Strona 33 z 57
: 27 lipca 2011, 20:15
autor: Keth
W domostwie Jareda Brunty, poranek
Eithart mówił cicho, ale wyraźnie, nie chcąc zaalarmować swymi słowami przebywających w sąsiednim pomieszczeniu dziewcząt, a pragnąc zarazem pewności, że wsłuchani w jego opowieść Duvikanie doskonale zrozumieją każde zdanie. Obaj starcy wpatrywali się w gorlamickiego kapłana w zupełnym milczeniu, niemalże wstrzymując oddech, na ich pociętych zmarszczkami obliczach rysowało się zaś osłupienie przemieszczane z trwogą. Eithart nie mógł rzecz jasna wykluczyć, że obaj świetnie panowali nad okazywanymi emocjami, instynkt podpowiadał mu jednak, że wcale nie udawali zaskoczenia, lecz prawdziwie byli wstrząśnięci podejrzeniami gorlamity wobec fałszywej kapłanki.
- Pozbycie się Sanny w tym momencie też mogłoby mieć straszliwe skutki. Być może jest tylko pomocnikiem demona. Jeżeli taka hipoteza jest prawdziwa to musimy znaleźć drogę, jak pokonać tą moc, a rzekoma kapłanka może nam w tym pomóc - dokończył swą opowieść Eithart, pocierając spoconą dłonią podbródek.
- Czy jesteście w stanie sprawdzić, czy Sanna lub jej pomocnik opuszczali mury osady od czasu, gdy przybyli do Duviku? - zapytał Trehant, zanim Duvikanie zdążyli w jakikolwiek sposób skomentować słowa gorlamity - Sądzę też, że warto by było spytać kapitana, co mu kapłanka tłumaczyła, nim doszło do walki z Esajanami.
- Niby kapłanka! - sarknął wyraźnie wzburzony Brunta - Nigdy sobie nie wybaczę, żem się tak dał podejść, jeno jedno mam ku sobie na obronę, że asteriańskie obrządki wielce mi obce w szczególe i żem się w jej postępkach nie dopatrzył przez to niewłaściwych rzeczy.
- Wszelako wciąż nie wiemy, czy ona zaprawdę jest wysłanniczką satrapy Tureganu czy też duszą przez demona zawładniętą - wtrącił pośpiesznie Magur Dragan - Sam nie wiem, co mnie tutaj bardziej lęka! A co do onych przebywania w osadzie, co rusz które gdzieś znika, to sama Sanna, co na pustynię wychodzi medytować w samotności, to ten jej niemowa gdzieś przez nią posyłany w im tylko znanych sprawach.
- Czy Sanna i jej pomocnik byli w osadzie, gdy zaginęła ta znaleziona przez nas na pustyni para? - dopytywał dalej ze zmarszczonym czołem Trehant, porządkując sobie w myślach pewne sprawy.
- Tego mi nie wiedzieć - wzruszył ramionami sędziwy strażnik praw - Wszelako zdaje mi się, że tamtej nocy nie widziałem nigdzie tego jej służbity...
- Na początek chcemy porozmawiać z Esajanami - powiedział Eithart - Im szybciej, tym lepiej. Mus nam wywiedzieć się czegoś więcej o tym demonie, któren im się objawił przed brzaskiem. I zdałoby się pilnować z oddali Sannę, aby sprawdzić, czy przypadkiem nie czyni czego podejrzanego.
Wątek techniczny
Wydaje mi się, że wkomponowałem w fabularkę wszystko, co pisaliście w ostatnich postach. Macie zielone światło w kwestii przesłuchania ocalałych karawanników, możecie to zrobić choćby i natychmiast. Jeśli o dyskretną obserwację Sanny idzie, w jaki sposób chcecie to rozegrać? Kto miałby ją obserwować i kiedy zacząć?
Treant, jedyne znalezione w miejscu mordu na szlaku ślady to piaskowe lejki po wylanej z bukłaków wodzie oraz ślady butów biegnące ze szczytu koryta rzecznego na jego dno, a potem z powrotem na skalisty płaskowyż, gdzie się urwały na skalnym podłożu.
