: 16 stycznia 2018, 21:49
Plac Karczemny, 27 orakt-ran
Ostrogar nigdy nie zasypiał i Eszar w zupełności się z tym stwierdzeniem zgadzał. Murowane nabrzeża portów, kamienne uliczki, tłoczne targi i bazary, alejki i zaułki rozbrzmiewały wielojęzycznym gwarem, śmiechem i przekleństwami, szczekaniem psów, prychaniem koni, górującym nad tym wszystkim skrzekiem wszędobylskich mew. Morze przelewających się przez Plac Karczemny ciał nigdy dotąd nie dawało bardowi równie wielkiego poczucia anonimowości i bezpieczeństwa zarazem.
Ujmując kompletnie oszołomionego Karhuana pod ramię, Eszar ściągnął młodego orka z drogi przepychających się przez tłum miejskich strażników, posadził go na niewysokim murku przy kantorze jakiegoś handlarza egzotycznymi futrami.
- Powinniśmy okazać wdzięczność Najwyższemu za łaski i protekcję w tej niebezpiecznej podróży - bard spojrzał wymownie na swoich braci w wierze, chociaż rzecz jasna tylko Otlaf mógł mu odpowiedzieć wzrokiem; Ślepak pokiwał tylko z aprobatą głową.
- Chwała dobrym bogom - odpowiedział skwapliwie Rokko - I niechaj wam szczęście sprzyja, przyjaciele. Tu nasze ścieżki się rozejdą, potrafię się bowiem o siebie zatroszczyć.
- A ja? - pobladł natychmiast Karhuan - Co będzie ze mną? Mogę z wami ostać, zacni panowie?
Ostrogar nigdy nie zasypiał i Eszar w zupełności się z tym stwierdzeniem zgadzał. Murowane nabrzeża portów, kamienne uliczki, tłoczne targi i bazary, alejki i zaułki rozbrzmiewały wielojęzycznym gwarem, śmiechem i przekleństwami, szczekaniem psów, prychaniem koni, górującym nad tym wszystkim skrzekiem wszędobylskich mew. Morze przelewających się przez Plac Karczemny ciał nigdy dotąd nie dawało bardowi równie wielkiego poczucia anonimowości i bezpieczeństwa zarazem.
Ujmując kompletnie oszołomionego Karhuana pod ramię, Eszar ściągnął młodego orka z drogi przepychających się przez tłum miejskich strażników, posadził go na niewysokim murku przy kantorze jakiegoś handlarza egzotycznymi futrami.
- Powinniśmy okazać wdzięczność Najwyższemu za łaski i protekcję w tej niebezpiecznej podróży - bard spojrzał wymownie na swoich braci w wierze, chociaż rzecz jasna tylko Otlaf mógł mu odpowiedzieć wzrokiem; Ślepak pokiwał tylko z aprobatą głową.
- Chwała dobrym bogom - odpowiedział skwapliwie Rokko - I niechaj wam szczęście sprzyja, przyjaciele. Tu nasze ścieżki się rozejdą, potrafię się bowiem o siebie zatroszczyć.
- A ja? - pobladł natychmiast Karhuan - Co będzie ze mną? Mogę z wami ostać, zacni panowie?
Jesteście na Placu Karczemnym, odziani w zdobyczne zbroje i pod bronią, a we wspólnej sakiewce macie 4 złt. Jak chcecie zarobić więcej, możecie oddać Karhuana Ketrasowi, olf sprzeda go na targu niewolników za co najmniej 10 złt. Rokko zamierza się odłączyć i zniknąć w ostrogarskim tyglu. Co do Was - jak już rzekłem, możecie udać się do podziemnej świątyni albo wpierw do własnych domów, by odpocząć po wyczerpującej wyprawie w dzicz!