Strona 32 z 57
: 22 lipca 2011, 22:28
autor: Keth
W domostwie Jareda Brunty, poranek
Trehant niewiele miał styczności z wojowniczymi ludami pustyni, wędrującymi podług własnych zachcianek i potrzeb pomiędzy ziemiami katanitów na północy i granicami wschodnich królestw ludzi, wiedział jednak ze słyszenia, że Zuagirowie z upodobaniem znaczyli swoją skórę wszelakiego rodzaju tatuażami i bliznami po samookaleczeniach, nie cofając się przed tego rodzaju praktykami nawet w przypadku własnych dzieci.
- A gdybyście tak ujrzeli znów te tatuaże, to może pamięć by wam wróciła? - zapytał ostrożnie półork - Zakładam, że jesteście w stanie wskazać wszystkich przyjezdnych, co pozwoliłoby zawęzić krąg poszukiwań naszego skrytobójcy. Zastanawiam się tylko, czy ocalałe z rzezi dziecko nosi tatuaże swojego klanu. Jeśli nie, to trzeba będzie użyć innej metody w celu zachęcenia sprawcy do popełnienia błędu i zdemaskowania.
- Uważacie, że owo dziecię znalazło się wśród nas? - zdumiał się niepomiernie Magur Dragan, potrząsając z niedowierzaniem głową. Zaintrygowany szczerze biegiem rozmowy strażnik praw zapomniał widać o zwyczajowej obraźliwej dla wszystkich pozie, bo usiadł na skrzyżowanych nogach obok Jareda Brunty wpatrując się bacznie swymi starymi oczami w twarze obu gości brata - To jest wszelako niemożebne, bośmy lata całe nikogo nie przyjmowali do naszej osady prócz dziewek przez młodych chłopaków w Tureganie wynajdowanych, a tu sprowadzanych jako żony.
- I żadna z nich krwi pustynników w żyłach nie miała, a przynajmniej nie czystej, boć mieszanych żeśmy mieli kilka - dodał Brunta - Wszelako te wiekiem nic się nie zdają pasować do onego dziecka, jeśli to aby dziewka była. Bo jeśli otrok, to u nas ani jednego otroka przybłędnego nie uświadczycie.
Wątek techniczny
8ART - potrzebuję kilku sugerowanych dialogów w rozmowie na temat Sanny, bo nie wiem, od czego zacząć. Treant, dodatkowe wstawki konwersacyjne?
: 22 lipca 2011, 23:00
autor: 8art
Watek techniczny
Sorry. Jestem w pracy poki co i nie bardzo moge pisac. nie wiem jak przejsc "niepostrzezenie" do motywu Sanny bez wzbudzania podejrzen starszyzny. Zmieniam temat na jakikolwiek inny, np opieki nad zarazonymi, i wtedy zaczynam chwalic Sanne za jej poswiecenie. Probuje nie tyle zadawac w jej sprawie pytania, co pociagnac starszych za jezor, jak sie rozgadaja to moze palna cos ciekawego, a my bedziemy mogli ew podpytac o szczegoly lub pociagnac temat.
Przykaldowe dialogi sprobuje podac po pracy ale nic nie obiecuje.
[Keth] Spoko, przecież się nie pali, zaczekam
- A dużo osób się pochorowało ostatnimi czasy? Wygląda na to, że Esajan zaraza dopadła w mgnieniu oka.
- Jak to możliwe, że Ci co chorych doglądają sami nie stają się ofiarami zarazy?
- Chyba dużo bardziej byście cierpieli, gdyby nie pomoc Asterianki. Bardzo Wam pomogła czarami a na rzeczy zna się... [tu czekam zeby starsi pociagneli temat]
: 22 lipca 2011, 23:03
autor: Keth
Chatka dla gości, poranek
Hakan Harmun i Oktar Detelf przenieśli spojrzenia na Uhrę, zastanawiając się przez krótką chwilę nad jej słowami. Wymieniwszy z pierwszym kapitanem znaczące spojrzenie myśliwy skinął z aprobatą głową.