: 27 lipca 2011, 21:10
autor: Keth
Chatka dla gości, poranek
Widząc pojednawczy gest goblina obaj Duvikanie usiedli z wahaniem na podsuniętych im matach, wszelako pierwszy kapitan nie ustawał w podejrzliwym mierzeniu Mordila wzrokiem.
- Ile minąć księżyce od pierwsza chora ludź, i czy pierwej ludź zachorować czy może jakaś nowa twarz się w osada pojawić przed choroba? A jeśli tak, to kto to być? - zapytał barbarzyńca wyciągając spośród swoich tobołków bukłak z napitkiem i podnosząc go w geście zaproszenia. Oktar Detelf pokręcił przecząco głową, ale Hakan Harmun sięgnął po trunek upijając z bukłaka grzecznościowy łyczek.
- Będzie tydzień z okładem jak się ta choroba zaczęła - oznajmił myśliwy ocierając wpierw usta rękawem - Najpierw dziatwę położyła, onych maluczkich, potem zaś starszych, na chybił trafił, wojaków naszych, starców na kosturach wspartych, młodziaków z kopalni, dziewki.
Mordil nie mógł nie dosłyszeć głębokiej nuty przygnębienia i żalu dźwięczącej w głosie Hakana mimo jego oczywistych wysiłków zmierzających do zachowania beznamiętnego tonu.
- Ale to się zaczęło, zanim przyjechała tutaj świątobliwa Sanna - ciągnął dalej Harmun - Wcześniej prawie miesiąc nie było żadnego przyjezdnego, bo wtedy nikt jeszcze nie wiedział o mintongu, wszak wyście pierwsi tę wieść przynieśli. A że pora sucha w pełni, zwykle nikt tutaj tera nie zagląda. Czcigodna kapłanka zatrzymała się u nas pięć dni temu, kiedy już pierwsi chorzy krew poczęli toczyć z uszów, a oczów. Była jeno ze swym świątynnym służbitą, onym młodzikiem niemową, a zara się z pomocą rzuciła, nie szczędząc sił.
Uhra zauważyła kątem oka, że pierwszy kapitan wzdrygnął się mimowolnie słysząc słowa o cieknącej z oczu i uszu krwi, domyślała się jednak, że komendant należał do tej części duvikańskiej społeczności, której starszyzna oszczędnie dawkowała informacje o szczegółach potwornej choroby.
- Mordil ma racje, golnijmy na zgodę, wszak nie o to chodzi, aby waśni szukać, a sposobu pozbycia się mrowczarzy i tego chorobska paskudnego, stąd nasza ciekawość - powiedziała dziewczyna wyjmując goblinowi z rąk bukłak i upijając samej porządny haust mocnego trunku. W gardle zapłonęło jej znienacka, a w oczach pojawiły się na ułamek chwili otarte dłonią łzy, ale przełknąwszy napitek skwitowała ową chwilę słabości donośnym śmiechem, wywołując mimowolnie taką samą reakcję mężczyzn.
: 27 lipca 2011, 22:24
autor: Treant
- Spytajmy zatem czym prędzej Esajan o tę wizję, która nawiedziła Salacha. Wydaje mi się też, że należy dać chorym wybór, czy chcą poddać się zabiegom. Może mogliby przy okazji obserwować Sannę? Tylko czy zechcą z nami współpracować? Sugeruję także rozmówić się z kapitanem na temat tego, co usłyszał od naszej podejrzanej nim doszło do walki z Esajanami.
: 28 lipca 2011, 17:18
autor: mordimer00
Czekam aż napiją się z bukłaka, po czym sam z niego ciągnę łyka i mówię:
-"Chodźta do karawaniarzy im pryndzyj tam bedziem tym pryndzyj my ta zagadka rozwiązać"
: 28 lipca 2011, 17:48
autor: 8art
Watek techniczny
No to chyba audiencja jest zakonczona, udajmy sie do chatki. Ja z Trehantem nic nie wiemy o tym że kapitanowie tam sa, ale pewnie spotkamy sie w polowie drogi to sobie pogawedzimy moze troszke jak Kuklinowski z Kmicicem:) Osobiscie sugeruje zeby moze Trehant z El Skela ze wzgledu na ukierunkowania profesyjne tropili Sanne i jej pomocnika w nocy. A my moze bysmy zrobili z Uhra, Mordilem i kapitanami ewentualny rekonesans po okolicznych jaskiniach - najlepiej glosno, zeby odwrocic uwage od tropicieli. Moze sie okazac, ze to my bedziemy sledzeni przez Sanne lub jej zausznikow a oni przez naszych lowcow.
