PBF - Boskie potyczki
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Skalny taras, świt
Gusłek miał widać rękę do konwersacji z obłąkanymi, Huskun nie mógł się wręcz wyzbyć wrażenia, że pianicki kleryk zaraz zostanie namaszczony na świątobliwego protektora doliny, a wraz z tym namaszczeniem rozliczne łaski spłyną również na towarzyszy humhuma.
Gotowiąc się do drogi ku odległemu zamkowi zaklinacz wyprostował się mimowolnie i zaczął gorączkowo wydłubywać spod paznokci tkwiący tam wilgotny brud, posługując się w formie narzędzia jednym ze swoich kiełków.
Uczeń szamana nie miał zbytniego obycia z istotami innymi niż gobliny, ale podejrzewał, że władyka tutejszej krainy goblinem bynajmniej nie był i że władyka ów przykładał znacznie większą wagę i higieny i prezencji od wyjątkowo nie lubiących na co dzień kąpieli Turgulów. Szczęściem w nieszczęściu było to, że przymusowe obcowanie z wodą pod wodospadem zmyło z goblina większość zwyczajowego brudu. Nieszczęście polegało na tym, że poddany niechcianej ablucji biedak stracił swój łuk, strzały i sakwę z biżuterią, ale... odległy zamek wydawał się kusić całkiem ciekawymi perspektywami na niedaleką przyszłość...
Gusłek miał widać rękę do konwersacji z obłąkanymi, Huskun nie mógł się wręcz wyzbyć wrażenia, że pianicki kleryk zaraz zostanie namaszczony na świątobliwego protektora doliny, a wraz z tym namaszczeniem rozliczne łaski spłyną również na towarzyszy humhuma.
Gotowiąc się do drogi ku odległemu zamkowi zaklinacz wyprostował się mimowolnie i zaczął gorączkowo wydłubywać spod paznokci tkwiący tam wilgotny brud, posługując się w formie narzędzia jednym ze swoich kiełków.
Uczeń szamana nie miał zbytniego obycia z istotami innymi niż gobliny, ale podejrzewał, że władyka tutejszej krainy goblinem bynajmniej nie był i że władyka ów przykładał znacznie większą wagę i higieny i prezencji od wyjątkowo nie lubiących na co dzień kąpieli Turgulów. Szczęściem w nieszczęściu było to, że przymusowe obcowanie z wodą pod wodospadem zmyło z goblina większość zwyczajowego brudu. Nieszczęście polegało na tym, że poddany niechcianej ablucji biedak stracił swój łuk, strzały i sakwę z biżuterią, ale... odległy zamek wydawał się kusić całkiem ciekawymi perspektywami na niedaleką przyszłość...
Idźmy, idźmy! Huskun tuż za Gusłkiem, z zadartym nosem i władczą miną na gębie - było nie było, to wierny akolita humhuma!
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Górska ścieżka, świt
Tuż za portalem ukazała się stroma górska ścieżka, prowadząca zygzakami ku położonemu, kilka stajań dalej, lasu. Śliskie wilgotne głazy zmuszały do powolnego i ostrożnego marszu. Co poniektórzy pamiętali efekty poślizgu w skalnym kanale.
Gdy byli w połowie drogi z lasu wychynęły dwie postacie odziane w bure habity.
W tym właśnie momencie na położonym wyżej tarasie rozległ się odgłos gongu. Jednak jeżeli to właściwie możliwe, tym razem dźwięk zawierał jakąś złowrogą, nakłaniającą do pośpiechu nutę.
Tuż za portalem ukazała się stroma górska ścieżka, prowadząca zygzakami ku położonemu, kilka stajań dalej, lasu. Śliskie wilgotne głazy zmuszały do powolnego i ostrożnego marszu. Co poniektórzy pamiętali efekty poślizgu w skalnym kanale.
Gdy byli w połowie drogi z lasu wychynęły dwie postacie odziane w bure habity.
W tym właśnie momencie na położonym wyżej tarasie rozległ się odgłos gongu. Jednak jeżeli to właściwie możliwe, tym razem dźwięk zawierał jakąś złowrogą, nakłaniającą do pośpiechu nutę.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Górska ścieżka, świt
Na dźwięk gongu, podążający od strony lasu mnisi, przyspieszyli kroku, zadzierając habity, aż do kolan. Po kilkunastu minutach sapiąc jak miechy kowalskie, korpulentni ludzie o zaczerwienionych twarzach stanęli na przeciw schodzącym z góry Nieugiętym.