- Oktar w osadzie bardziej będzie potrzebny, mus mu komendę nad wojakami trzymać, a pilnować, coby nasi ziomkowie cierpliwości, a nadziei w końcu nie stracili i nie uczynili co złego w rozpaczy - oznajmił Harmun - Pójdę tedy ja z wami, a wspólnie tych mrówkowych kurwich synów odszukamy, jeśli się jeszcze jakowyś w okolicy kryją.
- Hakan zna wybornie tutejsze pustkowia, tedy zda się świetnie na przewodnika - dodał pierwszy kapitan tarmosząc mimowolnie ciasny opatrunek na swej przeciętej ostrą klingą dłoni - Jeśli zaś natkniecie się na arkany, z marszu do was dołączymy, coby im odpłacić pięknym za nadobne.
W oczach Oktara pojawił się mściwy błysk, który przesłonił na chwilę wyraz bezgranicznego zmęczenia.
- A mamy jeszcze jedno pytanie, czy.. wszystkich mieszkańców całej osady zaraza dotknęła po równo? - powiedziała gwardzistka drapiąc się po spoconym karku - Czy też są obszary, w których choroby nie stwierdzono?
- Nie wiem, do czego zmierasz, dziewko? - zmarszczył czoło pierwszy kapitan, nie zauważając cierpkiego spojrzenia, które posłał mu natychmiast Harmun - Szukasz w Duviku miejsc, gdzie stanąwszy człek czuć się może od choroby bezpieczny? Nie ma tu takowego miejsca, bo wszędzie ta bezbożna zaraza zdawa się sięgać i każdego może powalić w obrębie tych ścian.
Przysłuchujący się dotąd rozmowie w niezwykłym dla siebie niemym skupieniu goblin zakaszlał nagle niczym ciężko chory na odmę płucną, zwracając w ów mało wytworny sposób uwagę na własną osobę.
- Nasza chcieć gadać z wozakami, co by wincej dowiadować od nich jako chorowawszy sie stać, może być to, wasza może to załatwić?
- Nie widzę potrzeby rozmawiania z tymi szubrawcami! - wybuchnął pierwszy kapitan - Cóż nas może obchodzić jak zachorowali?!
: 22 lipca 2011, 23:37
autor: Treant
- Sądzimy z Eithartem, że pojawienie się tego skrytobójcy winno się jakoś zbiegać z chwilą, gdy na osadę spadła zaraza. Bo któż czekałby latami wśród was na możliwość pomszczenia swego klanu? Równocześnie osoba ta musi dokładnie wiedzieć jak się przed ową chorobą ustrzec.
: 23 lipca 2011, 04:59
autor: mordimer00
Mordil do tej pory słuchał rozmowy ale na bezczelną odzywkę nie wytrzymał już i podnosząc głowę spojrzał prosto w oczy kapitana mówiąc:
-"Te starszy wojaków toć to nie być żadna dziewka ona nazywać się Uhra. I to My za Was szli w jaskinia za mrówka, być miła dla Uhry co grzbiet nadstawiać za Wasza nie bać się. A nie dziwita waszej że one tak szybko zachorować? Może one coś wincyj wiadomo im jest. Przecie one chciały odejść z Wasza osada? Trzeba by z onemi gadać po prawdzie cosik tutej wydarzyć się mogło."
: 24 lipca 2011, 21:15
autor: Keth
Chatka dla gości, poranek
Oktar Detelf pociemniał po twarzy słysząc napastliwy ton Mordila, a jego ręka spoczęła mimowolnie na rękojeści przypasanego do boku noża, ale Hakan Harmun natychmiast pochwycił swego młodszego towarzysza za ramię ściskając je silnie palcami.
