Strona 31 z 95

: 06 lipca 2014, 22:25
autor: Keth
Primm, strefa okupowana

Rozdzielając się na poszczególne drużyny żołnierze Hayesa dotarli pod ścianę kasyna, obsadzając obydwa narożniki i celując lufami M16 w całkowicie nieświadomych zagrożenia Kajdaniarzy. Rozpłaszczony na betonowych płytach opodal zniszczonej stacji benzynowej, John Flanagan nie potrafił się nadziwić głupocie okupujących miasteczko skazańców. Ignorowani dotąd przez Kalifornijczyków, zbiegli więźniowie najwyraźniej byli święcie przekonani, że wojsko do Primm jednak nie wejdzie.

Za skrajną głupotę zwykło się płacić najwyższą cenę. Blondyn przyłożył do ramienia kolbę myśliwskiego sztucera i wziął na nitki krzyża celowniczego jednego z Kajdaniarzy stojących na balkonie ponad wejściem do hotelu. Tuż opodal bez czynienia najmniejszego hałasu rozłożyła się sekcja republikańskiego kaemu, ustawiając ciężką broń na dwunogu i zakładając do niej taśmę amunicyjną.

Porucznik Hayes odczekał, aż jedna z drużyn pokona w poprzez drogę i zapuści się do sklepu Johnsona wiedziona przez ściskającego śrutówkę albinosa, potem przeczołgał się w stronę Johna.

- Alfa i Charlie wezmą ich w ogień z flanki, jeśli dranie spróbują wypaść z hotelu - wyszeptał oficer - Ty dajesz sygnał do otwarcia ognia. Nie spudłuj.

Flanagan odmruknął coś w odpowiedzi, celując prosto w środek klatki piersiowej nieświadomej niczego ofiary.
Bart z drużyną Alfa czai się przy narożniku kasyna od strony domku szeryfa, Pete obsadził z Betą sklep Nasha i jego okolicę. John, Hayes, sekcja kaemu i Charlie rozmieszczeni są na ulicy łączącej hotelu z wjazdem na autostradę, gotowi do frontalnego ostrzału budynku. Wszyscy czekają na strzał Johna!

: 06 lipca 2014, 22:35
autor: Araven
Za chwilę załatwię jednego z tych skurwieli poruczniku, a potem zabijemy ich wszystkich.

Poświęcam dodatkowe 6PA na celowanie i strzelam.

: 06 lipca 2014, 23:14
autor: Keth
Primm, strefa okupowana

Flanagan wstrzymał oddech i nacisnął delikatnie spust broni. Sztucer trzasnął głośno i ledwie sekundę później echo tego trzasku utonęło w ogłuszającej kanonadzie. Przeszyty pociskiem Johna człowiek uderzył plecami w ścianę balkonu, po czym zsunął się po niej niczym tonący człowiek znikający pod powierzchnią wody. Jego trzej towarzysze zdążyli się tylko poruszyć, gdy grad kul zasypał ich pozycję roztrzaskując drewnianą poręcz balkonu, odłupując ze ściany grudy tynku i stębnując ludzkie ciała. Żaden ze strażników na pierwszym piętrze nie miał szans na ucieczkę, wszyscy zginęli trafieni wielokrotnie kulami w przeciągu trzech pierwszych sekund walki.

Trio Kajdaniarzy grzejących się przy wypełnionej płonącymi śmieciami beczce spotkał podobny los. Ustawiony na dwunogi karabin maszynowy rozpalił ciemność nocy ściegiem pocisków smugowych i rozdarł ciszę ogłuszającym terkotem. Wielkokalibrowe pociski obróciły trójkę skamieniałych z wrażenia skazańców w krwawą miazgę odrzucając ich ciała w tył pod ścianę budynku.

Klepnięty w ramię przez Hayesa operator kaemu przerwał ogień sekundę później, ale echo wystrzałów wciąż dźwięczało w uszach Johna.

