PBF - Płonąca granica
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Mała informacja odnośnie ograniczeń czasowych. Jeśli nie będziecie robili zbędnych postojów i utrzymacie obecną szybkość, dotrzecie do Bluewell przed zachodem słońca. Macie do miasteczka około dziesięciu mil z kawałkiem, więc od biedy możecie nawet zaryzykować pokonanie ostatnich kilku na jednym sprawnym reflektorze.
Alternatywą jest postój do świtu w dziczy, a tutaj na dwoje babka wróżyła, bo postapokaliptyczna dzicz potrafi bardzo zaszkodzić zdrowiu podróżnika...
Definitywna decyzja?
Mała informacja odnośnie ograniczeń czasowych. Jeśli nie będziecie robili zbędnych postojów i utrzymacie obecną szybkość, dotrzecie do Bluewell przed zachodem słońca. Macie do miasteczka około dziesięciu mil z kawałkiem, więc od biedy możecie nawet zaryzykować pokonanie ostatnich kilku na jednym sprawnym reflektorze.
Alternatywą jest postój do świtu w dziczy, a tutaj na dwoje babka wróżyła, bo postapokaliptyczna dzicz potrafi bardzo zaszkodzić zdrowiu podróżnika...
Definitywna decyzja?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lotnisko hrabstwa Mercer, 3 maja 2055
Ponaglony przez Salta Wilson zredukował bieg i skręcił w prawo, prosto w drogę dojazdową do lotniska, sunąc z minimalną szybkością po porośniętej wysoką trawą szosie. Zabudowania lotniska położone były tuż przy głównej drodze, toteż warczący zgrzytliwie pikap dotarł do nich po krótkiej chwili jazdy pomiędzy iglastymi zagajnikami.
Samochód zatrzymał się opodal wysokiej bramy z siatki ogrodzeniowej, toteż Saul wstał czym prędzej na pace wozu opierając się rękami o dach szoferki i lustrując uważnym spojrzeniem okolicę. Za zamkniętą na kłódkę bramą dostrzegł budynki biurowe, będące po części również wypożyczalnią samochodów. Rdzewiejące wraki pojazdów stały na niewielkim placu, wciąż w równych rzędach, aczkolwiek nie skrywając już w sobie nawet cienia dawnej elegancji. Ponad ich skorodowanymi dachami wznosiły się zarysy wielkiego hangaru z blachy falistej i jeszcze od niego wyższej wieży kontrolnej. Młode drzewka, krzaki i zdziczały żywopłot rosły wszędzie wokół, wdzierając się na betonowe podjazdy, wrastając korzeniami w fundamenty budynków.
- Cicho tu i spokojnie - rzucił ponad warkotem silnika Salt, rozpinając swoją kaburę - Trzeba się brać do szabrowania, póki jeszcze jasno.
Wątek techniczny
Podjeżdżacie bliżej bramy? Wszyscy w wozie czy ktoś wpierw wysiada? Jakieś dodatkowe deklaracje? Poniżej zdjęcie strefy działania (wjazd od prawego dolnego rogu fotki, hangar i wieżę pewnie od razu zauważyliście?

Ponaglony przez Salta Wilson zredukował bieg i skręcił w prawo, prosto w drogę dojazdową do lotniska, sunąc z minimalną szybkością po porośniętej wysoką trawą szosie. Zabudowania lotniska położone były tuż przy głównej drodze, toteż warczący zgrzytliwie pikap dotarł do nich po krótkiej chwili jazdy pomiędzy iglastymi zagajnikami.
