Strona 34 z 64

: 21 grudnia 2014, 09:44
autor: 8art
Gonzo schował spluwę za pasek i przezronie włożył dłonie do kieszeni, żeby nikt nie dostrzegł jak bardzo jest roztrzęsiony. Chciał wrócić do swojego poprzedniego, skromnego życia, jakie chyba ostatecznie zamknęło się wraz z odnalezieniem w jego vanie porzuconego nesesera Orbital Air. Teraz ściagały ich psy, borgi z piekła rodem i jeszcze ten cały tajemniczy wybawiciel. Ale Frank przynajmniej chciał się "dogadać", w przeciwieństwie do frakcji reprezentowanej przysmażonym borgiem, który negocjacje wolał prowadzić rozrywaniem punków na strzępy. Sytuację opisać można było kilkoma słowami: wielkie gówno.

Fason trzyamć jednak trzeba było w każdej chwili, toteż Gonzales poprawił fryzurę i patrząc karzącym wzrokiem na Tofiego wytarł obrzygane przez Badassa spodnie. W końcu odezwał się do niezupełnie bezinteresownego wybawiciel, przyboerając minę prawdziwego twardziel i profesjonalisty, jaką podpatrzył w pewnym starym pierwszorzędnym sensacyjnym filmie "Strażnik Texasu":

- Jakbyśmy nie mieli łbów na karku, to by was ten borg zeżarł na zimno i wysrał w postaci prepaka. Nie musisz dziękować koleś. Jesteśmy kwita. Wy nas wyciągneliście z parkingu, my obroniliśmy przed borgiem. Domyślamy o czym chcesz pogadać, ale chyba nie będziemy jak jakieś Dzikusy z Mariny gadać w tym obsranym zaułku. Tu zaraz jest całodobowy bar śniadaniowy. Usiądziemy, opierdolimy coś na ciepło i dogadamy się jak ludzie. Poza tym nie będziemy gadać jak nieznajomi. Frank, poznaj Białasa, najlepszego medyka na Northside, Erica, który jest naszą złotą rączką, Vegę kolesia od brudnej roboty. A to jest Młody, chłopak chciałby zostać solo, ale póki co chyba będzie przyuczać się do prowadzenia papierkowej roboty. A ja jestem dobrze znany w kręgach Gonzo. Potrafię załatwić wszystko ziomek. Chodźmy do baru.

Wątek techniczny

Styl ponad wszystkim panowie! W sumie nie mówie typowi nic ponad to co już pewnie wie.

: 21 grudnia 2014, 10:26
autor: namakemono
- Spoko, jesteśmy kwita. Nie zapomnimy, że wyrwaliście nas z szamba, ale mam nadzieję, że wy też nie zapomnicie kto wam pomógł utrzymać się na powierzchni. Chociaż... w zasadzie to nie jesteśmy kwita. Jeszcze nie. Jest kilka pytań, a wy jesteście nam winni kilka odpowiedzi. Panowie, nie wierzę, że po prostu byliście w okolicy i postanowiliście podać pomocną dłoń pierwszym lepszym ziutkom w potrzebie. To jest pytanie numer jeden. Dobrze wiemy o co sprawa się rozbija. O ten prostokątny przedmiot i to by było pytanie numer dwa. I pytanie numer trzy, które w zasadzie padło już co najmniej tuzin razy: kim wy do kurwy nędzy w ogóle jesteście? Zapowiada się dłuższa rozmowa. Będziemy gadać na ulicy w nadziei, że borgi wpadną przyłączyć się do konwersacji czy pójdziemy na ciacho w jakieś ustronne miejsce?
Please, Keth, rzuć garść odpowiedzi, bo przy przerabianiu na opo będzie mnóstwo luźnych końców do odcięcia. :P

: 21 grudnia 2014, 13:38
autor: Trihikilius
Badass słysząc swoją nową ksywkę natychmiast przyłączył się do rozmowy.