- Charlie, do przodu! - krzyknął porucznik - Zabezpieczyć wejście do budynku!
Koordynacja 4, Siewca ołowiu 4 (1k12), celowanie za +6 PA, luneta +3. Na kostce wyrzuciłem 6, co daje w sumie 19. Murowana Bomba, bez dwóch zdań. Nabój .308 z tego sztucera to 2k6+2 rany, na dodatek podwojone przez wzgląd na Bombę. Rzucam 2k6, wypada 5 i 6. 13 razy 2, w sumie 26 ran i trup!

Strzał Johna rozpętał w Primm prawdziwe piekło!

: 07 lipca 2014, 08:02
autor: 8art
Chudzilelec wyciągnął starą, zdobyczną maczetę, po czym nie czekając na reakcję drużyny Alfa, lub nie do końca rozumiejąc jakie mieli zadanie, z dzikim wrzaskiem rzucił się ku budynkowi. W jednej ręcę trzymał pistolet, a drugą, zbrojną w broń białą, wymachiwał nieporadnie dla dodania sobie odwagi:

- NAAAAAAAAAPRZZÓD!!! DOOOOOOOO ATAAAAAAKUUUU!!! UMIERAJCIE MATKOJEBCY!

Wątek techniczny

Cóż za epicka szarża! Jak ułan spod Sommosierry! Jak kawalerzysta spod Rokitnej! Jak husarz pod Kircholmem Simpson rzuca się do szaleńczego ataku na budynek hotelu i nie zamierza brać jeńców;) Zapewne drużyna Alfa ma swoje rozkazy, zostanie na miejscu i będzie musiała sobie radzić bez pomocy takiego mitycznego herosa jak Bart!

: 07 lipca 2014, 08:12
autor: namakemono
Pastor natomiast będzie się trzymał na uboczu. Obecna sytuacja nie należy do tych, w których duchowny wyciąga broń. No, chyba żeby jakiś bandzior się napatoczył...

: 07 lipca 2014, 10:37
autor: Araven
Co ten Chudy wyprawia pomyślał John, wszak nadal mamy kamizelki Kajdaniarzy, jeszcze go kropnie jakiś żołnierz albo mieszkaniec Primm.

Jeśli widzę szarżę Chudego osłaniam go w razie gdyby jakiś Kajdaniarz wziął go na cel.

: 11 lipca 2014, 10:35
autor: Keth
Primm, pod hotelem "Bison Steve"

Żołnierze wchodzący w skład drużyny Alfa osłupieli na widok dzikiej szarży Simpsona, ale ledwie chwilę później zerwali się na równe nogi biegnąc w ślad za chudzielcem wzdłuż fasady przedwojennego hotelu. Jakiś patrolujący górne partie toru rollercastera Kajdaniarz złożył się do strzału w stronę Barta, ale nie zdążył nacisnąć spustu, dosięgnięty kilkoma posłanymi z M16 pociskami. Nim jego ciało spadło z wysokości trzeciego piętra uderzając z głuchym odgłosem w ziemię, wymachujący maczetą i wrzeszczący coś niezrozumiale chudzielec już był w połowie drogi do głównego wejścia hotelu.

Noszący charakterystyczne hełmy żołnierze RNK przecięli ulicę dopadając frontowej ściany budowli, łącząc siły dwóch drużyn i gotowiąc się do szturmu na wejście. Rozstawiony na przylegającej ulicy kaem zaterkotał ponownie, przeszył ciemność nocy ściegiem pocisków smugowych w próbie sięgnięcia jakiegoś celu w oknie na wyższym piętrze hotelu. Zduszone okrzyki wojskowych, tupot butów i gwizdki podoficerów tworzyły pozornie chaotyczny harmider, w którym nienawykłe ucho Simpsona nie dostrzegało śladu faktycznej organizacji.