Samochód zatrzymał się opodal wysokiej bramy z siatki ogrodzeniowej, toteż Saul wstał czym prędzej na pace wozu opierając się rękami o dach szoferki i lustrując uważnym spojrzeniem okolicę. Za zamkniętą na kłódkę bramą dostrzegł budynki biurowe, będące po części również wypożyczalnią samochodów. Rdzewiejące wraki pojazdów stały na niewielkim placu, wciąż w równych rzędach, aczkolwiek nie skrywając już w sobie nawet cienia dawnej elegancji. Ponad ich skorodowanymi dachami wznosiły się zarysy wielkiego hangaru z blachy falistej i jeszcze od niego wyższej wieży kontrolnej. Młode drzewka, krzaki i zdziczały żywopłot rosły wszędzie wokół, wdzierając się na betonowe podjazdy, wrastając korzeniami w fundamenty budynków.
- Cicho tu i spokojnie - rzucił ponad warkotem silnika Salt, rozpinając swoją kaburę - Trzeba się brać do szabrowania, póki jeszcze jasno.
Wątek techniczny
Podjeżdżacie bliżej bramy? Wszyscy w wozie czy ktoś wpierw wysiada? Jakieś dodatkowe deklaracje? Poniżej zdjęcie strefy działania (wjazd od prawego dolnego rogu fotki, hangar i wieżę pewnie od razu zauważyliście?

- Przejdę się na zwiad, niby cicho i zamknięte ale dziwne że jeszcze tu nikt nie dotarł... - rzucił do szoferki. Założył plecak, dociągnął paski żeby nie telepał się zbytnio i zeskoczył zwinnie na ziemię.
Najpierw kłódka i oględziny bramy. Głównie czy stara, zardzewiała czy też używana, naoliwiona.
Jeżeli stara to po siatce ( o ile nie jest pod napięciem, rzut nożem o pręty chyba powinien wystarczyć ) na drugą stronę. Nie wiem dokładnie gdzie brama, przy pierwszym odgałęzieniu przed budynkami czy za, przed hangarem. W każdym razie trzymam się linii drzew, w cieniu bezpieczniej. Po obejrzeniu budynku po prawej od wjazdu, pod ścianą naokoło. Przeskok pod drugi budynek (oczywiście po dokładnej lustracji terenu, przede wszystkim czy nie ma ruchu na wieży). Kolejne będą ściany budynku przy hangarze i pod hangarem. Kieruję się na wieżę. Stamtąd może da się rozejrzeć po lotnisku.
Jeśli kłódka nowa, jest zgryz, ktoś może tu bywać. Ogólnie trasa ta sama, jednak gdy zauważę ruch lub coś podejrzanego, przyczajam się i obserwuję. Gdyby coś się działo, nie wypada włazić na siłę.
Gdyby po oględzinach z wieży okazało się, iż teren w miarę czysty można przystąpić do bliższych oględzin, hangar, potem budynki. Oczywiście przydałaby się pomoc z drugiej strony lub przeszukiwaniu budynków, teren dość rozległy i może braknąć czasu.
Szukam łomu do zerwania starej kłódki ( o ile nie ma go Paul w pick'upie, nie ryzykuje strzału, Szkoda amunicji i huk broni może kogoś zaalarmować) Po oględzinach proponuję wepchać się samochodzikiem pod/do hangaru, tak żeby można było szybko wiać. Noc na wieży, warty co 3 godziny i przepatrywanie terenu. Zimno raczej nie będzie to chyba damy radę bez ognia. Na razie tyle, zobaczymy czy ktoś się pojawi ew. pociągniemy dalej.

Najpierw kłódka i oględziny bramy. Głównie czy stara, zardzewiała czy też używana, naoliwiona.
Jeżeli stara to po siatce ( o ile nie jest pod napięciem, rzut nożem o pręty chyba powinien wystarczyć ) na drugą stronę. Nie wiem dokładnie gdzie brama, przy pierwszym odgałęzieniu przed budynkami czy za, przed hangarem. W każdym razie trzymam się linii drzew, w cieniu bezpieczniej. Po obejrzeniu budynku po prawej od wjazdu, pod ścianą naokoło. Przeskok pod drugi budynek (oczywiście po dokładnej lustracji terenu, przede wszystkim czy nie ma ruchu na wieży). Kolejne będą ściany budynku przy hangarze i pod hangarem. Kieruję się na wieżę. Stamtąd może da się rozejrzeć po lotnisku.
