Kocie Miasto, okolice kolejowej stacji
- To musi być ta budowla - wyszeptał ostrożnie Dragan, rozpłaszczony na gruzowisku w cieniu wielkiego zrujnowanego wieżowca - Wygląda jak na mapie Markusa, słowo daję. Yuran, co rzekniesz?
Drugi polański myśliwy podniósł się bardzo wolno na klęczki, rozglądając się na wszystkie strony w poszukiwaniu najmniejszego śladu zagrożenia. Wędrówka poprzez straszny miejski labirynt dosłownie zszargała mu nerwy, chociaż starał się nie dać tego po sobie poznać w obecności młodszego brata. Kocie Miasto budziło w Yuranie zimne dreszcze, pełne było niepokojących dźwięków i obcych dla oczu obrazów. Częściowo zawalone konstrukcje Dawnych Ludzi budziły zrozumiałe zalęknienie swymi rozmiarami oraz zamierzchłym wiekiem, nikt nie wiedział też jakie niebezpieczeństwa mogły się skrywać w ich rozległych trzewiach. Nasłuchując bacznie i robiąc częste przerwy w zwiadzie, dwaj myśliwi pokonali wiele zatarasowanych wrakami aut i gruzem ulic, cały czas trzymając się w cieniu sterczącej ponad dworzec wielkiej wieży.
Wskazany przez Dragana czteropiętrowy budynek miał zdewastowaną fasadę i ani jednej szyby w rzędach czarnych okien, ale ponad szerokim wejściem wciąż zachował pogięte metalowe pręty składające się na słowo prawie identyczne z terminem nakreślonym na boku mapy przez Schillera.
Hotel.
- Do zmierzchu dwie godziny, nie więcej - oszacował cicho Yuran - Jeśli zmrok nas zaskoczy w środku, bez ognia nic nie zrobimy, a to za blisko stacji. Z drugiej strony ściany pewnikiem wychodzą na torowisko naprzeciwko dworca. Nawet ślepy zauważyłby poświatę pochodni. Gerard, co myślisz?
- Gniazdo Demiurga - młody anabaptysta wzdrygnął się mimowolnie, potarł czubkami palców zdobiący czoło rytualny tatuaż - Wszędzie pozostałości po grzesznych czasach. Dlaczego Pan nasz nie zrównał tego przeklętego miejsca w proch i pył w Dniu Sądu Ostatecznego?
- Pewnie przewidział przyszłość i nie chciał, żebyś całe lato kopał w tym pyle i prochu w poszukiwaniu zejścia do schronu - wzruszył ramionami Dragan - Mamy jeszcze trochę czasu. Jakbyśmy się przekradli wzdłuż tamtego rumowiska na przeciwną stronę i potem wzdłuż ściany do boku hotelu, moglibyśmy wczołgać się do środka przez te wyrwy od bocznej uliczki, widzicie? Lepsze to niż pakowanie się do środka głównym wejściem. Yuran, co rzekniesz?
Dwie i pół godziny później - tak w przybliżeniu - trzej BG natrafili na obiekt mogący być poszukiwanym hotelem. Nad wejściem wciąż wisi skorodowany neon, lokalizacja blisko terenu dworca, wydaje się pasować do opisu Schillera. Jak dobrze nadstawicie uszu, dosłyszycie gdzieś zza budynków ledwie słyszalne strzępy rozmów ludzi w goglach, więc lepiej zachować ostrożność. Co robicie? Podpowiem, że po zapadnięciu zmroku będziecie w czarnym tyłku, to nie KC, nie macie infrawizji!