Mozemy ewentualnie zainscenizowac jakas scenke wsrod "publicznosci", ze niby Trehant ranny, cierpi i zostaje w obozie, Skela bedzie nad nim "czuwal". Bedzie mniej podejrzen, czemu tylko kilkoro z nas udaje sie na zwiad.
Jesli chodzi o gadke z kapitanem o jego rozmowie z "asterianka" to nie wtajemniczal bym go poki co w nasza wiedze. Moze byc tak, ze nawet nieswiadomie pomaga Sannie, wiec im mniej wie tym lepiej. Jezeli kapitan powie o czym to rozmawial z podejrzana to moze, nim wroce do obozu, przeszedlbym sie jeszcze do Sanny zeby byc moze zweryfikowac zeznanie kapitana.
Aha, jak juz wroce do chatki kiedys, to wyczesuje wierzchowca i zajmuje sie nim jak nalezy. W koncu od wczoraj tesknil za swoim panem:D:D potem ide spac.
: 28 lipca 2011, 19:55
autor: Keth
Chatka dla więźniów, poranek
Domostwo przeznaczone na miejsce odosobnienia Esajan leżało niemal pośrodku Duviku, dostatecznie daleko od wylotu wąwozu, by potencjalni uciekinierzy nie zdołali wymknąć się z osady niepostrzeżenie. Zmierzający w stronę obejścia Eithart i Trehant wątpili zresztą szczerze, by ktokolwiek z zamkniętych w środku karawanników zdołał się wyślizgnąć poza próg kamiennego domku, bo pilnujący go duvikańscy wojacy sprawiali wrażenie nad wyraz czujnych i podejrzliwych, co chwila zerkając do środka największej izby przez pozbawione szyb okna.
Widząc zbliżających się mężczyzn i z miejsca ich rozpoznając, przewodzący strażnikom mężczyzna o postawie żołnierza i świeżej ranie na twarzy przestał się wspierać na swej włóczni i cichym syknięciem zwrócił na gości uwagę swych druhów.
- Przyszliśmy spotkać się z więźniami - powiedział gorlamicki kapłan unosząc dłoń w geście pozdrowienia - Zgodę starszyzny mamy, tedy puśćcie nas do środka.
- Oj, a gdzie który ze starszych? - zatroskał się dowódca warty - Nie, żebym słowu świątobliwego męża nie wierzył, ale mnie mus to od starszego osady usłyszeć...
- Możesz ich puścić - zza wysokiego ogrodzenia domostwa dobiegł wszystkich zdecydowany męski głos, po czym zza węgła wychynął pierwszy kapitan Duviku wiodący wraz z Harmunem Uhrę i Mordila - Na mój rozkaz i słowo Hakana.
Wątek techniczny
Eithart, Trehant, Uhra i Mordil są teraz przed wejściem do tymczasowego więzienia. Macie prawo wstępu do środka, macie też okazję pogadać z pierwszym kapitanem, również na uboczu, jeśli chcecie (Trehant). Zaplanujcie od razu do przodu zestaw deklaracji stosownych do tego punktu fabuły, zwłaszcza pakiet pytań do Esajan (rzecz jasna w miarę konwersacji jeszcze go rozwiniemy). Im więcej pytań dostanę od Was na wstępie, tym obszerniejszą fabularkę będę mógł machnąć. Wchodzicie do środka wszyscy? Chcecie rozmawiać w towarzystwie Duvikan czy wyprosicie ich za próg? (z Hakanem włącznie?).