- Tak Frank, Maczu-pikczu ma racje rozumisz tego, przymierzam się do papierkowej roboty bo ja kurewsko uwielbiam rozumisz tego papierki, zwłaszcza te zielone, hehehe - młody spojrzał ze złośliwą miną w stronę fixera o mały włos nie wystawiając języka - Chodźmy coś zjeść bo mnie tak burczy w brzuchu, że zaraz padnę z sił, wyrzygałem chyba nawet wczorajsze śniadanie. Na głodniaka nic sensownego nie wyrozumujemy - Tofi klepnął nieznajomego w ramię po czym zaśmiał się najbardziej przyjaźnie jak potrafił - Hehehe, ziomeczku wyglądasz na spoko kola, postawisz jakieś żarełko, chyba nie po to nas wyciągałeś, żebyśmy ci teraz z głodu pomarnieli rozumisz tego. A tak przy okazji, skąd wiedziałeś żeby zabrać jedną kominiarkę więcej, hę?

: 21 grudnia 2014, 13:51
autor: Suriel
- Jestem Clarens albo Biały jak wolisz- medyk wciągnął wielka dłoń i zaprezentował swój uśmiech numer 3 dla nowych klientów - jak ich wkurwisz to będziesz potrzebował moich usług. To co idziemy coś chapnąc? Mam ochotę na kaczkę w pomarańczach i kieliszek czerwonego "szrato" rocznik 80.

: 21 grudnia 2014, 16:48
autor: czak
Eric cały pościg spędził przyklejony do drzwi vana, obejmując kurczowo walizkę.
- a mogłem zostać rzeźbiarzem jak chciała mamusia. Mamusiu przysięgam będę dobry, będę się modlił. Tylko nie pozwól mi tu umrzeć!

Teraz szybko dochodził do siebie
- Kurwa widzieliście jak młody ściągnął koguta z tego radiowozu ! Ja pierdole! Badass po co strzelałeś im w te światła?
- Frank zajebista jazda, chłopaku będę ją pamiętał do końca życia!. To było lepsze niż ostatnia część Halo w którą ostatnio grałem.

: 24 grudnia 2014, 12:40
autor: Keth
Shantytown, 3 listopada 2021, 03:41

- Nie za dużo pytań na raz? - Frank roześmiał się cicho, po czym ściągnął z głowy kominiarkę odsłaniając w końcu swą twarz. Okazał się mężczyzną w średnim wieku, który mógł się podobać wielu kobietom i który z pewnością lubił korzystać z pomocy chirurga kosmetycznego. Klasycznie wymodelowane rysy wzbudzały sympatię, chociaż uratowani w Northside posiadacze zagubionego nesesera wciąż spoglądali na obcego ze sporą podejrzliwością.

Gonzales zmarszczył czoło na ten widok, bo mógłby przysiąc, że gdzieś już tego człowieka widział, chociaż za nic nie potrafił owego wspomnienia przywołać.

Pozostali ludzie nie zdjęli własnych kominiarek, najpewniej zamierzając pozostać incognito.

- Oczywiście, że nie byliśmy na miejscu przypadkiem - powiedział Frank przenosząc spojrzenie na Jamesa - Ale mieliśmy sporo szczęścia, że wyszło jak wyszło. Swoją drogą, wisicie mi za naprawę drona.

- To był wasz dron? - zapytał Temper, który powoli wracał do siebie i opanował już z grubsza odruchowe drżenie dłoni.

- Tylko dzięki niemu zdążyliśmy z odsieczą na parkingu - kiwnął głową Frank - O, są taryfy. Nie będziemy jedli tutaj, okolica jest zbyt niebezpieczna. Zabiorę was na miasto.