Pokłoniwszy się z szacunkiem jeden z nich ruszył w dalszą drogę ku tarasowi, a drugi pozostał starając uspokoić oddech. Duchowny wyglądał co najmniej na pięćdziesiąt wiosen, pucułowatą twarz zdobiły liczne zmarszczki, a krótko przystrzyżone włosy pokrywała siwizna. Na pierwszy rzut oka było widać, że życie w Ukrytej Dolinie służy mnichom, a przybyły nie żałuje sobie ni jadła ni napoju.
- Zwą mnie Rargan. Pozwólcie, że będę waszym przewodnikiem i zawiodę was przed czcigodną starszyznę - nawet mrugnięciem oka, ani żadnym grymasem twarzy nie dał poznać po sobie zdziwienia. Być może gobliny bywały tu częstymi gośćmi?
- Wielce musicie być strudzeni, wszak wasza droga musiała się strasznie wydłużyć. Spodziewano się was dwa tygodnie temu - dodał z przekąsem - na poznanie się między sobą znajdzie się jeszcze czas, wszak od razu widać, żeście z różnych Orkusów, abo i dalej - nagle spojrzał raźniej - wszyscy rozumiecie mowę wspólną?
- Droga przed nami kilkugodzinna, ale żeby ją umilić mamy na dole w leśniczówce - wskazał świerkowe knieje poniżej, a dokładniej miejsce gdzie spomiędzy drzew unosiła się smuga siwego dymu - kilka wozów
.
Ruszywszy w dalszą drogę mnich prowadził ścieżką na dół, ostrzegając przed ruszającymi się kamieniami oraz zachwalając bartnictwo i pszczelarstwo jako źródło niezastąpionych na reumatyzm miodów pitnych. Pomstował za to na niedźwiedzie, które niemal z setyckim zawzięciem starały się niszczyć wszelkie barcie ku potrzebie Asteriusza i jego sług utrzymywane. Od czasu do czasu mnich zmieniał język, którym się posługiwał, kierując słowa, do poszczególnych osób. To raz zapytał krasnoluda w jego ojczystej mowie, czy krasnoludzi także sycą miody, to zapytał Barthura w języku olbrzymów, jakoż jego współplemieńcy radzą sobie z niedźwiedziami. Spróbował także kilkukrotnie zagaić rozmowę z goblinami, jednak ani razu nie trafił w odpowiednie narzecze goblińskiego, które znałby Huskun lub Mordil.
W tej miłej atmosferze dotarli do granicy lasu, po przekroczeniu której, ścieżka zaczęła opadać łagodniej, a ostre krawędzie kamieni zastąpiło miękkie igliwie. Tutaj też wiatr stał się mniej uciążliwy, a w nozdrza uderzył żywiczny zapach. Za trzecim z kolei zakrętem ukazała się niewielka chatynka. Parterowy budynek zrobiony był z nieociosanego kamienia połączonego grubymi belkami i gliną. Z wystającego ponad dach komina wydostawał się dym niosący zapach ważonej mięsnej polewki.
Przed chatą stały dwa zaprzęgnięte w parę koni wozy, przy których stało dwóch mężczyzn w prostym charakterystycznym na chłopstwa przyodziewku czyli lnianej koszuli i spodniach oraz łykowych łapciach. Jeden z nich był zasuszonym mężczyzna w sile wieku, drugi młodym chłopakiem, któremu na twarz rzucił się pierwszy zarost.
Jeden z dwuosiowych wozów został zaopatrzony w dwie biegnące wzdłuż burt ławeczki, drugi natomiast został wyścielony czarnym materiałem.
- No i jesteśmy - powiedział uśmiechnięty mnich - wiem, że wam śpieszno, ale może skosztujecie polewki? Świeżutka. Sarnina powinna skruszeć do tego czasu. To jak, jedziem czy śniadam?
- Ponadto może Asteriusz da i ktoś jeszcze żywcem z Ósemki do nas trafi, nie jak ten ostatni. Asteriuszu zmiłuj się nad jego duszą... - dodał i wpatrzył się w towarzyszy czekając na odpowiedź.
