PBF - Droga do... nikąd
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kasztel Hudruk-Gasar, 17 kosar-ran 9455 KI
Surowy kasztel o wysokich blankach i wzniesionych z czarnego kamienia basztach znajdował się w Srebrnej Przystani, oferując wspaniały widok ponad dachami kamienic na zamożny port kupiecki. Obracając się w miejscu przebywający w zameczku gość miał sposobność zadrzeć w górę głowę i chłonąć zmuszający do uczucia zachwytu majestat ogromnych murów wyznaczających granicę Wewnętrznego Miasta.
Lecz przybysze, którzy zjawili się w kasztelu Hudruk-Gasar, w większości pozbawieni świadomości i wwiezieni pod uniesioną kratownicą bramy podskakującymi rytmicznie furgonami, nie mieli okazji do podziwienia pięknych widoków. Zamiast tego umieszczono ich w podziemiach kasztelu, za odlanymi z czarnego żelaza wrotami, na których wiły się misternie grawerowane inskrypcje w orklashu, skrywające w sobie drzemiącą moc strzegącą gości kasztelu przed światem zewnętrznym.
A świat zewnętrzny przed tymi, którzy bywali w zameczku.
Wątek techniczny
Postaram się jutro przygotować po jednym wpisie dla każdego z Was, ale z góry proszę, byście dobrze przemyśleli swą odpowiedź przed wrzuceniem jej do wątku. Podkreślę raz jeszcze znaczenie wydarzeń, których byliście świadkami, zwłaszcza spotkanie z półbogiem Katana. Nie miejcie wątpliwości - to niezwykłe spotkanie pozostawiające wrażenie, którego nie potrafię odpowiednio oddać opisem fabularnym, po prostu chyba zabrakło mi dobrych słów.
Surowy kasztel o wysokich blankach i wzniesionych z czarnego kamienia basztach znajdował się w Srebrnej Przystani, oferując wspaniały widok ponad dachami kamienic na zamożny port kupiecki. Obracając się w miejscu przebywający w zameczku gość miał sposobność zadrzeć w górę głowę i chłonąć zmuszający do uczucia zachwytu majestat ogromnych murów wyznaczających granicę Wewnętrznego Miasta.
Lecz przybysze, którzy zjawili się w kasztelu Hudruk-Gasar, w większości pozbawieni świadomości i wwiezieni pod uniesioną kratownicą bramy podskakującymi rytmicznie furgonami, nie mieli okazji do podziwienia pięknych widoków. Zamiast tego umieszczono ich w podziemiach kasztelu, za odlanymi z czarnego żelaza wrotami, na których wiły się misternie grawerowane inskrypcje w orklashu, skrywające w sobie drzemiącą moc strzegącą gości kasztelu przed światem zewnętrznym.
A świat zewnętrzny przed tymi, którzy bywali w zameczku.
Wątek techniczny
Postaram się jutro przygotować po jednym wpisie dla każdego z Was, ale z góry proszę, byście dobrze przemyśleli swą odpowiedź przed wrzuceniem jej do wątku. Podkreślę raz jeszcze znaczenie wydarzeń, których byliście świadkami, zwłaszcza spotkanie z półbogiem Katana. Nie miejcie wątpliwości - to niezwykłe spotkanie pozostawiające wrażenie, którego nie potrafię odpowiednio oddać opisem fabularnym, po prostu chyba zabrakło mi dobrych słów.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kasztel Hudruk-Gasar, 20 kosar-ran 9455 KI
Tan Barth Vader spodziewał się po wizycie w kasztelu Hurtuk-Gasar wielu rzeczy, w pierwszym rzędzie długich i być może wystawiających na szwank jego szlachecki status przesłuchań, być może nawet szykan, na które dziedzic Granitowego Zamku przygotował się z posępną akceptacją. Lecz nikt go nie zamykał w kazamatach, które bez wątpienia leżały pod kasztelem, nikt uruka nie straszył ani nie szantażował. Ledwie dwukrotnie odwiedzili go w zimnym skąpo umeblowanym pokoju powściągliwi kataniccy kapłani, wypytujący Bartha o szczegóły jego udziału w zniweczeniu hasaryckiego spisku. Żaden z gości nie wdawał się z urukiem w dyskusję, poprzestając na ciągu rzeczowych pytań weryfikowanych otwarcie za pomocą zaklęć potwierdzających prawdomówność.