Dwie ciężko opancerzone taksówki firmy Combat Cabb były pomalowane na żółto, ale ich maski znaczyły czarne poprzeczne pasy tworzące tygrysi wzór, który świetnie pasował do charakteru taksówkarskiej kompanii. Jadąc niemal zderzak w zderzak podjechały do grupki stojących na krawędzi jezdni mężczyzn.

- Wy zamawialiście kurs? - zapytał przez zewnętrzny głośnik siedzący w pokrytej pancernym szkłem klatce kierowca pierwszego wozu, odseparowany szczelnie od reszty pojazdu i niewrażliwy na wszelkie formy napaści nie ubiegające się do użycia materiałów wybuchowych.

- Tak - potwierdził Frank - Opłaciłem obydwa kartą, potrzebne potwierdzenie?

- Nie - zaprzeczył kierowca - Kto gdzie wsiada?

- Czterech i sześciu, pomieścimy się?

- To zależy od was - odparł kierowca - Wsiadajcie.

Zwolniony elektronicznie zatrzask drzwi odskoczył i tylna część taksówki stanęła otworem przed pasażerami. Vega zerknął po raz ostatni w stronę towarzyszy Franka, ściągających kominiarki i wsiadających do drugiego wozu. Żaden z nich nawet się nie obejrzał.

- Do Centrum na Dziesiątej Ulicy proszę - powiedział Frank sadowiąc się na jednym z wolnych siedzeń.
Opuszczacie Shantytown, a na wiele pytań wciąż nie ma odpowiedzi...

: 25 grudnia 2014, 10:05
autor: namakemono
Nawet na Wigilię, pod choinkę nie podarowałeś odpowiedzi. To ja już nie chcę... :P

: 25 grudnia 2014, 13:15
autor: Trihikilius
Tofi wrzuca do bagażnika taxi swoją torbę, za pamięci przeładowuje pistolet, ściąga kominiarkę i siada obok Franka. Jak będziemy w jakiejś spelunce to Badass nie omieszka odwiedzić toalety celem odświeżenia swej facjaty.
- No dalej, dalej pakujcie się do taxi - młody energicznie zamachał w stronę towarzyszy - Nie mam zamiaru spędzić w tej dzielnicy całej wieczności, poza tym trzeba rozumisz tego obgadać parę spraw, prawda Frank?

: 25 grudnia 2014, 20:57
autor: Keth
Night City, 3 listopada 2021, 04:00

Taksówka opuściła Shantytown kilkanaście minut później, szczęśliwie przez nikogo nie niepokojona. Vega założył, że zasługa za spokojną jazdę przypadła w głównej mierze reputacji Combat Cabb oraz hologramom na burtach taksówki ostrzegającym przed aktywnym systemem obrony przeciwpiechotnej zainstalowanym w podwoziu ciężko opancerzonego Chevroleta.

Pozbawione prądu i pełne śmieci uliczki podmiejskich slumsów przeszły w pewnej chwili w nieco lepiej się prezentujące ulice północnej części Małej Italii. Neonowa poświata unosząca się nad centrum miasta przybierała na intensywności z każdym przejechanym kilometrem.

Pasażerowie taksówki zachowywali znaczące milczenie, wymieniając badawcze spojrzenia z tajemniczym Frankiem. Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że siedzący w swej kabinie kierowca miał możność śledzenia prowadzonej w tyle pojazdu rozmowy, a nikomu nie potrzeba było w tej chwili kolejnego niepożądanego świadka.

Pokonawszy oświetlone ulice Małej Italii, pełne samochodów oraz szukających śródziemnomorskiej rozrywki kulinarnej przechodniów, samochód Combat Cabb wyjechał wprost na lśniące wspaniale Ogrody Westhill. Ulice w tej dzielnicy okazały się wręcz zatłoczone pomimo czwartej nad ranem, nie tylko na poziomie jezdni, ale i w górze, w wydzielonych dla aerodyn korytarzach powietrznych. Trzymając się skrajnego prawego pasa drogi taksówka przejechała wzdłuż strzeżonych przez mundurowe służby korporacyjnych apartamentów i ekskluzywnych sklepów kierując się na centrum Night City.

