[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 9 zmroczec (Xevar), 360 rok Ery Silniri.[/center]
W czasie gdy pozostali uwijali się, ratując co się dało z pożaru chaty - Kyariel siadł na śniegu rozkoszując się kilkoma chwilami spokoju. Chłodna, kojąca energia żywiołu Wody pełzła wzdłuż jego ramion, rozchodziła się ożywczym dreszczem w kręgosłupie... Ustąpienie wrogiej, magicznej ciemności ukoiło serce maga, upewniając go, iż wszelkie emanacje wrogich sił zostały ostatecznie rozproszone. Otworzył na chwilę oczy i zmartwiał rozejrzał się. Zmarszczył brwi... Tam, na zewnątrz, poza zasłoną wirujących płatków przez chwilę majaczył jakiś ciemny kształt. Alfr przerwał medytację i wstał, by przyjrzeć się mu lepiej. Wiedział, że to coś, co było tam, w trzewiach arktycznej nocy, znajdowało się na razie zbyt daleko, by ujrzeć to mógł śmiertelnik. Czarodziej ostrożnie odczepił jeden ze świecących prętów, a następnie trzymając go w ręku wyszedł kilka kroków w ciemność...
[center]

[/center]
Istotnie, nie mylił się. Coś zbliżało się do nich. Wiatr jednak co i rusz miotał zasłoną śniegu utrudniając rozpoznanie... Kyariel przełkną nagle nerwowo ślinę, konstantując, że jest tu zupełnie sam... Z dala od reszty towarzyszy... Już miał odwrócić się i pobiec do pozostałych, gdy wicher ostatecznie rozproszył welon śnieżycy. Mag odetchnął z ulgą. W odległości kilkudziesięciu metrów ujrzał bowiem znajome kuce prowadzone przez dwóch zaginionych wojów Brnjara. W przypływie radości zamachał gwałtownie latarnią, by wskazać im drogę do obozowiska - choć przecież i tak musieli ją widzieć. Łuna płonącego budynku była z pewnością dostatecznie wyraźna.
Jeszcze kilka chwil i byli już razem, zmierzając w stronę podwórca przed chatą. Kuce na widok płomieni poczęły strzyc uszami i prychać nerwowo. Red i Wajni trzymali je jednak mocno. Dopiero teraz Kyariel dostrzegł, że koników jest zaledwie sześć. Ludzie, którzy starali się je uspokoić wyglądali na zmęczonych i równie ponurych co zwykle.
Obaj Nardlens odpowiedzieli pomrukiem na powitanie maga i skierowali się ku szopie, by przywiązać konie. Brnjar widząc ich wydał okrzyk zadowolenia i nie tracąc ani chwili pobiegł w ich kierunku, rzucając gdzieś w śnieg worek z owsem, który przed chwilą wyniósł z ognia. Twarz kupca była osmolona, zalana krwią, lecz jednak pełna niespodziewanej radości.
- Dobrze że jesteście! - zawołał. - Te koszmarne robale chciały nas pozabijać... Szczęściem zniszczyliśmy je. Choć i chata spłonęła przy tym... Ech! - machnął ręką i dodał. - Myślałem wszakże, że już się nie obaczym! A co z resztą koni?
Vajni wykonał dłonią gest równie pesymistyczny co ostateczny i wszyscy obecni domyślili się losu kuców. Tym bardziej więc ucieszył się Vidgar, widząc wśród nich Brumfura, choć konik był wyraźnie zmęczony i łypał nerwowo oczyma. Red począł przywiązywać konie do naprędce wbitych w ziemię pali w taki sposób, by ściana szopy przesłaniała im widok na płonącą chatę. Vajni przez chwilę spoglądał z zadumą w ogień - płomienie odbijające się w jego oczach nadawały mu wygląd dziwnie groźny i dziki. Po chwili jednak mężczyzna odwrócił głowę i czerwone ogniki zgasły. Westchnął i skierował się w stronę stajni.
- Heh. Pomogę - mruknął, podnosząc z ziemi jedną z toreb podróżnych, leżących zbyt blisko ognia. Przeniósł ją dalej, po czym wspólnie z pozostałymi pospieszył by ratować to, co jeszcze można było ocalić.
[center]***[/center]
Pracowali jeszcze przez kilkanaście minut, gdy ze strony chaty rozległ się basowy huk. Domyślili się, iż musiały wybuchnąć mikstury w pokoju gnomiego alchemika i zgodnie wycofali się, pozostawiając resztę budynku na pastwę ognia. Nikt nie chciał stać się ofiarą eksplozji magicznej, a wewnątrz chaty znajdowało się z pewnością wiele przedmiotów, które mogły ją wywołać. Zebrali ocalone rzeczy przed szopą - mimo, iż było tego żałośnie niewiele, w porównaniu z tym, co przywieźli ze sobą - jednak, nawet ta ilość zapasów dawała im szansę na przetrwanie. Choć noc daleka była jeszcze do końca...
Kyariel: Poprzednio został ci 1 punkt energii. Teraz uda ci się odmedytować 5, masz więc łącznie 6 punktów.
Norlaug: Leczenie Alfra przywróci Ci kolejne 2 punkty życia. Czujesz się już dużo lepiej i choć nie jesteś w stanie pomóc w ratowaniu zapasów, możesz zając się sobą.
Vidgar, Olaf, Tańczący: Z pomocą Brnjara i jego towarzyszy uda wam się wynieść z płonącego budynku część zapasów, siedem siodeł, dwa worki obroku dla kuców, kilka koców, rodowy miecz Vilberga i róg sygnałowy jego brata. Później będziecie musieli przerwać pracę, bowiem w pokoju alchemika dojdzie do kilku eksplozji, po których ogień zacznie rozprzestrzeniać się szybciej , w płomienie wydadzą się wam dużo gorętsze. Po chwili żywioł pochłonie cały budynek. Na szczęście jednak wiatr wieje w drugą stronę i nie musicie obawiać się, że przeniesie się na szopę - która jest obecnie waszym jedynym schronieniem.