Sesja PBF - Posłaniec
-stoję w milczeniu przez chwilę, nie mogąc wykrztusić choćby jednej sylaby - opanowuje emocje i patrząc na mistrza Hrobakka mówię: -
O czcigodny Panie jak moglibyśmy odmówić gościny avatarowi samego KATANA.
Nasze modlitwy zostały wysłuchane.
Mistrzu Hrobakku przyjmij gościnę w moim pałacu do czasu przybycia proroka.
Venharrze środki ostrożności ? uważam , że w obliczu wysłannika niebios nie będą potrzebne - w końcu to wysłannik SAMEGO KATANA. - Imię Katana wypowiadam z ogromnym szacunkiem akcentując je bardzo wyraźnie-
O czcigodny Panie jak moglibyśmy odmówić gościny avatarowi samego KATANA.
Nasze modlitwy zostały wysłuchane.
Mistrzu Hrobakku przyjmij gościnę w moim pałacu do czasu przybycia proroka.
Venharrze środki ostrożności ? uważam , że w obliczu wysłannika niebios nie będą potrzebne - w końcu to wysłannik SAMEGO KATANA. - Imię Katana wypowiadam z ogromnym szacunkiem akcentując je bardzo wyraźnie-
Ostatnio zmieniony 27 września 2009, 09:56 przez leobardis, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Nie dostaniesz drugiej szansy, by zrobi? dobre pierwsze wra?enie.[/center]
[center]
[/center]
[center]
[/center]-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Sędziwy uruk uśmiechnął się szeroko prezentując w całej okazałości swe bezzębne dziąsła, uniósł ręce w dziękczynnym geście.
- Oto słowa prawdziwego hyrtana! - zakrzyknął radośnie, nie odrywając wzroku od oblicza księcia-przedstawiciela - Wiedz, panie, że wielka chwila jest na wyciągnięcie ręki. Prorok przybył do Orwin-garu w mym towarzystwie, czeka wraz z nieliczną grupą mnichów pod murami twego pałacu.
Tshegoj przeniósł pytające spojrzenie na generała Bleriha, ten zaś natychmiast odpowiedział.
- Pół strzału z łuku od bramy czeka grupa zakapturzonych przybyszów, którzy przyjechali razem z mistrzem Hrobbakiem. Nikt ze straży do nich nie podchodził, bo nie wiadomo, czy aby nie są chorzy.
- Jeśli tylko wyrazisz zgodę, o czcigodny i wielki panie, udam się z powrotem pod bramę, aby sprowadzić proroka przed twe oblicze. Lecz wpierw zechciej mnie wysłuchać w innej kwestii, panie. Wiem, że wieści tak niezwykłe nader trudno przyjąć za prawdę, a pozory mogą wielce mylić. Kiedy posłaniec stanie przed twym majestatem, nie pozwól się zwieść fałszywym przeczuciom.
Coś w tonie mnicha sprawiło, że hyrtan poczuł leciutką nutkę niepokoju, dźwięczącą gdzieś ponad bezmiarem oszołomienia i zadziwienia. Hrobbak musiał dostrzec ów niepokój błyszczący w oczach możnowładcy, bo postąpił natychmiast krok do przodu wyciągając uspokajająco ręce.
Gwardziści Bleriha natychmiast wyciągnęli szable do połowy z pochew dając gościowi do zrozumienia, że niechcący zbliżył się zanadto do czcigodnej osoby księcia-przedstawiciela.
- Jam sam zwątpił, kiedym go ujrzał, ale blask prawdy spopielił łuski na mych oczach - oznajmił mnich - Teraz już wiem, że wiodła go ręka Katana, podobnie jak ci wszyscy, których wybawił z katuszy powolnej śmierci.
- Oto słowa prawdziwego hyrtana! - zakrzyknął radośnie, nie odrywając wzroku od oblicza księcia-przedstawiciela - Wiedz, panie, że wielka chwila jest na wyciągnięcie ręki. Prorok przybył do Orwin-garu w mym towarzystwie, czeka wraz z nieliczną grupą mnichów pod murami twego pałacu.
Tshegoj przeniósł pytające spojrzenie na generała Bleriha, ten zaś natychmiast odpowiedział.
- Pół strzału z łuku od bramy czeka grupa zakapturzonych przybyszów, którzy przyjechali razem z mistrzem Hrobbakiem. Nikt ze straży do nich nie podchodził, bo nie wiadomo, czy aby nie są chorzy.