Nikt też nie wysilił się ku temu, by przekazać mu wieści o losie pozostałych druhów, chociaż zdecydowanie domagał się wyjaśnień w tej kwestii. O ile o los Amrasa martwił się najmniej, bo elfa przynajmniej w znikomym stopniu chronił szlachecki tytuł, o tyle troskała go niewiedza o losie Aravena i Deliada, plebejuszy wyjętych w podobnych sytuacjach spod ochrony przysługującej zwyczajowo arystokracji. Świadomy mechanizmów działania imperialnych tajnych służb, Vader spodziewał się podświadomie najgorszego, oczami wyobraźni widząc już swych druhów ściętych na wewnętrznym dziedzińcu kasztelu w ramach prewencyjnej akcji mającej zminimalizować liczbę świadków zajść w Winnym Gronie.
Trzeciego dnia w progu zamiast katanickich kapłanów stanęła znajoma szlachcianka o spiętych wysoko włosach, ozdobionych złotym diademem. I tym razem miała na sobie posrebrzaną kolczugę, z zawieszonym na piersiach medalionem przedstawiającym wpisaną w okrąg stylizowaną rękawicę ściskającą krótki sztylet.
- Przejdźmy się na zewnątrz, bracie - oznajmiła bez silenia się na powitanie, nie tyle tonem propozycji, co polecenia - Rozmowa na świeżym powietrzu sprzyja podejmowaniu trzeźwych decyzji.
Barth opuścił bez słowa ciasną kamienną celę bez okien, w której spędził bez słowa skargi ostatnie dwa dni, ruszył w ślad za kobietą w górę wąskich krętych schodów prowadzących na szczyt najbliższej baszty.
Wątek techniczny
Pora przejść się na mały spacer połączony z rozmową w cztery oczy. 8ART, masz do tej pani jakieś specyficzne pytania czy poczekasz wpierw na bieg rozmowy?
Tan Barth Vader spodziewał się po wizycie w kasztelu Hurtuk-Gasar wielu rzeczy, w pierwszym rzędzie długich i być może wystawiających na szwank jego szlachecki status przesłuchań, być może nawet szykan, na które dziedzic Granitowego Zamku przygotował się z posępną akceptacją. Lecz nikt go nie zamykał w kazamatach, które bez wątpienia leżały pod kasztelem, nikt uruka nie straszył ani nie szantażował. Ledwie dwukrotnie odwiedzili go w zimnym skąpo umeblowanym pokoju powściągliwi kataniccy kapłani, wypytujący Bartha o szczegóły jego udziału w zniweczeniu hasaryckiego spisku. Żaden z gości nie wdawał się z urukiem w dyskusję, poprzestając na ciągu rzeczowych pytań weryfikowanych otwarcie za pomocą zaklęć potwierdzających prawdomówność.
Nikt też nie wysilił się ku temu, by przekazać mu wieści o losie pozostałych druhów, chociaż zdecydowanie domagał się wyjaśnień w tej kwestii. O ile o los Amrasa martwił się najmniej, bo elfa przynajmniej w znikomym stopniu chronił szlachecki tytuł, o tyle troskała go niewiedza o losie Aravena i Deliada, plebejuszy wyjętych w podobnych sytuacjach spod ochrony przysługującej zwyczajowo arystokracji. Świadomy mechanizmów działania imperialnych tajnych służb, Vader spodziewał się podświadomie najgorszego, oczami wyobraźni widząc już swych druhów ściętych na wewnętrznym dziedzińcu kasztelu w ramach prewencyjnej akcji mającej zminimalizować liczbę świadków zajść w Winnym Gronie.
Trzeciego dnia w progu zamiast katanickich kapłanów stanęła znajoma szlachcianka o spiętych wysoko włosach, ozdobionych złotym diademem. I tym razem miała na sobie posrebrzaną kolczugę, z zawieszonym na piersiach medalionem przedstawiającym wpisaną w okrąg stylizowaną rękawicę ściskającą krótki sztylet.
- Przejdźmy się na zewnątrz, bracie - oznajmiła bez silenia się na powitanie, nie tyle tonem propozycji, co polecenia - Rozmowa na świeżym powietrzu sprzyja podejmowaniu trzeźwych decyzji.
Barth opuścił bez słowa ciasną kamienną celę bez okien, w której spędził bez słowa skargi ostatnie dwa dni, ruszył w ślad za kobietą w górę wąskich krętych schodów prowadzących na szczyt najbliższej baszty.
Wątek techniczny
Pora przejść się na mały spacer połączony z rozmową w cztery oczy. 8ART, masz do tej pani jakieś specyficzne pytania czy poczekasz wpierw na bieg rozmowy?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Poza czasem, poza światem
Nie miał pojęcia, gdzie się znajduje. Otaczała go nieprzenikniona ciemność, pozbawiona jakichkolwiek punktów odniesienia, swym wyczuwalnym podświadomie bezkresem przyprawiająca niemalże o utratę zmysłów. Odnosił wrażenie, że unosi się w tym bezmiarze czerni niczym ziarnko zboża ciśnięte do oceanu, zawieszone w bezruchu w przestrzeni napierającej z wszystkich stron na jego umysł na podobieństwo zatrzaskującej się pułapki.
