Strona 34 z 54

: 22 marca 2012, 21:31
autor: Araven
Przechodzę do defensywy ale dalej walczę toporem, nie będę walczył bronią kultystów żmija. Póki stoję na nogach kieruję się w stronę pala.

: 22 marca 2012, 22:28
autor: Keth
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

W pierwszych minutach szaleńczego starcia zginęło ponad pół setki ludzi, krwawiących z głębokich ran i zdeptanych niemal na miazgę stopami tych, którzy wciąż walczyli. Khadorianie wbili się głęboko w zgromadzenie czcicieli Bestii, ścinając ich z nóg, przewracając w ogniska i wypierając ze środka skalnej kaldery ku przeciwnemu zboczu. Żmijarze wyli niczym obłąkani, toczyli z ust ślinę, a chwilami ubiegali się w walce wręcz do swych zębów i paznokci, ale przykład paladyna i kajaza udzielił się wszystkim menitom bez wyjątku, podnosząc ich na duchu i dając wyraźną nadzieję na zwycięstwo w tym bezlitosnym boju, w którym nikt nie okazywał łaski i nikt o nią nie prosił.

Vladim Zareniv odwrócił się w stronę kajaza, kiedy ten przedarł się przez pierścień kultystów strzegących dostępu do pala. Potężny w barach stryj dziedzica rodu odrzucił w bok szklaną flaszkę, którą chwilę wcześniej przytykał przemocą do ust szarpiącego się szaleńczo chłopca, odrzucił połę swego płaszcza dobywając długiego miecza kunsztownej roboty.

- Ty wszawy zdradzicielu! - zawarczał chrapliwie ociekający potem kajaz, podnosząc wyżej klingę miecza, której złocisty blask przygasł nieco zdradzając pierwsze oznaki wyczerpującego się akumulatora - Wiarołomco!

- Płaczę nad twą niewiedzą, Igorze! - zakrzyknął posępnym tonem Vladim Zareniv - Pokładasz w Menothu ufność pozbawioną racjonalnych przesłanek! Stworzyciel nie ochroni cię przed pierwotną potęgą Żmija!

- Bluźnierco! - krzyknął dźwięcznym głosem Jaremi Ulgan, pozbywając się dwoma cięciami miecza pary przeszkadzających mu żmijarzy i doskakując do boku kajaza - Własnymi rękami podłożę ogień pod twój stos!

- Spróbuj mnie wpierw wziąć żywcem, menicki pachołku! - rosły Kossyta odsłonił w drapieżnym uśmiechu swe zęby i podniósł miecz ku nocnemu niebu pozwalając, by księżycowy blask odbił się w jego ostrzu.

Dyszący ciężko i krwawiący z rany po nożu Wilimov zaparł się nogami w grząski już miejscami od nadmiaru rozlanej posoki grunt, odpędził od siebie machnięciami miecza jakiegoś kultystę wpatrzony oczarowanym wzrokiem w konfrontację pod palem. Murnik i kajaz runęli do przodu w tej samej chwili, każdy żądny zadania śmiertelnego ciosu własną ręką. Walczący w pobliżu Khadorianie zakrzyknęli zgodnym hurem, z dziką mściwą radością witając zapowiedź rychłego końca zdrajcy wywodzącego się z rodu swego pryncypała. Spychani w tył żmijarze odpowiedzieli im wrzaskami rozpaczy przemieszanej ze ślepą wściekłością, nie chcąc przyjąć do wiadomości niekorzystnego dla siebie obrotu spraw.

Ziemia zadygotała znienacka pod wpływem uderzejącego w nią ciężaru. Wielki kształt wyprysnął z ciemności nocy z szybkością i gracją zdającą się przeczyć jego rozmiarom, wpadając na grupę skotłowanych ze sobą kultystów i żołdaków Zareniva. Odrzuceni impetem potwornego w skutkach zderzenia ludzie polecieli na wszystkie strony niczym zmiażdżone kowalskim młotem kukiełki, powykręcani w nienaturalny sposób, bryzgający krwią z otwartych złamań.

- Wilczar! - zawył przeraźliwym głosem jakiś Khadorianin, zdjęty skrajną grozą paraliżującą członki i skuwającą lodem wnętrzności - Wiiiilczaaaaar!

