Strzał Tranicosa zabił stwora, szpile Chen Shu dokończyły dzieła.
Stworzenie przypominało człowieka, choć było nie po człowieczemu wysokie i nie po człowieczemu chude. Podłużna, wąska, bezwłosa głowa była głową drapieżcy.
Uszy miał stwór niewielki, przylegające, dziwnie spiczaste, zmętniałe po śmierci oczy, skośne, niezwykłej żółtawej barwy. Nos był chudy i haczykowaty jak dziób drapieżnego ptaka, usta zaś przypominały szeroką szramę.
Skrzywione w grymasie agonii wąskie wargi, na które wystąpiły kropelki piany, odsłaniały wilcze kły. Poza tym stworzenie, bezwłose i nagie, przypominało istotę ludzką. Miało szerokie, potężne ramiona, szczupłą szyję, długie muskularne ręce. Kciuk wyrastał ze śródręcza tak jak u niektórych gatunków wielkich małp, a wszystkie palce uzbrojone były w solidne, zakrzywione szpony. Pierś
miała owa istota dziwnie zniekształconą, niby kil okrętu wystawał mostek, od którego biegły do tyłu żebra. Długie, patykowate nogi kończyły się wielkimi, chwytnymi, podobnymi do dłoni stopami, u których wielki palec położony był przeciwstawnie do pozostałych, jak ludzki
kciuk. Pazury u stóp były po prostu długimi paznokciami.
To, co najbardziej niezwykłe u tego zdumiewającego stwora, znajdowało się jednak na jego plecach. Otóż z ramion wyrastała mu para wielkich skrzydeł,
ułożonych jak skrzydła ćmy, lecz zbudowanych z naciągniętej na kostny szkielecie skórzastej materii. Zaczynały się nieco z tyłu, poniżej stawu ramieniowego, a kończyły w pół drogi do wąskich bioder. Skrzydła te, ocenił Druss, mogły mieć od końca do końca około osiemnastu stóp.
Druss złapał potwora i podniósł do góry, wzdrygając się mimowolnie od dotknięci gładkiej, skórzastej błony skrzydeł. Stwór ważył trochę mniej niż połowę tego, co człowiek równy mu wzrostem, czyli mierzący mniej więcej sześć i pół stopy. Najwyraźniej jego kości miały ową szczególną, charakterystyczną dla ptaków budowę, a ciało składało się niemal wyłącznie z mięśni.
Tranicos cofnął się i jeszcze raz przyjrzał się swej ofierze.
A więc sen
Chen Shu nie był snem a jawą i ta odrażająca istota lub inna, podobna do niej, która siedziała obok niego, na gałęzi, była ponurą rzeczywistością
Mechanika:
Strzelanie 7 + rzut Fate +1 dało 8.
8 minus 4 jako trudność tafienia daje +4 +4 zadawane rany razem 8 ran na czysto bo stwory nie mają pancerza.
Stwór pada po trafieniu 5 i wyżej, martwy po strzale.
Co dalej robicie? Wracacie do Gomy, idziecie do wioski z szamanem?