Nie wiedział jak znalazł się w tym miejscu, nie potrafił sobie przypomnieć swego imienia ani jakiegokolwiek wspomnienia z przeszłości. Miał jedynie niejasne przeczucie, że coś przygląda mu się z oddali, nicując na wylot eterycznym zmysłem postrzegania nie mającym nic wspólnego z wzrokiem śmiertelnej istoty.
Kula złotego światła zapłonęła pośród bezkresu czerni, oślepiająca niczym rodzące się do życia słońce, niczym gwiazda, która spadła z nieboskłonu. Emanowała aurą majestatu, potęgi i zimnej mądrości, przesyconej nutami niewzruszonej pewności siebie, dumy i okrucieństwa.
Każdy pyłek ma pewną wartość w oczach Najwyższego. Bezlik pyłków tworzy pustynię, po której stąpają Jego stopy. Pokłoń się temu, który jest wyniesiony ponad innych bogów, a On otoczy cię swymi łaskami. Odtrąć światło boskiej potęgi, a zostaniesz odrzucony niczym chwast wydarty spośród łodyg agawy.
Czyś gotów, by podążyć ścieżkami, który wyznaczy dla ciebie Najwyższy?
Wątek techniczny
Zamiast osobnych scenek dla każdego z pozostałych BG zrobiłem jedną, uniwersalną. Każdy z więźniów doświadcza tej samej wizji. Przesłanie jest chyba jasne, poproszę o reakcje.
Nie miał pojęcia, gdzie się znajduje. Otaczała go nieprzenikniona ciemność, pozbawiona jakichkolwiek punktów odniesienia, swym wyczuwalnym podświadomie bezkresem przyprawiająca niemalże o utratę zmysłów. Odnosił wrażenie, że unosi się w tym bezmiarze czerni niczym ziarnko zboża ciśnięte do oceanu, zawieszone w bezruchu w przestrzeni napierającej z wszystkich stron na jego umysł na podobieństwo zatrzaskującej się pułapki.
Nie wiedział jak znalazł się w tym miejscu, nie potrafił sobie przypomnieć swego imienia ani jakiegokolwiek wspomnienia z przeszłości. Miał jedynie niejasne przeczucie, że coś przygląda mu się z oddali, nicując na wylot eterycznym zmysłem postrzegania nie mającym nic wspólnego z wzrokiem śmiertelnej istoty.
Kula złotego światła zapłonęła pośród bezkresu czerni, oślepiająca niczym rodzące się do życia słońce, niczym gwiazda, która spadła z nieboskłonu. Emanowała aurą majestatu, potęgi i zimnej mądrości, przesyconej nutami niewzruszonej pewności siebie, dumy i okrucieństwa.
Każdy pyłek ma pewną wartość w oczach Najwyższego. Bezlik pyłków tworzy pustynię, po której stąpają Jego stopy. Pokłoń się temu, który jest wyniesiony ponad innych bogów, a On otoczy cię swymi łaskami. Odtrąć światło boskiej potęgi, a zostaniesz odrzucony niczym chwast wydarty spośród łodyg agawy.
Czyś gotów, by podążyć ścieżkami, który wyznaczy dla ciebie Najwyższy?
Wątek techniczny
Zamiast osobnych scenek dla każdego z pozostałych BG zrobiłem jedną, uniwersalną. Każdy z więźniów doświadcza tej samej wizji. Przesłanie jest chyba jasne, poproszę o reakcje.
Ostatnio zmieniony 06 stycznia 2012, 21:06 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kasztel Hudruk-Gasar, 20 kosar-ran 9455 KI
Widok z wysokich murów kasztelu zapierał oddech. Z jednej strony morze barwnych dachów Srebrnej Przystani ciągnęło się aż po zabudowania rozległego kupieckiego portu i maszty zakotwiczonych tam kog i szebek. Z przeciwnej strony w niebo strzelały oszałamiające swymi rozmiarami białe mury katańskiego Pałacu. Barth odetchnął głęboko na ów widok, milcząc w nabożnym podziwie.
Towarzysząca mu kobieta oparła się o parapet blanków, nawykła już widać do owej panoramy. Jej chłodne szare oczy taksowały bacznym spojrzeniem twarz uruka, przywodząc na myśl dla sztylety wrażone w duszę szlachcica.
- Wiem, żeś nie kłamał upierając się przy tym, że hasaryci uwikłali cię w spisek przypadkiem - powiedziała w końcu szlachcianka, przerywając niezręczne milczenie - Kapłani dowiedli tego ponad wszelką wątpliwość, wszelako również dotknięcie Najwyższego nie odkryło w tobie śladu winy. Żeś przed karczmą zarąbał do spółki ze swymi druhami naszych agentów, gotowam puścić w niepamięć. Dobrzy to byli wywiadowcy i od lat mi wiernie służyli, ale takie rzeczy się zdarzają, taka kolej losu. Jedni odchodzą, inni zaś przychodzą w ich miejsce.