Chudzielec po prawdzie nie zaprzątał tym sobie głowy. Wciąż niesiony żarem niezgłębionych pokładów heroizmu, dopadł drzwi nie czekając na asystę żołnierzy, po czym staranował wejście wywalając ledwie trzymające się na zawiasach drzwi na podłogę.

Ledwie zniknął w środku, do uszu żołnierzy dobiegła szaleńcza kanonada z kilkunastu luf. Wyrwani ze snu Kajdaniarze musieli dopaść holu w tym samym momencie, co Simpson, witając bezgranicznie odważnego chudzielca istną lawiną ołowiu.

- Już po nim! - krzyknął zduszonym głosem jeden z żołnierzy - Dawajcie granaty!
Iście epicka historia!

: 11 lipca 2014, 10:46
autor: Keth
Primm, pod hotelem "Bison Steve"

Pozbywszy się wartowników trzymających straż na zewnątrz budynku, żołnierze RNK przystąpili do szturmu na sam hotel ubezpieczani przez obsadę kaemu oraz leżącego ze sztucerem przy ramieniu Johna. Chociaż tkwiąca po lewej stronie jezdni bryła kasyna ograniczała Flanaganowi pole widzenia na równi ze sklepem Nasha Johnsona, blondyn dostrzegł wysypujące się z lewego krańca ulicy sylwetki żołnierzy drużyny Alfa, poprzedzanych samotną postacią w kamizelce służb więziennych wymachującą maczetą i wrzeszczącą coś na całe gardło.

W oknach na drugim piętrze hotelu coś się zaczęło dziać, z góry poleciały odłamki wytłuczonych naprędce szyb wieszczące obecność gotowiących się do odparcia ataku Kajdaniarzy. Kaem zaterkotał natychmiast, przeciągnął długą serią po kilku oknach. Kiedy odgłos donośnego terkotu ucichł, obserwujący piętro przez lunetę sztucera John nie dostrzegł już żadnego poruszenia.

Przy głównym wejściu do hotelu zgromadziła się gromada żołnierzy RNK, do uszu blondyna dobiegały stamtąd głośne gwizdki. Porucznik Hayes, klęczący dotąd z M16 w dłoni przy stanowisku kaemu, podniósł się z kolan w tej samej chwili, kiedy przewodzący drużynie Alfa chudzielec - ledwie rozpoznawalny w ciemnościach nocy - wyłamał drzwi wejściowe i wtargnął do środka budynku.

Otwór futryny oraz najbliższe okna na parterze hotelu rozpaliły się migotliwą poświatą płomieni wylotowych. Do uszu Flanagana dobiegły dźwięki wypełniającej wnętrze holu dzikiej strzelaniny, będącej ewidentnym powitaniem obrońców.
Po oddaniu pierwszego strzału blondyn nie zyskał już sposobności do dalszej zabawy, z braku celów...

: 11 lipca 2014, 10:57
autor: Keth
Primm, pod hotelem "Bison Steve"

Trzymający się w tyle szturmu pastor Gottschalk dzierżył w dłoniach gotowe do strzału pistolety, ale nic nie wskazywało na to, by musiał tej nocy skrócić życie jakiegokolwiek grzesznika. Zaskoczeni nagłym atakiem wartownicy przed hotelem nie mieli najmniejszych szans na ujście z ostrzału z życiem, a republikańscy żołnierze bez trudu dotarli aż pod frontową ścianę hotelu nie ponosząc do tego momentu żadnych strat.

Kaznodzieja wymamrotał pod nosem jakiś proszalny werset, kiedy pierwszy napastnik wdarł się do wnętrza hotelu nadziewając się na lawinową kontrę obrońców; polecił duszę tego odważnego człowieka Stwórcy przyjmując ze smutkiem do wiadomości, że ofiary śmiertelne po stronie atakujących były nieuniknioną konsekwencją szturmu na Primm.

Bez względu na ewentualne straty, los zgromadzonych w hotelu Kajdaniarzy wydawał się przesądzony.
Pastor zajmuje bezpieczną pozycję na tyłach, przygotowany do chwili, kiedy przyjdzie pora udzielać ostatniego namaszczenia i odmawiać modlitwy za poległych!