Jeśli kłódka nowa, jest zgryz, ktoś może tu bywać. Ogólnie trasa ta sama, jednak gdy zauważę ruch lub coś podejrzanego, przyczajam się i obserwuję. Gdyby coś się działo, nie wypada włazić na siłę.
Gdyby po oględzinach z wieży okazało się, iż teren w miarę czysty można przystąpić do bliższych oględzin, hangar, potem budynki. Oczywiście przydałaby się pomoc z drugiej strony lub przeszukiwaniu budynków, teren dość rozległy i może braknąć czasu.
Szukam łomu do zerwania starej kłódki ( o ile nie ma go Paul w pick'upie, nie ryzykuje strzału, Szkoda amunicji i huk broni może kogoś zaalarmować) Po oględzinach proponuję wepchać się samochodzikiem pod/do hangaru, tak żeby można było szybko wiać. Noc na wieży, warty co 3 godziny i przepatrywanie terenu. Zimno raczej nie będzie to chyba damy radę bez ognia. Na razie tyle, zobaczymy czy ktoś się pojawi ew. pociągniemy dalej.
Ostatnio zmieniony 23 października 2011, 22:59 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Przeciągam się i ziewam donośnie. Lotnisko wygląda na obszerne. Dziwi mnie nieco fakt, że brama jest zamknięta. Szabrownicy rzadko przepuszczają okazje na zdobycie cystern lub zbiorników z paliwem. Rozglądam się czy przypadkiem gdzieś niedaleko ogrodzenie nie jest uszkodzone co wyjaśniło by całą sytuację. Patrzę na poczynania Salta.
- Hej Salt lepiej pójdę z tobą na ten rekonesans. To miejsce mi się nie podoba.
Wątek techniczny
Znam się nieco na skradaniu i tego typu sprawach. Jak Salt załatwi sprawę z kłódka idę razem z nim. Podczas przepatrywania terenu szukam wzrokiem cysterny na paliwo. Wyciągam broń.
- Hej Salt lepiej pójdę z tobą na ten rekonesans. To miejsce mi się nie podoba.
Wątek techniczny
Znam się nieco na skradaniu i tego typu sprawach. Jak Salt załatwi sprawę z kłódka idę razem z nim. Podczas przepatrywania terenu szukam wzrokiem cysterny na paliwo. Wyciągam broń.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lotnisko hrabstwa Mercer, 3 maja 2055
Pikap stał opodal zamkniętej na kłódkę bramy, wyrzucając z rury wydechowej czarne gryzące spaliny i podskakując w rytm pracującego silnika. Salt zeskoczył z paki samochodu ściskając w dłoni swój pistolet, potruchtał do zapięcia ubezpieczany przez rozglądającego się bacznie wszędzie wokół Radeforda.
Kaznodzieja ściskał w rękach swoją strzelbę, omiatając wzrokiem pobliskie wrakowisko samochodów oraz próbując przeniknąć spojrzeniem gęste kępy drzew wdzierających się coraz głębiej na teren lotniska.
- Kto to zamknął? - zdziwił się Ebenezer spoglądając na przerdzewiałą kłódkę i równie skorodowany łańcuch - I kiedy?
- Sporo lat temu - odburknął Jack trącając lufą pistoletu ogniwa łańcucha - I każdy miał to w dupie, bo w ogrodzeniu co dziesięć metrów jest dziura na dwa samochody.
Faktycznie, czujny wzrok Radeforda natrafił na kilka wielkich wyrw w ogrodzeniu, poczynionych przewróconymi w trakcie wichury drzewami lub wyciętych dawno temu przez poszukiwaczy złomu.
- Włazimy tamtędy - Salt pokazał lufą pistoletu jedną z większych dziur na wysokości najbliższego budynku - Paul, miej oczy otwarte.
