PBF - Chłopcy z East Marina
Eugen kilkukrotnie zbierał się, by otworzyć gębę i wykrzyczeć wszystko, jak na spowiedzi..
Problem polegał na tym, że nie lubił mundurów, w żadnej formie, no może z wyjątkiem strażaków, których nawet szanował.
Ale tych sprzedajnych, upierdliwych drani po prostu nie znosił. Niejednokrotnie jakiś tępogłowy nadgorliwiec przypierdalał się do niego bez powodu- za wygląd, czy też zwyczajnie za nic, bo Czarny mu nie pasował do krajobrazu.
Nie wierzył glinom, tym bardziej że przeczuwał, że jak tylko puści parę z ust, mały obłoczek wyznania zmieni się w cholerny dym. Wyobrażał sobie, jak dwa plastikowe palanty, które właśnie sobie na nich używały zmieniają się w kłębach dymu w azjatyckich morderców w koszulach pod krawatem.
Siedział więc i wgapiał się z mieszaniną narastającej nienawiści i strachu. Najchętniej wypierdoliłby teraz boczną szybę, ale solidna konstrukcja skutecznie gościła nie takich twardzieli jak on, zwykły człowiek, który chce normalnie przeżyć kolejny dzień, podczas gdy te sadystyczne gnoje odnajdują swoje powołanie w usankcjonowanym prawem i opłacanym przez rząd i korporacje pospołu terroryzowaniu wolnych ludzi.
Twarz czarnego nie wyrażała jednak huraganu myśli, które spowijały jego umysł. Natomiast plecy przypominały już jezioro Michigan. Fale zimnego potu spływały nieprzerwanymi strużkami po ciele technika, któremu nagle zrobiło się strasznie duszno..
Problem polegał na tym, że nie lubił mundurów, w żadnej formie, no może z wyjątkiem strażaków, których nawet szanował.
Ale tych sprzedajnych, upierdliwych drani po prostu nie znosił. Niejednokrotnie jakiś tępogłowy nadgorliwiec przypierdalał się do niego bez powodu- za wygląd, czy też zwyczajnie za nic, bo Czarny mu nie pasował do krajobrazu.
Nie wierzył glinom, tym bardziej że przeczuwał, że jak tylko puści parę z ust, mały obłoczek wyznania zmieni się w cholerny dym. Wyobrażał sobie, jak dwa plastikowe palanty, które właśnie sobie na nich używały zmieniają się w kłębach dymu w azjatyckich morderców w koszulach pod krawatem.
Siedział więc i wgapiał się z mieszaniną narastającej nienawiści i strachu. Najchętniej wypierdoliłby teraz boczną szybę, ale solidna konstrukcja skutecznie gościła nie takich twardzieli jak on, zwykły człowiek, który chce normalnie przeżyć kolejny dzień, podczas gdy te sadystyczne gnoje odnajdują swoje powołanie w usankcjonowanym prawem i opłacanym przez rząd i korporacje pospołu terroryzowaniu wolnych ludzi.
Twarz czarnego nie wyrażała jednak huraganu myśli, które spowijały jego umysł. Natomiast plecy przypominały już jezioro Michigan. Fale zimnego potu spływały nieprzerwanymi strużkami po ciele technika, któremu nagle zrobiło się strasznie duszno..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Corporate Plaza; 24/07/2020; 1340hrs
Garcia zerknął niespokojnie w stronę swych kumpli, modląc się w duchu o to, by żadnemu z nich nie strzeliło znienacka do głowy coś mogącego sprowokować policjantów do wyciągnięcia broni - choćby i głupich pałek.
Night City mogło słynąć z niewiarygodnie wysokiej przestępczości, ale nie zmieniało to faktu, że policjanci - przynajmniej za dnia i w centrum - wciąż trzymali osobników "społecznie niedostosowanych" w ryzach, a władze stanowe dawały im szerokie plenipotencje w kwestii zapobiegania przestępczości.
Hector wolałby nie wylądować w bloku penitencjarnego braindance'a albo też - co było bardziej prawdopodobne biorąc pod uwagę zabójstwo Tanka i być może kogoś z Arasaki - w celi stanowego egzekutora.
Na ulicach metropolii kręciło się zbyt wielu kryminalistów, by policjanci cackali się z nimi w białych rękawiczkach.
Garcia zerknął niespokojnie w stronę swych kumpli, modląc się w duchu o to, by żadnemu z nich nie strzeliło znienacka do głowy coś mogącego sprowokować policjantów do wyciągnięcia broni - choćby i głupich pałek.
Night City mogło słynąć z niewiarygodnie wysokiej przestępczości, ale nie zmieniało to faktu, że policjanci - przynajmniej za dnia i w centrum - wciąż trzymali osobników "społecznie niedostosowanych" w ryzach, a władze stanowe dawały im szerokie plenipotencje w kwestii zapobiegania przestępczości.