: 11 lipca 2014, 11:06
autor: Keth
Primm, pod hotelem "Bison Steve"

Przyglądający się dyskretnie przebiegowi szturmu albinos wyczuwał napięcie towarzyszących mu żołnierzy z drużyny Beta, przyczajonych na tyłach sklepu Nasha i strzegących w całkowitej ciszy prawej flanki hotelu. Wysyłając ich na tę pozycję porucznik Hayes założył, że zaatakowani skazańcy wpadną w panikę i spróbują opuścić swą siedzibę bocznym wyjściem albo uczynią to sami w zamiarze pochwycenia atakujących w ostrzał z boku.

Uzbrojeni w M16 piechurzy RNK mieli każdy taki plan pokrzyżować, przygwożdżając byłych więźniów ogniem przy próbie opuszczenia hotelu.

Venkmen uśmiechnął się mściwie pod nosem na samą myśl o takiej konfrontacji, poklepując dłonią chłodną metalową tubę swojego chałupniczej roboty miotacza granatów. Niech tylko spróbują, pomyślał albinos, nie tylko spróbują.
Procjon na wakacjach, więc Pete też ma spokój... przynajmniej na razie...

: 11 lipca 2014, 13:34
autor: Keth
Primm, hotel "Bison Steve"

Bart Simpson nigdy nie domyślił się jak wielkie miał szczęście w chwili przekroczenia przez próg wyłamanych z zawiasów drzwi. Wyrwani ze snu hukiem pierwszych wystrzałów Kajdaniarze wpadli do holu budynku w tym samym momencie, kiedy chudzielec szturmował wejście, a wszyscy mieli przy sobie gotową do użycia broń, od rewolwerów po karabiny i strzelby. Widząc w progu czyjąś postać jeden ze skazańców pociągnął bezwiednie za spust, a reszta bez wahania poszła w jego ślady.

Nim pierwsza kula opuściła lufę broni, zupełnie nieświadomy wiszącej nad nim śmierci Simpson zahaczył butem o metalową listę w progu drzwi i stracił równowagę padając prosto na twarz. Grad pocisków zaświszczał mu nad głową, odłupując tynk od ścian, siejąc na wszystkie strony kawałkami futryny i drobinami szkła z obudów wiszących na ścianach ozdobnych lamp.

- To nasz! - wrzasnął jakiś Kajdaniarz rozpoznając w kiepskiej poświacie ostatniej sprawnej lampy znajomą kamizelkę chudzielca - Nie strzelać!

Rozpłaszczony na podłodze Bart, przyciskający do podłogi twarz i starający się dosłownie zapaść pod ziemię, nie zdołał powstrzymać jęku niewysłowionej ulgi.

Jego ogromna radość zniknęła w jednej sekundzie, kiedy zza rozbitych okien parteru dobiegł zduszony okrzyk któregoś z żołnierzy.

- Już po nim! Dawajcie granaty!
Jak na razie, chudzielec wciąż żyje!

: 11 lipca 2014, 18:34
autor: 8art
Simpson uśmiechnął się szeroko do stojących w pomieszczeniu Kajdaniarzy, myśląc że wciąż dobra jego:

- Kurwa, nie strzelać, to ja... - bąknął szybko, żeby jeszcze przez sekundę utrzymać obrońców w błogiej nieświadomości co do swojej tożsamości.

Tymczasem ręka powędrowała do podarowanego przez wojsko granatu. Momentalnie wyciągnął zawleczkę i poturlał metalową gruszkę ku Kajdaniarzom. Potem skoczył z powrotem w otwór jakim tu wpadł, tym razem drąc się na całe gardło:

- Kurwa, nie strzelać, to ja!!!