Wątek techniczny
Marszrutę Jacka już mam rozrysowaną, a co z kaznodzieją? Idąc lewą stroną wybiera dojazdówkę prosto do wieży? Co do bramy, kłódka i łańcuch są zżarte rdzą, a w ogrodzeniu jest pełno dziur - jeśli kręcili się tu wcześniej szabrownicy, mogli wjechać na teren lotniska ciężarówką bez konieczności rozwalania kłódki.
Pikap stał opodal zamkniętej na kłódkę bramy, wyrzucając z rury wydechowej czarne gryzące spaliny i podskakując w rytm pracującego silnika. Salt zeskoczył z paki samochodu ściskając w dłoni swój pistolet, potruchtał do zapięcia ubezpieczany przez rozglądającego się bacznie wszędzie wokół Radeforda.
Kaznodzieja ściskał w rękach swoją strzelbę, omiatając wzrokiem pobliskie wrakowisko samochodów oraz próbując przeniknąć spojrzeniem gęste kępy drzew wdzierających się coraz głębiej na teren lotniska.
- Kto to zamknął? - zdziwił się Ebenezer spoglądając na przerdzewiałą kłódkę i równie skorodowany łańcuch - I kiedy?
- Sporo lat temu - odburknął Jack trącając lufą pistoletu ogniwa łańcucha - I każdy miał to w dupie, bo w ogrodzeniu co dziesięć metrów jest dziura na dwa samochody.
Faktycznie, czujny wzrok Radeforda natrafił na kilka wielkich wyrw w ogrodzeniu, poczynionych przewróconymi w trakcie wichury drzewami lub wyciętych dawno temu przez poszukiwaczy złomu.
- Włazimy tamtędy - Salt pokazał lufą pistoletu jedną z większych dziur na wysokości najbliższego budynku - Paul, miej oczy otwarte.
Wątek techniczny
Marszrutę Jacka już mam rozrysowaną, a co z kaznodzieją? Idąc lewą stroną wybiera dojazdówkę prosto do wieży? Co do bramy, kłódka i łańcuch są zżarte rdzą, a w ogrodzeniu jest pełno dziur - jeśli kręcili się tu wcześniej szabrownicy, mogli wjechać na teren lotniska ciężarówką bez konieczności rozwalania kłódki.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wątek techniczny.
Skradam się wolno, często przystaje w ukryciu i rozglądam się. Przez drogę przemykam szybko. Zaglądam do budynków przez okna i otwarte drzwi.
Skradam się wolno, często przystaje w ukryciu i rozglądam się. Przez drogę przemykam szybko. Zaglądam do budynków przez okna i otwarte drzwi.
Ostatnio zmieniony 25 października 2011, 06:43 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lotnisko hrabstwa Mercer, 3 maja 2055
Jack Salt zerknął raz jeszcze w stronę zaparkowanego przed bramą i ledwie widocznego przez chaszcze pikapa, po czym zszedł z drogi zagłębiając się pomiędzy gęste kępy krzaków porastające pas ziemi pomiędzy szosą i ścianą najbliższego blaszanego hangaru, ziejącą licznymi dziurami. Obchód po zrujnowanych budynkach lotniska nie zdradził mu najmniejszego śladu życia ani ludzkiej obecności: żadnego dymu palenisk, pryzm świeżej ziemi w miejscu wykopanych latryn czy resztek jedzenia. Ściskając w dłoni pistolet przeciskał się pomiędzy gałązkami leszczyny, póki nie dotarł do łuszczącej się blachy budowli, obłażącej wielkimi płatami z farby. Wywieszone na metalowej ramie logo Appalachian Airlines było ledwie czytelne, tak mocno wypłowiało, a większość tablicy przesłaniały obrastające hangar pnącza.
Cichy dźwięk - ni to trzask, ni to zgrzyt - sprawił, że mężczyzna znieruchomiał w pół kroku, nadstawiając bacznie uszu. Salt przesunął głowę w bok, podążył wzrokiem wzdłuż ściany hangaru dostrzegając kilkadziesiąt metrów dalej osadzone w wygiętej futrynie metalowe drzwi, otwarte do połowy.