- Jeśli tylko wyrazisz zgodę, o czcigodny i wielki panie, udam się z powrotem pod bramę, aby sprowadzić proroka przed twe oblicze. Lecz wpierw zechciej mnie wysłuchać w innej kwestii, panie. Wiem, że wieści tak niezwykłe nader trudno przyjąć za prawdę, a pozory mogą wielce mylić. Kiedy posłaniec stanie przed twym majestatem, nie pozwól się zwieść fałszywym przeczuciom.
Coś w tonie mnicha sprawiło, że hyrtan poczuł leciutką nutkę niepokoju, dźwięczącą gdzieś ponad bezmiarem oszołomienia i zadziwienia. Hrobbak musiał dostrzec ów niepokój błyszczący w oczach możnowładcy, bo postąpił natychmiast krok do przodu wyciągając uspokajająco ręce.
Gwardziści Bleriha natychmiast wyciągnęli szable do połowy z pochew dając gościowi do zrozumienia, że niechcący zbliżył się zanadto do czcigodnej osoby księcia-przedstawiciela.
- Jam sam zwątpił, kiedym go ujrzał, ale blask prawdy spopielił łuski na mych oczach - oznajmił mnich - Teraz już wiem, że wiodła go ręka Katana, podobnie jak ci wszyscy, których wybawił z katuszy powolnej śmierci.
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 10 times
- Kontakt:
- Mam dziwne wrażenie, że coś tu dzieje się za szybko.
- Mistrzu zaproś gości.
Słowo gości jest wyartykułowane w specyficzny sposób. Jak tylko mistrz opuści salę rozkazuję eskorcie towarzyszyć gościom. Powiedzmy 10 gwardzistów. Pozostałym członkom rady radzę się przygotować się na najgorsze, łącznie z walką. Część gwardzistów, którzy nie będą towarzyszyć nowoprzybyłym, ma się ustawić w pozycji wartowniczej w okół sali. Bez zbytniego zagęszczenia, ale w sali ma się znaleźć około 20-30 gwardzistów, gotowych do walki w razie potrzeby.
- Mistrzu zaproś gości.
Słowo gości jest wyartykułowane w specyficzny sposób. Jak tylko mistrz opuści salę rozkazuję eskorcie towarzyszyć gościom. Powiedzmy 10 gwardzistów. Pozostałym członkom rady radzę się przygotować się na najgorsze, łącznie z walką. Część gwardzistów, którzy nie będą towarzyszyć nowoprzybyłym, ma się ustawić w pozycji wartowniczej w okół sali. Bez zbytniego zagęszczenia, ale w sali ma się znaleźć około 20-30 gwardzistów, gotowych do walki w razie potrzeby.
Ostatnio zmieniony 28 września 2009, 11:34 przez czegoj, łącznie zmieniany 1 raz.
Może się powtarzam ale myślę, że w obliczu wysłannika samego KATANA nic nam nie grozi.
Poza tym zaraz się przekonamy czy COŚ nam grozi ze strony przybysza .
zaczynam wypowiadać słowa magi (inkantacja) - "Symbol Niebezpieczeństwa" na drzwiach zaczyna wyraźnie pojawiać się specjalny symbol runiczny (zasięg o promieniu 150m)... teraz czekam na Ketha
Poza tym zaraz się przekonamy czy COŚ nam grozi ze strony przybysza .
zaczynam wypowiadać słowa magi (inkantacja) - "Symbol Niebezpieczeństwa" na drzwiach zaczyna wyraźnie pojawiać się specjalny symbol runiczny (zasięg o promieniu 150m)... teraz czekam na Ketha
[center]Nie dostaniesz drugiej szansy, by zrobi? dobre pierwsze wra?enie.[/center]
[center]
[/center]
[center]
[/center]Hrantz, jeżeli jest zdziwiony, to absolutnie nie daje po sobie tego poznać...
Przysuwam się bliżej hyrtana, aby w ostateczności móc szybko interweniować. Przyglądam się również jakie środki ostrożności wprowadził dowódca gwardii pałacowej. Nie chcę mu mieszać w szykach bo to jego jurysdykcja. Ale jeżeli ocenię, że są niewystarczające, będę interweniować.
