Strona 4 z 16
: 10 czerwca 2014, 00:02
autor: 8art
Tak czy owak trzeba było stąd spieprzać...
Kmicic niepewnie patrzył na barwne towarzystwo cwaniaka, borga, komandosa jak żywcem wyjętego z broszurki specnazu i doktora, którego tożsamości nie do końca był pewien. Nie wiedział kim są, ale raczej podobnie jak on sam mieli na pieńku z Belacorpem. Musieli się stąd jakoś wydostać, ale Kmicic nie bardzo chciał zdradzać sekrety Witebska. Nie przed nieznajomymi.
Obszukał trupa, którego głowa kogoś mu przypominała zanim zamieniła się w krwawą miazgę, a potem miejscówkę. Wiedział czego szuka: ukrytego przejścia. To mogło w razie większego W uratować mu dupsko. Choć z drugiej strony i tak pewnie odpowiednie korpy znały jego dokładną lokalizację. Rana na boku piekła niemiłosiernie...
Gdy Sasza skończył cerować pana cwaniaka (a sexi borg zdradził jego prawdopodobną tożsamość), Bjerezowski odciągnął doktora. Sprawa była dość poważna. Nie mógł skontaktować się z nikim z Ruchu, bez obawy na zdenuncjowanie:
- Saszka, nuże kurwa smatri! - odsłonił ranę na boku: - doktorowa zaczipowała mnie kak jebanu sobaku! Ty wyjmij mnie to gówno w pizdjec.
Wątek techniczny
Szukam tajnych przejść, przytulam jakiegoś gnata, tudzież materiały wybuchowe.
: 10 czerwca 2014, 11:59
autor: koszal
Białoruś, ruiny Witebska, 13:24 czasu wschodnioazjatyckiego
Jelcynow wciąż tępo wgapiał się w pustkę. Mimo uszu puścił raport cyberniuni.
Czuł, że tkwi w czarnej dupie.
Wstał, skrzywił się z bólu. Spojrzał na ramię i na Saszę. Fachowcem to on chyba nie był. Przespacerował się kilka kroków, nie było tak źle.
Panie Biznesmen, jak Pan rady nie dajesz możemy wspomóc czymś tam.
Sasza wskazał na brudny woreczek z białym proszkiem, piwniczne znalezisko Motłocha.
Jelcynow zaklął pod nosem. Przyglądał się fiolce z zielonkawą substancją. Wymacał w kieszeni kopertę i telefon.
Oczywiście kurwa nie było zasięgu!
Różowa koperta wypadła z kieszeni, gdy wyjmował telefon. Szczeniaczek ochoczo zainteresował się dziwnie pachnącym znaleziskiem.
Zostaw.. ! Kurna, trzebaby Cię jakoś nazwać- zastanowił się Wasyl podając nieco uślinioną i zmietą kopertę szefowi.
Zastanawiał się nad słowami Tani.
Sterczała w progu. Resztki wraku porozrzucane na przestrzeni kilkuset metrów były widoczne i stąd. Niewykonalne było zlokalizować, gdzie mogą być poszczególne elementy.
Jednakże przedstawienie wokół miejsca katastrofy robiło się coraz ciekawsze. Superwzrok Tani zarejestrował udzielającego wywiadu oficera korporacyjnego, którego kilka chwil wcześniej otoczyły dość schludnie ubrane kobiety, płaczące teraz nad wrakiem. Ledwie minutę wcześniej wysiadły z helikoptera.
Kmicic nie tracił czasu. Obszukał trupa, potem drugiego. Wzdrygnął tylko napotkawszy przenikliwe spojrzenie Motłocha.
- Saszka, nuże kurwa smatri! - odsłonił ranę na boku: -
doktorowa zaczipowała mnie kak jebanu sobaku! Ty wyjmij mnie to gówno w pizdjec
Cziort wazmi! -zaklął sromotnie Motłoch podnosząc się z miejsca. Wystraszony szczeniak dosłownie nakrył się nogami od impetu powstania Jelcynowego goryla.
Jelcynow- bierzesz te prochy? Sasza obstawia, że to ''może być'' kodeina. Możesz chodzić i bez niej- będzie bolało, ale zachowasz lepszą trzeźwość myślenia.
Poza tym rzuty macie masakryczne, cały czas albo dychy lecą, albo jedynki.