Wątek techniczny

Mam nadzieję, że sabotaż się uda. Potem limit heroizmu Simpsona się kończy i facio spieprza chyba gdzieś do New Reno;)

: 11 lipca 2014, 20:37
autor: Keth
Primm, hotel "Bison Steve"

Wpatrzeni w chudzielca skazańcy w jednej chwili rozpoznali przeznaczenie metalowego przedmiotu turlającego się w ich kierunku, bo nie czekając nawet sekundy rzucili się na wszystkie strony w poszukiwaniu jakiejkolwiek osłony. Sam Simpson runął poprzez próg na zewnątrz holu modląc się w duchu o to, by wystarczyło mu czasu i nie zaprzątając sobie głowy zgubioną bronią. Nad ramieniem przeleciał mężczyźnie znienacka granat wrzucony do środka przez któregoś z żołnierzy, dołączył do niego następne ciskane przez sąsiadujące z wejściem okna.

Seria detonacji nałożyła się na siebie w ułamku chwili, obracając w perzynę wnętrze budynku, wypełniając je jęzorami ognia i ostrymi jak brzytwa szrapnelami. Podmuch zbiorowej eksplozji dosłownie wykatapultował Barta na zewnątrz hotelu, cisnął nim w powietrzu niczym szmacianą kukiełką.

Potężne uderzenie w plecy omal nie złamało chudzielcowi kręgosłupa, a upadek na popękaną jezdnię przed budynkiem wydusił mu powietrze z płuc. Świat w oczach Simpsona zawirował szaleńczo, a potem zgasł niczym wyłączona żarówka.

Z wnętrza hotelu buchały wielkie kłęby gęstego dymu, przeplatane poświatą bijącą od pożerających wystrój holu płomieni.

- Do środka! - wrzasnął jakiś Kalifornijczyk - Strzelać, by zabić!
Drużyny Alfa i Charlie wdarły się do hotelu!

: 12 lipca 2014, 20:35
autor: Keth
Primm, hotel "Bison Steve"

Likwidacja kilkunastu znajdujących się w hotelu Kajdaniarzy zajęła wojskowym Hayesa niecałe pół godziny. Pokonawszy usłany trupami hol żołnierze RNK rozsypali się po budynku ubezpieczając się wzajemnie i sprawdzając pokój po pokoju. Ogarnięci paniką więźniowie próbowali się nieskładni bronić, ale kombinacja ognia z broni automatycznej i ataku granatami skazała ich wysiłki na porażkę.

Porucznik Hayes dowiódł tego, że poważnie traktował składane obietnice i nie rzucał gróźb na wiatr: ani jeden Kajdaniarz nie uszedł ze szturmu żywy. Co prawda żaden z emisariuszy Goodsprings nie widział egzekucji na własne oczy, ale pod koniec fazy zabezpieczania budynku rozlegające się sporadycznie pojedyncze strzały jawnie dowodziły tego, że wojskowi trzymali się bezwzględnie reguły skracania rannym przeciwnikom męczarni.

- Co za wariat! - oznajmił z nieskrywanym podziwem medyk z plutonu Hayesa, kiedy pastor Gottschalk przykucnął obok wyciągniętego na jezdni półprzytomnego chudzielca - Pozazdrościć odwagi. Wparował do środka, odstrzelił kilku drani, a resztę wysadził granatami i jeszcze na czas spierdolił... prawie na czas.

- Nic mu nie będzie? - spytał zaniepokojony kaznodzieja.

- Cały w siniakach, ale przeżyje - pokiwał głową medyk - Miał cholerne szczęście, że kamizelka przyjęła na siebie wszystkie odłamki. Poszatkowana jak diabli, za przeproszeniem pastora.

Słysząc za plecami odgłosy jakiegoś poruszenia Gottschalk obejrzał się nad ramieniem i ujrzał gromadę ludzi opuszczających ostrożnie wejście kasyna. Wszyscy mieli w rękach broń, ale nie sprawiali wrażenia nieprzyjaznych, co najwyżej mocno niespokojnych.