Urukini urwała na chwilę, przechyliła się przez parapet spoglądając w dół na pobliską ulicę. Nagły podmuch wiatr poruszył jej włosami, rozsypał je po czole.
- Służymy sprawie Najwyższego i interesom Imperium - podjęła po chwili swój monolog, odsuwając się od parapetu i ujmując w palce swój medalion - Jesteśmy lewą ręką niebiańskiego Katana, przeciwieństwem tworzących prawicę legionów, sztyletem ukrytym w mroku i niewidzialną tarczą. Nie jest nas wielu, lecz każdy wart jest setki maluczkich. Nieczęsto przyjmujemy w swe szeregi tych, którzy nie zasłużyli się wpierw długimi latami wiernej posługi, ale czasami czynimy wyjątki. Czy wiesz, o czym mówię?
Widok z wysokich murów kasztelu zapierał oddech. Z jednej strony morze barwnych dachów Srebrnej Przystani ciągnęło się aż po zabudowania rozległego kupieckiego portu i maszty zakotwiczonych tam kog i szebek. Z przeciwnej strony w niebo strzelały oszałamiające swymi rozmiarami białe mury katańskiego Pałacu. Barth odetchnął głęboko na ów widok, milcząc w nabożnym podziwie.
Towarzysząca mu kobieta oparła się o parapet blanków, nawykła już widać do owej panoramy. Jej chłodne szare oczy taksowały bacznym spojrzeniem twarz uruka, przywodząc na myśl dla sztylety wrażone w duszę szlachcica.
- Wiem, żeś nie kłamał upierając się przy tym, że hasaryci uwikłali cię w spisek przypadkiem - powiedziała w końcu szlachcianka, przerywając niezręczne milczenie - Kapłani dowiedli tego ponad wszelką wątpliwość, wszelako również dotknięcie Najwyższego nie odkryło w tobie śladu winy. Żeś przed karczmą zarąbał do spółki ze swymi druhami naszych agentów, gotowam puścić w niepamięć. Dobrzy to byli wywiadowcy i od lat mi wiernie służyli, ale takie rzeczy się zdarzają, taka kolej losu. Jedni odchodzą, inni zaś przychodzą w ich miejsce.
Urukini urwała na chwilę, przechyliła się przez parapet spoglądając w dół na pobliską ulicę. Nagły podmuch wiatr poruszył jej włosami, rozsypał je po czole.
- Służymy sprawie Najwyższego i interesom Imperium - podjęła po chwili swój monolog, odsuwając się od parapetu i ujmując w palce swój medalion - Jesteśmy lewą ręką niebiańskiego Katana, przeciwieństwem tworzących prawicę legionów, sztyletem ukrytym w mroku i niewidzialną tarczą. Nie jest nas wielu, lecz każdy wart jest setki maluczkich. Nieczęsto przyjmujemy w swe szeregi tych, którzy nie zasłużyli się wpierw długimi latami wiernej posługi, ale czasami czynimy wyjątki. Czy wiesz, o czym mówię?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Pani, zrobilem to co nalezalo z poczucia obowiazku wobec Imperium i nie zawachalbym sie zrobic to drugi raz. Wyprzedzasz me mysli Pani i twe slowa sa jak balsam na me jestestwo. - oznajmil Barth zaszczycony torem jakim kierowala rozmowa orczyca. Uroczyscie, celebrujac kazde slowo mowil:
- Ostatnie spotkanie z boska opatrznoscia ostaecznie otworzylo ma dusze. To bylo jak spojrzenie w blask tysiaca slonc lecz nie zaslepilo mnie ono a jeno dzieki temu oczy z waskich szparek szeroko otworzyly sie. Zycie nabralo sensu a cala reszta, co dotad napedzala mnie stracila waznosc. Ma dusza jest juz jak polano plonace nieskonczonym ogniem by chwalic Pana. Chcialbym stapac Twoja droga Pani, by moc jeszcze lepiej sluzyc naszemu jedynemu Bogowi jako sztylet ukryty w mroku i niewidzialna tarcza. I choc wiem zem jest tylko jak ziarnko piasku to jednak tysiace ziaren pustynie tworza.