Na dźwięk gongu, podążający od strony lasu mnisi, przyspieszyli kroku, zadzierając habity, aż do kolan. Po kilkunastu minutach sapiąc jak miechy kowalskie, korpulentni ludzie o zaczerwienionych twarzach stanęli na przeciw schodzącym z góry Nieugiętym.
Pokłoniwszy się z szacunkiem jeden z nich ruszył w dalszą drogę ku tarasowi, a drugi pozostał starając uspokoić oddech. Duchowny wyglądał co najmniej na pięćdziesiąt wiosen, pucułowatą twarz zdobiły liczne zmarszczki, a krótko przystrzyżone włosy pokrywała siwizna. Na pierwszy rzut oka było widać, że życie w Ukrytej Dolinie służy mnichom, a przybyły nie żałuje sobie ni jadła ni napoju.
- Zwą mnie Rargan. Pozwólcie, że będę waszym przewodnikiem i zawiodę was przed czcigodną starszyznę - nawet mrugnięciem oka, ani żadnym grymasem twarzy nie dał poznać po sobie zdziwienia. Być może gobliny bywały tu częstymi gośćmi?
- Wielce musicie być strudzeni, wszak wasza droga musiała się strasznie wydłużyć. Spodziewano się was dwa tygodnie temu - dodał z przekąsem - na poznanie się między sobą znajdzie się jeszcze czas, wszak od razu widać, żeście z różnych Orkusów, abo i dalej - nagle spojrzał raźniej - wszyscy rozumiecie mowę wspólną?
- Droga przed nami kilkugodzinna, ale żeby ją umilić mamy na dole w leśniczówce - wskazał świerkowe knieje poniżej, a dokładniej miejsce gdzie spomiędzy drzew unosiła się smuga siwego dymu - kilka wozów
.
Ruszywszy w dalszą drogę mnich prowadził ścieżką na dół, ostrzegając przed ruszającymi się kamieniami oraz zachwalając bartnictwo i pszczelarstwo jako źródło niezastąpionych na reumatyzm miodów pitnych. Pomstował za to na niedźwiedzie, które niemal z setyckim zawzięciem starały się niszczyć wszelkie barcie ku potrzebie Asteriusza i jego sług utrzymywane. Od czasu do czasu mnich zmieniał język, którym się posługiwał, kierując słowa, do poszczególnych osób. To raz zapytał krasnoluda w jego ojczystej mowie, czy krasnoludzi także sycą miody, to zapytał Barthura w języku olbrzymów, jakoż jego współplemieńcy radzą sobie z niedźwiedziami. Spróbował także kilkukrotnie zagaić rozmowę z goblinami, jednak ani razu nie trafił w odpowiednie narzecze goblińskiego, które znałby Huskun lub Mordil.
W tej miłej atmosferze dotarli do granicy lasu, po przekroczeniu której, ścieżka zaczęła opadać łagodniej, a ostre krawędzie kamieni zastąpiło miękkie igliwie. Tutaj też wiatr stał się mniej uciążliwy, a w nozdrza uderzył żywiczny zapach. Za trzecim z kolei zakrętem ukazała się niewielka chatynka. Parterowy budynek zrobiony był z nieociosanego kamienia połączonego grubymi belkami i gliną. Z wystającego ponad dach komina wydostawał się dym niosący zapach ważonej mięsnej polewki.
Przed chatą stały dwa zaprzęgnięte w parę koni wozy, przy których stało dwóch mężczyzn w prostym charakterystycznym na chłopstwa przyodziewku czyli lnianej koszuli i spodniach oraz łykowych łapciach. Jeden z nich był zasuszonym mężczyzna w sile wieku, drugi młodym chłopakiem, któremu na twarz rzucił się pierwszy zarost.
Jeden z dwuosiowych wozów został zaopatrzony w dwie biegnące wzdłuż burt ławeczki, drugi natomiast został wyścielony czarnym materiałem.
- No i jesteśmy - powiedział uśmiechnięty mnich - wiem, że wam śpieszno, ale może skosztujecie polewki? Świeżutka. Sarnina powinna skruszeć do tego czasu. To jak, jedziem czy śniadam?
- Ponadto może Asteriusz da i ktoś jeszcze żywcem z Ósemki do nas trafi, nie jak ten ostatni. Asteriuszu zmiłuj się nad jego duszą... - dodał i wpatrzył się w towarzyszy czekając na odpowiedź.
Ostatnio zmieniony 15 czerwca 2013, 09:45 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Ależ nie godzi się odmawiać strawy, którą dobry Pian w swej dobroci miski nam napełnia. Nie gniewajcie się na me słowa, bom prosty chłop, ale czy i kapka miodziku tak zachwalanego by się nie znalazła? Mus mi toast wznieść za zdrowie gospodarzy a i Panu Uciech za owej gościny doświadczenie podziękować.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Olbrzym drapal sie po glowie, nieumyslnie robiac najglupsze miny za kazdym razem pytany o kwestie w ktorych nie mial bladego pojecia. W dodatku wszyscy brali go za pololbrzyma i to w dodatku jakiegos szlachcica. Przynajmniej tak mu sie zdawalo, bo przedrpstek tan albo el wedle jego wiedzy z pewnoscia oznaczal kogos wysoko urodzonego. O ile blekitna krew w zylach od razu uderzyla do glowy, to jakies insynuacje, ze byl pololbrzymem lekko podmywaly goblinska dume Barthura.
Gdy w koncu tajemniczy mnich zapytal go ni stad ni z owad o to jak polobrzymy radza sobie z niedzwiedziami odpowiedzial:
- Na co sie mnie pytosz? Czy ja wyglądach ci na połolbrzymo?
Gdy w koncu tajemniczy mnich zapytal go ni stad ni z owad o to jak polobrzymy radza sobie z niedzwiedziami odpowiedzial:
- Na co sie mnie pytosz? Czy ja wyglądach ci na połolbrzymo?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Górska ścieżka, świt
Zachowujący dotąd z racji swego podejrzliwego charakteru sporą rezerwę wobec obcych, Huskun począł się na widok chatynki gorączkowo i żarliwie, mieląc jęzorem tak szeroko, że niemalże zdołał go wsadzić do jednej z dziurek nosa.
Jednakże dzikie łakomstwo nie zagłuszyło do końca jakiegoś ostrzegawczego głosiku popiskującego cicho w głębi pokrętnego niczym bagienna żmija umysłu zaklinacza. Goblin zamlaskał ponownie, a potem obejrzał się w stronę Mordila, rozmyślając nad czymś śpiesznie.
Gnom wciąż nie dołączył do reszty Wielgaśnie Nieulękłych, a Huskun miał wobec niego pewne podejrzenia i zamiary, które wciąż nie wygasły. Chociaż zaklinacz nie był już do końca przekonany, że więzień Grubelli został Turgulom zesłany przez Piana, gnom posiadał niewątpliwie pewną magiczną moc i wiedzę, a czarodziejska moc była trzecią po władzy i bogactwie rzeczą, której goblin pożądał.
Usuwając się dyskretnie w cień rozmowy między Gusłkiem, Barthurem i obcymi zaklinacz złapał Mordila za grube niczym sękaty pień ramię i pochylił się w stronę jego ucha.
- Gnomi ruchacz cięgiem niebyty - powiedział szeptem, wspominając w myślach złowróżbny ton ostatniego dźwięku gongu - Szybkuśnie obrócimy do bramy, tak na wszelki wypadek, cicho i skrycie.
Zachowujący dotąd z racji swego podejrzliwego charakteru sporą rezerwę wobec obcych, Huskun począł się na widok chatynki gorączkowo i żarliwie, mieląc jęzorem tak szeroko, że niemalże zdołał go wsadzić do jednej z dziurek nosa.
Jednakże dzikie łakomstwo nie zagłuszyło do końca jakiegoś ostrzegawczego głosiku popiskującego cicho w głębi pokrętnego niczym bagienna żmija umysłu zaklinacza. Goblin zamlaskał ponownie, a potem obejrzał się w stronę Mordila, rozmyślając nad czymś śpiesznie.
Gnom wciąż nie dołączył do reszty Wielgaśnie Nieulękłych, a Huskun miał wobec niego pewne podejrzenia i zamiary, które wciąż nie wygasły. Chociaż zaklinacz nie był już do końca przekonany, że więzień Grubelli został Turgulom zesłany przez Piana, gnom posiadał niewątpliwie pewną magiczną moc i wiedzę, a czarodziejska moc była trzecią po władzy i bogactwie rzeczą, której goblin pożądał.
Usuwając się dyskretnie w cień rozmowy między Gusłkiem, Barthurem i obcymi zaklinacz złapał Mordila za grube niczym sękaty pień ramię i pochylił się w stronę jego ucha.
- Gnomi ruchacz cięgiem niebyty - powiedział szeptem, wspominając w myślach złowróżbny ton ostatniego dźwięku gongu - Szybkuśnie obrócimy do bramy, tak na wszelki wypadek, cicho i skrycie.
Nie wiadomo, czy szóste uderzenie oznaczało śmierć pechowca, który nie podołał wyzwaniu czy też przez bramę przeszło coś złego. Może byłoby dobrze to sprawdzić?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Podwórzec przed leśniczówką, poranek
Zażywny mnich skinął na chłopów, którzy z drzwi i pieńków przygotowali prymitywny stół i stołki. On tymczasem ruszył do środka, aby powrócił z miskami i drugim mnichem niosącym żelazny, okopcony kociołek, pełny parującego gulaszu.
- To jest mój konfrater, Ilmirem zwany. Ślubował milczenia i kontempluje w tejże leśniczówce. Gotuje przepyszne polewki i ni jak nie można wyciągnąć z niego jak to robi - mówił Rargan rozkładając na stole miski i placki agawy.
- Zaraz i dzbaniec trójniaka się znajdzie. Po Komnacie Pokus łacnie się nada, na ukojenie skołatanych nerwów. Pamiętam, jak ja przez nią przeszedłem. Po wyjściu też nie wiedziałem czym człekiem czy może smokiem - mówiąc to z ukosa spojrzał na półolbrzyma.
- No to zasiadajmy. Tan Baristan pewnikiem przyzwyczajony do wygodnych krzeseł i jadania ze sreber, my jednak jeno skromnymi mnichami jesteśmy, którzy swoje życie zgłębianiu woli Asteriusza poświęcili. Jednak i sam Pan uciech miodów może nam pozazdrościć - Rargan z chichotem zmrużył oko kierując ten gest do Gusłka, wyciągnął z niesionej na ramieniu torb dużą glinianą flaszkę i kilka kubków.
Słysząc bluźniercze słowa ręka Ilmira zadrżała, a część polewki miast do drewnianej miski trafiła na blat stołu. Milczący mnich skarcił konfratra wzrokiem, po czym widząc, że nie odniosło to żadnego skutku, wzniósł oczy ku niebu jakby stamtąd oczekując sprawiedliwości.
Już po chwili śniadanie było gotowe. Gdy już do niego zasiadano do uszu biesiadników, dotarł dźwięk gongu.
- No i masz - powiedział Rorgan, odkładając łyżkę - Trza będzie jeszcze jedną miskę dostawić. Posilcie się sami, mnie czas znów wspiąć się na taras.
Mnich wstał od stołu i ruszył ścieżką w góry.
Zażywny mnich skinął na chłopów, którzy z drzwi i pieńków przygotowali prymitywny stół i stołki. On tymczasem ruszył do środka, aby powrócił z miskami i drugim mnichem niosącym żelazny, okopcony kociołek, pełny parującego gulaszu.
- To jest mój konfrater, Ilmirem zwany. Ślubował milczenia i kontempluje w tejże leśniczówce. Gotuje przepyszne polewki i ni jak nie można wyciągnąć z niego jak to robi - mówił Rargan rozkładając na stole miski i placki agawy.
- Zaraz i dzbaniec trójniaka się znajdzie. Po Komnacie Pokus łacnie się nada, na ukojenie skołatanych nerwów. Pamiętam, jak ja przez nią przeszedłem. Po wyjściu też nie wiedziałem czym człekiem czy może smokiem - mówiąc to z ukosa spojrzał na półolbrzyma.
- No to zasiadajmy. Tan Baristan pewnikiem przyzwyczajony do wygodnych krzeseł i jadania ze sreber, my jednak jeno skromnymi mnichami jesteśmy, którzy swoje życie zgłębianiu woli Asteriusza poświęcili. Jednak i sam Pan uciech miodów może nam pozazdrościć - Rargan z chichotem zmrużył oko kierując ten gest do Gusłka, wyciągnął z niesionej na ramieniu torb dużą glinianą flaszkę i kilka kubków.