Dźwięk powtórzył się ponownie, kiedy lekki podmuch wiatru poruszył drzwiami przesuwając je nieznacznie na skorodowanym zawiasie. Kurier wypuścił z płuc wstrzymywany oddech, odprężył się nieznacznie.
Salt zamierzał przeczesać w miarę dyskretnie najbliższą okolicę pasa postojowego i wieży kontroli lotów, szukając śladu zagrożenia ze strony jakiejkolwiek wrogiej istoty. Gęste kępy leszczyny dawały mu całkiem dobrą osłonę, a stojący pod bramą z włączonym silnikiem pikap z pewnością potrafił zaabsorbować swym widokiem każdego napastnika tak dalece, aby ten przeoczył czającego się wśród zieleni kuriera.
Salt był awanturnikiem, poszukiwaczem przygód i urodzonym oportunistą, toteż bardzo mu było trudno oprzeć się przed chęcią splądrowania lotniczego hangaru: miejsca takie jak lotnisko hrabstwa Mercer potrafiły obfitować w rozliczne cenne niespodzianki, zapomniane od czasu wybuchu wojny i nie zauważone dotąd przez innych szabrowników. Mężczyzna podążył wzdłuż ściany wielkiej blaszanej konstrukcji aż do uchylonych drzwi, przystanął przy nich nasłuchując bacznie i ujmując swój pistolet obiema rękami.
Wewnątrz panowała nieprzenikniona cisza, sporadyczne trzaski gałązek i poskrzypywanie konarów drzew dobiegały w zamian z przeciwnej strony drogi dojazdowej do wieży kontroli lotów, z zielonego gąszczu porastającego południowe obrzeża lotniska.
Ujmując Desert Eagle's prawą dłonią Jack popchnął drugą ręką drzwi do końca, otwierając je na oścież i zaglądając do wnętrza ciemnego hangaru, rozświetlonego jedynie w kilku miejscach słabym blaskiem promieni słonecznych wpadających do środka przez dziury w dachu. Wzrok mężczyzny napotkał zarysy rzędów metalowych regałów, zastawionych pudłami różnego kształtu i rozmiaru, kilka tonących w mroku biurek i rozsypujący się ze starości przenośny wentylator, opleciony grubą warstwą pajęczyn. Wysunięta do przodu noga kuriera natrafiła na jakieś wiadro, wypełnione wcześniej zapewne smarem, obecnie dosłownie skamieniałym ze starości. Jack uśmiechnął się pod nosem zauważając, że samo wiadro sprawiało wrażenie nienaruszonego, zakonserwowanego swoją zawartością - tego rodzaju znalezisko również warte było kilka gambli, nie ważne jak nędznych: handel wymienny był w tych ciężkich czasach solą życia wielu ludzi.
Wątek techniczny
Jupi, Eldorado! Goldwin, znalazłeś przenośny wentylator i wiadro! Grabisz czy zostawiasz?!
Jack Salt zerknął raz jeszcze w stronę zaparkowanego przed bramą i ledwie widocznego przez chaszcze pikapa, po czym zszedł z drogi zagłębiając się pomiędzy gęste kępy krzaków porastające pas ziemi pomiędzy szosą i ścianą najbliższego blaszanego hangaru, ziejącą licznymi dziurami. Obchód po zrujnowanych budynkach lotniska nie zdradził mu najmniejszego śladu życia ani ludzkiej obecności: żadnego dymu palenisk, pryzm świeżej ziemi w miejscu wykopanych latryn czy resztek jedzenia. Ściskając w dłoni pistolet przeciskał się pomiędzy gałązkami leszczyny, póki nie dotarł do łuszczącej się blachy budowli, obłażącej wielkimi płatami z farby. Wywieszone na metalowej ramie logo Appalachian Airlines było ledwie czytelne, tak mocno wypłowiało, a większość tablicy przesłaniały obrastające hangar pnącza.