- Oktar nie miarkował Uhry swymi słowy urazić ani poczynić szkody na jej honorze, prawda, Oktarze? - powiedział pojednawczym, aczkolwiek bardzo twardym tonem myśliwy, spozierając na pierwszego kapitana pytającym wzrokiem.
- Prawda - kiwnął po krótkiej chwili milczenia zagryzający dotąd wargi komendant duvikańskiej straży - Nie chciał żem nikogo onymi słowy urazić. Jeśli inaczej się stało, proszę o wybaczenie, pani.
Nieprzywykła do tytułowania jej jako pani gwardzistka nic nie odrzekła w pierwszej chwili, toteż Hakan Harmun odwrócił głowę czym prędzej w stronę krzywiącego się nieprzyjaźnie barbarzyńcy.
- Ty bacz zaś jak się zwracasz do tych, na których władza tu spoczywa, przyjacielu - powiedział sucho mężczyzna - Razem żeśmy w kopalni byli, tedy wiele kole uchów puścić mogę, ale bacz, aby się miarka nie przebrała, bo ciężkie dla nas nastały czasy, a zatem i cierpliwości już powoli nie stawa.
- Jeśli tak wielce wam trza rozmowy z tymi Esajanami, wydam wam zgodę - kiwnął pojednawczo głową Oktar Detelf, który w międzyczasie najwyraźniej ochłonął z krótkotrwałego wzburzenia - Starszyźnie pewnikiem się to nie spodoba, ale skoro Hakan jest z nami i jako starszy wioski nic przeciwko nie powie, ja tez na drodze stawał nie będę.
- Jako starszy wioski nic przeciwko nie rzeknę - odpowiedział Harmun spoglądając wciąż na goblina - Wszelako wszelkich starań dołóżcie, coby owe spotkanie poza rozmowę nie wyszło, a nie próbujcie im niczego dawać ani obiecywać, bo jeśli nie daj Graamie uciekną albo co inszego złego się stanie, was jeno powieszą, ale mnie mogą klątwą obłożyć!
Wątek techniczny
W ramach zabiegów pojednawczych Hakan najwyraźniej próbował ugłaskać zadziornego goblina, ale jakie by nim nie kierowały intencje, teraz macie wolną rekę w kwestii spotkania z uwięzionymi w osadzie karawannikami. Nie dołożyłem już tego w fabularce, ale zgodnie z wcześniejszą prośbą Venara Skela dostanie od pierwszego kapitana nowe drzewce do swej włóczni oraz narzędzia niezbędne do jej odbudowania - wystarczy, że pójdzie z Oktarem i grotem zniszczonej broni do miejscowego kowala, sprawę załatwi się od ręki na miejscu.
Nic Wam naturalnie nie podpowiadam, ale jak nie chcecie dłużej siedzieć w chatce (chociaż oczywiście oczy się Wam kleją, bo Mordil wyrwał Was ze snu, niecnota), to możecie pójść teraz do Duviku w układzie Uhra i Mordil do więźniów, a Skela do kowala.
: 24 lipca 2011, 21:21
autor: Keth
W domostwie Jareda Brunty, poranek
Eithart uniósł znacząco rękę zwracając na siebie uwagę obu Duvikan, pochylił się nieznacznie w przód czując powodowany nocną eskapadą do kopalni ból zmęczonych mięśni grzbietu.
- Patrzajcie na to jak szybko tak wielu Esajan się pochorowało - powiedział cicho, nie zwracając najwyraźniej uwagi na posłane mu natychmiast porozumiewawcze spojrzenie Trehanta - Jak to zatem możliwe, że ci, co się chorymi opiekują sami na chorobę nie zapadają?
