Strona 4 z 12

: 04 sierpnia 2014, 13:59
autor: Dobro
Jeżeli Mikulas jest w stanie - podnosi się i ucieka dalej.
[offtopic]Jest w stanie! Pytanie dokąd ucieka? Przed nim rycerz walczy z demonem, z tyłu ścigały go wilki. Mroczny las otacza go od boków? Dokąd pobieży Mikulas? Poproszę o ładny wpisik.[/offtopic]

: 04 sierpnia 2014, 14:25
autor: Dobro
Mikulas przełknął ślinę. Nigdy nie był fizycznie uzdolniony - przedkładał siłę umysłu nad tępą brutalną siłę fizyczną. Teraz bardzo tego żałował.

Smród szczyn i ich ciepły dotyk na Mikulasowych gaciach ocucił go nieco; chciał uciekać, ale nie miał pojęcia dokąd. Za nim wilki, przed nim rycerz i demon. Miał tylko nadzieję, że Łamignat i Michał sobie poradzili, a nie służą jako pyszna potrawa dla tych potworów.

Rycerz krzyknął w szale. Tichy wrócił myślami do rzeczywistości; dostrzegł zranioną nogę rycerza - do cięcia, pomyślał. Zaraz potem podniósł się na nogi i nie mogąc wymyśleć niczego lepszego, wyciągnął jedną rękę w stronę walczących, i na wzór znanego, praskiego egzorcysty, krzyknął po czesku, starając się, by jego ton brzmiał groźnie:

- Won do piekła, kurwo wściekła!

: 04 sierpnia 2014, 21:38
autor: Rikandur
Sytuacja wydawała się beznadziejna, ale Alfonso bywał już w śmiertelnych tarapatach wcześniej, zerknął na drugiego Templariusza żegnając się z bratem z zakonu i odmawiając pacierz za jego duszę. Tedy usłyszał łomoty wewnątrz karocy ! Zamachnął się na potwora pochodnią, chcąc bestię chwilowo oślepić. Wiedział że jego słaba prawica nie zrani bestii jak ciosy rycerzy. Posty i umartwienia oczyszczają grzeszny umysł i dyscyplinują słabe ciało, ale i tak czuł że sił mu ubywa wraz z krwią cieknącą z boku.
"Plugawa bestio ! Nie dam tobie podobnym bezcześcić ciał czcigodnych zmarłych których mam w swej pieczy !"
Z tymi słowami rzucił pochodnię na dach karocy, zanim odwrócił się z nienawistnym grymasem z powrotem w stronę potwora i splunął w jego stronę. Zginąć tak marnie, Boża Wola, zginąć jak pies skamlający ? Nigdy !
"Giń w Imię Chrystusa!"
Alfonso Buonafiori, kapelan zakonu Templariuszy, zignorował ranę na boku ... cóż jest ludzkie cierpienie jak nie podłym strachem przed Bożą Karą ? I zaszarżował na szatańskiego wilka !
Maźnąć bestię raz pochodnią po oczkach. Potem pochodnia na dach karocy. I atakować bestię ! Choćby zębami i pazurami, puki dycham.

: 04 sierpnia 2014, 21:47
autor: Araven
Rzeczy działy się tak szybko, Konrad pędził konno na ratunek obcym podróżnym, jakich zaatakowały wilki, zatrzymał się na chwilę przy rannym leżącym na trakcie, potem zaatakował go jakaś czerwonooka bestia jakby coś wilczego miała w sobie, niemal rozszarpała mu gardło, potem zaś odrzuciła, na bok. Konrad uderzył w pobliskie drzewo, czując jak krew i życie uchodzą z niego. W tym czasie rycerz Zygfryd von Feuchtwangen, z jakąś nieludzką siłą i zawziętością walczył z bestiami.

