Strona 34 z 70

: 22 sierpnia 2015, 18:42
autor: Keth
Enkaiden, dystrykt Valgirius, 214.815.M41

Siedziba Gildii LaGrando otoczona była zadbanym ogrodem, pełnym przyciętych fantazyjnie kwiatowych krzewów, zbudowanych z importowanego kamienia fos i przerzuconych nad nimi delikatnych mostków. Sam gmach instytucji sięgał wysoko ponad mury eleganckiego ogrodzenia, odbijając w matowych taflach przyciemnionych okien promienie gorącego słońca. Do jego wnętrza wszedł jedynie Septimus, poprowadzony przez wysokiego statusem klerka w beżowych szatach przepasanych szkarłatną szarfą. Przedstawiony jako zaprzysiężony przyboczny, Haxtan Stern musiał pozostać na zewnątrz w towarzystwie milczących jak skała strażników gildii oraz powtarzającego monotonne zaproszenia do konsumpcji poczęstunku serwitora.

Noszący lekkie karapaksy żołnierze gildii - posępni milczący mężczyźni o twarzach zakrytych przyciemnionymi szklanymi przyłbicami hełmów - trzymali się od obcoświatowca na stosowny dystans, ale akolita domyślał się, że w razie potrzeby byliby przy nim w ułamku chwili. Znudzony przedłużającą się wizytą, przysiadł w cieniu jednej z drewnianych altan wpatrując się demonstracyjnie w marmurową fontannę, w rzeczywistości zaś lustrując kątem oka bryłę kilkupiętrowego budynku. Z położonego na płaskim dachu lądowiska dwukrotnie podrywały się pomalowane w białobeżowe pasy ornitoptery, z przeciągłym łoskotem wirników odlatując poza zewnętrzne pierścienie Enkaidenu, w stronę bezkresnych połaci oceanu. Stern mógł jedynie zgadywać jak intensywnym życiem kipiało wnętrze przypominającego elegancką fortecę gmachu, skrywające wszystkie sekrety kupieckiego rodu.

Tkwiący w uchu agenta mikrokomunikator pisnął ledwie słyszalnie i mężczyzna stężał na ów dźwięk nie wiedząc, czego się po transmisji spodziewać. Septimus wszedł do środka budowli dobre trzy godziny temu i wciąż nie wracał. Haxtan nie potrafił też nawiązać pasywnego połączenia z jego nadajnikiem, co mogło świadczyć o istnieniu bardzo silnych systemów zakłócania łączności wbudowanych w strukturę siedziby gildii. Brak łączności z dowódcą komórki sam w sobie nie musiał oznaczać niczego niepokojącego i pilnujący swej fałszywej tożsamości Stern nie mógł zrobić niczego innego jak tylko cierpliwie czekać na powrót swego przełożonego.

- Tu Medea, zgłaszam wyjście na Szczyt - w eterze rozległ się znajomy głos zabójczyni - Raport sytuacyjny po powrocie, status zielony. Nowe rozkazy?

- Wracajcie do bazy - odpowiedział jej po krótkiej chwili radiowej ciszy ojciec Kazadi - Haxtan, postępy?
Haxtan Stern spędził ostatnie kilka godzin czasu gry w ogrodzie gildii, czekając na powrót bawiącego w środku Septimusa. Nie ma z nim łączności radiowej, Kazadi chyba też. Sekcja Medei wyszła w międzyczasie na górę i ma wracać do hotelu. Spróbujemy z Aniołem Gniewu raz jeszcze włączyć Haxtana do gry; mam nadzieję, że tym razem pójdzie już jak z płatka (i poproszę o odpowiedź dla Kazadiego).

: 22 sierpnia 2015, 22:44
autor: 8art
Silvanusa rozpierało przyjemne uczucie dumy, świadomości dobrze spłenionego obowiązku i zarqzem dobrego uczynku jakiego dokonał. Zakończył żałosny żywot śmiecia, który niegodny był boskich łask i wiedział, że boska wola Imperatora cieszy się wraz z nim. Ale do spełnienia całej woli boga było jeszcze dlaeko a na grupę wiernych sług czychało jeszcze wiele niebezpieczństw.