Badass siedział na swoim miejscu niczym skamieniały, najpewniej nawet nie zdając sobie sprawy z faktu, że dzięki otwartym szeroko ustom i wytrzeszczonym oczom wyglądał jak wiejski głupek. Jego towarzysze również wyglądali przez okna Chevroleta, spoglądając z posępną fascynacją na ulice, na których za dnia zwykło się podobnych do nich ludzi ustawicznie legitymować i gdzie nocą patrole policji korporacyjnych umiejętnie usuwały "niepożądany element" wywożąc bezdomnych i żebraków w opancerzonych furgonach na obrzeża miasta.

- Ja pierdolę, co to? - nie wytrzymał w końcu Tofi, przyciskając twarz do szyby.

- Arasaka Tower - wyjaśnił James wbijając spojrzenie w liczący sto trzydzieści pięter monument ze szkła i chromu, wypełniający swą ciemną sylwetą nocne niebo ponad centrum Night City. Sąsiadujące z siedzibą amerykańskiej filii Arasaki korporacyjne drapacze chmur również robiły wrażenie ogromem swoich konstrukcji, ale Arasaka Tower górowała nad nimi wszystkimi.

- Proszę nas wysadzić na podjeździe do McDonovana - Frank pochylił się w stronę szoferki, postukał palcem w grubą szybę. Kierowca pokiwał w odpowiedzi głową i włączył prawy kierunkowskaz.
Wygląda na to, że dojeżdżacie na miejsce. Jesteście niemal w sercu Night City, w rozpalonej łuną neonów dzielnicy korporacyjnej. BTW, czy ja gdzieś wspomniałem, że ten borg skaczący po radiowozie i próbujący wywlec Was przez dach vana to ten sam gość, który wpadł przez dach do meliny Razora, a potem wisiał na przedniej szybie drugiej avki OA?

: 25 grudnia 2014, 21:36
autor: Suriel
Nie ale chyba wszyscy się domyślili jak napisałeś że miał nadpalona syntskórę

Tymczasem Biały zajety był oceną zewnetrznych walorów zdrowotnych potencjalnych klientów z tej części miasta.
- Ale tu jest ładnych dupeczek. - obracał swoją głowę raz w jedną raz w drugą stronę pokazując palcem co ciekawsze okazy zdrowia. Lubił kobiety i często się jakas6 koło niego kręciła. No chyba że nie miał kasy wtedy pozbawiony najważniejszego atutu swojej yridy zawsze notował spadek ich ilości do zera.

: 25 grudnia 2014, 23:50
autor: czak
Eric podziwiał miasto. Spoglądał z wielką ciekawością na pobłyskujące reklamy.
Niesamowita nowa technologia 3D tysiące diod sterowanych sześciordzeniowym neutralnym procesorem. Wiedział, że są w stanie dostosować się do pory dnia, ciśnienia, przejrzystości powietrza, a nawet wyłowić auto klienta w ruchu ulicznym i wyświetlić slogan "Dziękujemy za zakupy Panie Johnes i zapraszamy ponownie"
Reklama zawsze musiała wyglądać idealnie.

Eric ściskał kurczowo walizkę, w tej części miasta nie mieli szans na ucieczkę. Co zrobić gdy Frank po porostu powie
- Daj mi walizkę i wypierdalaj?
Opancerzona taryfa z ryglowanymi drzwiami i monitoringiem raczej nie sprzyjała dyskretnym konsultacją z kolegami.
Późno, ale życzę wszystkim Wesołych Świąt

: 26 grudnia 2014, 18:23
autor: Keth
McDonovan, 3 listopada 2021, 04:05

Kilkupiętrowa restauracja McDonovana znajdowała się tuż przy Placu Korporacyjnym i mimo nocnej pory pękała w szwach. Będąc firmą-córką sławnej korporacji McDonaldsa, filia restauracji w NC oferowała szybkie przekąski z wysokiej jakości prepaku oraz modyfikowanych genetycznie warzyw i owoców, względnie tanie w opinii mieszkańców tej części miasta.