Konrad na chwilę zamknął oczy, osłabiony upływem krwi. Otworzył je ponownie, słysząc nad sobą głos, obudź się, twoje ciało zaraz umrze, ale mogę sprawić, że śmierć cię nie zabierze. Zmienię cię, ale musisz się napić mojej krwi, będziesz żył dalej, by wziąć zemstę, ale nie będziesz już taki jak teraz, zaczniesz się obawiać słońca i go unikać, ale zyskasz też wielką siłę i inne zdolności, decyduj, pytał rycerz Zygfryd.

Dobrze, wyrzekł Konrad, czyń co musisz, nie mogę tak się tutaj wykrwawić. Konrad najpierw poczuł kolejne ugryzienie, ale delikatniejsze zdecydowanie, niż to jakim potraktowała go wcześniej czerwonooka bestia. Potem jak przez mgłę poczuł, że rycerz Zygfryd daje mu do skosztowania nieco własnej krwi, przełykał ją, nie wiedząc czy to sen, czy też dzieję się to naprawdę.

Z jego ciałem zaczęło się dziać coś dziwnego, krew zaczęła krążyć jakby szybciej, zmieniało się postrzeganie, a chwilę potem Konrad stracił przytomność.
Po przebudzeniu, Konrad stwierdził, ze o dziwo nie jest martwy, ale wszystko wydawało się jakieś inne.
Miało być po wpisie Rikandura.
[offtopic]Jest ok.[/offtopic]

: 05 sierpnia 2014, 06:08
autor: koszal
Dostrzegł w oczach bestii ognie piekielne. Oto demon przebrzydły zstąpił na ziemię, niezlękniony płomieni. W posępnych ślepiach dostrzegł śmierć własną, oraz niezliczone grzechy, których nie dane mu było odpokutować. Upadł.
Ponad nim stwór prastary co bękartem samego diabła niechybnie być musiał kły swe przeogromne obnażył, ociekające śluzem na bezsilne ciało templariusza.
Oto kres człeka prawego, którego w chwili próby bóg porzucił na pastwę złego. Oto niby bydło pospolite jedynie mięchem rozwłóczonym po knieji ostanie.
Spojrzał w oczy samej śmierci, lecz nie znalazł dość dość sił w sercu by nie przymknąć ich przed nieuniknionym.
I poznał lęk i wstyd i słabość swej wiary.
Jednakowoż śmierć, jakiej oczekiwał nie nadeszła.
Spoiler!
OK. Za chwilę zostaniesz przemieniony.
Piekielny ogar powalił o ciężko poranił Buonafioriego. Z karocy wyłoni się Tzimisce- kobieta. Najpierw przemieni von Rundstedta, ale Alfonso będzie wtedy trząsł się ze strachu, nie otwierając oczu- jego wiara osłabła w tej chwili próby.
Teraz, żeby zachować porządek rzeczy:
Najpierw idzie wpis od 8arta o jego przemianie. Po tym, jak zarzuci wpis odnieś się do tego jak wygląda Wasza wspólna matka.
Nazywa się Nova Arpad, jest z klanu Tzimisce, będzie Twoją mentorką. Sam zdecyduj, czy zmieni Alfonsa na siłę, czy też na włąsną prośbę. Opisz ten dialog, doznania, jak i samą przemianę. Zrobisz to ładnie, to będzie prezencik.

Następnie Nova Arpad po prostu zeżre- wypije do cna Sigwalda, żeby się trochę uzupełnić.

Chciałbym, byś opisał to sam. Będzie to chyba ciekawiej dla Ciebie, jak będziesz mógł tę sytuację opisać samodzielnie- zarówno dialog jak i doznania.

Wrzuć wpis dopiero po wpisie 8arta. Przemyśl sobie jak to ma wyglądać, bo określi Twój nieżywot.