Mieli wracać do bazy wypadowej, co Nathan przyjął z wyraźną ulgą. Ruszył w stronę kwatery, co jakiś czas dyskretnie rozglądając się czy nie mają ogona.
Bój się bój Hoster... Jak Silvanusowi nie wypali z Medeą, to będzie się musiał zadowolić zadkiem psykera;p

Dobra żarty na bok. Regulator ma zamiar regularnie sprawdzać, czy są śledzeni. Jesli tak to jest gotów nawet zasadzić się na ewentualnego prześladowcę/ów

: 23 sierpnia 2015, 23:08
autor: Keth
Enkaiden, Szczyt, 214.815.M41

Wynurzywszy się z wnętrza ogromnego metalowego walca Enkaidenu, Medea przystanęła pod najbliższym ulicznym zadaszeniem i wciągnęła w płuca haust świeżego powietrza. Przesiąknięte było odorem chemicznych wyziewów, ale kryło w sobie oczywistą nutę słonej w smaku świeżości kontrastującej z wyjałowionym suchym powietrzem podziemnych cyrkulatorów metropolii. Zabójczyni poprawiła dyskretnie założoną na głowę opaskę, znalezioną w mieszkaniu Zorana Tronda i służącą jej za prowizoryczny opatrunek. Płytka rana postrzałowa przestała już krwawić, ale wciąż promieniowała uporczywym bólem, któremu zapobiec mogły jedynie środki znieczulające.

Ponaglając zdawkowym ruchem ręki psykera, Medea ruszyła z powrotem do wynajętego apartamentu, odtwarzając z pamięci pokonaną wcześniej w przeciwnym kierunku drogę. Nathan trzymał się nieco z tyłu, w wyuczony sposób upewniając się co jakiś czas, że nikt agentów Tronu nie śledzi.

Wyglądało na to, że Septimus wciąż bawił z wizytą w siedzibie LaGrando. Medea pewna była, że dowódca komórki posiada doskonale podrobione dokumenty i doświadczenie pozwalające bez trudu zagrać rolę cudzoziemskiego kupca, toteż przestała zaprzątać sobie głowę myślami o Septimusie obserwując w zamian najbliższe otoczenie.

Późne popołudnie zmierzało ku końcowi, w zakamarkach gwarnych ulic pojawiały się pierwsze cienie, a bijący z nieba żar w końcu osłabł. Opuszczający liczne fabryki i przetwórnie robotnicy z popołudniowej zmiany zatrzymywali się w jadłodajniach i otwartych przez całą dobę klubach, by chociaż na chwilę zapomnieć o mozole codziennego życia.
Trójka agentów wróciła bez kłopotu do hotelu. Nathan nie zauważył nikogo, kto zdradzałby niepokojące zainteresowanie Waszą ekipą.

: 24 sierpnia 2015, 10:02
autor: Keth
Enkaiden, "Koralowa Muszla", 214.815.M41

Septimus i Haxtan wrócili do hotelu wczesnym wieczorem, poprzedzeni uspokajającym radiowym komunikatem. Medea zdążyła do tego czasu zmienić opatrunek i wykąpać się w jednej z ciasnych i skromnie urządzonych łazienek apartamentu. Nathan i Hoster tkwili na tarasie kontemplując wzrokiem dostrzegalną tu i ówdzie między budynkami taflę oceanu, budzącą w nich głębokie zaniepokojenie. Przywołany wcześniej posługacz przyniósł gościom półmiski z gorącą rybną zupą, chleb, smażone owoce morza i lekkie wino importowane spoza Spectoris. Odczuwający coraz silniejszy głód agenci zasiedli czym prędzej do wspólnego stołu, zmówiwszy wpierw chóralnie zainicjowaną przez ojca Kazadiego modlitwę.

- Co dokładnie wydarzyło się w mieszkaniu Tronda? - spytał trzymający w elegancki sposób łyżkę Septimus - Opowiedzcie raz jeszcze.
Dowódca komórki słyszał już wcześniej streszczenie misji przez radio, ale poprosił o szczegóły...

: 25 sierpnia 2015, 07:52
autor: Kargan
To kto składa raport ? Jeśli Medea to musicie odrobinkę poczekać bo zarobiony dziś jestem po pachy :P

: 25 sierpnia 2015, 10:30
autor: Suriel
Ja z raportami i streszczeniami nie daję rady, przyznam się szczerze. Fizyczny niedobór czasu.