Mężczyźni pokonali śpiesznym krokiem podjazd restauracji, bo z rozpalonego neonową łuną nocnego nieba ponownie zaczął padać kwaśny deszcz. Filtry nosowe chroniły co prawda przed jego chemicznym odorem, ale padając na odsłoniętą skórę krople oleistej cieczy mogły wywołać przewlekłą alergię lub stan zapalny.

Strzegące wstępu na parter McDonovana detektory broni rozbłysnęły wbudowanymi w bramki czerwonymi lampami sygnalizując wykrycie posiadanych przez gości pistoletów.

- Broń palna musi zostać zdeponowana przy wejściu - z głośnika nad drzwiami popłynął monotonny głos komputerowego systemu ochrony - Proszę umieścić broń w szufladach i pobrać numerek uprawniający do odbioru depozytu.

Przebrnąwszy przez odpowiednie procedury, sześciu mężczyzn wybrało sobie stolik w stosunkowo luźniejszej części sali na parterze, chłonąc uszami gwar rozmów prowadzonych w kilkunastu językach.

- Wybierajcie, co chcecie - zaproponował Frank naciskając palcem na dotykowy ekranik panelu służącego do składania zamówień - Ja płacę.
Miejsce jest dość gwarne i bezpieczne, byście przynajmniej na chwilę mogli się odprężyć. Poza tym trafia się okazja, by zjeść coś na cudze konto!

: 26 grudnia 2014, 20:15
autor: Suriel
- Kiedy Biały usłyszał słowa Franka jego uśmiech rozblysnal odsłaniając pełen garnitur śnieżnobiałych zębów a oczy zastygly wpatrując się z nabożnym skupieniem w kartę menu jakby stanął przed światłem Najwyżego. Jego palec szybko zaczął śmigać po menu i nawet nie spojrzał na minę Fraka kiedy przekroczył granicę tego co zwykły śmiertelnik potrafił zjeść.
Teraz jest mioja chwila, moje pięć minut w życiu pomyślał i zamówił jeszcze kilka...
- Ja tyle a Wy? - uśmiechnął się i zabrał tacę, była a imponującą i nawet obsługujący kasę chlopak zamrugal oczami ze zdziwienia kiedy uświadomił sobie że to nie jest dla wszystkich ale dla jednego.

: 26 grudnia 2014, 22:23
autor: Keth
McDonovan, 3 listopada 2021, 04:09

Mężczyzna nazywany Frankiem zaczekał, aż wszyscy odbiorą swoje zamówienia, po czym napił się dietetycznej coli i żując rytmicznie kawałek hamburgera jął przesuwać spojrzeniem po twarzach swoich gości.

- Myślę, że dłużej już nie sposób przeciągać introdukcji - oznajmił wyraźnie zadowolonym tonem - Jestem Frank Sutton, z bloku informacyjnego NT54.

Eduardo gwizdnął przez zęby rozpoznając w końcu znajome rysy mężczyzny. Widział go przez krótką chwilę wcześniejszego wieczoru, kiedy reporter stacji relacjonował w telewizji dramatyczne wydarzenia.

- Facio z telewizji! - wykrztusił z pełnymi frytek ustami Badass - Ale jazda!

- Prowadzę śledztwo dziennikarskie w sprawie całej tej draki - Sutton mówił wyważonym tonem, na tyle cicho, by nie dosłyszeli go siedzący przy sąsiednich stolikach goście restauracji - Orbital Air ostro kręci. Chcę wiedzieć dlaczego i wydaje mi się, że wy wiecie. Nie mówiłeś przypadkiem o jakimś prostokątnym przedmiocie?