Nova Arpad. Jej lewa skroń od łuku brwiowego ku ustom będzie "zdobić" rząd krótkich, półtoracentymetrowych zagiętych kolców przypominających zwierzęce kły. Podobnie na ramionach, lecz tamże będą to już wysokie na kilkanaście centymetrów, grube i demonicznie wyglądające kolce.
Będzie miała na sobie purpurową suknię z czarnymi elementami i srebrną biżuterię z klejnotami, drogą, ale nie przesadzoną.
Tuż przed przemianą Buonafioriego będzie on słyszał, bo nie otworzy ze strachu oczu jak nieznajoma (jeszcze) "połamie" Rundstedta w kilku miejscach- mimo całego wdzięku lubi przemoc. Potem podejdzie do Alfonsa.
Spoiler!
pora na wpis, nagrodą za ładny opis jest potencja na poziomie *, jako dodatkowa dyscyplina (ale rozwijasz ją za 7pkt/*). To taki jednorazowy, motywujący bonus, kolejne nie będą tak hojne, ale będę nagradzał dodatkowymi pkt w "przerywnikach".

: 05 sierpnia 2014, 06:08
autor: koszal
..krzyknął po czesku, starając się, by jego ton brzmiał groźnie:

- Won do piekła, kurwo wściekła!

Głos jednakże bardziej przypominał podlotka niźli ton człeka w wieku podeszłym, co niejednego mędrca mógłby doświadczeniem życiowym zadziwić. Poczuł siłę, odwagę widząc jak von Feuchtwangen potwora z mocą niewyobrażalną ciosami okłada. Ręka prawego krtań potwora zdusiła. Rozwjał się w mrok, w mgłę rozpadł, uleciał niechybnie odesłany do ostatnich kręgów piekła.

Urągać już był gotów samemu diabłu. Ku wybawicielowi lecieć, by po rękach całować tego, który go zratował. Przeszczęśliwy zapłakał nad swym cudownym ocaleniem.

Ucichł nagle spoglądając w mrok. Bestia wciągnęła głęboko do nozdrzy powietrze, łypnęła oczami, z wolna przesuwając się w mroku. Blask ślepi czerwonych łypał na niego gdzieś spomiędzy zarośli. Głos usłyszał ponury i basowy, ciężki. Rozpoznał polską mowę, choć dałby wiele, by słów owych nigdy, przenigdy nie posłyszeć.

Tyyy... basową, mało ludzką mową potwór ozwał się pośród ciemności.

Tyyy stamtąd jesteś, z tego... miasta..
-Mikulas przysiągłby, że widział, jak diabeł oblizał wargi niby wilk na smakowitą zdobycz.

śmierdzisz tym... miaaastem... pewnie masz tam bliskich... urągałeś mi... ja... znajdę ich... i zabiję..

Znikł.

: 05 sierpnia 2014, 09:46
autor: 8art
Połamane żebra i krew sącząca się z poszarpanych zwierzęcymi kłami ran powodowały ból nie wytrzymania, przy którym Rundstedt zapomniał o trawiącej ciało podagrze i reumatyźmie. Szlachcic czuł, że umrze, jeśli nie znajdą znachora. Choć nie otworzył jeszcze oczu, to już wiedział co ujrzy. A widział takie rany nie raz i chłodna kalkulacja podpowiadała, że koniec jest blisko. Ale on nie mógł umrzeć. W grodzie czekały wnuki potrzebujące pomocy. Nie mógł ich zostawić.

W końcu otworzył oczy i stęknął z bólu. Chciał zawyć, ale splunął tylko krwią zaczynającą gromadzić się w płucach przebitych którymś z żeber. Chciał wstać ale członki odmawiały posłuszeństwa. Jedynie prawa ręka wciąż była władna i dłoń kurczowo zaciskała się na skrwawionym sztylecie. Powoli obrócił głowę w lewo. Druga ręka przypominała krwawą miazgę wygiętą pod nienaturalnym kątem. Musiał żyć... Jak przez mgłę dostrzegł kobięcą postać zbliżającą się ku niemu, jej suknię koloru kardynalskiej purpury, ale wszystko znów spowijać całun ciemności.

