanych świadków uczestniczyło w hotelowym spotkaniu, tym lepiej.
- Jestem Daniel, Daniel Czegoj - przedstawił się mało życzliwym tonem manager, przywołując z pamięci pierwszą lepszą tożsamość jak przyszła mu na myśl - Inspektor Wydziału Prewencji Sanitarnej Urzędu do spraw Cudzoziemców. Zatrzymaliśmy pana do rutynowej kontroli w związku z procedurami epidemiologicznymi.
Krzysztof zwracał się do mężczyzny szorstkim urzędniczym tonem, ale dość powoli, by chip translacyjny mozambickiego gościa nadążał z przekładem.
- Zgodnie z przepisami obowiązującymi w naszym kraju przybysze z państw środkowej i południowej Afryki podlegają wyrywkowym testom na obecność w organizmie specyficznych pasożytów, przede wszystkim pierwotniaków. Jak już wspomniałem, to rutynowa procedura, ale myślę, że właśnie pojawił się problem.
Ketarski zawiesił znacząco głos, spojrzał z góry na Afrykanina.
- Współpracujemy ze służbami i mamy dostęp do ich zasobów informacyjnych. Dysponujemy zdjęciami i dossier pana Adobe, ale pan nim nie jest. Przyjazd do naszego kraju na dokumentach obcej osoby jest ciężkim przestępstwem i podlega grzywny, a także karze pozbawienia wolności i może nawet zesłania na kilka lat do obozu pracy integracyjnej w Bieszczadach nadzorowanego przez Młodzież Wszechpolską. Zdaje pan sobie sprawę z kłopotów, w których właśnie się pan znalazł?
Cisnę gościa w nadziei, że się przestraszy i zacznie gadać prawdę - kim jest i czemu się podał za Adobe?