: 25 sierpnia 2015, 12:10
autor: Kargan
OK to ja postaram się coś skrobnąć - Keth nie śpiesz się z fabułą :)

: 25 sierpnia 2015, 21:00
autor: Kargan
Medea nie byłą specjalnie głodna, ale wiedziała, że posiłek jest jej potrzebny zwłaszcza w jej sytuacji. Rana już nie krwawiła,
ale ćmiący ból głowy nie pozwalał zapomnieć o postrzale a chociaż ubytek krwi nie był duży to należało dostarczyć organizmowi
odpowiednią dawkę energii. Połykała właśnie kolejna porcję odżywczej zupy kiedy padło pytanie Septimusa. Agentka zamieszała łyżką
w talerzu wciąż ciepłej zupy i obrzuciła krótkim spojrzeniem Hostera i Silvanusa. Nie wyglądało na to by któryś znich kwapił się
do złożenia sprawodzdania. Dziewczyna westchnęła cicho i odłożywszy łyżkę zaczęła streszczać przebieg wydarzeń.

- Na wstępnie podaliśmy się za ludzi wynajętych przez zastępcę szefa ochrony Gildii - Medea łaskawie postanowiła nie wspominać o idiotycznym
pomyśle Hostera dotyczącym jej wyimaginowanej ciąży, zwłaszcza w świetle danych o chemicznej kastracji młodego Reginalda - Starzec wpuścił nas
do środka. Niestety okazało się, że o Gildii i jej strukturach facet wie dużo więcej niż moglibyśmy podejrzewać. Przejrzał na wylot naszą bajeczkę
i wyciągnął odbezpieczony gwardyjski granat.


Medea wzruszyła ramionami wiedząc, że zaraz będzie się musiała przyznać do położenia wszystkiego na jednej szali.

- W tej sytuacji uznałam, że dalsze udawanie może spowodować jedynie zgon trzech agentów Tronu zamiast zdobycia potrzebnych informacji -
kontynuowała opowieść Medea - Oceniając jego profil psychologiczny postawiłam wszytsko na jedną kartę. Powiedziałam mu, że jesteśmy agentami Tronu
i zapytałam czy jest prawdziwym wyznawcą Imperatora czy tylko heretykiem, który chce zginąć. Cóż...podziałało. Oczywiście wiedziałam, że jakkolwiek
dalej potyczy się nasza rozmowa to nie możemy zostawić starego prz życiu. Starzec zaczął nam opowiadać o koktraktach Gildii i interesach w jakich uczestniczył
jego syn. W sumie nic szczególnego - mam nagranie rozmowy do późniejszego odsłuchania. Niestety naszą konwersację przerwała napaść lokalnych klansterów.
Wywiązała się krótka strzelanina w której załatwiliśmy trzech z nich a oni postrzelili śmiertelnie starego Tronda. Zatarliśmy ślady w miarę możliwości
detonując granat i dopadliśmy w tunelu serwisowym ostatniego klanstera.


Medea skinęła głową w kierunku Hostera.

- Tu wykazał się nasz psionik tropiąc go z aktywnym kameleonem - Medea uśmiechnęła się kącikiem ust - Przesłuchany klanster zeznał, że napaść była
przypadkowa i po prostu chronili swój rewir przed obcymi. Silvanus wie jak wyciągać informacje więc nie sądzę by klanster kłamał. Jako potencjalny świadek
został zlikwidowany a my wróciliśmy do bazy sprawdzając czy nie mamy ogona.


Medea zakończyła raport i widząc zamyśloną twarz Septimusa wróciła do pałaszowania nieco już przestygłej zupy.

: 26 sierpnia 2015, 16:36
autor: Kargan
Nie będzie mnie przez jakiś tydzień (do następnej soboty) na sieci - urlop mam i zamierzam pozwiedzać Afrykę ;) Proszę nie zabić Medei i prowadzić ją w sposób pasujący do charakteru (czyli żadnych orgii z Psionikiem !)

: 27 sierpnia 2015, 22:17
autor: Keth
Enkaiden, "Koralowa Muszla", 214.815.M41

Septimus jadł bardzo oszczędnie, ojciec Kazadi wręcz się z posiłkiem ociągał. Obaj mężczyźni wysłuchali uważnie raportu Medei i chociaż żaden nie skomentował poczynań wysłanej do Fractoriusa sekcji, zabójczyni pewna była, że starsi stażem agenci wyciągnęli z jej opowieści oczywiste wnioski.