- Może Ci pomogę... - usłyszał perwersyjnie brzmiący kobiecy głos. Nie wiedział, czy była to jawa czy senna mara, ale wiedział jedno musiał żyć, dla wnuków, dla jedynej prawdziwej rodziny jaka mu pozostała i jakaś jeszcze świadoma część jaźni podpowiadała mu, że pomocą będzie jedynie skrócenie męk. Musiał walczyć. Znalazł siłę aby jeszcze raz podnieść ramię zbrojne w sztylet. Musiał przeżyć, nawet jeśli nie było nadziei. Dosłyszał tylko głośny, wysoki śmiech drażniący jaźń Rundsteda szyderstwem, ale też nutą zrozumienia.

Poczuł jak kości prawicy pękają wypuszczając broń. Wykrzywił usta w niemym krzyku. Nie miał szans, spróbował jeszcze ugryźć oprawce czując, dotyk zimnej skóry. Ugryzł ale nie poczuł tego czego się spodziewał. W ustach rozlał mu się metaliczny posmak słonej krwi, który ciepłem rozlał się w mgnieniu oka po całym ciele przynosząc ukojenie bólu. Otworzył oczy. Kobieta w purpurowej sukni klęczała nad nim i wycierała skrwawione przedramię.

Mógłby ją uznać za przepiękną, ale jej lewa skroń od łuku brwiowego ku ustom zdobił rząd krótkich, zagiętych kolców przypominających zwierzęce kły. Podobnie na ramionach, lecz tamże były to już wysokie na kilkanaście centymetrów, grube i demonicznie wyglądające kolce.

- Muszę żyć... - wyszeptał chyba bardziej sam do siebie: - Boże Wszechmocny w Niebiosiech... Chociażbym szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną... - spróbował machnąć złamaną ręką w desperackiej próbie walki o przeżycie. Nawet uderzył diablo piękność. Ta spojrzała swoimi krwistoczerwonymi oczyma, które odebrały Rundstedowi całą odwagę jaką miał:

- Jesteś prawie martwy, a jeszcze walczysz. Zaiste imponujące. Nadasz się Erchardzie Von Rundstedt. Będziesz żył... - W głosie jaki znów usłyszał czaiła się obietnica, ale też jakaś ukryta tajemnica. Uwierzył jej.

- Proszę pomóż mi... Muszę żyć...

Nie odpowiedziała. Na jej twarzy znów wykwitł tylko demoniczny uśmiech. Delikatnie dotknęła jego przedramienia prawą dłonią z nienaturalnie długimi paznokciami, bardziej szponom podbnymi. Poczuł ból jakiego jeszcze nie doznał. Zdawało mu się, że każda rana jaką kiedykolwiek odniósł trysnęła krwią, że każda złamana kość pękła na nowo. Wrzasnął ale nie stracił przytomności. Oczy zaszły czerwienią a on tylko słyszał demoniczny śmiech kobiety.

Okłamała go, diabli pomiot. Umierał. Czuł jak ostatnie krople krwi wyciekają z ran a on sam zaczyna trafiać do jasnego tunelu.

- Boże Wszechmocny, miej litość nad moimi dziatkami... - zaczął się modlić ostatkiem świadomości...

Musiał trafić do piekła, bo w tunelu nie było żadnych świętych, tylko bies, podobny ni to wilcowi ni to bezkształtnej górze mięśni z paszczą pełną ostrych kłów. Bestia skoczyła ku Erchardowi i dusza Rundsteda po raz pierwszy poczuła szał rozrywający serce...

***

Obudził się nagle i od razu usiadł. Kobieta wciąż klęczała nad nim uśmiechając się matczynie:

- Witaj po drugiej stronie śmierci Erchardzie Von Rundstedt. Jestem Nova Arpad...


Sent from my iPhone

: 05 sierpnia 2014, 16:02
autor: Dobro
- Wracaj tu, demoniee! Zjedz mnie! - pisnął z przerażeniem Mikulas. Zalał się zimnym potem a w głowie pojawił się kalejdoskop z ruchomymi obrazkami, z jego rodziną rozrywaną na strzępy przez demona.