Pokryty zmierzwioną sierścią kształt podniósł się na tylne łapy wyrastając ponad spanikowanych ludzi, wydał z siebie przechodzący w bestialskie wycie ryk mierząc cofających się w popłochu Khadorian fosforyzującymi na zielono ślepiami.

- Wilczar... - powtórzył spierzchniętymi ustami Volkh spoglądając w oblicze ucieleśnionej śmierci.


Wątek techniczny

Proszę, doceńcie chociaż troszkę wysiłki MG zmierzające ku stworzeniu atmosfery skrajnej grozy i potwierdźcie, że niniejszym macie pełne majty! Wilczar to coś podobnego do wilkołaka, aczkolwiek jego statystyki, umiejętności specjalne oraz geneza fabularna zdają się sugerować, że stwór ten ewolucyjnie dalece wykracza poza ramy klasycznego pospolitego wilkołaka znanego z innych systemów (nazwę przetłumaczyłem na wilczara zamiast wilkołaka, ponieważ w oryginale również użyto innego terminu: warpwolf zamiast werewolfa).

: 22 marca 2012, 23:08
autor: Araven
Modlę się w duchu za zwycięstwo kajaza, ale uważam by mnie jakiś sługus żmija nie ubił.

Techniczny:
Khem, mam teorię skoro Krąg Ourobrosa strzeże równowagi, to my mennici przegrywamy i w ogóle i oby poszczuli tego Wilczara na kultystów żmija, by równowagę przywrócić.
:)

: 22 marca 2012, 23:38
autor: 8art
Volkha ogarniała coraz większa panika. Ból z krwawiących ran przeszkadzał w skupieniu się na czymkolwiek. Odganiał się tylko mieczem od zbliżających się wrogów. Walczył z przemożną chęcią ucieczki jak najdalej od kultystów a przedwszystkim ogromnego wilczarza siejącego śmierć. W głowie jednak wciąż jak mantra kołatał się wrzask starego setnika z Omska:

- Jak dasz plecy to cie ubiją Volkh! Więc stój, broń siebie i reszte miernot! - Wilimov w pewnym momencie zdał sobie sprawę, że wrzeszcał jak opętany recytując dawno temu zasłyszane słowa setnika:

- Ka mnie druhy!! Na Menotha do mnie! Stawiać szyk jebaki! Równo lenie! Damy odpór psubratom!


Wątek techniczny

Jak kuzyni wieją to pewnie i ja dam nogę. Ale ciekaw jestem starcia kajazów. A z wilczarzem to chyba se rady nie damy...

: 23 marca 2012, 06:49
autor: deliad
Widząc efekt jaki wywarła żmijowa włócznia Ivash pochwycił drugą.

- Zło złem zwalczać będziesz - zarecytował usłyszane gdzieś przysłowie.

Wątek techniczny:

Atakuję defensywnie kultystkę.

: 23 marca 2012, 06:57
autor: deliad
Ścierając się z kultystami skupiał się jedynie na zadawaniu i unikaniu ciosów. Krzyki, wycie i jęki rozlegały się z każdej strony rozrywając natężeniem bębenki.
Nagle choć wydawało się to niemożliwe natężenie wzrosło jeszcze bardziej.
Wszędzie było słychać powtarzane jedno słowa - Wilczar.

Kultyści mięli w rękawie asa, wielkiego, kudłatego i śmiertelnie niebezpiecznego asa. Poczuł jak ręce poczynają mu drżeć. Przywołał słowa modlitwy do stworzyciela.
- Tak nam dopomóż Menothcie - zakończył.
- Oby nie stanął na na naszej drodze. Nie mamy więcej mięsa nafaszerowanego strzałami ...

: 23 marca 2012, 08:46
autor: Araven
Patrzę kogo atakuje wilczar, jak naszych trza będzie wiać.... ale na razie nie uciekam. Obserwuję walkę kajaza z jego krewniakiem. Drżącymi dłońmi ściskam stylisko topora. Czekam co Menoth nam przyniesie.

Techniczny:
Jak Wilczar to pupilek kultystów żmija, to mamy pecha. Jeśli to element trzeciej siły jaka chce zaingerować w starcie słudzy Menotha kontra pomiot Żmija, to albo mamy pecha albo wsparcie... Się wkrótce okaże.