: 10 czerwca 2014, 12:05
autor: 8art
- A Ty gieroju szczo tak łypiesz na mnie głazami? Ojca Ci harmoszką zabił? -spytał spokojnie Kmicic Motłocha, widząc, że komandos świdruje Jego osobę cyberwzrokiem. W zasadzie nie interesowała go odpowiedź. Chciał tylko dać znać, że wie, że jest obserwowany.
Chyba wydawało mu się, że wciąż jest nafaszerowany jakąś chemią. Machnął ręką na trupy i zaczął rozglądać się za improwizowanym źródłem światła.
Wątek techniczny
Co Sasza mówi na temat blizny? Jak uda mi się zoorganizować jakąś zapalniczkę, latarkę to skoczę na dół. Potem trzeba stąd spadać.
: 10 czerwca 2014, 12:50
autor: koszal
Spakojna kamrat... -pojednawczym gestem Sasza starał się ułagodzić dwa łypiące na siebie psy wojny.
Kmicic, ja.. nie znaju szto u Tjebja możet być... a tak krajać w pizdjec ... bjez rentgena?
Zapalniczki nie masz. Może któryś z turystów?
: 10 czerwca 2014, 19:29
autor: 8art
Kmicicowi zależało na zejściu na dół, a światła było w piwnicy jak na lekarstwo. Mogło się okazać, że tylko na dole mogłobyć bezpieczne wyjście z domostwa. Zmienił ton i zapytał komandosa:
- A ty ze specnaza czy kak amerykance gadają solo? kurisz? A u tjebja pticki albo zarzigałka jest?
: 10 czerwca 2014, 23:34
autor: Dobro
- Zabierz to świństwo - mruknął Borys, wstając. Przez chwilę wirowało mu w głowie, ale gdy przytrzymał się jakiegoś mebla, to udało mu się utrzymać równowagę i zrobić parę kroków. Przez chwilę przyglądał się bacznie kopercie, obwąchując ją. Odłożył ją na powrót do kieszeni i odpakował czekoladę. Zjadł parę kostek.
- Motłoch, Tania. Spierdalamy stąd. Kierunek: Mińsk. Spróbujemy wyjść piwnicą. Jakie mamy uzbrojenie? - rzucił pytanie do wszystkich i nikogo jednocześnie, analizując sytuację i aktualne położenie.
Rany bolały jak sam skurwysyn, ale lepsze to, niż odjazd do krainy wiecznych łowów.
: 11 czerwca 2014, 09:36
autor: Denver
Słabo jest , Szefie. Mam automat i pistolet po tych tu, kawalarzach. Spróbowali by my może lasce nogi dokoptować? Wtedy będzie lepiej spierdalać. Chyba, że mam ją i Szefa nieść całą drogę?
: 11 czerwca 2014, 11:22
autor: Dobro
Borys cmoknął wielce zniesmaczony. Było gorzej, niż myślał.
- Taaaak... Tania bez nóg... chujnia. - Niedźwiedź podszedł do okna by wyjrzeć na zewnątrz.
: 11 czerwca 2014, 13:52
autor: koszal
Białoruś, ruiny Witebska, 13:30 czasu wschodnioazjatyckiego
Znalazł ją wśród rupieci na dole. Benzynowa staruszka zippo. Zignorowany przez solo Kmicic postanowił przeszukiwać piwnicę po omacku. Znalazł też parę innych skarbów, na które Motłoch nie zwrócił uwagi. Żyłka, kilka zapalników. Opierdolony do połowy szczur. W bladym blasku zapalniczki przeszukiwał podziemie.
Znalazł. Choć nie tego szukał.
Na wiszącej na ścianie korkowej tablicy wisiała sieć połączonych fotografii. Znaczna część była osmolona i nieczytelna, lecz wciąż rozpoznawał wiele spośród tych twarzy. Jakby tego było mało ułożone w drzewko hierahiczne zdjęcia były podpisane markerem.
Bzdura! Cholernie to się nie trzymało sensu! Chłopcy pili z jednego kubka, a tutaj wystawiali na wierzch sprawy, o których jako ruch oporu wiedzieć musieli, a których nie powinien oglądać nikt inny.
Coś go tchnęło. Coś, co łączyło wszystkie zdjęcia. Drżącą ręką przybliżył źródło światła kolejno do wszystkich pozycji.