Spojrzał na rycerza, który walczył z diabelstwem.

- Panie, litości! Pomocy! Ja skromny królewski medyk, ale moja rodzina, mam rodzinę... panie, pomóż! - rzucił się rycerzowi do nóg, zaklinając się na wszystkich świętych, by ratował jego rodzinę; w zamian za co Mikulas gotów był oddać wszystkie swoje kosztowności. Wczas jednak zorientował się, że rycerz krwawi, tedy nie przymierzając, zaczął udzielać mu pomocy medycznej, wciąż jednak trajkocząc o ratowaniu rodziny.

: 05 sierpnia 2014, 17:14
autor: koszal
Wybacz człecze, lecz sprawy ważniejsze niż Twój mały świat przywołują mnie w odległe miejsce. -chłodny, zaskakujący ton ukłuł serce Mikulasa niczym najsroższe ostrze.

Bestia pójdzie naszym tropem. Tracić czasu na poszukiwanie Twych bliskich nie będzie. Zagubi się w mieście.
Gdybyś jednak zechciał tdo nich naprędce wrócić, łatwo wskażesz mu do nich drogę, a wówczas sam na nich zgubę sprowadzisz.


Chłodne słowa kąsały niczym wygłodniałe wilki. Jednak zdrowy rozsądek podpowiadał Mikulasowi, że nieznany rycerz prawi mądrze.

Sam tu nie przetrwasz. Nie stawisz też czoła bestii. Przyłącz się do naszego orszaku. To Twoja jedyna nadzieja na.. przetrwanie.

: 05 sierpnia 2014, 21:41
autor: Dobro
- Wżdy, rację prawicie... - pomyślał chłodno Mikulas. A jeśli demon wytropi Ilonę i resztę familii? A co z Michałem? - Panie, jeszcze jedna sprawa. Podróżowałem z moimi pomocnikami, którzy są niedaleko. Pójdziecie ze mną zobaczyć, co się z nimi stało? Potem dołączymy razem do orszaku a ja dopilnuję, byście wszyscy ozdrowieli.

: 06 sierpnia 2014, 07:42
autor: koszal
Zwą mnie Zygfryd Von Feuchtwangen. -nie czekając na odpowiedź rycerz spojrzał daleko w mrok. Bacznie rozglądał się przez chwilę, po czym oznajmił.

Odnajdę Twych pomocników. Jeśli żyją. Czekaj na mnie przy karocy.- ręką wskazał kierunek, lecz Mikulas nie mógł zbyt wiele dostrzec pośród ciemności. Chmury przesłaniały księżyc. Nadto mgła jesienna spowijać poczęła swym całunem niegościnny trakt. Tichemu zrobiło się na powrót nieswojo, lecz gdy dopytać chciał się rycerza tego już nie było. Pędem więc ruszył wspominiawszy, że gdzieś tam kilkanaście metrów przed nimi powaleni leżeli rycerze, co z bestią się potykali.

Ruszył ku nim żwawym krokiem gotów nieść swą powinność. W gęstniejącym mroku, we mgle niemal potknął się o jedno z ciał. Z przestrachu nad wątłym krzykiem nie zapanował. Krótki, lękliwy wydając z siebie odgłos.

Posłyszał go Konrad, na skraju lasu stojący. Nieruchomy niczym marmurowy posąg początkowo zdał się Mikulasowi jednym z drzew, póki się nie poruszył.
Ok. Mała pauza dla Was na zapoznanie się.
Czekamy też na wpis Rikandura, potem lecimy dalej.
W miejscu, gdzie spotkali się Mikulas i Konrad, ale też przy karocy znajdują się ciała poległych rycerzy- co z nimi? Wypadałoby ich pogrzebać. Może zmówić modlitwę?
Interesują mnie też osobiste przemyślenia Waszych postaci nad tym, co tu właściwie zaszło? Co o tym wszystkim sądzą jak i o swojej przemianie (Mikulas nadal jest człowiekiem).