- Ze słów Zorana Tronda wynika, że Reginalda poszukiwali z zaciekłością ludzie LaGrando - skonkludował po chwili namysłu siedzący w fotelu opodal stołu Tauron - Z polecenia wysokiego rangą oficera ich służby ochrony. Młody Trond opuścił Spectoris w tajemnicy, starając się zatrzeć ślady. Szczegółów nie przekazał nawet ojcu, najpewniej obawiając się tego, że ludzie gildii wydobędą z niego te informacje przemocą. Jakie to pozwala wyciągnąć wnioski?

Savant przeniósł spojrzenie w stronę stołu, nie zatrzymał go jednak na Septimusie czy Kazadim; w zamian taksował bacznym wzrokiem czwórkę mniej doświadczonych akolitów. Dostrzegając kątem oka dziwny wyraz twarzy Septimusa Medea odgadła w mig, że dowódca sekcji i jego zaufani towarzysze nie potrzebowali pomocy pozostałych agentów, by zbudować sobie własną serię domysłów.

Oczywistym było, że test logicznego myślenia i zmysłu śledczego nadal trwał.
Ktoś odpowie?

: 28 sierpnia 2015, 09:28
autor: 8art
Silvanus chciał siedzieć cicho, żeby znów nie wystawić się na śmieszność, ale skoro pytano, należało odpowiedzieć:

- To oznacza, że mógł skraść coś co należało do Gildii, a w czego posiadaniu rodzina Le Grande być nie powinna... Chciałbym w tym miejscu dodać o pewnym spostrzeżeniu jakie poczyniłem, a jakim podzieliłem się dotychczas tylko z Medeą i Hosterem. Ta cała Sanna mogła być kontaktem Morhusenna na Spectoris. Przemytnik ociągał się z kontrolą, odwlekał ją, jakby czekał na kogoś lub coś. Może właśnie na nią. Miała pojawić się w doku, narobić zamieszania, może aresztować Morhussena tym samym umożliwiając jego wyjście. To takie dziwne, że natknęliśmy się na samotną arbitratorkę. A teraz jest tutaj. Musi być powiązana z tą całą śmierdzącą sprawą. Ciekaw jestem co ją łączy z gildią Le Grande.

: 28 sierpnia 2015, 17:54
autor: Suriel
"...Ciekaw jestem co ją łączy z gildią Le Grande."

- Trond był pracownikiem niskiego kalibru ale nigdy nie potrafił wybaczyć rodowi La Grande faktu, że go wykastrowano w młodości nie dając nawet możliwości udowodnienia własnej wartości. Pracował jako szeregowy pracownik na Bezmiarze Krakenów i to głownie podczas sztormów. Bowiem podczas sztormów na oceanicznych bezkresach nie pałętali inni spoza rodu. Tylko podczas sztormów ród La Grande miał możliwość, bez ryzyka pojawienia się niechcianych pary oczu, wydobywać z dna morskiego przedmioty, które powinny tam pozostać. Przedmioty należące do różnych cywilizacji, które dawno temu spadły w podczas ich walk lub w osiadły na dnie w wyniku nieudanych kolonizacji planety. Kiedy Trond się zorientował czym się handluje, wzmocniło to w nim poczucie niesprawiedliwości jakiej doświadczył. Wykradł więc kilka wydobytych elementów by je spieniężyć. Został przypadkowo zastrzelony przez tanatorów. Sanna zaś, to nie kupiec lub jego przedstawiciel. To zabójca, najęty przez rodzinę La Grande by cicho zakończyć niebezpieczeństwo ujawnienia ich machinacji i do ewentualnego odzyskania artefaktów. Tak czy siak prawda leży ukryta gdzieś na Bezmiarze Krakenów i moim zdaniem tam powinniśmy się udać.

: 28 sierpnia 2015, 21:09
autor: Keth
Enkaiden, "Koralowa Muszla", 214.815.M41

Septimus skinął głową na dźwięk słów Nathana, kiedy zaś swą teorię wyłożył Hoster, dowódca komórki przyglądał się młodemu psykerowi przez dłuższą chwilę. Lustrowany wieloznacznym spojrzeniem, Merisier poczuł dziwny ucisk w gardle narastający z kolejną minioną sekundę. Starszy agent Inkwizycji oderwał w końcu oczy od młodzieńca, zerknął wymownie w kierunku siedzącego nieruchomo Kazadiego.