Przysuwam się bliżej hyrtana, aby w ostateczności móc szybko interweniować. Przyglądam się również jakie środki ostrożności wprowadził dowódca gwardii pałacowej. Nie chcę mu mieszać w szykach bo to jego jurysdykcja. Ale jeżeli ocenię, że są niewystarczające, będę interweniować.
Ostatnio zmieniony 28 września 2009, 18:07 przez Hans696, łącznie zmieniany 1 raz.
Windswept landscape, desolated mountain plateaus..
Żeby Hyrtan nie myślał że nadworny arcymag nie ma zamiaru go chronić rzucam czar "Sfera niewrażliwości" tak aby obejmowała przede wszystkim mnie i Hyrtana a także wszystkich innych członków Rady, o ile tego chcą (Lheobarr) a także aktywuję "Kontrolę otoczenia". Z uwagą oczekuję "Wybrańca"
Ostatnio zmieniony 28 września 2009, 19:44 przez venar, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Mistrz Hrobbak skłonił się hyrtanowi do posadzki, a potem odszedł śpiesznie, odprowadzony przezsześciu gwardzistów. Kiedy tylko zniknął za progiem sali audiencyjnej, książę-przedstawiciel poderwał się ze swego miejsca, władczym ruchem ręki przywołując generała Bleriha.
- Magiczne zabezpieczenia to jedno - oznajmił wskazując ręką na auktywniony zaklęciem runiczny detektor niebezpieczeństw – ale ostra stal w odwodzie nie zaszkodzi. Nie podoba mi się to wszystko i cieszę się widząc, że mój nadworny mag podziela ten wniosek.
Arcymag Venharr skłonił się Tshegojowi nieznacznie, splatając palce pod brodą i gotując się emocjonalnie na spotkanie z rzekomym katanickim prorokiem.
- Blerih, dwudziestu gwardzistów pod ściany, najlepsi z najlepszych, odpowiadasz za to głową! - sarknął książę-przedstawiciel, próbując jednocześnie, czy jego własna szabla gładko wychodzi z pochwy. Generał Hranz podniósł się z krzesła, podszedł do jednego z żołnierzy straży przybocznej domagając się niemym ruchem ręki oddania oręża. Uruk bez słowa rozpiął pas, oddał szablę generałowi ujmując oburącz noszoną jako główną broń włócznię.
- Dwudziestu wewnątrz, czterdziestu na zewnątrz, czcigodny panie! - huknął Blerih przykładając do czoła zaciśniętą pięść - Cały zamkowy garnizon w pełnej gotowości!
Generał gwardii okręcił się na pięcie i wypadł z sali innymi drzwiami, wykrzykując śpieszne rozkazy do depczącego mu po piętach adiutanta. Tshegoj parsknął cicho demonstrując w ten sposób swą dezaprobatę dla wszystkich zaskakujących wydarzeń, które nieoczekiwanie zburzyły porządek i tak już nerwowego dnia siejąc dziki zamęt w myślach księcia-przedstawiciela.
Pojawienie się proroka Katana było dla hyrtana gromem z jasnego nieba. Takie rzeczy się przecież nie zdarzały, przynajmniej nie za życia księcia-przedstawiciela! Owszem, Tshegoj bywał świadkiem cudownych rzeczy dokonywanych świętą mocą katanickich duchownych, zwłaszcza uzdrowień, toteż nigdy nie śmiałby podważyć boskiego majestatu Katana ani kwestionować sakralnych dogmatów orkowej wiary... lecz nadejście awatara Boga kompletnie zbiło go z tropu. Hyrtan spostrzegł nie dość starannie skrywany niepokój Venharra i stwierdził w myślach, że szczerze go podziela. Przybysz mógł być kimkolwiek: szaleńcem, samozwańcem, demonem w uruczej skórze. Chociaż książę-przedstawiciel musiał gorączkowo improwizować, nie zamierzał zaniechać najmniejszych kroków dla zachowania ostrożności: miał wrogów nie tylko pośród orwingarskiej szlachty, ale i poza Orkusem Małym, toteż jego paranoicznie podejrzliwa natura nakazywała szukać w pojawieniu się boskiego posłańca czegoś innego niż prawdziwego ucieleśnienia mocy Katana.
Do pomieszczenia wpadli pobrzękujący stalą gwardziści, rozstawieni natychmiast w równym szyku pod wszystkimi ścianami sali. Generał Blerih stanął po lewej stronie krzesła Tshegoja, z prawicą zaciśniętą na ciężkiej buławie.