- Słuszna uwaga, wszelako nie myśl, że uszła mej uwadze, bom nad tym długo samemu rozmyślał - odparł Jared Brunta - Mam ci ja dwa wyjaśnienia dla tego stanu rzeczy i oba wielce się zdają wiarygodnymi. Po pierwsze, dobrałem pospołu z Sanną młodzianków silnych i krzepkich, takowych kole lat dwudziestu, oni w pieczarze chorych doglądają. Widzi mi się, że jeśli za tą straszną plagą pustynny upiór stoi albo insza kreatura mszcząca się za śmierć tamtych koczowników sprzed laty, pierwsza onych chorobą pokłada, co pod Wężową Skałą byli, temu też tak wielu starszych wiekiem mężów choroba już zabiła. Wielu z nich wówczas obóz zuagirski najechało.
- Wszelako nie wszyscy, prawda? - odpowiedział natychmiast z powątpiewaniem półork - Przecie i dzieci się pochorowały. Mało to matek w obejściach szlocha?
- Tak, na chorobę dziatek trudno mi wyjaśnienie wynaleźć, coby się z wcześniejszym nie gryzło - pokiwał niechętnie głową graamita - Jednakże wówczas w sukurs drugi wniosek mi przychodzi, a ten już trudnisty będzie wam do obalenia, bo wielka w nim skrywa się moc.
- Cóż to zatem takiego, co onych opiekunów tak skutecznie chroni przed plagą? - zapytał Eithart unosząc znacząco brwi.
- Wiara, mój świątobliwy przyjacielu - odpowiedział z niezwruszoną pewnością w głosie duvikański kleryk - Kto prawdziwie wierzy i zła się nie lęka, choćby ciemnym miał kroczyć wąwozem... zaiste prawdziwie te święte słowa do naszego wąwozu pasują... choćby miał kroczyć, tego zło nie dosięgnie, bo go łaski i błogosławieństwa Graama strzegą na podobieństwo duchowej tarczy. Młodziankowie moi pomocnicy wszyscy zagorzali graamici bez wyjątko, jako i ja sam, tedy przecie nie ma inszego dla tego cudu objaśnienia, dlaczego ani oni ani jam sam na chorobę nie zapadł.
W izbie zapadła na chwilę ciężka cisza, a na twarzach obu gości pojawił się ledwie zauważalny grymas sceptyzmu, który zniknął w mgnieniu oka zastąpiony grzecznościową obojętnością.
- Tedy bogom dzięki wielkie się należą, że tak ciesząca się łaską Asteriusza kapłanka zdołała w czarną godzinę do Duviku dotrzeć - powiedział w końcu Eithart, starając się nie rozważać w myślach powracającej natrętnie sugestii Brunty, że śmiercionośna plaga prześladowała jedynie tych, którzy nie dość się okazali gorliwymi czcicielami w oczach swych bóstw - Poświęca się ta niewiasta bezgranicznie i widzi mi się, że wszytko czyni, coby jeno ulgę cierpiącym przynieść.
- Graam jeden wie jak ciężko by nam bez niej było - pokiwał głową Jared Brunta uśmiechając się ciepło na wspomnienie Sanny Wehael - Chociaż niewiele się zna na zaklęciach leczących, a i mocy w amulecie tyle miała, co wejhur napłakał, jej wiedza o ziołach kojących ból, a obchodzeniu się z chorymi wielce jest użyteczna. Znać się musi niezawodnie na rzeczy, bo mnie poparła w sprawie przeniesienia chorych do podziemi pod osadą, kiedy tylko wysłuchała nauk o waporach, nawet pytań zbytecznych nie zadawała. I wielce jest też pomocna w opiece nad chorymi niewiastami, bo mus wam wiedzieć, że moi nowicjusze to chłopcy bez wyjątku, tedy pewnikiem niektóre wstydliwe sprawy w opiece nad białogłowami zdają się ich onieśmielać, wszelako z Sanny pomocą dają sobie radę.
- Czcigodny kthanie, wróćmy na chwilę do osoby mszczącej się być może za rzeź Zuagirów - zaproponował Trehant, który choć bacznie śledził rozmowę Brunty z Eithartem, w głowie miał najwyraźniej coś innego - Sądzimy z Eithartem, że pojawienie się tego skrytobójcy winno się jakoś zbiegać z chwilą, gdy na osadę spadła zaraza. Bo któż czekałby latami wśród was na możliwość pomszczenia swego klanu? Równocześnie osoba ta musi dokładnie wiedzieć jak się przed ową chorobą ustrzec.