: 23 marca 2012, 19:40
autor: Keth
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Pojawienie się wilczara zachwiało w ułamku chwili równowagą sił. Potężnie umięśniony stwór pochylił się do przodu i pochwycił w swą pazurzastą łapę skamieniałego ze zgrozy Khadorianina, miażdżąc jego tors i odrzucając zwłoki za siebie. Zmasakrowane ciało uderzyło w ziemię z budzącym ciarki mlaśnięciem i odgłos ten przełamał zaklęcie lęku więżące w miejscu zbrojnych Zareniva.

Ludzie kajaza zawrzasnęli jednym głosem, cofając się przed kudłatym potworem pośród panicznych wrzasków i wykrzykiwanych na całe gardło menickich błagań o cudowne ocalenie. Czciciele Drapieżcy zaryczeli w dzikim uniesieniu ulegając bezgranicznie żądzy krwi, runęli w stronę wycofujących się nieskładnie wrogów.

Wilczar zdawał się nie odróżniać jednych od drugich. Stwór opadł na wszystkie cztery łapy i kłapnął kilka razy zębatą paszczą, za każdym razem zaciskając ją na jakimś wrzeszczącym przeraźliwie ludzkim kształcie, który cichł raptownie pośród zgrzytu ocierających się o kości kłów. Odzyskując chociaż po części zdrowy rozsądek, kultyści również rzucili się na wszystkie strony chcąc uciec jak najdalej od bestii. Mimo, iż zaciekła walka wciąż trwała w najlepsze, przestrzeń przy ofiarnym palu opustoszała odsłaniając oczom Volkha kajaza Zareniva krzyżującego ostrza ze swym wiarołomnym krewniakiem.

Potrząsający zmierzwioną grzywą Kossyta w wełnianych spodniach skoczył na Wilimova z kleftem w rękach. Myśliwy zawirował w uniku, ciął napastnika w poprzek brzucha krzywiąc się mimowolnie na dźwięk wchodzącego gładko w ciało ostrza, pociągnął je z całej siły w bok pogłębiając ranę. Żmijarz zwalił się na kolana zginając grzbiet w łuk i dotykając czołem ziemi. Volkh odwrócił siejące kropelkami krwi ostrze w dłoni, pchnął nim w dół prosto pomiędzy łopatki renegata, przygwoździł go paladyńską klingą do gruntu. Mokry od potu młodzieniec dyszał chrapliwie, a w jego umyśle kłębiły się oszalałe myśli promieniujące pierwotnym lękiem przed śmiercią w paszczy drapieżnej bestii.

Ktoś skoczył mu na plecy, zwalił na kolana ciągnąc brutalnie w tył za włosy Volkha z zamiarem odsłonięcia jego szyi. Wilimov targnął się z całej siły próbując wyrwać głowę z żelaznego uchwytu, wrzasnął bezradnie czując na gardle złowieszczy dotyk zimnej klingi mającej podciąć mu szyję. Ostrze wgryzło się boleśnie w skórę, ale nie poderżnęło Kossycie gardła. W zamian kark i plecy młodzieńca zalała struga gorącej cieczy nie mogącej być niczym innym jak tylko ludzką krwią. Volkh zerwał się z klęczek wykręcając jednocześnie ciało w biodrach i oglądając się za siebie. Jego niedoszły zabójca właśnie upadał na ziemię z odrąbaną gładko głową, tryskając fontanną krwi z kikuta błyszczącej kością kręgosłupa szyi.

Ledwie łapiący z wyczerpania powietrze Karakov wychrypiał coś nieskładnie, ale Wilimov nie zrozumiał jego słów. Ivan wyglądał strasznie, obryzgany krwią własną oraz zabitych przez siebie ludzi, dzierżący w prawicy ociekający posoką topór, którym chwilę wcześniej zdekapitował żmijarza zamierzającego poderżnąć gardło Volkhowi. Lewa ręka Karakova wisiała bezwładnie wzdłuż ciała, twarda powłoka skórzanego rękawa była rozdarta odsłaniając rozharataną paskudnie kończynę połyskującą spod rozdartych mięśni i ścięgien bielą kości.

