: 04 października 2016, 10:21
[center]Szare Grzbiety 18 Zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri.
[/center]
W tym momencie serce wiedźmy zamarło, a oddech ucichł. To było niemożliwe... nie mogło się dziać... choć zmysły odbierały wszystkie obrazy, barwy, wonie oraz dźwięki, umysł nie wierzył w to wszystko, czego doświadczała ich niewielka kompania. Pomiot Pana Bólu tutaj! Ongiś słyszała legendę opowiadaną w ciemne, zimowe noce... legendę o cnej Ridvinie, Pani Wojny i jej nowo narodzonym dziecięciu, Aurenie. Osamotniona Bogini wydała na świat niemowlę... daleko na skraju świata, ścigana przez łaknące jej krwi bóstwo Ciemności...
Wtedy słuchało się tej historii jak baśni... Pięknej, acz złowrogiej, trzymającej w napięciu opowieści. Czarownica nie raz odczuła siłę bóstw... dostrzegała ją przecież w lodowatych podmuchach wichrów, w wzburzonym gniewem Og'dena morzu... ale jednak... ujrzenie na własne oczy wcielenia mocy bóstwa, pragnącego zesłać na ich niewielki świat wieczną pożogę... przekraczało wszelkie zdolności rozumowego pojmowania. Budził się strach... odwieczny odruch, gdy ofiara spotyka drapieżnika... gdy syn lub córa ziemi spotyka coś przekraczającego wszystko co było dotąd znane.
A oto istoty, które znane były tylko w baśniach, mitach o losie i świecie bogów... zeszły na ziemię. Przybrały realne, fizyczne ciało, a ziemia pod ich stopami drżała z agonii... Serce zdjął strach i rozpacz... demony, Asurowie, którzy podążali za kroplami krwi narodzonego Aurena... jak z nimi można stanąć do bitwy? Wszystko zdawało się rozsypywać jak miałki piasek na brzegu morza... odczuwała przez tą chwilę całe swoje życie, każdy jego moment i wszystko, co dokonali przez te kilka miesięcy niepewności i ustawicznej walki o kolejny dzień... Wszystko zdawało się blaknąć... blednąć w zetknięciu z istotami wprost z mitów... Jeszcze nie tak dawno widziała Haralda, widziała jak opuszczał Ravn, kierując się na północ... w podróż, z której nigdy nie miał wrócić. Nie tak dawno przecież spotkali się w Beran, w Morskiej Komnacie rozświetlonej radosnym ogniem kominka i śmiechem nowych towarzyszy i przyjaciół. Każde wspomnienie pojawiło się znów... Walka była nieunikniona... Wiedźma wzięła głęboki oddech... walka może i była przegrana... może i ona sama nie ma nawet czym walczyć, a siły, z którymi przyszło się zmierzyć, przekraczają nawet granice pojmowania... ale nie po to przeszli tyle... nie po to, aby tchórzliwie uciec jak spłoszone zające, nie wiedząc co to honor. A Gunlid i jej towarzysze wciąż są uwięzieni...
Norlaug wyprostowała się. Jej ciało wciąż drżało dotknięte zwierzęcym niemal lękiem. Pokonała jednak drżenie głosu i odezwała się niemalze krzycząc:
- Niech przeklęty będzie dzień, w którym powiła cię matka! Że też pamięć przypominała, aby tobie pomóc w tej chacie! - wrzasnęła czarownica, a jej głos utwardził się nagle. Na wspomnienie o wszystkich, którzy przelali własną krew... oddali życie... na wspomnienie pięknej Ridviny, jej głos nabrał siły, a serce nieustępliwej pewności. Strach wciąż krążył w jej ciele, w ramionach, klatce piersiowej... a jednak wiedźma krzyknęła ponownie, tym razem tonem równie nieustępliwym, lecz przesyconym oddaniem:
- Miłość Ridviny niechaj będzie dziś naszą siłą... Bogini, Pani Wojny w szkarłacie wysłuchaj nas! Wspomóż nas... niech nasze serca będą nieustępliwe, a uderzenia celne... Niechaj duch nie zna strachu pomny twej miłości. Wspomóż nas w tej bitwie dzielny Aurenie! Niechaj twoje wichry rozszarpią ciało zdrajcy i zmrożą krew pomiotu Ciemności!
- Wichry Północy... Zwracam się do was... Potomkowie mężnego Aurena, duchy wiecznej zimy i szalejącej nawałnicy... Przybądźcie w to miejsce... Przybądźcie i stańcie u naszego boku... w tej godzinie, która może być ostatnią dla znanego nam świata... przybądźcie, aby wraz z nami ocalić tą ziemię przed skazą mrocznych sił... plugastwem mroku, którego obecność jest cierpieniem dla świata żyjących i umarłych...