- Na jedno twe słowo, panie, będziesz miał tutaj setkę zbrojnych w pięć uderzeń serca - oznajmił możnowładcy uruk, prostując się w swym ciężkim pancerzu i spoglądając z lekkim niepokojem na drzwi, przez które miał przejść lada chwila prorok.
W sali zapadła dzwoniąca w uszach cisza, w której hyrtan zdawał się wychwytywać słuchem bicie serc swych poddanych. Venharr i Lheobarr skończyli mamrotać coś pod nosami, bez wątpienia spalatając w swych umysłach jakieś mordercze zaklęcia mające w razie kłopotów ochronić czcigodną osobę księcia-przedstawiciela. Generał Hrantz siedział na własnym miejscu z szablą spoczywającą w przełożonej w poprzek kolan pochwie, gotów wyciągnąć ją na pierwszą oznakę zagrożenia. Wyraz kompletnego zaskoczenia znikał z oczu członków rady hyrtańskiej zastąpiony coraz większą ekscytacją, wszyscy bowiem w równym stopniu porażeni byli wizją autentycznego nadejścia proroka.
Jeśli to była prawda, życie obecnych w komnacie uruków miało ulec całkowitej odmianie. Jeśli nie... cóż, żaden kolejny dzień również nie miał już pozostać taki sam jak dotąd.
Zza głównych drzwi sali audiencyjnej dobiegł cichy odgłos zbliżających się kroków. Jeden z gwardzistów wychynął zza progu, wyprostował się niczym struna i zaanonsował gości.
- Dostojny mistrz Hrobbak i... i jego towarzysz proszą czcigodnego i wielkiego hyrtana o widzenie.
- Magiczne zabezpieczenia to jedno - oznajmił wskazując ręką na auktywniony zaklęciem runiczny detektor niebezpieczeństw – ale ostra stal w odwodzie nie zaszkodzi. Nie podoba mi się to wszystko i cieszę się widząc, że mój nadworny mag podziela ten wniosek.
Arcymag Venharr skłonił się Tshegojowi nieznacznie, splatając palce pod brodą i gotując się emocjonalnie na spotkanie z rzekomym katanickim prorokiem.
- Blerih, dwudziestu gwardzistów pod ściany, najlepsi z najlepszych, odpowiadasz za to głową! - sarknął książę-przedstawiciel, próbując jednocześnie, czy jego własna szabla gładko wychodzi z pochwy. Generał Hranz podniósł się z krzesła, podszedł do jednego z żołnierzy straży przybocznej domagając się niemym ruchem ręki oddania oręża. Uruk bez słowa rozpiął pas, oddał szablę generałowi ujmując oburącz noszoną jako główną broń włócznię.
- Dwudziestu wewnątrz, czterdziestu na zewnątrz, czcigodny panie! - huknął Blerih przykładając do czoła zaciśniętą pięść - Cały zamkowy garnizon w pełnej gotowości!
Generał gwardii okręcił się na pięcie i wypadł z sali innymi drzwiami, wykrzykując śpieszne rozkazy do depczącego mu po piętach adiutanta. Tshegoj parsknął cicho demonstrując w ten sposób swą dezaprobatę dla wszystkich zaskakujących wydarzeń, które nieoczekiwanie zburzyły porządek i tak już nerwowego dnia siejąc dziki zamęt w myślach księcia-przedstawiciela.
Pojawienie się proroka Katana było dla hyrtana gromem z jasnego nieba. Takie rzeczy się przecież nie zdarzały, przynajmniej nie za życia księcia-przedstawiciela! Owszem, Tshegoj bywał świadkiem cudownych rzeczy dokonywanych świętą mocą katanickich duchownych, zwłaszcza uzdrowień, toteż nigdy nie śmiałby podważyć boskiego majestatu Katana ani kwestionować sakralnych dogmatów orkowej wiary... lecz nadejście awatara Boga kompletnie zbiło go z tropu. Hyrtan spostrzegł nie dość starannie skrywany niepokój Venharra i stwierdził w myślach, że szczerze go podziela. Przybysz mógł być kimkolwiek: szaleńcem, samozwańcem, demonem w uruczej skórze. Chociaż książę-przedstawiciel musiał gorączkowo improwizować, nie zamierzał zaniechać najmniejszych kroków dla zachowania ostrożności: miał wrogów nie tylko pośród orwingarskiej szlachty, ale i poza Orkusem Małym, toteż jego paranoicznie podejrzliwa natura nakazywała szukać w pojawieniu się boskiego posłańca czegoś innego niż prawdziwego ucieleśnienia mocy Katana.
