Barmanka odgarnęła palcami spadające na czoło włosy i podniosła z podłogi strącone przez człowieka w kamizelce radio.
- To był Joe Cobb, przedstawiciel Kajdaniarzy z więzienia w Jean - oświadczyła potrząsając jednocześnie z przygnębioną miną urządzeniem - Przychodził tu już wcześniej, żeby próbować nas zastraszać i wyłudzać towar za bezcen.
- Kajdaniarze to więźniowie przerzuceni tutaj z Kalifornii - dodał wyjaśniającym tonem doktor Mitchell - Republika wykorzystywała ich do prac w kamieniołomie w Sloan, ale jakimś cudem zdołali wzniecić bunt i przejąć kontrolę nad więzieniem, kilka tygodni temu. Podobno zabili wszystkich strażników, uzbroili się i ogłosili nową władzą w okolicy.
- I zaczynają napastować okoliczne osady - sarknęła Sunny, oparta łokciem o kontuar - A RNK zostawiła ich samym sobie zamiast posprzątać po sobie ten burdel. Garnizon z Przyczółka Mojave nawet nie organizuje patroli na południowej nitce dziewięćdziesiątki piątki, a ci w McCaffran podobno cały czas pilnują Kolorado, nasza okolica wcale ich nie interesuje.
- A ten handlarz to wasz znajomek, że go chronicie? - wypytywał dalej jasnowłosy zabijaka, ujmując w dłoń własną szklankę.
- Ringo? - Trudi przechyliła w bok głowę, wciąż potrząsając zepsutym radiem - To wędrowny kupiec z Karmazynowej Karawany, z Nowego Vegas. Nie ma z nami nic wspólnego, jest tutaj gościem takim samym jak pastor Gottschalk czy wy sami. Staramy się, by ludzie wiedzieli, że w Goodsprings są bezpieczni, ale ten biedak zadarł wcześniej w jakiś sposób z Kajdaniarzami i zawzięcie go teraz ścigają.
- I licz się z tym, że wieczorem tutaj wrócą, Trudi - wtrąciła tonem przestrogi Sunny - Co wtedy zrobimy?