- Ostatnie spotkanie z boska opatrznoscia ostaecznie otworzylo ma dusze. To bylo jak spojrzenie w blask tysiaca slonc lecz nie zaslepilo mnie ono a jeno dzieki temu oczy z waskich szparek szeroko otworzyly sie. Zycie nabralo sensu a cala reszta, co dotad napedzala mnie stracila waznosc. Ma dusza jest juz jak polano plonace nieskonczonym ogniem by chwalic Pana. Chcialbym stapac Twoja droga Pani, by moc jeszcze lepiej sluzyc naszemu jedynemu Bogowi jako sztylet ukryty w mroku i niewidzialna tarcza. I choc wiem zem jest tylko jak ziarnko piasku to jednak tysiace ziaren pustynie tworza.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kasztel Hudruk-Gasar, 20 kosar-ran 9455 KI
Barth pojął od razu ukryte przesłanie słów kobiety, pochylił w geście szacunku głowę, chociaż gest ten był sporym wyzwaniem dla uruka przywykłego na co dzień do życia w systemie patriarchalnym.
- Pani, uczyniłem to, co należało wiedziony poczuciem obowiązku i nie wahałbym się, gdybym miał postąpić tak ponownie - oświadczył dokładając starań, by jego głos brzmiał stanowczo i zdecydowanie - Spotkanie z Najwyższym napełniło radością mą duszę. Spojrzałem w blask tysiąca słońc, ale nie straciłem wzroku, jeno wyostrzyłem go ponad wszelką miarę. Zyskałem cel w życiu, które dotąd nie miało wielkiej wartości. Ma dusza to łuczywo płonące wieczyście mocą wiarą ku chwale Najwyższego. Chcę stąpać twoją drogą, pani, by jeszcze lepiej służyć niebiańskiemu Katanowi.
Kobieta spoglądała na niego przez chwilę z kamienną twarzą, nie okazując ani aprobaty ani niechęci wobec jego żarliwego wyznania wiary. Barth zastygł w bezruchu nie dodając nic więcej, zdając się na jej decyzję. Wiatr przybrał na sile, nad głowami uruków załopotały zatknięte na szczytach baszt czerwone proporce z czarnymi rękawicami zaciśniętymi w pięści, wyhaftowanymi na każdym sztandarze.
- Miałam nadzieję usłyszeć takie właśnie słowa, bracie - odpowiedziała szlachcianka - Lecz bacz, by żądza chwały nie zaślepiła cię zgubnie, a pycha nie popchnęła ku upadkowi. Weźmiesz na swe barki wielkie brzemię i wielką odpowiedzialność. Przyjdzie ci podejmować decyzje, które zachwiałyby osądem i zdrowym rozsądkiem słabszych od nas śmiertelników. Przyjdzie ci stawiać czoła wyzwaniom, których groza niejednemu odebrałaby rozum. Jeśli podniesiesz rękawicę, którą ci rzuciłam, nie będzie już odwrotu. Kto raz do nas dołączył, ten już nigdy nie odchodzi... nie z własnej woli. Jesteś na to gotów?
Wątek techniczny
Nie wiedziałem, że przekleisz swoje PW, więc w fabularce trochę je wystylizowałem. Mam nadzieję, że ta wersja nie popsuła Ci humoru
Barth pojął od razu ukryte przesłanie słów kobiety, pochylił w geście szacunku głowę, chociaż gest ten był sporym wyzwaniem dla uruka przywykłego na co dzień do życia w systemie patriarchalnym.
- Pani, uczyniłem to, co należało wiedziony poczuciem obowiązku i nie wahałbym się, gdybym miał postąpić tak ponownie - oświadczył dokładając starań, by jego głos brzmiał stanowczo i zdecydowanie - Spotkanie z Najwyższym napełniło radością mą duszę. Spojrzałem w blask tysiąca słońc, ale nie straciłem wzroku, jeno wyostrzyłem go ponad wszelką miarę. Zyskałem cel w życiu, które dotąd nie miało wielkiej wartości. Ma dusza to łuczywo płonące wieczyście mocą wiarą ku chwale Najwyższego. Chcę stąpać twoją drogą, pani, by jeszcze lepiej służyć niebiańskiemu Katanowi.
Kobieta spoglądała na niego przez chwilę z kamienną twarzą, nie okazując ani aprobaty ani niechęci wobec jego żarliwego wyznania wiary. Barth zastygł w bezruchu nie dodając nic więcej, zdając się na jej decyzję. Wiatr przybrał na sile, nad głowami uruków załopotały zatknięte na szczytach baszt czerwone proporce z czarnymi rękawicami zaciśniętymi w pięści, wyhaftowanymi na każdym sztandarze.
- Miałam nadzieję usłyszeć takie właśnie słowa, bracie - odpowiedziała szlachcianka - Lecz bacz, by żądza chwały nie zaślepiła cię zgubnie, a pycha nie popchnęła ku upadkowi. Weźmiesz na swe barki wielkie brzemię i wielką odpowiedzialność. Przyjdzie ci podejmować decyzje, które zachwiałyby osądem i zdrowym rozsądkiem słabszych od nas śmiertelników. Przyjdzie ci stawiać czoła wyzwaniom, których groza niejednemu odebrałaby rozum. Jeśli podniesiesz rękawicę, którą ci rzuciłam, nie będzie już odwrotu. Kto raz do nas dołączył, ten już nigdy nie odchodzi... nie z własnej woli. Jesteś na to gotów?