: 28 lipca 2011, 23:57
autor: Treant
Wątek techniczny/organizacyjny
Proszę uczestników rozmowy z Esajanami o zapisywanie pytań, które będziemy im zadawać, co ułatwi MG pracę nad fabułą. Proszę też o deklarację, które pytania chcielibyście zadać w okrojonym składzie słuchaczy. Powiedzmy, że deadline na propozycje pytań to 29.07.2011 godzina 22:30. Może być?
: 29 lipca 2011, 10:53
autor: mordimer00
Moje pytanie:
1:-"Od kogośta brali jadło na posiłki? Jeśli to być człek z osada to kto to być? A jeśli sami gotować to który to robić?"
2:-"Czyśta widzieli cosik dziwnego za dnia i w nocy?"
3:-"Czy jacy obcy nie kręcili się koło was i nie dawali cosik dla waszej do próbowania do jeścia?"
4:-"Czemuśta nie chcieć zostać w osada tylko na siła wyjechać?"
: 29 lipca 2011, 10:57
autor: 8art
1. Rzeknijcie jaki to demon Salacha nawiedzal, wszystko co o tym wiecie.
2. Czy ktos poza Salachem mial kontakt z Sanna i innymi
Rozmowe staramy sie przeprowadzic poza zasiegiem sluchu ew ciekawskich
: 29 lipca 2011, 21:14
autor: Ula
1. Czy przed przybyciem do osady wydarzyło się coś złego / nietypowego , co teraz mogą odczytywać jako powiązane z zarazą i wydarzeniami w wiosce?
2. Czy żaden z chorych wcześniej nie słabowal?
Myslę, że Esejanie będą rozmowniejsi bez obecności Duvikan - postaram się ich 'subtelnie jak na Uhre' zatrzymać przed progiem by reszta spokojnie mogła pogadać. Po prostu poproszę Hakana by przedstawił reszcie nasz plan przeszukiwania okolicy i podpytam, czy mają jakieś dobre pomysly od czego zacząć lub może jak poszukiwania poprowadzić.
: 29 lipca 2011, 21:34
autor: Treant
Pytania do kapitana na osobności:
- dlaczego bramy osady nie zostały zamknięte dla przyjezdnych po odkryciu zarazy?
- jakimi argumentami Sanna próbowała odwodzić go od walki z Esajanami?
- co sądzi na temat celowego doprowadzenia do zachorowania części Esajan w celu powstrzymania karawany przed wyruszeniem dalej i rozniesieniem wieści o zarazie?
: 31 lipca 2011, 09:48
autor: Keth
Chatka dla więźniów, poranek
Trehant zawrócił w miejscu zatrzymując pierwszego kapitana ruchem ręki, odczekał aż jego towarzysze miną duvikańskiego kapitana zmierzając poprzez ogrodzony kamiennym murkiem placyk do drzwi domostwa. Oktar Detelf zmarszczył czoło, ale nic nie powiedział nawet wtedy, gdy półork ujął go pod ramię odprowadzając kilka kroków w bok, w róg placyku i poza zasięg nadstawianych ciekawie uszu strażników.
- Wybaczcie, kapitanie, ale mus mi się z wami o czymś ważkim rozmówić - powiedział ściszonym głosem łowca makunów, puszczając ramię Detelfa i opierając się w zamian plecami o murek - Czemuście wjazdu do Duviku nie zamknęli zara po odkryciu zarazy?
- Takowe pytanie winieneś kierować do starszyzny, przyjacielu - odpowiedział równie cicho pierwszy kapitan - Po prawdzie byliście pierwszą karawaną, która tu dojechała od chwili wybuchu choroby i nikt się was nawet nie spodziewał w śroku pory suchej. Szczerze wątpię, by ktokolwiek tu jeszcze zajrzał przez następne tygodnie prócz was oraz tej asteriańskiej kapłanki.
- A co ci rzekła ona asterianka pod zagrodą Esajan, by cię od walki z nimi odwodzić? - zapytał Trehant przekrzywiając lekko głowę i śledząc kątem oka Hakana rozprawiającego o czymś w progu domostwa z Uhrą i Eithartem.