- Ewidentny cud - oświadczył śmiertelnie poważnym tonem konfesor - Bóg-Imperator spłynął na niego i natchnął swą mądrością. Nie jestem w stanie inaczej tego wytłumaczyć.

- Wrodzony intelekt? - podpowiedział z równie poważną miną Tauron, drapiący się jednocześnie po nosie - Zdolność formułowania logicznych wniosków?

- Wykluczone - zjeżył się natychmiast spowiednik - Nie ma naturalnych predyspozycji. To cud. Musimy uważnie śledzić postępy, wszystko dokumentować.

- Kwestię cudu pozostawiam twemu trzeźwemu osądowi, ojcze, jesteś w tej kwestii oczywistym autorytetem - oświadczył Septimus - Powróćmy do dochodzenia. Podzielam wnioski Hostera. Młody Trond ukradł gildii ksenoartefakty próbując się na niej zemścić bądź się od niej uniezależnić. Moja wizyta u LaGrando nie rzuciła dalszego światła na sprawę. Mają zwyczajne przedstawicielstwo handlowe, aczkolwiek dysponują namacalnymi wpływami i bogactwem. Też sądzę, że gdzieś na planecie znajduje się źródło technologii obcych. Kompilator czwartej klasy nie miałby zapewne wielu możliwości wejścia w posiadanie tajemnic rodu, gdyby nie znajdował się naprawdę blisko źródła. Na Bezmiarze Krakenów.
Hoster chyba zyskał w oczach Septimusa...

: 29 sierpnia 2015, 18:43
autor: Keth
Enkaiden, "Koralowa Muszla", 214.815.M41

Septimus skończył jeść, odsunął swój talerz na środek stołu wycierając usta papierową serwetką. Mężczyzna wciąż miał na sobie formalne odzienie sibellusiańskiego kupca, z postawionym na sztorc wysokim kołnierzem i powłóczystymi rękawami haftowanej bluzy, przez co sprawiał wrażenie urzędnika nie mającego nic wspólnego z sekretnymi służbami Imperium.

- Mamy za sobą wyczerpujący dzień - powiedział akolita spoglądając uważnie ma swych towarzyszy - Potrzebujemy odpoczynku, przede wszystkim operatorka Trix. Rana sprawia wrażenie powierzchownej, ale wstrząs spowodowany postrzałem potrafi uwolnić po kilku godzinach tumory uciskające na mózg bądź inne części ciała. Apartament jest zabezpieczony odpowiednio skalibrowanymi detektorami, nadto zaś nie sądzę, by ktokolwiek interesował się w tej chwili naszymi osobami. Klerkowie gildii LaGrando przyjęli mnie jak zwyczajnego klienta, nie zauważyłem żadnego ogona, wy też nie. Sądzę, że na razie jesteśmy bezpieczni, więc nie będziemy wystawiali wart.

Septimus odsunął od stołu krzesło i wstał odwracając głowę w kierunku drzwi jednego z pokojów sypialnych.

- Radzę się wcześnie położyć, jutro wznawiamy dochodzenie - dodał znaczącym tonem, wyjmując z kieszeni spodni jakiś niewielki metalowy walec z kilkoma przyciskami na obudowie. Medea zauważyła, że kiedy agent nacisnął jeden z nich palcem, na obudowach kanciastych pudełek przyczepionych do futryn zewnętrznych drzwi oraz okien rozbłysły na chwilę zielone kontrolki - Możecie się swobodnie poruszać w obrębie wnętrza mieszkania, ale nigdzie nie wychodźcie, jeśli nie chcecie uruchomić alarmu.

Nie czekając na potwierdzenie podwładnych Septimus obrócił się na pięcie i wszedł do pokoju sypialnego, który obrał wcześniej za swoją kwaterę.
Pierwszy dzień śledztwa na Spectoris dobiegł końca. Sprawy nie mają się źle. Podejrzenia wiodą do wpływowej gildii LaGrando, zeznania Zorana Tronda rzuciły dużo światła na potencjalne motywy młodego przemytnika. Trzeba będzie przyjrzeć się dokładniej aktywności kupieckiego rodu, zwłaszcza na oceanie, a przy tym mieć baczenie na obecną gdzieś w pobliżu Sannę Rohannoir. Septimus nie dał się na razie sprowokować do przedstawienia własnej opinii na temat tej kobiety - pewnie dlatego, że nikt go o to nie zapytał. Zakładam, że BG prędzej czy później udadzą się na załużony odpoczynek. Sugeruję też podliczyć na nowo posiadane PD - a nuż nazbierało się ich dość, by ktoś zaliczył jakiś awansik?