Wątek techniczny
Nie wiedziałem, że przekleisz swoje PW, więc w fabularce trochę je wystylizowałem. Mam nadzieję, że ta wersja nie popsuła Ci humoru
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Podejme te rekawice bez wahania Pani, bo w rzeczy samej to nie rekawica niczym rycerska rzucona na ziemie w gescie wyzwania ale to jak reka opatrznosci, ktora najwyszy laskawie podaje maluczkiemu.
Pani jam juz moj los nierozerwalnie z panem naszym w niebiosach polaczyl, swiecenia przyjmujac. Tedy jesli nawet zginac przyjdzie to smiercia najslodsza za ojca naszego, chocby ta smierc postac tortury najgorszej przyjela.
Pani jam juz moj los nierozerwalnie z panem naszym w niebiosach polaczyl, swiecenia przyjmujac. Tedy jesli nawet zginac przyjdzie to smiercia najslodsza za ojca naszego, chocby ta smierc postac tortury najgorszej przyjela.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Wierzę w Jedyną Boginię na tej ziemi, Sharami, choć nie jestem kapłanem moja wiara nie jest jak chorągiew na wietrze. Nie zmienia się pod naciskiem. Jestem wolnym elfem i nie mam nic do Katana i jego wyznawców więc niech też oni dadzą mi święty spokój.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kasztel Hudruk-Gasar, 20 kosar-ran 9455 KI
Szlachcianka wzruszyła ramionami, a przez jej pociągłą twarz przemknął cień chłodnego uśmiechu. Sięgając do noszonego przy pasie mieszka rozsznurowała go i wyciągnęła ze środka niewielki czarny medalion i kanciastym kształcie, zwieńczony symbolem pięści ściskającej krótki sztylet.
Barth ujął podany mu przedmiot, podniósł go do oczu spoglądając uważnie na podarunek.
- Dokonałeś wyboru. Obym nigdy tego nie pożałowała - powiedziała kobieta - Wróć do swej celi, sam. Niepotrzebna ci już straż. Zostaniesz niebawem wezwany, a wówczas otrzymasz nowe polecenia.
Barth skłonił się z szacunkiem, a potem spojrzał prosto w szare oczy urukini krzyżując ramiona na piersiach.
- Zechciej mi zdradzić swe imię, panie - odrzekł żywiąc w duchu nadzieję, że nie okazał zbytniej śmiałości wobec kobiety, która zapewne przewyższała go statusem społecznym, a już na pewno władzą i wpływami.
- Jestem tani Mihara Dargar - przedstawiła się po krótkiej chwili szlachcianka, po czym oderwała spojrzenie od twarzy Bartha i wbiła wzrok w łopoczący na najbliższej baszcie sztandar, nad którym kołowały pokrzykujące donośnie mewy - A teraz odejdź.
Wątek techniczny
Audiencja dobiegła końca. By pchnąć dalej akcję, muszę poczekać na Deliada. Nowe updaty najpewniej jutro.
Szlachcianka wzruszyła ramionami, a przez jej pociągłą twarz przemknął cień chłodnego uśmiechu. Sięgając do noszonego przy pasie mieszka rozsznurowała go i wyciągnęła ze środka niewielki czarny medalion i kanciastym kształcie, zwieńczony symbolem pięści ściskającej krótki sztylet.
Barth ujął podany mu przedmiot, podniósł go do oczu spoglądając uważnie na podarunek.
- Dokonałeś wyboru. Obym nigdy tego nie pożałowała - powiedziała kobieta - Wróć do swej celi, sam. Niepotrzebna ci już straż. Zostaniesz niebawem wezwany, a wówczas otrzymasz nowe polecenia.
Barth skłonił się z szacunkiem, a potem spojrzał prosto w szare oczy urukini krzyżując ramiona na piersiach.
- Zechciej mi zdradzić swe imię, panie - odrzekł żywiąc w duchu nadzieję, że nie okazał zbytniej śmiałości wobec kobiety, która zapewne przewyższała go statusem społecznym, a już na pewno władzą i wpływami.
- Jestem tani Mihara Dargar - przedstawiła się po krótkiej chwili szlachcianka, po czym oderwała spojrzenie od twarzy Bartha i wbiła wzrok w łopoczący na najbliższej baszcie sztandar, nad którym kołowały pokrzykujące donośnie mewy - A teraz odejdź.