Do pomieszczenia wpadli pobrzękujący stalą gwardziści, rozstawieni natychmiast w równym szyku pod wszystkimi ścianami sali. Generał Blerih stanął po lewej stronie krzesła Tshegoja, z prawicą zaciśniętą na ciężkiej buławie.
- Na jedno twe słowo, panie, będziesz miał tutaj setkę zbrojnych w pięć uderzeń serca - oznajmił możnowładcy uruk, prostując się w swym ciężkim pancerzu i spoglądając z lekkim niepokojem na drzwi, przez które miał przejść lada chwila prorok.
W sali zapadła dzwoniąca w uszach cisza, w której hyrtan zdawał się wychwytywać słuchem bicie serc swych poddanych. Venharr i Lheobarr skończyli mamrotać coś pod nosami, bez wątpienia spalatając w swych umysłach jakieś mordercze zaklęcia mające w razie kłopotów ochronić czcigodną osobę księcia-przedstawiciela. Generał Hrantz siedział na własnym miejscu z szablą spoczywającą w przełożonej w poprzek kolan pochwie, gotów wyciągnąć ją na pierwszą oznakę zagrożenia. Wyraz kompletnego zaskoczenia znikał z oczu członków rady hyrtańskiej zastąpiony coraz większą ekscytacją, wszyscy bowiem w równym stopniu porażeni byli wizją autentycznego nadejścia proroka.
Jeśli to była prawda, życie obecnych w komnacie uruków miało ulec całkowitej odmianie. Jeśli nie... cóż, żaden kolejny dzień również nie miał już pozostać taki sam jak dotąd.
Zza głównych drzwi sali audiencyjnej dobiegł cichy odgłos zbliżających się kroków. Jeden z gwardzistów wychynął zza progu, wyprostował się niczym struna i zaanonsował gości.
- Dostojny mistrz Hrobbak i... i jego towarzysz proszą czcigodnego i wielkiego hyrtana o widzenie.
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 10 times
- Kontakt:
- Wpuszczaj!!!
Huknąłem jak z armaty. Sam przerażony siłą swego głosu. Widać, że nerwy pomieszane z ciekawością potrafią wzbudzić sporo emocji.
Huknąłem jak z armaty. Sam przerażony siłą swego głosu. Widać, że nerwy pomieszane z ciekawością potrafią wzbudzić sporo emocji.
Ostatnio zmieniony 29 września 2009, 19:56 przez czegoj, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Panowie, info w trybie taktycznym. Wszystkie zaklęcia działają, gwardziści pod bronią i gotowi do akcji, na twarzach członków rady pełne skupienie.
Runiczny symbol wykrywający złe intencje nie sygnalizuje absolutnie żadnego zagrożenia.
Do trzydziestu minut rzucę updatem fabularnym, a Wy sobie w tej chwili wyobrażajcie, któż to wejdzie do sali
Runiczny symbol wykrywający złe intencje nie sygnalizuje absolutnie żadnego zagrożenia.
Do trzydziestu minut rzucę updatem fabularnym, a Wy sobie w tej chwili wyobrażajcie, któż to wejdzie do sali
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pociągnięte przez gwardzistów drzwi rozwarły się na oścież i do wnętrza sali weszły dwie postacie. Pierwszą z nich był stary zgarbiony mistrz Hrobbak, szurający po kamiennej posadzce drewnianymi sandałami, uśmiechnięty radośnie w ekstatyczny wręcz sposób. Nikt z obecnych w komnacie nie zwrócił na wiekowego mnicha uwagi, wpijając się wzrokiem w drugiego gościa.
Postać była wysoka, okryta szarym płaszczem z kapturem, o skrywających dłonie rękawach. Założony na biodrach pas nabijany był guzami z ciemnego kamienia, ale nie on przyciągał uwagę członków rady, lecz wielka laska dzierżona w prawicy proroka, odlana z ciemnoniebieskiego metalu, który zdawał się skrzyć drobinkami światła. U szczytu tej laski znajdowała się masywna zaciśnięta pięść, uświęcony symbol Katana. Idąc poprzez salę prorok uderzał laską w kamienną posadzkę i powtarzający się dźwięk tych uderzeń zdawał się huczeć niczym spiżowy dzwon w uszach uruków.