: 30 sierpnia 2015, 21:12
autor: Suriel
Jako, że pewnie nie ma szans na podglądanie Medi pod prysznicem :p psyker zamierza w końcu wypocząć.
Poniżej, taki tam, post zamiast raportu.
Pobyt na statku nie dał zbyt wielu sposobności do przeżywania emocji. No może z wyjątkiem momentu kiedy Nathan biegając po kosmolocie niechcący znalazł sobie nową czapkę na głowę.

Tutaj było ich z kolei aż nazbyt wiele. Hoster Merisier był potwornie zmęczony. Pożegnał się zdawkowo z pozostałymi członkami ekipy i ruszył do swego pokoju.

W środku przygotował sobie chłodny koktajl z lodem, upewniwszy się uprzednio, że to co wlewa do szklanki nie ma ani krzty zawartości alkoholu. Potem usiadł w fotelu zakładając nogi na stolik i włączył sobie jeden z programów relaksujących o intrygującej nazwie Zachód Słońca. Program uruchomił w pokoju sekwencję zdarzeń. Z głośników popłynął subtelny szum morza. Światło w pomieszczeniu momentalnie przygasło do słabej pomarańczowej-rdzawej poświaty.

Psyker zatopił się w swoich myślach powracając do tego co przeżył dzisiaj. Mimo, iż w pierwszej kolejności goniły one w kierunku fantasmagorycznych przeżyć z pubu, to jednak w ich tle czaił się jakiś trudny do uchwycenia lęk. Psyker przeglądał więc po kolei wszystkie wspomnienia z dzisiejszego dnia w poszukiwaniu tej która powodowała ten nieprzyjemny dreszcz. Nie była to jednak ani zabawa z językiem w jego uchu, ani odwyk w wykonaniu Khazadiego. Choć musiał przyznać, że wolałby nigdy więcej nie przeżywać czegoś podobnego. Nie była to też walka, choć wiedział, że nie zachował się do końca tak jak należało. W myślach obiecał sobie, że następnym razem będzie reagował lepiej. Nie była to też śmierć tego chłopaka w technicznym przejściu...

Szklanka zamarła w pół drogi do ust. Nie, powodem lęku była jednak śmierć. A raczej Ta krew którą zobaczył kiedy śmierć nadeszła. Doskonale pamiętał ten stan chorej fascynacji szkarłatem utoczonym z ludzkich żył. Wszystko czuł wyraźniej kiedy był pod wpływem mocy. Moc, to o nią chodziło. Nagle poczuł jak zimny pot spływa mu po plecach. Przypomniał sobie fragment z książki, którą czytał jeszcze na Edaine.

"...Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie."*

Zmroziło go. Drink mu nie smakował. Wstał i podszedł do barku robiąc dolewkę tym razem z odrobioną procentów by uspokoić nerwy. Wrócił do fotela. Kuracja zaczynała działać, bo czuł się coraz bardziej ciężki i śpiący. Hoster zasnął w fotelu z niedopitym drinkiem w dłoni.

Śniła mu się Sanna. Stała naga pośród mroku wyciągając do niego zapraszająco rękę. Jej obraz wydawał się mu doskonały. Łącznie z raną po postrzale z której obficie płynął podniecający szkarłat krwi. Sanna zaczęła lubieżnie wycierać się w krwi z rany. Wkładała też palce do środka postrzału, a potem w swoje usta. Nagle zza niej buchnęła wielka fala czerwieni. Może krwi, niczym oceany z tej przeklętej planety pochłonął wszystko.

Szklanka upadła ale się nie rozbiła. Tocząc się powoli po podłodze zostawiała smugę niedopitej Bloody Merry... Hoster obudził się zlany potem. Wziął prysznic. Nie pomogło. Jeszcze godzinę nie mógł zasnąć leżał więc wpatrzony misericordię jaką otrzymał w darze. Potem znów powieki stały się ciężkie.

* Friedrich Nietzsche, oczywiście