[center]***[/center]
Pieprzyć to. Coś było nie tak. Wszystko było nie tak od chwili gdy wsiedli do tego cholernego pociągu.
Wyglądał przez okno błądząc oczyma po surowym krajobrazie.
Chciał przeklnąć na głupotę swoich podkomendnych i splunąć siarczyście, lecz suchość w ustach sprawiła, że zaczął krztusić się. Motłoch postąpił ku niemu piorunującym wzrokiem ponaglając Saszę.
Jelcynow wyciągnął przed siebie dłoń wskazując śnieżno- krwawą ścieżkę. Przez lata żył w strachu przed pościgiem służb. Tym razem jednak ścigający niekoniecznie chcieli go aresztować. Tym razem wytropiliby ich, by zabić. Wkrótce ktoś ruszy tym tropem.
Spojrzał na swój umorusany krwią garnitur. Był przesiąknięty. Szok powoli ustępował. Niedźwiedź zaczął odczuwać chłód i zmęczenie.
Zimno już wkrótce da się we znaki wszystkim. No oczywiście nie Tani, a motłoch czasami wydawał się bossowi zbyt głupi, by zmarznąć.
Musieli znaleźć lepszą kryjówkę.
Sygnał komórki wyrwał go z zamyślenia.
Numer nieznany.
Kmicic- nie ma ukrytego wyjścia z piwnicy.
Jelcynow- odbierasz telefon?
Tania- szefu marznie, po nóżki obecnie nie da rady iść, bo to narazi szefa, a zostać tu nie możecie, bo to niebezpieczne.
Motłoch- psinka Cię wyraźnie lubi.
: 11 czerwca 2014, 15:25
autor: Denver
Smutno mi z powodu tego personalnego przytyku Koszal

: 11 czerwca 2014, 16:10
autor: 8art
Do głowy Bjerezowskiego zaczynała dochodzić niepokojąca myśl, że miejsce w którym byli, miało być swojego rodzaju pułapką, bo skąd wzięłyby się tu focie z Orszy? On i Sasza mieli tu trafić. Mieli spierdolić z transportu, taki był plan Belacorpu. Może dlatego borgi Belacorpu jeszcze tu nie wpadły? Może plan się trochę popieprzył. Rozpieprzony samolot, zombiaki...
Kto inny mógł tu siedzieć jak nie podstawieni ludzie Belacorpu? Chyba nawet Ruch Oporu nie miał takich wtyk, żeby mieć swoich ludzi w tamtym piekle, żeby podsyłali fotki zeków.
Tylko po co byłaby ta cała maskarada? Sobowtór Saszki odstrzelony przez nieznajomego komandosa. Melina do której mieli trafić? Chciano z nich zrobić nieświadomych szpicli?
Dziwnym zbiegiem okoliczności podejrzani obcy zmierzający do Mińska wykosili równie podejrzaną załogę pierdolnika. Wszystko było pomieszane jak zacier do matuszki gorzałki, ale Kmicic wiedział jedno. W takim stanie, zaczipowany, nie mógł kontaktować się z nikim z Ruchu. Za duże ryzyko, że wystawiłby ludzi na odstrzał.
Tak czy owak trzeba było stąd zniknąć i z Witebska też...
: 11 czerwca 2014, 20:03
autor: Dobro
Borys drgnął. Chwilę jeszcze przysłuchiwał się dzwonkowi telefonu, ale w końcu wcisnął zieloną słuchawkę na klawiaturze komórki i przyłożył aparat do prawego ucha.
Zanim drgnęły struny głosowe Jelcynowa, wydając pierwsze dźwięki, w mózgu bossa impulsy elektryczne szalały po autostradach nerwowych. Naprzemiennie, z jednej komórki do drugiej, leciały w morderczym tempie, próbując ustalić, kto może do niego dzwonić. Jego ludzie nigdy nie dzwonili z zastrzeżonych numerów. Taka była u nich Zasada. Borys "Niedźwiedź" Jelcynow zebrał w sobie wszystkie siły, i przypominając sobie jeden ze swoich ulubionych filmowych tekstów, zarecytował z pełnym, amerykańskim akcentem:
- West side is da best - sekunda ciszy - łaka maka fą.
Przysiadł, czekając na odpowiedź.
: 11 czerwca 2014, 20:33
autor: Dobro
- Szto ty tam pierdolisz, Borys? - zapytał głos w słuchawce. Jelcynow skojarzył głos. Głośnio przełknął ślinę.