Obaj Duvikanie wymienili między sobą ostrożne spojrzenia, a w ich oczach pojawił się znienacka jakiś dziwny błysk, początkowo kojarzący się wyłącznie z czystym niedowierzaniem, powoli jednak przechodzący w zrozumienie podszyte przerażeniem.
- Słodki Panie w niebiesiech... - wyszeptał zbielałymi wargami Jared Brunta - Czyżbyśmy tacy byli ślepi? To nie może być prawdą, ale... ale przecie ona jest asteriańską służką, tedy prawie ci siostrą w wierze, świątobliwy Eitharcie! Rzekniej przeto, że to nie może być prawdą!
Wątek techniczny
Wasze sugestie w końcu padły chyba na podatny grunt, bo w głowach obu starców najwyraźniej zapaliły się nagle alarmowe lampki, bardzo bardzo czerwone. Wcześniej zaznaczaliście w postach, że zamierzacie tak kierować rozmową, by przypadkiem nie rzucić na kogoś bezpodstawnych podejrzeń, może jednak teraz wykorzystacie okazję i zagracie ostrzej?
: 24 lipca 2011, 22:17
autor: mordimer00
-"Moja nazywa się Mordil a to być Uhra nasza prosić o szacunek dla nasza, nasza chcieć ta wioska pomóc a wyśta obelgi tylko rzucać na nasza cały czas. My chieć wincej wiedzieć cosik tutej się dzieje, chcieć pogadać z karawaniarami i z ludź z ta osady aby wiksze mić w głowa myślenia. A ty Hakan nie nerwować się tak srogo, nasza do was po imie się zwracać i nasza chcieć to samo.
Moja mieć do wasza pytanie, Wstaje i ręką zapraszam aby usiedli. Ile minąć księzyce od pierwsza chora ludź, i czy pierwej ludź zachorować czy może jakaś nowa twarz się w osada pojawić przed choroba? jeśli tak to kto to być? Jeśli siedli to chyba coś tam w bukłaczku jeszcze zostało więc proponuje im po głębszym na zgodę.
: 25 lipca 2011, 00:05
autor: Treant
- Czy mamy zatem sądzić, że tylko Sanna zawitała w Duviku w onym okresie? Jesteście tego pewni? Pilnuje jej stale młodzian nożownik, a nawet o nim nie wspomnieliście. Czyżby mieszkał on wcześniej w osadzie? To bardzo ważne, aby wskazać wszystkich przybyłych przed i w chwili wybuchu zarazy, bo gdy już owe osoby weźmiemy na spytki, prawdziwy sprawca nieszczęść będzie o tym doskonale wiedział.
: 25 lipca 2011, 00:12
autor: 8art
Eithart wstał od stołu i powoli przeszedł się wzdłuż pomieszczenia, bijąc się z kłebiącymi myślami i starannie ważąc słowa, które zaraz miał wypowiedzieć. Nastała chwila ciężkiej ciszy, Duvikanie niecierpliwie patrzyli na kapłana. Ten w końcu oznajmił:
- Zdradze Wam coś co jeno kilkoloro osób wie, ale warunek postawie. Pewności nie mam do nikogo i nieczego ale bezpodstawnych oskarżeń rzucać nie będę, bo to nie bożemu. Zatem jeśli przysięgniecie - zwrócił się ze śmiertelną powagą do Brunty i Magura - że wiedza owa poza nasze tu towarzystwo nie wyjdzie, żadnych kroków pochopnie nie podejmiecie i pozwolicie nam działać wedle planu, tedy uchybie rąbka tajemnicy. Ważcie, że tutaj siły dużo większe niźli tylko Duvik i zaraza wplątane być mogą, a to co wiem potwierdzenia jednoznacznego nie ma i mam nadzieję, że potwierdzenia nie znajdzie. - Eithart spojrzał w oczy Starszych, oczekując ich odpowiedzi...