- Odwodzić? - Oktar okazał zdziwienie przez ulotną chwilę, odzyskał z miejsca zwyczajowo posępną minę - Przecie ona nas od niczego nie odwodziła. Zaklinała mnie i Sharata na wszelkich inszych miłych nam bogów prócz samego Asteriusza naturalnie, byśmy nie puścili z życiem precz ani jednego karawannika, jeśli ci spróbują ucieczki. Wielce się zdawała wzburzona decyzją Salacha i nalegała, byśmy onych niepokornych na gardle pokarali, jeśli odważą się złamać słuszny zakaz starszyzny.
Trehant sposępniał jeszcze bardziej od pierwszego kapitana, oblizał spierzchnięte wargi oglądając się jednocześnie badawczo na najbliższych duvikańskich wartowników.
- O co tera zapytam, przez wzgląd na dobro nas wszytkich zachowaj dla siebie, Oktarze - powiedział jeszcze ciszej półork, z rozmysłem posługując się imieniem komendanta - Co myślisz o otruciu niektórych karawanników po to jeno, coby im nie pozwolić wyjechać z Duviku i nie roznieść tym samym wieści po pograniczu o tutejszej zarazie?
W oczach Oktara Detelfa pojawił się błysk przygnębionego zrozumienia i szczerości. Oficer sam zerknął w stronę swoich podkomendnych, potem zaś przeniósł wzrok z powrotem na rozmówcę.
- Nie jestem głupcem, iście jako ty sam - oświadczył Duvikanin - Wielce to nienaturalne, że oni Esajanie tak się pochorowali znienacka, chociaż pytałem już o to sam z siebie świątobliwego Brunty i on mi odrzeknął, że oni słabsi byli przed chorobą, bo to nie graamici, jeno wyznawcy pośledniejszych bogów.
- I wierzysz, że ich choroba zmogła, bo nie chroniła ich moc Graama? - w głosie Trehanta zadźwięczała nuta niezamierzonego sarkazmu, ale pierwszy kapitan najwyraźniej nie poczuł się nią urażony.
- Nie, toteż sprawdziłem, kto im strawę sporządził - odparł Detelf - Erill Kadar wszytko naszykowała pospołu z innymi dziewczętami z osady, a pobłogosławiła oną strawę Sanna Wehael i kręcił się przy bukłakach, a półmiskach ten jej świątynny służbita, któren nigdy mi się nie podobał.
: 31 lipca 2011, 16:58
autor: Treant
- Dziękuję ci za pomoc, kapitanie. Choć coraz więcej cieni kładzie się na działalności Sanny i tego jej pomagiera, proszę cię, abyś nie dał po sobie w ich towarzystwie poznać, że są podejrzani. Jeśli nie masz nic przeciwko, chodźmy i posłuchajmy co powiedzą ci nieszczęśni Esajanie.
: 31 lipca 2011, 17:14
autor: Keth
Kuźnia w Duviku, poranek
Skela przykucnął w progu rozgrzanej niemiłosiernie duvikańskiej kuźni, ocierając z potu czoło i spoglądając zmrużonymi oczami na gorejące w pobliskim palenisku węgliki. Sura Hoshun kręcił się po wnętrzu zadaszonej szopy z wręczonym mu przez tropiciela ostrzem włóczni, przymierzając je po kolei do paru drzewcy. Dwaj towarzyszący starszemu osady pomocnicy, obaj starsi wiekiem mężowie o spalonej słońcem skórze i dłoniach naznaczonych śladami starych oparzeń, spozierali na obcego z ukosa, stojąc w rogu szopy i czekając na polecenia głównego kowala.
- Takowe najlepiej się nada - uznał głośno Hoshun dobierając stosowne drzewce i ruchem ręki przywołując do siebie jednego z pomocników. Ten musiał widać od dawna z kowalem pracować, bo z miejsca podał mu niewielki żelazny młotek i kilka metalowych pierścieni.
- Chcesz mieć pod grotem poprzeczkę jak we włóczniach myśliwskich, do zatrzymania nabitego cielska czy jeno samo ostrze, co w razie potrzeby przepchasz włócznię przez ranę na wylot? - zapytał Skelę Hoshun spoglądając na tropiciela - Albo zamiast poprzeczki mogę dwa zadziory po bokach zamocować, tuż pod ostrzem, coby włócznię trudniej z rany było wyszarpać.