Wątek techniczny
Audiencja dobiegła końca. By pchnąć dalej akcję, muszę poczekać na Deliada. Nowe updaty najpewniej jutro.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Przyjmuję pozycję kwiatu lotosu tak jak mnie uczono w druidyckim hramie. Pochylam z szacunkiem głowę przed majestatem przybyłej istoty.
-Jam jest dziecko natury, żyje według jej praw. Wierzę we wszystkich Bogów i oddaję im należną cześć. Patronką mą jest Sharami, ponieważ jest zmienna jak sam matka natura. Prawo dyktowane przez Najwyższego Praworządnego zezwala mi na taki wybór i przy nim pozostanę.
-Jam jest dziecko natury, żyje według jej praw. Wierzę we wszystkich Bogów i oddaję im należną cześć. Patronką mą jest Sharami, ponieważ jest zmienna jak sam matka natura. Prawo dyktowane przez Najwyższego Praworządnego zezwala mi na taki wybór i przy nim pozostanę.
Ostatnio zmieniony 07 stycznia 2012, 13:16 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, 22 kosar-ran 9455 KI
Araven ocknął się z głębokiego snu, zamrugał oczami uświadamiając sobie, że leży w wierzchnim odzieniu na senniku w pokoju, którego wcześniej nie widział na oczy. Słoneczne światło wpadało do niewielkiego pokoju przez zamknięte do połowy okiennice, rozpraszając panujący wewnątrz duszny półmrok. Zza parapetu dobiegał dźwięk ulicznego gwaru, pokrzykiwania i śmiechy, gwizdy i parskanie koni. Elf podniósł się z posłania, powiódł wokół siebie wzrokiem dostrzegając na sąsiednich łóżkach śpiących wciąż głeboko Amrasa i Deliada.
Podszedł do drzwi i przekręcił kutą z żelaza klamkę, podejrzewając skrycie, że okażą się zamknięte. Były otwarte. Elf wyjrzał na wąski korytarzyk biegnący ku położonym na jego końcu szerokim schodom biegnącym piętro niżej. Przysłuchując się dobiegającym stamtąd głosom mężczyzna doszedł do wniosku, że znajduje się w karczmie i wtedy doznał olśnienia.
Był pod "Złotym Liściem", w pokoju, który posłużył wcześniej za odosobnione miejsce do przesłuchania podstępnego maga w bordowych szatach, owego Kederiena, który nie chciał odpowiadać mimo gróźb swych prześladowców... Araven zamrugał ponownie oczami, zmarszczył czoło uświadamiając sobie z zimnym dreszczem, że nie pamięta zupełnie nic z tego, co miało miejsce zaraz po wejściu do tego pokoju. W jego umyśle ziała jakaś czarna luka, której nie potrafił zgłębić mimo gorączkowych, coraz bardziej spanikowanych wysiłków.
Nie pamiętał nawet jak znalazł się w łóżku. Nie widział nigdzie ani Bartha ani Forgila, toteż zawrócił z powrotem do pokoju z zamiarem obudzenia któregoś z towarzyszy. Deliad spał bliżej, toteż elf pochylił się nad sharamickim druidem i zesztywniał dostrzegając w półmroku okropne sińce i paskudnie wyglądające szramy po zszytych ranach znaczące ogoloną nożem czaszkę mieszańca.
- Słodka Pani, skąd to? - wyszeptał Araven, po czym obrócił się gracko na pięcie słysząc za sobą jakiś szelest.
W progu stał tan Barth Vader, w zbroi okrytej narzuconą na nią czarną peleryną. Araven z miejsca dostrzegł coś, czego wcześniej nie pamiętał, nowy element biżuterii uruka. Był nim zawieszony na żelaznym łańcuszku medalion odlany z czarnego żelaza, przedstawiający zaciśniętą pięść ściskającą krótki sztylet. Elf nie przypominał sobie, by kiedykolwiek wcześniej widział coś podobnego w rękach towarzysza, nie przypominał też sobie mnóstwa innych rzeczy, których mu podświadomie brakowało, a których nie umiał ubrać w słowa pytań.
- Co się stało? - zapytał cicho, nie chcąc budzić Amrasa i Deliada - Skąd na nim takie rany?
- Chciaż chcę, nie mogę ci odpowiedzieć - odrzekł posępnie Barth - Uszanuj me milczenie, albowiem podyktowane jest nakazem, którego złamać nie mogę.
- A bordowy mag...
- Zapomnij o nim - odpowiedział ostrym tonem uruk - Zapomnij o bitce pod Winnym Gronem i łapaniu bordowego maga. Udawaj, że nigdy tego nie było.
Araven poczuł zimny dreszcz na karku, zaniepokojony złowróżbnym błyskiem w oczach szlachcica.