Prorok zatrzymał się w połowie drogi dzielącej go od skamieniałego z wrażenia księcia-przedstawiciela. Towarzyszący mu krok w krok mnich padł na kolana oddając hyrtanowi pełen wdzięczności pokłon, ale sam boski posłaniec nie uczynił żadnego gestu, który mógłby być odebrany za oznakę służalczości. Naciągnięty na twarz kaptur skutecznie skrywał jego oblicze przed rozgorączkowanymi spojrzeniami uruków, a przeciągające się milczenie sprawiało, że wyczuwalne w sali napięcie zdawało się sięgać zenitu.
- Czcigodny i wielki panie - powiedział łamiącym się głosem mistrz Hrobbak - Oto prorok Katana, błogosławiony cudotwórca, posłaniec Najwyższego.
Przybysz w szarych szatach uniósł w górę lewą rękę, odciągnął w tył kaptur.
Z ust gwardzistów wydarło się stłumione westchnienie, Leobharr podniósł się mimowolnie z krzesła, które upadło z trzaskiem na podłogę, Venharr spróbował coś wykrztusić, ale ani jedno słowo nie przeszło mu przez gardło.
Książę-przedstawiciel siedział w milczeniu, z kamienną twarzą, nie wierząc swym oczom. Oczekując wejścia proroka próbował przekonać samego siebie, że to jakaś niebywale zuchwała mistyfikacja, jakiś świętokradczy podstęp uknuty przez jego politycznych wrogów, ale cząstką jaźni desperacko wierzącą w prawdziwość słów Hrobbaka wyobrażał sobie przybysza jako dumnego uruka o twardych rysach, wyniosłego i promieniującego boskim majestatem, porażającego swym niezwykłym wzrokiem.
Prorok miał dumne rysy twarzy i porażający dziwnym wyrazem wzrok, a z jego uduchowionego oblicza promieniowała aura niezwykłej świętości, ale w niczym nie przypominał otaczających go uruków.
Uruków całkowicie zbitych z tropu, bezgranicznie zdumionych i nie potrafiących uwierzyć w ten widok.
Prorok Katana - opiekuńczego boga orków, patrona ich potęgi i protektora gatunku - był człowiekiem.
Postać była wysoka, okryta szarym płaszczem z kapturem, o skrywających dłonie rękawach. Założony na biodrach pas nabijany był guzami z ciemnego kamienia, ale nie on przyciągał uwagę członków rady, lecz wielka laska dzierżona w prawicy proroka, odlana z ciemnoniebieskiego metalu, który zdawał się skrzyć drobinkami światła. U szczytu tej laski znajdowała się masywna zaciśnięta pięść, uświęcony symbol Katana. Idąc poprzez salę prorok uderzał laską w kamienną posadzkę i powtarzający się dźwięk tych uderzeń zdawał się huczeć niczym spiżowy dzwon w uszach uruków.
Prorok zatrzymał się w połowie drogi dzielącej go od skamieniałego z wrażenia księcia-przedstawiciela. Towarzyszący mu krok w krok mnich padł na kolana oddając hyrtanowi pełen wdzięczności pokłon, ale sam boski posłaniec nie uczynił żadnego gestu, który mógłby być odebrany za oznakę służalczości. Naciągnięty na twarz kaptur skutecznie skrywał jego oblicze przed rozgorączkowanymi spojrzeniami uruków, a przeciągające się milczenie sprawiało, że wyczuwalne w sali napięcie zdawało się sięgać zenitu.
- Czcigodny i wielki panie - powiedział łamiącym się głosem mistrz Hrobbak - Oto prorok Katana, błogosławiony cudotwórca, posłaniec Najwyższego.
Przybysz w szarych szatach uniósł w górę lewą rękę, odciągnął w tył kaptur.
Z ust gwardzistów wydarło się stłumione westchnienie, Leobharr podniósł się mimowolnie z krzesła, które upadło z trzaskiem na podłogę, Venharr spróbował coś wykrztusić, ale ani jedno słowo nie przeszło mu przez gardło.