Wątek techniczny
Spotkanie z Esajanami niestety spowolni bieg fabuły, więc żeby Skela się nie nudził, podrzuciłem mu scenkę w kuźni, gdzie będzie się mógł zająć naprawą swojej włóczni.
: 31 lipca 2011, 17:46
autor: Keth
Chatka dla więźniów, poranek
Czterej posiniaczeni Esajanie zerwali się na równe nogi widząc poruszenie w progu domostwa. Pozbawieni byli jakiegokolwiek oręża i rozdziano ich niemal do naga, odbierając przy okazji wszelką biżuterię, ozdoby i amulety. Ich dwa ciężko ranni ziomkowie leżeli nieprzytomni na posłaniach ze starych mat, nieprzytomni albo zbyt osłabieni utratą krwi, by się podnieść z podłogi.
- Ostańcie na miejscach - powiedział Eithart unosząc pojednawczo dłonie, trzymając ręce za dala od swej dłoni i upewniając się jednocześnie wzrokiem, że poproszony stanowczo przez Uhrę Hakan pozostał na zewnątrz domostwa. Duvikanie zaglądali co prawda do środka przez okna chaty, ale za próg weszli jedynie gorlamicki kapłan, gobliński barbarzyńca i dziewczyna o domieszce orczej krwi w żyłach.
- Pogadać żeśmy przyszli, nie karać - dodał Eithart kucając podług esajańskiego obyczaju. Uhra i Mordil poszli w jego ślady, toteż podejrzliwi i wyraźnie wzburzeni Esajanie również usiedli w kucki wwiercając się spojrzeniami w swych gości - Mus nam parę pytań zadać i zaklinam was na wszytko, co wam miłe, byście odpowiadali prawdziwie.
Karawannicy pokiwali niemo głowami, najwyraźniej rozumiejąc słowa gorlamity i godząc się na graniczącą z przesłuchaniem rozmowę. Na ich twarzach malowała się hamowana wściekłość, a zaciskane kurczowo pięści jawnie dowodziły tego, co czterej mężczyźni mogliby zrobić, gdyby w ich posiadanie weszła jakakolwiek broń.
- Rzeknijcie jaki to demon Salacha nawiedzał - zażądał stanowczo gorlamita - Wszystko, co o tym wiecie.
Smagli mężczyźni popatrzyli na siebie niespokojnie, niemal jednocześnie czyniąc palcami sharamickie znaki mające chronić ich przed złem. Poszturchiwany przez innych łokciami, jeden z nich chrząknął znacząco.
- Taknij upir prichadił samtoj o brzastanku, a nacznego Szalacha nachodnał - powiedział wyraźnie zatrwożonym głosem Esajanin - Szalach potne skarżował na Duvników, chto nas otruchowali!
- Tylko Szalach go widział czy ktoś jeszcze? - Eithart pochylił się jeszcze bardziej w przód, szczerze zaintrygowany tematem rozmowy i czujący zarazem zimne ciarki na plecach.
- Jeno Szalach - pokiwał głową karawannik, z wyrazem ogromnej ulgi w głosie zdradzającej przerażenie na samą myśl o możliwości ujrzenia pustynnego upiora na własne oczy - A Szalach opowidał, co upir juchnie płakawał, a skarżował na Duvników.
- A prócz waszego starszego miał kto sposobność spotkać się z tutejszą asteriańską kapłanką, tą urodziwą niewiastą o kasztanowych włosach? - spytał Eithart ściszając przesiąknięty skrajnym zmęczeniem głos - Albo z inszymi ludźmi z Duviku?
- Utraj z kupczycami, a z onymi jadłownikami - odparł karawannik, a pozostali trzej potwierdzili jego słowa kiwając żarliwie głowami - Nikogdo inszego.
Wątek techniczny
Pociągnąłem troszkę rozmowę z więźniami, na początek odrabiając pytania zadane przez Eitharta. Pakiet Uhry i Mordila przerobię jeszcze dzisiaj wieczorem, w następnej kolejności.