Hector wolałby nie wylądować w bloku penitencjarnego braindance'a albo też - co było bardziej prawdopodobne biorąc pod uwagę zabójstwo Tanka i być może kogoś z Arasaki - w celi stanowego egzekutora.
Na ulicach metropolii kręciło się zbyt wielu kryminalistów, by policjanci cackali się z nimi w białych rękawiczkach.
Nic, czekamy nadal na reakcję Francisa na powściągliwą opowieść fiksera...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Corporate Plaza; 24/07/2020; 1340hrs
- I co? To wszystko, co macie nam do powiedzenia? Dupy Wam wieziemy na chińską miskę za jakieś ogólniki? - Francis zrobił pozornie zdziwione oczy, z których jednak można było wyczytać słabo zakamuflowaną złość. Garcii przeszło przez myśl, że Harry chyba odebrał krótkie wyjaśnienie jako próbę robienia sobie z niego jaj:
- Ustalmy jedno Panowie. Im bardziej Wasza pamięć się będzie wyostrzać, tym bardziej moja będzie stawała się coraz bardziej mglista, a to Wam może tylko na dobre wyjść. Mam na Was paragrafów tyle, żebyście popierdzieli w pasiaki kilka latek, ale to by Wam pewno tylko sznitu przydało w półświatku. Ale może jak każę przymknąć niejakiego Johnego Cabbage to pójdziecie po rozum do głowy. No bo z kim będą wtedy chcieli rozmawiać koledzy Kapusty jak go wsypiecie? W kieszeni Panie Garcia masz kopertę, której zawartość przemilczę jako czytelny sygnał mojej dobrej woli, ale niech Wam to da do myślenia.
Punkom zrobiło się ciepło, a stróżki potu na plecach Czarnego zdawały zamieniać się w wartki, wiosenny nurt Missisippi. Zupełnie milczący do tej pory Wilson przełknął ślinę, a z reguły wyszczekanemu Hectorowi na chwilę zabrakło języka w gębie. Nim zdążyli zebrać mysli, detektyw odezwał się jeszcz raz:
- Wy dacie mi dowody na współpracę Japońców z Rzeźnikami, a ja zapomnę o paragrafie 108. To jak, deal?
- I co? To wszystko, co macie nam do powiedzenia? Dupy Wam wieziemy na chińską miskę za jakieś ogólniki? - Francis zrobił pozornie zdziwione oczy, z których jednak można było wyczytać słabo zakamuflowaną złość. Garcii przeszło przez myśl, że Harry chyba odebrał krótkie wyjaśnienie jako próbę robienia sobie z niego jaj:
- Ustalmy jedno Panowie. Im bardziej Wasza pamięć się będzie wyostrzać, tym bardziej moja będzie stawała się coraz bardziej mglista, a to Wam może tylko na dobre wyjść. Mam na Was paragrafów tyle, żebyście popierdzieli w pasiaki kilka latek, ale to by Wam pewno tylko sznitu przydało w półświatku. Ale może jak każę przymknąć niejakiego Johnego Cabbage to pójdziecie po rozum do głowy. No bo z kim będą wtedy chcieli rozmawiać koledzy Kapusty jak go wsypiecie? W kieszeni Panie Garcia masz kopertę, której zawartość przemilczę jako czytelny sygnał mojej dobrej woli, ale niech Wam to da do myślenia.
Punkom zrobiło się ciepło, a stróżki potu na plecach Czarnego zdawały zamieniać się w wartki, wiosenny nurt Missisippi. Zupełnie milczący do tej pory Wilson przełknął ślinę, a z reguły wyszczekanemu Hectorowi na chwilę zabrakło języka w gębie. Nim zdążyli zebrać mysli, detektyw odezwał się jeszcz raz:
- Wy dacie mi dowody na współpracę Japońców z Rzeźnikami, a ja zapomnę o paragrafie 108. To jak, deal?
Wygląda na to, że detektywi orientują się w sytuacji duzo lepiej, niżby się zdawało...
DEAL- słowo wypowiedziane przed chwilą wciąż unosiło się przed oczami Czarnego, wisząc w przestrzeni niby chromowany neon. Zapadła cisza, a świat zdawał się stanąć w miejscu, kurcząc do wymiarów Dodge'a. W tej cholernie przedłużającej się pauzie Eugen miał wrażenie, że jakiekolwiek zmącenie tej sytuacji choćby najmniejszym dźwiękiem sprowadzi na tę wąską scenę huk wystrzałów. Plotka głosiła, że korporacje zaszywają swoim tajniakom bomby, a Eugen słyszał już jej tykanie wewnątrz własnego łba.
Thaa.. ak .. DEAL
- wychrypiał ledwie słyszalnym głosem, a rzeczywistość zaczęła mu migotać w kolorowym rozbłysku, jakby walnął ze 20 puszek Grzmota.
Thaa.. ak .. DEAL
- wychrypiał ledwie słyszalnym głosem, a rzeczywistość zaczęła mu migotać w kolorowym rozbłysku, jakby walnął ze 20 puszek Grzmota.
