A ja w swej niezmierzonej Palladyńskiej mądrości i dobroci znalazłem usprawiedliwienie dla pewnego Replitliona będącego nie dość że praworządnym dobrym przedstawicielem swojego gatunku to jeszcze w połowie gwardzistą a w połowie kapłanem dobrego boga, który bezceremonialnie przerwał negocjacje i przejście do honorowego pojedynku między niniejszym Palladynem a złym i podstępnym rycerzem Uruk-hai wbijając mu włócznię pod pachę. Otóż chyba wszyscy zapomnieliśmy (a Ja z Denverem na pewno) jaką to sympatią pałają przedstawiciele Reptilionów do Orków a tym bardziej Uruk-Hai - widać gadzia natura wzięła górę, tak że spróbował zgładzić śmiertelnego wroga swej rasy.
Co do konwentu - było super, lepiej niż poprzednio, chociaż kuchnia w Iłży była przystępniejsza. Dużo grania, przygoda ciekawa ze zbalansowanymi elementami bitki i kombinatoryki oraz wymagająca wielkiego poświęcenia w trakcie kadzenia wpływowej wielmożnej ostatecznie brzydszej od ubitej później paskudy.
Co do wizyty AS spokojnie można rzec iż była równie udana i owocna jak poprzednia - Artur nie szczędził nam czasu, bezceremonialnie odrzucając przychodzące połączenia (manifestowane dzwonkiem, który zrobił na obecnych spore wrażenia - zwłaszcza na bambim jak mniemam). Do tego ze strony Artura padło wiele zapewnień i informacji o czekających KC zmianach, plus jedna złożona obietnica - ci co byli to wiedzą ale nie mogą o tym mówić.
Nasz gość nie dał się też długo namawiać i przeczytał nam dwa drobne fragmenty swojej książki, opowiedział też sporo o jej tworzeniu jak i recenzowaniu przez specjalistycznie dobrane grono "testerów" jak ich nazywa (od osób kojarzących fantastykę z literą F po wieloletnich graczy KC).
Podyskutował też z nami na tematy o szermierce, boksie, biologii, dentystach a nawet czasach studenckich (choć nie wiem czy teraz nie zdradzam jakiejś tajemnicy więc się powstrzymam)... i na wiele wiele innych.
Ostatecznie podziękował za przybycie, obdarował Mistrzów Gry (prowadzących przygody na tym konwencie) drobnymi upominkami i życząc przyjemnej gry opuścił nas w niedosycie. W niedosycie, gdyż każde pytanie rodziło kilka następnych a nie na wszystkie udało się Arturowi odpowiedzieć, tym bardziej że czasem zasłaniał się tajemnicą... ale na szczęście
Tomek wie.
Więc rzuciliśmy się na Venara by dalej prowadził naszą przygodę (oraz zdradził nam pare tajemnic, niestety ten bronił się i wił jak piskorz nie narażając zaufania jakim został obdarowany i ostatecznie nic nie powiedział). Współczuliśmy za to nieco grupie, której to MG musiał odwieźć naszego gościa, ale nie trwało to długo (nasze współczucie) gdyż postawione przed nami zadanie wzywało do ratowania świata.
tym sposobem, jakże przydługo niestety opisałem jak to wyglądało z mojej strony

Tym, którzy dotarli do końca tego nudnego tekstu następnym razem opowiem w ramach nagrody jak się jeździ z Denverem