Książę-przedstawiciel siedział w milczeniu, z kamienną twarzą, nie wierząc swym oczom. Oczekując wejścia proroka próbował przekonać samego siebie, że to jakaś niebywale zuchwała mistyfikacja, jakiś świętokradczy podstęp uknuty przez jego politycznych wrogów, ale cząstką jaźni desperacko wierzącą w prawdziwość słów Hrobbaka wyobrażał sobie przybysza jako dumnego uruka o twardych rysach, wyniosłego i promieniującego boskim majestatem, porażającego swym niezwykłym wzrokiem.
Prorok miał dumne rysy twarzy i porażający dziwnym wyrazem wzrok, a z jego uduchowionego oblicza promieniowała aura niezwykłej świętości, ale w niczym nie przypominał otaczających go uruków.
Uruków całkowicie zbitych z tropu, bezgranicznie zdumionych i nie potrafiących uwierzyć w ten widok.
Prorok Katana - opiekuńczego boga orków, patrona ich potęgi i protektora gatunku - był człowiekiem.
inkantacja - "Rozumienie Myśli" - po zakończeniu inkantacji wzrok kieruje w stronę hyrtana i kiwam głową pytająco : mogę ? (jeśli Tchegoj odpowie zwracam się do przybysza).
A WIĘC TO TY JESTEŚ TYM UZDROWICIELEM , PROROKIEM OKRZYKNIĘTYM PRZEZ MISTRZA HROBAKKA?
JAKIE JEST TWOJE IMIĘ I CO SPROWADZA CIĘ W TEN NIEBEZPIECZNY DZIŚ ŚWIAT ? oczywiście moje skupienie nie tylko jest na "Rozumieniu Myśli" ale również na opanowaniu emocji , zdenerwowania...a może po części nawet strachu.
P.S. Do postu 58 (czegoja) - pewnie to samo bo jak mógłbym się oprzeć? przecież to sam wysłannik Katana - CZŁOWIEK!!!
A WIĘC TO TY JESTEŚ TYM UZDROWICIELEM , PROROKIEM OKRZYKNIĘTYM PRZEZ MISTRZA HROBAKKA?
JAKIE JEST TWOJE IMIĘ I CO SPROWADZA CIĘ W TEN NIEBEZPIECZNY DZIŚ ŚWIAT ? oczywiście moje skupienie nie tylko jest na "Rozumieniu Myśli" ale również na opanowaniu emocji , zdenerwowania...a może po części nawet strachu.
P.S. Do postu 58 (czegoja) - pewnie to samo bo jak mógłbym się oprzeć? przecież to sam wysłannik Katana - CZŁOWIEK!!!
Ostatnio zmieniony 29 września 2009, 21:46 przez leobardis, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Nie dostaniesz drugiej szansy, by zrobi? dobre pierwsze wra?enie.[/center]
[center]
[/center]
[center]
[/center]-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 10 times
- Kontakt:
Kiwam oczywiście głową do Kapłan i pozwalam mu zacząć rozmowę, bo właściwie o czym miałbym gadać z człowiekiem. Teraz dopiero zastanawiam się, co właściwie zrobiłem.
A tak przy okazji. Kapłanie a jakbym powiedział, że nie możesz, to co byś zrobił.
A tak przy okazji. Kapłanie a jakbym powiedział, że nie możesz, to co byś zrobił.
Ostatnio zmieniony 29 września 2009, 21:42 przez czegoj, łącznie zmieniany 1 raz.
Generał Hrantz skrzywił się nieznacznie.
Jako, że nie mam możliwości magicznego skanu przybysza ograniczę się do oceny cech fizycznych oraz broni. Czy rusza się w jakiś szczególny sposób? Czy można wyczuć jakieś anomalia związane z jego motoryką (istoty magiczne często łamią obowiązujące prawa fizyki)? Z czego jest zrobiona jego broń?
Jako, że nie mam możliwości magicznego skanu przybysza ograniczę się do oceny cech fizycznych oraz broni. Czy rusza się w jakiś szczególny sposób? Czy można wyczuć jakieś anomalia związane z jego motoryką (istoty magiczne często łamią obowiązujące prawa fizyki)? Z czego jest zrobiona jego broń?
Windswept landscape, desolated mountain plateaus..
Po pierwszym szokującym wrażeniu, opanowuję myśli i umysł. Teraz na chłodno oceniam przybyłą postać, świdrując ją kamiennym wzrokiem. Czekam na pierwsze słowa, gesty, mimikę twarzy. I przede wszystkim ciekaw jestem reakcji Hyrtana na brak szacunku ze strony przybysza...
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia