: 28 stycznia 2018, 15:10
Okolice tajemnej świątyni, 27 orakt-ran
Ketras rozejrzał się wpierw wkoło podejrzliwym wzrokiem, ewidentnie nie zamierzając pozwolić na to, by ktokolwiek podsłuchał jego słowa. Potem postąpił o krok bliżej ku swym towarzyszom, kładąc dłoń na ramieniu Ślepaka.
- Ten pokurcz to jakoby Wutan z plemienia Pyskaczy, najstarszy syn samego ichniego wodza - oznajmił mag nie starając się już dłużej ukrywać swej ekscytacji - Sądzimy z Saarem Sansarem, że naprawdę tak jest, że nie łże w obawie o swą skórę. Jest zatem wart w złocie tyle, ile waży albo i więcej, jakbyśmy mu napchali kieszenie kamieniami przed ważeniem. Teraz trza jeno bardzo wnikliwie rozważyć, co z nim uczynimy, coby jak najwięcej zarobić. Jeno mistrza wciąż nie ma, przebywa w miejscu odosobnienia i nie wiadomo, kiedy wróci.
Na dźwięk tych słów przybyli do Ostrogaru surelianie posmutnieli ponownie, szczerze przejęci przedłużającą się nieobecnością nauczyciela. Nawet Milcarr, tęskniący przecie straszniście za żoną i synem, uronił pojedynczą łzę na wspomnienie boskiego Sureliona.
- Tego nowego do świątyni nie lza wpuszczać, póki nauczyciel nie zezwoli, przy was to zaraz miejsca tam zabraknie na wszelakich łachmytów, a włóczęgów - dodał Ketras oglądając się ponownie na Karhuana - Niech go Rolp do siebie zabierze, do domu, parę dni tam potrzyma, a wy chodźcie na dół. Pomodlimy się, pomedytujemy, a potem opowiecie, skąd macie te zbroje i oręż, boście chyba uczciwie nie kupili, co?
Ketras rozejrzał się wpierw wkoło podejrzliwym wzrokiem, ewidentnie nie zamierzając pozwolić na to, by ktokolwiek podsłuchał jego słowa. Potem postąpił o krok bliżej ku swym towarzyszom, kładąc dłoń na ramieniu Ślepaka.
- Ten pokurcz to jakoby Wutan z plemienia Pyskaczy, najstarszy syn samego ichniego wodza - oznajmił mag nie starając się już dłużej ukrywać swej ekscytacji - Sądzimy z Saarem Sansarem, że naprawdę tak jest, że nie łże w obawie o swą skórę. Jest zatem wart w złocie tyle, ile waży albo i więcej, jakbyśmy mu napchali kieszenie kamieniami przed ważeniem. Teraz trza jeno bardzo wnikliwie rozważyć, co z nim uczynimy, coby jak najwięcej zarobić. Jeno mistrza wciąż nie ma, przebywa w miejscu odosobnienia i nie wiadomo, kiedy wróci.
Na dźwięk tych słów przybyli do Ostrogaru surelianie posmutnieli ponownie, szczerze przejęci przedłużającą się nieobecnością nauczyciela. Nawet Milcarr, tęskniący przecie straszniście za żoną i synem, uronił pojedynczą łzę na wspomnienie boskiego Sureliona.
- Tego nowego do świątyni nie lza wpuszczać, póki nauczyciel nie zezwoli, przy was to zaraz miejsca tam zabraknie na wszelakich łachmytów, a włóczęgów - dodał Ketras oglądając się ponownie na Karhuana - Niech go Rolp do siebie zabierze, do domu, parę dni tam potrzyma, a wy chodźcie na dół. Pomodlimy się, pomedytujemy, a potem opowiecie, skąd macie te zbroje i oręż, boście chyba uczciwie nie kupili, co?
Dretch, pisz, co Eco robi w międzyczasie albo Ci go utopię w drodze powrotnej do miasta!