- Stworzycielu... - wykrztusił Volkh spoglądając na straszną ranę kuzyna - Nie wyjdziemy z tego żywi...



Wątek techniczny

Rozpisałem w jednym poście sekwencje bitewne z poprzedniej rundy dla Wilimova i Karakova (Nazarko dostanie osobny wpis). Sytuacja taktyczna jest obecnie bardzo niekorzystna dla khadoriańskiej grupy, bo wilczar to masakryczny przeciwnik. Chociaż w boju padło dotąd ponad sześćdziesięciu kultystów, siły kajaza stopniały do dwudziestki z okładem. Zareniv walczy ze swym krewniakiem, wilczar zagryza co rusz kogoś, kto nie dość szybko przed nim ucieka, Murnik zniknął Wam w tym zamieszaniu z oczu. Ogólnie skąpana w księżycowym blasku hekatomba!

Muszę też sprostować swój noobowski komentarz z wczoraj dotyczący OB Volkha. Napisałem wcześniej, że przy pełnym defensie Volkh zostanie trafiony wyłącznie przy naturalnych dwudziestkach na 1k20. Oczywiście to pomyłka, zrani go (czy raczej zabije) każde trafienie, którego wynik ataku (czyli premia + 1k20) przekroczy wartość 18. Przepraszam za wprowadzenie w błąd.

: 23 marca 2012, 20:30
autor: Araven
Na ile mogę osłaniam Volkha i siebie, śmierć blisko. Wilczar odebrał nam nadzieje na zwycięstwo. Rozglądam się za Ivashem. Wstawaj Vołkh trza wiać.

: 23 marca 2012, 21:00
autor: 8art
- Wycofujmy się. Lepiej się wycofać, zoorganizować i tedy odpór dać. Lepsi żywi Menothowi będziem niźli tu ubici.

: 23 marca 2012, 21:21
autor: Keth
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Ciśnięty drżącą lekko ręką kleft trafił dziewczynę w brzuch tuż poniżej lewej piersi, lecz chociaż podwójny grot włóczni wniknął głęboko w sprężyste zwinne ciało przechodząc gładko przez narządy wewnętrzne, kultystka nawet nie zwolniła kroku, wydając z siebie jedynie przeraźliwy pisk. Wpadła na Ivasha niczym tancerka, mierząc w gardło mężczyzny własnym kleftem. Młodzieniec odpowiedział jej podobnym w tonacji piskiem, zupełnie nieprzystającym do osoby młodego wojownika, ale usprawiedliwionym wstrząsającymi okolicznościami tej sceny. Ostrze kleftu przeleciało tuż przed nosem uchylającego się gwałtownie Nazarka, zaraz po nim świsnął w stromym łuku myśliwski toporek Kossyty. Wąskie podłużne ostrze broni wcięło się w obojczyk kultystki klinując się w ciele dziewczyny. Przebita kleftem blondynka krzyknęła ponownie, jeszcze wyższą nutą znamionującą skrajne cierpienie, po jej gładkiej skórze pociekły strugi krwi tryskającej z obu ran.

- Przestań wrzeszczeć! - ryknął szczerze wstrząśnięty brutalnością pojedynku Ivash - Nie szarp się, bo cię jeszcze bardziej zaboli! A zresztą niech cię boli, zdziro! Wrzeszcz!


Wątek techniczny

Walka z jasnowłosą fanatyczką wciąż trwa, będzie co wspominać, jeśli Ivash opuści tę kalderę żywy! Dwa ataki w nowej rundzie, jeden bazowy, drugi okazyjny, obydwa z premią +3 do ataku. Rzucam 2k20, wypada 7 i 13. Weszło 7 ran, cios śmiertelny dla kuktystki.

Teraz kontra pod postacią 1k4 potencjalnych ataków. Wygenerowałem 2, wyniki rzutów k20 to 7 i 16. Ivash dostał 2 rany.

: 23 marca 2012, 21:23
autor: Keth
20 dzień Golovusu 602 AR, zachodnie pogórze Nyschathy

Spoglądający ponad ramieniem Volkha Ivan podniósł ostrzegawczo swój topór, więc pojmując w mig znaczenie tego gestu Wilimov odwrócił się w miejscu zasłaniając się jednocześnie paladyńską klingą. Dwaj szarżujący na niego poprzez rozrzucone dogasające polana kultyści zwolnili kroku widząc błysk świetnie wyważonego ostrza, przyjęli natychmiast bardziej ostrożne pozy. Karakov zrównał się jednym krokiem z kuzynem, stanął u jego boku oplatając mocniej palcami stylisko topora.