- Miejscowi - w głos medyka wkradła się cierpka nuta - W końcu wystawili nosy.
Pacyfikacja skazańców zakończona po półgodzinnym szturmie!

: 13 lipca 2014, 19:32
autor: Keth
Primm, główna ulica

Dowodzeni przez Nasja Johnsona mieszkańcy Primm szybko rozproszyli się po całym miasteczku, przepatrując swe domostwa w poszukiwaniu ukrywających się gdzieś być może Kajdaniarzy i sprawdzając, co padło w międzyczasie łupem zbiegłych więźniów. Podwładni porucznika Hayesa zabezpieczyli w międzyczasie peryferia głównej części Primm, wystawiając uzbrojonych w M16 wartowników na dachu dymiącego wciąż hotelu, a także na bardziej stabilnych sekcjach górskiej kolejki.

Obserwujący poczynania wojskowych Flanagan nie mógł nie zauważyć jak Kalifornijczycy starają się omijać rdzennych mieszkańców Primm; podobnie zresztą zachowywali się sami osadnicy, przejawiający w stosunku do nieoczekiwanych sojuszników daleko posuniętą ostrożność. W powietrzu unosił się nie tylko swąd spalenizny, ale i wciąż napięta atmosfera, chociaż przedstawiciele obu stron nie obnosili się w prowokacyjny sposób z odbezpieczoną bronią.

Porucznik Hayes opuścił hotel w towarzystwie kaprala Diaza, zbliżył się do skupionych wokół leżącego na ulicy i pojękującego iście męczeńsko Simpsona ludzi spoglądając jednocześnie w stronę nadchodzącego z drugiej strony Nasha Johnsona.

Trzymając ręce z dala od spustu śrutowego Browninga, staruszek zasalutował oficerowi RNK w sposób świadczący o całkowitym braku wojskowego wyszkolenia, ale stanowiący pewną formę przyjacielskiego gestu.

- Piękna akcja, majorze, piękna - oznajmił przywódca społeczności Primm, przywołując na poważne oblicze Hayesa cień uśmiechu - Dorwaliście wszystkich? Jakieś straty?

- Moi ludzie jeszcze sprawdzają piwnice, ale chyba tak - kiwnął głową porucznik - Po naszej stronie obeszło się prawie bezboleśnie, mam jednego lekko draśniętego, szybko wróci do formy.

- Chciałbym podziękować za pomoc, w imieniu całego Primm. Prędzej czy później wzięlibyśmy drani głodem, ale szkoda by było tak długo czekać.

- Nie wątpię - uśmieszek czający się w kącikach ust Hayesa przybrał nieco sardonicznego wyrazu - Myślę, że niebezpieczeństwo mimo wszystko nie minęło. W więzieniu w Jean nadal siedzi reszta buntowników. Macie wobec nich jakieś plany?

- Noga żadnego z nich tutaj nie postanie - Nash położył dłoń na swej strzelbie, skrzywił usta w nieprzyjemnym grymasie.

- Obawiam się, że sami nie dacie rady - Hayes powiódł wzrokiem po kręcących się w obrębie ulicy osadnikach - Sterroryzowały was dwa tuziny. Co zrobicie, kiedy przyjdzie pół setki?

- Myślę, że coś takiego w ogóle nie powinno się zdarzyć - za plecami Johnsona wyrósł jakiś mężczyzna w skórzanej kurtce - Oni nie powinni byli wydostać się z tego pierdolonego więzienia. Zawaliliście sprawę, oficerze, a my oberwaliśmy rykoszetem. Kiedy zamierzacie zająć się ich kryjówką w Jean?
Względnie przyjazna atmosfera szybko zaczęła ulegać pogorszeniu... uczestniczycie w powyższym spotkaniu, więc czujcie się zobligowani do tego, by dołączyć do konwersacji, w końcu reprezentujecie znajdujące się w podobnej sytuacji Goodsprings!