Pytanie reportera skierowane było pod adresem Jamesa Vegi.

- Być może - odparł wymijająco solo - Powiedz najpierw jak na nas trafiłeś. Skąd wiesz, że Orbital Air coś próbuje ukryć?

- Informacje za informacje - Sutton spoważniał w jednej chwili, pochylił się nad stolikiem - Czuję, że to wielka sprawa. Zaraz po tej jatce w Northside znalazłem paru niedobitków z gangu Razora, półprzytomnych i cholernie wystraszonych. Przysięgali, że siedzieli grzecznie na chacie, dopóki jakaś aerodyna nie spadła im prosto na dach. Podobno nie strzelali z rakiet, nawet nie mieli żadnej wyrzutni. A rzecznik Orbital Air przekazał policji zdjęcia satelitarne i nagrania z pokładowych rejestratorów zawierające twarde dowody na zestrzelenie przez gang.

Reporter ugryzł kolejny kęs hamburgera, pogryzł go i przełknął przewracając jednocześnie teatralnie oczami.

- Zacząłem od razu węszyć po okolicy i patrzcie! Znalazłem bezdomnego, który zarzekał się, że wszystko widział ze swojego śmietnika. Podobno pierwsza aerodyna została zestrzelona przez drugą, tak przynajmniej twierdził ten biedak. Zwinąłem raz jeszcze jednego z Patatos, trochę mu zapłaciłem. Wygadał się, że tuż przed nalotem odwiedziła ich paczka mięśniaków nasłanych przez głowę chińskiego odłamu triady w Northside, niejakiego Lao.

Vega pokiwał z niemą rezygnacją głową, w mgnieniu oka uświadamiając sobie jak łatwo było reporterowi odkryć tożsamość wysłanników pana Lao.

- Pojechałeś do "Mahjonga"? - zapytał obracając w palcach własnego hamburgera.

- Tak, ale nie byłem tam pierwszy - odpowiedział Sutton - Orbital Air ma całkiem niezły oddział pościgowy. Sądzę, że niezależnie ode mnie też dorwali jakiegoś boostera od Razora i wyciągnęli z niego te same informacje. Po nitce do kłębka, czyli do Lao.
Napisałem nieco dłuższą wstawkę, ale czujcie się jak u siebie, piszcie własne fragmenty konwersacji!

: 27 grudnia 2014, 08:51
autor: namakemono
- Dobra Frank, widzę, że jesteś na tropie. To ci się chwali. Powiem szczerze, ja też myślę, że to gruba afera. Ktoś wdepnął w gówno, rozniósł po okolicy i przy okazji nam też przylepiło się do butów. A teraz do rzeczy. Powiedzmy, że mamy coś, co hipotetycznie będzie dla ciebie kopalnią króla Salomona. O szczegółach pogadamy później. Pytanie, co możesz nam zaproponować w zamian. Kluczem jest słowo "gwarancja". Gówno jest naprawdę śmierdzące, a my nie będziemy się w nim babrać za "dzięki chłopaki". I nie mówię tu o kasie a przynajmniej nie tylko o kasie. Krótko mówiąc klimat na dzielni robi się nieprzyjemnie gęsty a my przestaliśmy czuć się komfortowo. Żółwik w takiej sytuacji raczej chowa się do skorupki, nie za bardzo ma ochotę paradować na waleta po głównej ulicy w godzinach szczytu. Żebym nie został źle zrozumiany: doceniamy przybycie kawalerii w idealnie dobranym momencie. To nic osobistego, ale jeśli żółwik nie będzie zadowolony, zamknie się szczelnie w pancerzyku, zakopie głęboko, zniknie, przeczeka, tymczasem gówno będzie się szerzyć a żółwika będzie gówno obchodzić.
No i proszę jaka niespodzianka. Garść odpowiedzi i poszukiwany reporter na srebrnej tacy. Dzięki Mikołaju. :)