Żmijarze zatrzymali się zupełnie, wymienili między sobą niespokojne spojrzenia, po czym skoczyli błyskawicznie w bok, zmierzając biegiem w stronę większej grupki pobratymców oblegających kilku osaczonych przy dużym ognisku zbrojnych z Zarenivki. Nie rozumiejący przyczyn tej rejterady Volkh obejrzał się natychmiast w stronę wilczara, ale stojąca na tylnych łapach bestia nie zdradzała zainteresowania osobami obu kuzynów, unosząc w przednich kończynach na wpół upieczone cielsko konia i ciskając skwierczącym zezwłokiem w sporą grupkę uciekających na złamanie karku ludzi, zarówno khadoriańskich menitów jak i wyznawców dzikiego bóstwa.

Mocarne palce zacisnęły się w jednej chwili na karkach obu młodzieńców, chwytając ich na podobieństwo małych kociaków unoszonych w górę za fałdki skóry na karczkach. Ivan krzyknął głucho zaskoczony tym uściskiem, Volkh targnął się bezradnie nie potrafiąc uwolnić ciała z pułapki. Sekundę później obaj myśliwi wygięli się mimowolnie w łuk, kiedy ich żyłami popłynęła fala ciekłego bólu zastąpionego natychmiast łagodną drętwotą.

- Przestańcie się obijać! - wydyszał im do uszu paladyn - Sam mam ich wszystkich zabić?

Nie czekając na odpowiedź Ulgan roztrącił młodzieńców i runął co sił w nogach w stronę wilczara, unosząc wysoko w prawicy swój paladyński miecz.

- Cud! - po umazanych krwią i ziemią policzkach Karakova popłynęły bez śladu zawstydzenia szczere łzy ulgi - Stworzycielowi niechaj będą dzięki!

Z rozdartego rękawa skórzni wystawała jasnoskóra ręka, w pełni władna i pozbawiona najmniejszego śladu po potwornej ranie.


Wątek techniczny

To trochę jak Fallout 3 i klawisz Tab w trakcie walki. Wciskam, pompuję w siebie kilka stimpaków, po czym wskakuję z powrotem do sparingu! Paladyn w przelocie uleczył Was dotykiem, ŻYW wróciła tym samym do pierwotnego poziomu (ale zapamiętajcie sobie jedno, bogowie niczego nie zapominają i zawsze prędzej czy później trzeba spłacić zaciągnięty u nich dług). Bieżący podgląd taktyczny w następnym poście.

: 23 marca 2012, 21:30
autor: 8art
Volkh spojrzał porozumiewaczo na Karakova wzrokiem wskazując grupkę broniących się przy ognisku mennitów:

- To co? Ubijem paru?


Wątek techniczny

Wilczarza lepiej zostawmy Ulganowi, bo na samobójstwo to nie ma się co pisać, ale kilkorgu Zarenivianom możemy przyjść z małą odsieczą.

: 23 marca 2012, 21:31
autor: Araven
Menothowi niech będą dzięki, ściskam stylisko topora i atakuję ofensywnie Wilczara...

Techniczny:
Pomódlcie się nad moim grobem kuzyni, jak któryś to przeżyje.

: 23 marca 2012, 21:37
autor: 8art
Willimow obejrzał się zdziwiony na pędzącego z dzikim okrzykiem Ivana, który wyminął grupkę Żmijarzy i dalej podążał za Ulganem. Niezdecydowany spojrzał jeszcze raz na kultystów, na wilczarza i w końcu na dwóch śmiałków atakujących bestię. Rodzinne przywiązanie jednak przewyższyło zdrowy rozsądek:

- Raz maty rodiła. Sucz blada. - I pędem rzucił się za kuzynem i Ulganem.


Wątek techniczny

Też zaatakuje wilczarza z szarży ofensywnie, a potem może przybiorę bardziej defensywną postawę, jeżeli walka przybierze niekorzystny obrót.