- A Forgil? Gdzie on się pałęta? I gdzie nasz jaszczur? - zapytał czując instynktownie, że powinien zmienić temat rozmowy.
- Wyjechali w pośpiechu - odparł Barth zamykając za sobą drzwi - Mieli pilne sprawy do załatwienia.
- Kiedy wrócą?
- Pewnie nigdy. Obudź Amrasa i Deliada. Wyjeżdżamy z Ostrogaru, jeszcze dzisiaj. Podobno Ingra-gar jest piękny o tej porze roku, sprawdzimy to na własnej skórze.
KONIEC
Araven ocknął się z głębokiego snu, zamrugał oczami uświadamiając sobie, że leży w wierzchnim odzieniu na senniku w pokoju, którego wcześniej nie widział na oczy. Słoneczne światło wpadało do niewielkiego pokoju przez zamknięte do połowy okiennice, rozpraszając panujący wewnątrz duszny półmrok. Zza parapetu dobiegał dźwięk ulicznego gwaru, pokrzykiwania i śmiechy, gwizdy i parskanie koni. Elf podniósł się z posłania, powiódł wokół siebie wzrokiem dostrzegając na sąsiednich łóżkach śpiących wciąż głeboko Amrasa i Deliada.
Podszedł do drzwi i przekręcił kutą z żelaza klamkę, podejrzewając skrycie, że okażą się zamknięte. Były otwarte. Elf wyjrzał na wąski korytarzyk biegnący ku położonym na jego końcu szerokim schodom biegnącym piętro niżej. Przysłuchując się dobiegającym stamtąd głosom mężczyzna doszedł do wniosku, że znajduje się w karczmie i wtedy doznał olśnienia.
Był pod "Złotym Liściem", w pokoju, który posłużył wcześniej za odosobnione miejsce do przesłuchania podstępnego maga w bordowych szatach, owego Kederiena, który nie chciał odpowiadać mimo gróźb swych prześladowców... Araven zamrugał ponownie oczami, zmarszczył czoło uświadamiając sobie z zimnym dreszczem, że nie pamięta zupełnie nic z tego, co miało miejsce zaraz po wejściu do tego pokoju. W jego umyśle ziała jakaś czarna luka, której nie potrafił zgłębić mimo gorączkowych, coraz bardziej spanikowanych wysiłków.
Nie pamiętał nawet jak znalazł się w łóżku. Nie widział nigdzie ani Bartha ani Forgila, toteż zawrócił z powrotem do pokoju z zamiarem obudzenia któregoś z towarzyszy. Deliad spał bliżej, toteż elf pochylił się nad sharamickim druidem i zesztywniał dostrzegając w półmroku okropne sińce i paskudnie wyglądające szramy po zszytych ranach znaczące ogoloną nożem czaszkę mieszańca.
- Słodka Pani, skąd to? - wyszeptał Araven, po czym obrócił się gracko na pięcie słysząc za sobą jakiś szelest.
W progu stał tan Barth Vader, w zbroi okrytej narzuconą na nią czarną peleryną. Araven z miejsca dostrzegł coś, czego wcześniej nie pamiętał, nowy element biżuterii uruka. Był nim zawieszony na żelaznym łańcuszku medalion odlany z czarnego żelaza, przedstawiający zaciśniętą pięść ściskającą krótki sztylet. Elf nie przypominał sobie, by kiedykolwiek wcześniej widział coś podobnego w rękach towarzysza, nie przypominał też sobie mnóstwa innych rzeczy, których mu podświadomie brakowało, a których nie umiał ubrać w słowa pytań.
- Co się stało? - zapytał cicho, nie chcąc budzić Amrasa i Deliada - Skąd na nim takie rany?
- Chciaż chcę, nie mogę ci odpowiedzieć - odrzekł posępnie Barth - Uszanuj me milczenie, albowiem podyktowane jest nakazem, którego złamać nie mogę.
- A bordowy mag...
- Zapomnij o nim - odpowiedział ostrym tonem uruk - Zapomnij o bitce pod Winnym Gronem i łapaniu bordowego maga. Udawaj, że nigdy tego nie było.
Araven poczuł zimny dreszcz na karku, zaniepokojony złowróżbnym błyskiem w oczach szlachcica.
- A Forgil? Gdzie on się pałęta? I gdzie nasz jaszczur? - zapytał czując instynktownie, że powinien zmienić temat rozmowy.
- Wyjechali w pośpiechu - odparł Barth zamykając za sobą drzwi - Mieli pilne sprawy do załatwienia.
- Kiedy wrócą?
- Pewnie nigdy. Obudź Amrasa i Deliada. Wyjeżdżamy z Ostrogaru, jeszcze dzisiaj. Podobno Ingra-gar jest piękny o tej porze roku, sprawdzimy to na własnej skórze.
KONIEC