Kocie Miasto, podziemny parking hotelu
Zgaszenie obu pochodni wymagało sporego wysiłku oraz wyjątkowej zręczności, bo wciśnięci w wąską przestrzeń włazu mężczyźni, podtrzymujący na dodatek od środka naruszoną fałszywą ściankę, musieli obydwa łuczywa zdeptać i zdusić płomienie podeszwami butów. Gerard Hayte omal nie podpalił sobie przy tej okazji nogawki spodni, ocalony tylko energiczną pomocą Nikodemusa.
Na krótką chwilę w podziemiach hotelu zapadła nieprzenikniona ciemność - tak głęboka, że Koronapańczycy nie byli w stanie ujrzeć przystawionych do nosów dłoni. Kiedy wzrok przestał być pomocny, pozostałe zmysły zaczęły pracować na podwyższonych obrotach, zwłaszcza słuch, który bez trudu rejestrował zbliżające się do podziemi ludzkie głosy.
Na betonowych schodkach od strony parteru pojawiło się źródło białego światła, zaraz po nim drugie. Nie były to pochodnie, co Yuran i Dragan odnotowali w myślach z dziką wręcz zazdroscią. Długie snopy białego światła biły z tub trzymanych przez przybyszów elektrycznych latarek, omiatających czujnie podziemną przestrzeń pełną wciąż unoszących się w powietrzu drobinek pyłu i kurzu.
Promienie elektrycznego światła przemieściły się na posadzkę parkingu, przy wtórze stawianych ostrożnie kroków oraz ściszonych męskich głosów. Mieszkańcy Koronapanu radzili sobie bez większego trudu zarówno z mową Polan jak i językiem Borki, toteż wciśnięci za fałszywą ściankę zwiadowcy od biedy rozumieli wypowiadane w dziwnym borkańskim dialekcie słowa obcych.
Czterech mężczyzn zeszło na parking, po czym rozproszyło się nieco przeczesując ostrożnie gruzowisko. Wszyscy mieli elektryczne latarki, co w oczach Koronapańczyków uchodziło za szczyt luksusu i powód do dzikiej zazdrości.
- Esh waar zicher ajn cufall - powiedziała jedna z ciemnych sylwetek ukrytych za latarkami sugerując przypadkowy zawał osłabionej konstrukcji budynku - Di ooben hebben eszt glik gehat.
- Zaj ni zo zicher - ostrzegł goł mężczyzna idący po prawej, usytuowany najbliżej kryjówki skamieniałych z wrażenia zwiadowców - Di wilde zind yn stat. Wir mussn wah blejwen.
Jeden z obcych przesunął snopem światła po swoim towarzyszu, zdezintegrował na moment opatulającą go ciemność. Oczom wyzierających przez szczeliny w naruszonej ściance osadnikom ukazał się człowiek w ciemnym kombinezonie z nałożoną na wierzch skórzaną uprzężą, przy której wisiała robiąca słuszne wrażenie maczeta. Należące najwyraźniej do zwyczajnego ekwipunku tego plemienia gogle tkwiły na czole mężczyzny, odsłaniając przenikliwe oczy próbujące wejrzeć w każdy zakamarek podziemi.
Człowiek z maczetą u boku przyklęknął obok wraku przywalonej filarem półciężarówki, spróbował zajrzeć pod jej podwozie. W blasku światła rzucanego przez inne latarki Yuran zauważył w wolnej ręce Borkanina przedmiot niepokojący podobny do glojka Markusa, nieznacznie tylko mniejszy i pozbawiony charakterystycznego cylindra na lufie.
- Ik denk das jeman was hier - powiedział po chwili bezowocnych poszukiwań gość od maczety, a jego stwierdzenie zmroziło krew w żyłach Koronapańczykom - Zind dit sporen? Hier baj band?
- Kajn idee - wzruszył ramionami inny z członków patrolu, podobnie ubrany i wyposażony, co jego kompan, ale zamiast glojka dźwigający jakąś rurę - Cu fil rotzoj. Geh opene hołfttyr.
Mężczyzna szukający czegoś pod wrakiem wyprostował się, po czym odszedł poza pole widzenia wciśniętych za osłonę zwiadowców, pomaszerował przez cały parking na jeden z jego krańców. Chwilę później nie ważący się nawet oddychać Koronapańczycy usłyszeli przeraźliwy zgrzyt trącego o metal metalu i do podziemi wdarło się znienacka słoneczne światło trzymane dotąd na wodzy przez zamknięte podnoszone wrota.
Na parkingu zrobiło się znienacka znacznie jaśniej, chociaż poświata bijąca od strony wjazdu dla samochodów nie sięgała aż do fałszywej ścianki.
Patrol przeszukuje uważnie parking. Jednemu z obcych wydaje się, że widzi na podłodze odciśnięte w grubej warstwie pyłu ślady butów. By sobie ułatwić kontrolę, gość poszedł w kąt podziemi i otworzył przeoczone przez Was wielkie podnoszone wrota zamykające wjazd do środka od strony podjazdu dla samochodów. Napięcie rośnie?