Cichy dźwięk - ni to trzask, ni to zgrzyt - sprawił, że mężczyzna znieruchomiał w pół kroku, nadstawiając bacznie uszu. Salt przesunął głowę w bok, podążył wzrokiem wzdłuż ściany hangaru dostrzegając kilkadziesiąt metrów dalej osadzone w wygiętej futrynie metalowe drzwi, otwarte do połowy.
Dźwięk powtórzył się ponownie, kiedy lekki podmuch wiatru poruszył drzwiami przesuwając je nieznacznie na skorodowanym zawiasie. Kurier wypuścił z płuc wstrzymywany oddech, odprężył się nieznacznie.
Salt zamierzał przeczesać w miarę dyskretnie najbliższą okolicę pasa postojowego i wieży kontroli lotów, szukając śladu zagrożenia ze strony jakiejkolwiek wrogiej istoty. Gęste kępy leszczyny dawały mu całkiem dobrą osłonę, a stojący pod bramą z włączonym silnikiem pikap z pewnością potrafił zaabsorbować swym widokiem każdego napastnika tak dalece, aby ten przeoczył czającego się wśród zieleni kuriera.
Salt był awanturnikiem, poszukiwaczem przygód i urodzonym oportunistą, toteż bardzo mu było trudno oprzeć się przed chęcią splądrowania lotniczego hangaru: miejsca takie jak lotnisko hrabstwa Mercer potrafiły obfitować w rozliczne cenne niespodzianki, zapomniane od czasu wybuchu wojny i nie zauważone dotąd przez innych szabrowników. Mężczyzna podążył wzdłuż ściany wielkiej blaszanej konstrukcji aż do uchylonych drzwi, przystanął przy nich nasłuchując bacznie i ujmując swój pistolet obiema rękami.
Wewnątrz panowała nieprzenikniona cisza, sporadyczne trzaski gałązek i poskrzypywanie konarów drzew dobiegały w zamian z przeciwnej strony drogi dojazdowej do wieży kontroli lotów, z zielonego gąszczu porastającego południowe obrzeża lotniska.
Ujmując Desert Eagle's prawą dłonią Jack popchnął drugą ręką drzwi do końca, otwierając je na oścież i zaglądając do wnętrza ciemnego hangaru, rozświetlonego jedynie w kilku miejscach słabym blaskiem promieni słonecznych wpadających do środka przez dziury w dachu. Wzrok mężczyzny napotkał zarysy rzędów metalowych regałów, zastawionych pudłami różnego kształtu i rozmiaru, kilka tonących w mroku biurek i rozsypujący się ze starości przenośny wentylator, opleciony grubą warstwą pajęczyn. Wysunięta do przodu noga kuriera natrafiła na jakieś wiadro, wypełnione wcześniej zapewne smarem, obecnie dosłownie skamieniałym ze starości. Jack uśmiechnął się pod nosem zauważając, że samo wiadro sprawiało wrażenie nienaruszonego, zakonserwowanego swoją zawartością - tego rodzaju znalezisko również warte było kilka gambli, nie ważne jak nędznych: handel wymienny był w tych ciężkich czasach solą życia wielu ludzi.
Wątek techniczny
Jupi, Eldorado! Goldwin, znalazłeś przenośny wentylator i wiadro! Grabisz czy zostawiasz?!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lotnisko hrabstwa Mercer, 3 maja 2055
Ebenezer przykucnął w kępie paproci zdającej się wyrastać wprost z popękanej nawierzchni betonowej drogi dobiegającej do pasa postojowego. Czujny wzrok mężczyzny omiótł groteskowy kształt rozbitego samolotu sterczący pośrodku pasa, zadzierający wysoko w górę przeżarty rdzą ogon. Wszędzie widać były rezultaty ćwierć wieku niepowstrzymywanej ekspansji przyrody niszczącej pozostałości po zniszczonej przez Molocha cywilizacji.