[/center]
W tym momencie serce wiedźmy zamarło, a oddech ucichł. To było niemożliwe... nie mogło się dziać... choć zmysły odbierały wszystkie obrazy, barwy, wonie oraz dźwięki, umysł nie wierzył w to wszystko, czego doświadczała ich niewielka kompania. Pomiot Pana Bólu tutaj! Ongiś słyszała legendę opowiadaną w ciemne, zimowe noce... legendę o cnej Ridvinie, Pani Wojny i jej nowo narodzonym dziecięciu, Aurenie. Osamotniona Bogini wydała na świat niemowlę... daleko na skraju świata, ścigana przez łaknące jej krwi bóstwo Ciemności...
Wtedy słuchało się tej historii jak baśni... Pięknej, acz złowrogiej, trzymającej w napięciu opowieści. Czarownica nie raz odczuła siłę bóstw... dostrzegała ją przecież w lodowatych podmuchach wichrów, w wzburzonym gniewem Og'dena morzu... ale jednak... ujrzenie na własne oczy wcielenia mocy bóstwa, pragnącego zesłać na ich niewielki świat wieczną pożogę... przekraczało wszelkie zdolności rozumowego pojmowania. Budził się strach... odwieczny odruch, gdy ofiara spotyka drapieżnika... gdy syn lub córa ziemi spotyka coś przekraczającego wszystko co było dotąd znane.
A oto istoty, które znane były tylko w baśniach, mitach o losie i świecie bogów... zeszły na ziemię. Przybrały realne, fizyczne ciało, a ziemia pod ich stopami drżała z agonii... Serce zdjął strach i rozpacz... demony, Asurowie, którzy podążali za kroplami krwi narodzonego Aurena... jak z nimi można stanąć do bitwy? Wszystko zdawało się rozsypywać jak miałki piasek na brzegu morza... odczuwała przez tą chwilę całe swoje życie, każdy jego moment i wszystko, co dokonali przez te kilka miesięcy niepewności i ustawicznej walki o kolejny dzień... Wszystko zdawało się blaknąć... blednąć w zetknięciu z istotami wprost z mitów... Jeszcze nie tak dawno widziała Haralda, widziała jak opuszczał Ravn, kierując się na północ... w podróż, z której nigdy nie miał wrócić. Nie tak dawno przecież spotkali się w Beran, w Morskiej Komnacie rozświetlonej radosnym ogniem kominka i śmiechem nowych towarzyszy i przyjaciół. Każde wspomnienie pojawiło się znów... Walka była nieunikniona... Wiedźma wzięła głęboki oddech... walka może i była przegrana... może i ona sama nie ma nawet czym walczyć, a siły, z którymi przyszło się zmierzyć, przekraczają nawet granice pojmowania... ale nie po to przeszli tyle... nie po to, aby tchórzliwie uciec jak spłoszone zające, nie wiedząc co to honor. A Gunlid i jej towarzysze wciąż są uwięzieni...
Norlaug wyprostowała się. Jej ciało wciąż drżało dotknięte zwierzęcym niemal lękiem. Pokonała jednak drżenie głosu i odezwała się niemalze krzycząc:
- Niech przeklęty będzie dzień, w którym powiła cię matka! Że też pamięć przypominała, aby tobie pomóc w tej chacie! - wrzasnęła czarownica, a jej głos utwardził się nagle. Na wspomnienie o wszystkich, którzy przelali własną krew... oddali życie... na wspomnienie pięknej Ridviny, jej głos nabrał siły, a serce nieustępliwej pewności. Strach wciąż krążył w jej ciele, w ramionach, klatce piersiowej... a jednak wiedźma krzyknęła ponownie, tym razem tonem równie nieustępliwym, lecz przesyconym oddaniem:
- Miłość Ridviny niechaj będzie dziś naszą siłą... Bogini, Pani Wojny w szkarłacie wysłuchaj nas! Wspomóż nas... niech nasze serca będą nieustępliwe, a uderzenia celne... Niechaj duch nie zna strachu pomny twej miłości. Wspomóż nas w tej bitwie dzielny Aurenie! Niechaj twoje wichry rozszarpią ciało zdrajcy i zmrożą krew pomiotu Ciemności!
- Wichry Północy... Zwracam się do was... Potomkowie mężnego Aurena, duchy wiecznej zimy i szalejącej nawałnicy... Przybądźcie w to miejsce... Przybądźcie i stańcie u naszego boku... w tej godzinie, która może być ostatnią dla znanego nam świata... przybądźcie, aby wraz z nami ocalić tą ziemię przed skazą mrocznych sił... plugastwem mroku, którego obecność jest cierpieniem dla świata żyjących i umarłych...
Najpierw Norlaug w Mowie Duchów zwraca się do wszelkich duchów zdolnych usłyszeć jej donośne wołanie o wsparcie w nadchodzącej bitwie.
Później wiedźma robi sobie aurę z lodu i trzyma się z daleka od Asurów, ale oczywiście nie ucieka (nie ma czym walczyć po prostu).
Później wiedźma robi sobie aurę z lodu i trzyma się z daleka od Asurów, ale oczywiście nie ucieka (nie ma czym walczyć po prostu).
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]