: 25 lipca 2011, 20:52
autor: Keth
Wątek techniczny
Nie zdążyłem dzisiaj napisać wstawki fabularnej, ale przyjmijmy umownie, że starsi osady zgodzili się przyrzec milczenie - w związku z powyższym zapraszam 8ARTa do kontynuacji wywodu.
Treant, nożownik przyjechał razem z Sanną, to podobno niemowa-świątynny służbita stanowiący jej pomocnika i ochroniarza zarazem.
: 25 lipca 2011, 21:25
autor: 8art
- Czy pamietasz Brunto jak udałem się z Sanną wieczorną menterę odmówić? - spytał Eithart. Brunta przytaknął bezwiednie lecz po chwili jego oczy rozwarły się w geście niezmiernego zdumienia: - Zaraz, przecież...
- Tak Brunto, dokładnie tak jak myślisz; menterę odmawia się wyłącznie o świcie, spoglądając na wschodzącą tarczę słońca i dziękując Asteriuszowi i Gorlamowi za zaszczyt dożycia kolejnego poranka. Rozgryzłem Sanne pierwszego dnia. Nie jest kapłanką, co sama zresztą wyznała podczas odmawiania naszej wieczornej mentery...
Tu opowiadam przebieg calego zajścia z Sanną
- Podała się za agentkę Tureganu ale co do tego pewności też nie mamy. Byłoby sporym błędem zakładać, że musi to być nieprawda. Szczególnie istotne byłoby to dla Was, gdyż jeśli to prawda to trzymając agentkę w niewiedzy moglibyście manipulować nieco potencjalnym uchem i okiem Tureganu w Duviku. Pozbycie się Sanny w tm momencie też mogłoby mieć straszliwe skutki. Być może jest tylko pomocnikiem demona. Jeżeli taka hipoteza jest prawdziwa to musimy znaleźć drogę, jak pokonać tą moc a "kapłanka" może nam w tym pomóc.
Póki co chcemy porozmawiać z Esajanami i ustalić może coś niecoś na temat "demona" i wprowadzić dyskretną obserwację Sanny, żeby potwierdzić lub obalić przypuszczenia
: 25 lipca 2011, 23:04
autor: Treant
- Czy jesteście w stanie sprawdzić, czy Sanna lub jej pomocnik opuszczali mury osady od czasu, gdy przybyli do Duviku? Sądzę też, że warto by było spytać kapitana, co mu kapłanka tłumaczyła nim doszło do walki z Esajanami.
: 26 lipca 2011, 17:35
autor: Ula
Oniemiałam od tego wszytkiego, najpierw goblin mej 'cnoty' broni, a później per 'Pani' ktoś się do mnie wzraca.
roześmialam sie chrapliwie, po męsku
"Mordil ma racje, golnijmy na zgode, wszak nie o to chodzi by waśni szukać a sposobu pozbycia sie mrowczarzy i tego chorobska paskudnego. stąd nasza ciekawość. Slyszalam kiedyś o dziwnej metodzie walki z epidemią, ludzie wzieli i podzielili miasto na kwadraty i przepytywali mieszkańców o rzeczy wszelakie, od ilości zachorowań, o to skąd wodę i jedzenie biorą, gdzie pracują.... i wyobraźcie sobie, że po tych pytaniach doszli ze to wina jednego źródla wody, jednej studni na dnie, której znaleziono truchło jakiego nieszczesnego zwierzaka... "
: 26 lipca 2011, 23:20
autor: 8art
Wątek techniczny
Czy Sanna i jej pomocnik byli w miescie gdy zaginela znaleziona przez nas na pustyni para? I nie wiem czy nie doczytalem, czy nie, ale czy byly jakies slady wokol miejsca zbrodni?