Kaznodzieja poprawił pasek obrzyna, przesunął spojrzeniem po pozbawionych szyb pustych oknach przylegającego do pasa budyneczku, najpewniej depozytu bagażowego. Zmierzch zbliżał się coraz szybciej, słońce zaczynało opadać za grzbiety pobliskich wzgórz.
Wątek techniczny
Wrak awionetki sprawia opłakane wrażenie, ale żeby dokładnie go sprawdzić, trzeba wychynąć spośród budynków i podreptać przez pas do miejsca kraksy. Deliad, dasz się skusić?
Ebenezer przykucnął w kępie paproci zdającej się wyrastać wprost z popękanej nawierzchni betonowej drogi dobiegającej do pasa postojowego. Czujny wzrok mężczyzny omiótł groteskowy kształt rozbitego samolotu sterczący pośrodku pasa, zadzierający wysoko w górę przeżarty rdzą ogon. Wszędzie widać były rezultaty ćwierć wieku niepowstrzymywanej ekspansji przyrody niszczącej pozostałości po zniszczonej przez Molocha cywilizacji.
Kaznodzieja poprawił pasek obrzyna, przesunął spojrzeniem po pozbawionych szyb pustych oknach przylegającego do pasa budyneczku, najpewniej depozytu bagażowego. Zmierzch zbliżał się coraz szybciej, słońce zaczynało opadać za grzbiety pobliskich wzgórz.
Wątek techniczny
Wrak awionetki sprawia opłakane wrażenie, ale żeby dokładnie go sprawdzić, trzeba wychynąć spośród budynków i podreptać przez pas do miejsca kraksy. Deliad, dasz się skusić?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lotnisko hrabstwa Mercer, 3 maja 2055
Radeford oderwał spojrzenie od wraku awionetki, noszącej na skorodowanym kadłubie ledwie czytelne emblematy linii Colgar Air. Kaznodzieja powątpiewał, by w szczątkach maszyny znajdowały się jakiekolwiek wartościowe przedmioty, toteż uznał, że zajrzy do niej dopiero po wstępnym przeczesaniu całego lotniska i upewnieniu się, że nic złego sięw jego obrębie nie czai.
Jakiś szelest po prawej momentalnie mężczyznę otrzeźwił, przejął dreszczem lekkiego niepokoju. Przylegające do jednego z pobliskich budynków krzewy leszczyny poruszyły się ledwie zauważalnie, chociaż w ich gąszczu kaznodzieja nie spostrzegł niczego niepokojącego.
Ebenezer nie dałby głowy, że coś się tam kryło, ale szelest powtórzył się sekundę później, a zielony gąszcz drgnął nieznacznie przeszywając mężczyznę kolejnym dreszczem niepokoju.
Wątek techniczny
Krzaki rosną w niekontrolowany sposób na terenie całego lotniska, tu gęściej, tam rzadziej, ale ta akurat kępa jest wyjątkowo gęsta i patrząc w jej stronę Radeford nie potrafi się oprzeć instynktownemu wrażeniu, że ktoś albo coś właśnie jego spojrzenie odwzajemnia...
Radeford oderwał spojrzenie od wraku awionetki, noszącej na skorodowanym kadłubie ledwie czytelne emblematy linii Colgar Air. Kaznodzieja powątpiewał, by w szczątkach maszyny znajdowały się jakiekolwiek wartościowe przedmioty, toteż uznał, że zajrzy do niej dopiero po wstępnym przeczesaniu całego lotniska i upewnieniu się, że nic złego sięw jego obrębie nie czai.
Jakiś szelest po prawej momentalnie mężczyznę otrzeźwił, przejął dreszczem lekkiego niepokoju. Przylegające do jednego z pobliskich budynków krzewy leszczyny poruszyły się ledwie zauważalnie, chociaż w ich gąszczu kaznodzieja nie spostrzegł niczego niepokojącego.
Ebenezer nie dałby głowy, że coś się tam kryło, ale szelest powtórzył się sekundę później, a zielony gąszcz drgnął nieznacznie przeszywając mężczyznę kolejnym dreszczem niepokoju.