: 06 sierpnia 2014, 10:37
autor: Araven
A tam kto? słabym głosem spytał Konrad, nagle wyostrzone zmysły uderzyły w niego masą sygnałów, a był jeszcze bardzo słaby. Powinien umrzeć, a żył, chyba.
Nie do końca pojmował co się z nim działo i co mu uczynił rycerz owym ugryzieniem i napojeniem krwią Zygfryda.

A to wy, to was zratowaliśmy chyba, kim jesteście na wojennika nie wyglądacie, jam Konrad Nałęcz polski rycerz aże z Mazowsza.
Trzaby naszych co padli pochować, Hlava do mnie tu migiem.

Zlecam Hlavie sprawdzenie z pomocą naszego medyka kto żyje a kto nie, i trzeba ich pochować raczej. Ja do kopania grobów się chyba nie nadaję, chyba, ze ich spalimy, ale w średniowieczu obawiano się utraty duszy po spaleniu bodajże.

: 06 sierpnia 2014, 13:05
autor: 8art
Czuł głód, który niemal doprowadzał do szaleństwa. Początkowo pomyślał o krwistej pieczeni, ale przecież nie godziło się dobremu chrześcijaninowi post łamać. Chciał krwistej, jeszcze ciepłej kaszanki, albo czernicy. Odrzuciło go jednak po chwili. Największą ochotę, niemal niemozliwą do przezwyciężenia miał na ludzka krew, LUDZKĄ...

Gdzieś w sercu wyła z głodu bestia, którą widział wcześniej. Orała pazurami duszę i rzucała się nieposkromiona w głodowym szale, domagając się daniny krwi. Rundstedt postanowił jej nie ulec. Wziął kilka głebokich wdechów...

Kilka wdechów... Zorientował się, że nie oddycha. Przerażony dotknął klatki piersiowej. Jego serce, serce człowieka nie biło...

Znał się na rzeczy, toć nie jednego trupa widział i nie jednego konającego. Wiedział co widzi i czuję. Lata medycznych praktyk podsuwały tylko jedną odpowiedź, którą cicho wyszeptał, rozumiejąc sens słów jakie wypowiedziała Nova Arpad:

- Na Boga Wszechmogącego i wszystkich świętych. Nie może być... Toć ja martwy jestem...

Przeżegnał się znakiem krzyża, chcąc zaczynać modlitwę za zmarłych. Wciąż siedząca naprzeciwko Nova odezwała się ze swym piękno diabolicznym uśmiechem:

- Nie mitiguj się Erchardzie. Bóg nie da Ci wiecznego odpoczynku...

: 06 sierpnia 2014, 16:05
autor: Dobro
- Nazywam się Mikulas Tichy, jestem królewskim medykiem króla Wacława II - przedstawił się, lekko chyląc głowę. - Cny rycerz Zygfryd sprowadzi mych towarzyszy, co ze mną podróżowali. Pozwólcie dostojni panowie, że opatrzę wam rany... - Mikulas musiał działać. Swoje ostatnie przeżycia przerosły go i nie chciał o tym rozmyślać. Szok, niedowierzanie, słabość, bezsilność... te emocje targały biednym Mikulasem, który robił wszystko, by skupić myśli na tym, na cyzm znał się najlepiej: nad leczeniem.
Zabieram się do opatrywania ran, oględzin rannych. Co do życia wewnętrznego... Jak Mikulas skończy robotę i nie będzie miał się czym zająć, to dopiero zobaczycie... opere mydlaną ;p

: 11 sierpnia 2014, 14:12
autor: koszal
[offtopic]Chłopaki. Rikandur gdzieś przepadł w najistotniejszym momencie, w końcu to przemiana. Zdecydujcie, czy lecimy dalej i będę go ciągnął, czy pauzujemy? Nie mam żadnego info, kiedy się go spodziew[/offtopic]ać.