Słysząc bluźniercze słowa ręka Ilmira zadrżała, a część polewki miast do drewnianej miski trafiła na blat stołu. Milczący mnich skarcił konfratra wzrokiem, po czym widząc, że nie odniosło to żadnego skutku, wzniósł oczy ku niebu jakby stamtąd oczekując sprawiedliwości.
Już po chwili śniadanie było gotowe. Gdy już do niego zasiadano do uszu biesiadników, dotarł dźwięk gongu.
- No i masz - powiedział Rorgan, odkładając łyżkę - Trza będzie jeszcze jedną miskę dostawić. Posilcie się sami, mnie czas znów wspiąć się na taras.
Mnich wstał od stołu i ruszył ścieżką w góry.
Mnich wraca na taras. Czy gobliny (albo ktoś inny) chcą mu towarzyszyć?
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Mus mi dziękczynną modlitwe do Pana Uciech wznieść, tedy iść mi nie wolno, choćbym i chciał. Ale i polewce stygnąć nie wolno mi pozwolić, bo Pian pogniewać się gotów i błogosławieństw na dalszą drogę nam odmówić. Upraszam jeno, abyś powrócił tak rychło, jak tylko się da, bo o spraw wiele chciałbym wypytać, świątobliwy Rarganie. Jako żem już rzekł, w pośpiechu wielkim żeśmy się wyprawy podejmowali, wielcem ciekaw każdego słowa na temat krainy, do jakiej dane nam było przybyć.
Innymi słowy chciałbym się dowiedzieć gdzie konkretnie jesteśmy, w jaką kabałę się wplątaliśmy i czy nie dałoby się z niej wymiksować, choć o ostatnim otwarcie mówić nie zamierzam. Przybyliśmy tu niejako przez przypadek, każdy pewno do domu czym prędzej by chciał powrócić. A tu pewnie będziemy musieli komuś przynieść głowę księżniczki żeby otrzymać w nagrodę rękę smoka.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Podwórzec przed leśniczówką, poranek
Zerkając z ukosa na Rargana Huskun pociągnął Mordila ponownie za rękaw, tym razem znacznie mocniej niż poprzednio. Krępy zamorski goblin obejrzał się na napastliwego ziomka z grymasem złości na krągłym obliczu, ale uczeń szamana nie dał sobie wrazić łokcia pod żebro, uskoczył zwinnie przed kuksańcem strzygąc uszami.
- My uszlime poszeły - oznajmił mnichowi, próbując doszukać się w jowialnym obliczu człowieka cienia ukrytych złych intencji - Na tarasny górek, szukajtać ichnych.
Zerkając z ukosa na Rargana Huskun pociągnął Mordila ponownie za rękaw, tym razem znacznie mocniej niż poprzednio. Krępy zamorski goblin obejrzał się na napastliwego ziomka z grymasem złości na krągłym obliczu, ale uczeń szamana nie dał sobie wrazić łokcia pod żebro, uskoczył zwinnie przed kuksańcem strzygąc uszami.
- My uszlime poszeły - oznajmił mnichowi, próbując doszukać się w jowialnym obliczu człowieka cienia ukrytych złych intencji - Na tarasny górek, szukajtać ichnych.
Huskun dołączy do Rargana, nie wiem jak Mordil...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthur zmarszczył czoło zastanawiając się, co tez miał mnich na mysli mówiąc o jadaniu ze sreber. Mimo kilku pomysłów, co też może takie sformułowanie znaczyć, żadne nie wydawało mu się możliwe, bo przecież nawet najgłupszy z goblinów nie żarłby srebra, bo pewno jedynie można by się od czegoś takiego nabawić zatwardzenia. Nie miał zamiaru dociekać niczego, bo kiszki mu marsza grały. Olbrzym schwycił miskę, którą mu podano. Przyłożywszy do ust kraniec naczynia, zaczął żreć cudownie aromatyczny gulasz, głośno mlaskając.
- Ale wyście smaczny gulosz z tych bebechów wyrychtowali!
- Ale wyście smaczny gulosz z tych bebechów wyrychtowali!
Barthur jest zbyt zajęty pałaszowaniem jadła, aby gdziekolwiek odchodzić:)