Wątek techniczny
Krzaki rosną w niekontrolowany sposób na terenie całego lotniska, tu gęściej, tam rzadziej, ale ta akurat kępa jest wyjątkowo gęsta i patrząc w jej stronę Radeford nie potrafi się oprzeć instynktownemu wrażeniu, że ktoś albo coś właśnie jego spojrzenie odwzajemnia...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Lotnisko hrabstwa Mercer, 3 maja 2055
Salt wyjrzał za róg blaszanego hangaru i omiótł wzrokiem płytę pasa postojowego, a potem spojrzał w stronę odległej o kilkadziesiąt metrów wieży kontrolnej, rozsypującej się ze starości i pełnej dziur. W oknach pomieszczenia operacyjnego nie widać było ani jednej całej szyby, chociaż promienie zachodzącego słońca odbijały się krwawymi refleksami na szklanych drzazgach sterczących tu i ówdzie z ram okien.
Kurier opuścił lufę pistoletu wzdłuż uda, spoglądając wciąż na wieżę i rozważając zasadność nocnego popasu na jej szczycie. Brama i chroniąca ją kłódka nie stanowiły żadnej przeszkody dla pikapa, najpewniej wystarczyłoby ją staranować, by przestała blokować drogę. Rozbite okna pomieszczenia operacyjnego oferowały doskonałe pole widzenia na niemal całe lotnisko - pod warunkiem, że podłoga na górze zdolna była utrzymać ciężar trzech nocujących tam mężczyzn.
Salt stał na rogu hangaru, oparty jednym ramieniem o jego bok. Cienka warstwa blachy ograniczała pole widzenia, ale bynajmniej nie była dźwiękoszczelna, toteż kurier zesztywniał w ułamku sekundy zaciskając palce na rękojeści Desert Eagle'a.
Ktoś lub coś znajdował się wewnątrz hangaru, delikatnie skrobiąc w blaszane poszycie budowli.
Wątek techniczny
W ścianie hangaru od strony Salta nie widać żadnych dziur, ale kurier nie sprawdził wszystkich z nich, więc nie wiadomo, czy drapiące coś nie wylezie zaraz z innej strony...
Salt wyjrzał za róg blaszanego hangaru i omiótł wzrokiem płytę pasa postojowego, a potem spojrzał w stronę odległej o kilkadziesiąt metrów wieży kontrolnej, rozsypującej się ze starości i pełnej dziur. W oknach pomieszczenia operacyjnego nie widać było ani jednej całej szyby, chociaż promienie zachodzącego słońca odbijały się krwawymi refleksami na szklanych drzazgach sterczących tu i ówdzie z ram okien.
Kurier opuścił lufę pistoletu wzdłuż uda, spoglądając wciąż na wieżę i rozważając zasadność nocnego popasu na jej szczycie. Brama i chroniąca ją kłódka nie stanowiły żadnej przeszkody dla pikapa, najpewniej wystarczyłoby ją staranować, by przestała blokować drogę. Rozbite okna pomieszczenia operacyjnego oferowały doskonałe pole widzenia na niemal całe lotnisko - pod warunkiem, że podłoga na górze zdolna była utrzymać ciężar trzech nocujących tam mężczyzn.
Salt stał na rogu hangaru, oparty jednym ramieniem o jego bok. Cienka warstwa blachy ograniczała pole widzenia, ale bynajmniej nie była dźwiękoszczelna, toteż kurier zesztywniał w ułamku sekundy zaciskając palce na rękojeści Desert Eagle'a.
Ktoś lub coś znajdował się wewnątrz hangaru, delikatnie skrobiąc w blaszane poszycie budowli.
Wątek techniczny
W ścianie hangaru od strony Salta nie widać żadnych dziur, ale kurier nie sprawdził wszystkich z nich, więc nie wiadomo, czy drapiące coś nie wylezie zaraz z innej strony...