- Ach, to ty. Dostawa nieco się opóźni. Mamy pewne komplikacje... - boss zaczął mówić, ale osoba po drugiej stronie nie chciała słuchać.
- Słuchaj mnie, zasrańcu. Wczoraj po południu miałem coś dostać. Gdzie to jest?
Myśli znowu leciały autostradami do odpowiednich komórek, i z powrotem. Tam i z powrotem. Tam i z powrotem. Bingo!
- To ty mnie słuchaj, kutasiarzu - zaczął zimno boss, odzyskując rezon. Już wiedział, co ma zrobić. - Jak chcesz dostać ten swój jebany ładunek, to przyjedź sobie po niego do Witebska. Sam, bez swoich siepaczy. Masz gdzieś wtyke, który nas sypnął, dlatego odbierzesz to sam. To była pierwsza opcja. Druga jest taka, że jak tu nie przyjedziesz, to osobiście wepchnę ci do dupy tą fiolkę, dopcham ją kijem, żeby weszła dalej, a następnie wsadze korek i przypierdole łomem. Sam. Jeden człowiek więcej i fiolka idzie się jebać. Rozumiemy się? - dodał najbardziej zimnym i złowieszczym głosem, na jaki go było stać. - Zadzwoń, jak będziesz blisko Witebska. Dostaniesz kolejne instrukcje - dodał już normalnym głosem i rozłączył się. Spojrzał na stojących w pomieszczeniu ludzi oraz na pokiereszowanego borga.
- I tak oto przybędzie nasza odsiecz - dodał dumnie, kładąc się na chwilę, jednocześnie myśląc, jakby tu zmienić kryjówkę na bezpieczniejszą...
: 12 czerwca 2014, 00:44
autor: Rikandur
Tania bezceremonialnie podkuśtykała do zabitych gości i zaczęła zdzierać z nich mniej zniszczoną garderobę. Szef potrzebował gaci i jakiegoś kubraka. Ten Motłoch musiał tak rozjebywaczami siać. Niemal nic do użytku się nadającego ...
"Panie Jelcynow, proszę się przebrać w suche szmaty. Teraz najgroźniejsze jest wyziębienie ... Wasyl, nie dawaj psu czekolady ... struje się. A właśnie ! Czemu korpy nagrywają ten teatrzyk na zewnątrz ? Płaczące wdowy nawet mają naszykowane. Panie doktorze, gdzie poszedł ten Polak ?"
I wtedy gangster miał swoją rozmówkę z jakimś debilem od fiolki. Tania przekrzywiła głowę ...
"Ale zanim wciśniesz mu tę fiolkę w gardło, panie Jelcynow. Proszę założyć gumową rękawiczkę. Nikt nie wie jak jadowity będzie, to w końcu oszust z korpów. Wasyl I ja z chęcią ciula przytrzymamy."
Nie martw się Denver ! Jak mi się do końca programy spierdolą to dopiero będzie bal.

: 12 czerwca 2014, 14:05
autor: koszal
Sasza nad wyraz zwinnie zeskoczył do buszującego w piwniczce Bjerjezowskiego.
Nieporadny, karłowaty doktorek nawet przy tym nie sapnął. Zszedł z linii bladego snopa światła wpadającego przez otwór klapy.
Podszedł do Kmicica. Blisko. Bardzo blisko. Kmicic szybkim ruchem odwrócił się od analizowanej właśnie sieci powiązanych zdjęć i uniósł płomień zapalniczki między twarze. Spojrzenia obu mężczyzn spotkały się w ciemnościach.
Było coś zdecydowanego w oczach Saszy. Wyczuwalna nuta determinacji. Dotknął palcem blizny na brzuchu Kmicica.
Cokolwiek tam masz. Wyjmiemy to tylko fachowym sprzętem. Wiesz, gdzie znajdziemy coś takiego. Wiem, że wiesz. Ja też to mam.
[center]***[/center]
Odsiecz to zdaje się już nadciąga proszę pana.. -ironicznym głosem rzucił Motłoch wskazując trzyosobowy oddział Enforcerów, który właśnie odłączył się od przedstawienia.
Wyraźnie kierowały się w ich stronę. Dotarcie zajmie im kilka minut.
Jelcynow zostaje w swoich ciuchach, czy też właśnie się przebiera? Borgi biegną truchtem przez pole minowe.