Ostatnio zmieniony 12 grudnia 2012, 14:31 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Little China, 21st Street; 24/07/2020; 1350hrs
- No... Wreszcie jakiś głos rozsądku. - Uśmiechnął się Harry: - Ciesze się Panie Schwarz, żeśmy się dogadali. Macie jakieś nazwiska, adresy? Skąd o tym wszystkim wiecie? Dajcie nam znać co i jak z tymi żółtkami, a wasza sprawa nie trafi na prokuratorskie biurko. Macie tydzień. Chyba starczy Wam, żeby zorientować się we wszystkim na tyle dobrze żebyśmy my byli zadowoleni, a Wy wolni. - Ostanie słowo Francis wyraźnie zaakcentował.
Sprawy znów nabierały dla punków nieciekawego obrotu. Wpadli w tarapty z Rzeźnią, zadarli ze skośnookimi z Arasaki, a teraz na domiar złego we wszystko miesza się Policja strasząc wyrokami. Najgorsze było to, że detektywi nie musieli nawet preparować oskarżenia. Garcia o mało nie dostał zawału, gdy Francis wspomniał o kopercie w kieszeni płaszcza.
Wilson siedział najspokojniej z całej trójki, maskując zdenerwowanie pod staranną maską obojętności, tak jakby zupełnie wyłączył się z rozmowy. W głowie jednak plątały się tysiące najróżniejszych myśli kręcących się jednak wokół policjantów. Skąd ci dranie mogli wiedzieć to wszystko. Czy ktoś ich podsłuchał w klubie? A może są śledzeni przez funkcjonariuszy NCPD od dłuższego czasu? Nic nie było pewne. Może nawet reputacja Kapusty nie była tak nieskalana jak się wszystkim wydawało. Może sam był psem pod przykrywką lub sypał policji za jakieś przysługi lub podobnie jak punki był zastraszany...
Rozmyślania solo przerwało dość obscesowe hamowanie Aniolkowsky'ego. Paul w końcu zwrócił uwagę na otoczenie za oknem. Byli w Little China, co bez najmniejszego problemu można było rozpoznać po charakterystycznych chińskich ornamentach na budynkach i oknach, które nawet laik wychowany w Night City potrafił odróżnić od japońskiej stylistyki Japantown. Odsetek ludzi o skośnych oczach był wyraźnie wyższy niż gdziekolwiek indziej w mieście.
Charger zarzymał się kilkadziesiąt metrów od Komendy Głównej Policji. Angel odwrócił się do chłopaków i miną typowego przewodnika poinstruował pasażerów:
- Weźcie sobie coś na wynos w Srebrnym Smoku. Zajebista szamka. Pół firmy się tam stołuje. Polecam.
Punki wyskoczyli z auta, jakby Dodge był rozgrzanym do czerwoności kawałkiem metalu. Najgorsze co mogłoby ich teraz spotkać to ktoś znajomy widzący ich w towarzystwie policjantów. Doskonale wiedzieli, że zaledwie przecznicę stąd znjadowały się tereny, które Piranie uznawał za swój matecznik i terytorium. Choć nie znali osobiście żadnych boosterów z Japantown, to na wszelki wypadek woleli nie być jednak kojarzeni ze służbami porządku. Stali przed głównym wejściem so Srebrnego Smoka, chińskiej restauracji równie enigmatycznej co i elitarnej. Wilson głeboko odetchnął, co nie uszło uwadze Garcii i Schwarza. Nie wiedzieli jednak, że solo nie tyle dał upust uldze, co delektował się nadzwyczaj apetycznymi zapachami dochodzącymi z wnętrza restauracji:
- Nie wiem jak Wy, ale ja jestem kurewsko głodny. - Stwierdził nagle Wilson, ku całkowitemu zaskoczeniu przyjaciół. Latynos obruszył się przyziemnym zachowaniem Paula:
- Zajebisty jesteś. My tu kurwa ledwo sądu uniknęłiśmy a ten o szamie tylko.
Czarny sięgnał do kieszeni i wyciągnął smartfona. Szybko odblokował ekran i z ulgą odezwał się do chłopaków:
- Mam! Wszystko kurwa nagrałem!
- No... Wreszcie jakiś głos rozsądku. - Uśmiechnął się Harry: - Ciesze się Panie Schwarz, żeśmy się dogadali. Macie jakieś nazwiska, adresy? Skąd o tym wszystkim wiecie? Dajcie nam znać co i jak z tymi żółtkami, a wasza sprawa nie trafi na prokuratorskie biurko. Macie tydzień. Chyba starczy Wam, żeby zorientować się we wszystkim na tyle dobrze żebyśmy my byli zadowoleni, a Wy wolni. - Ostanie słowo Francis wyraźnie zaakcentował.
Sprawy znów nabierały dla punków nieciekawego obrotu. Wpadli w tarapty z Rzeźnią, zadarli ze skośnookimi z Arasaki, a teraz na domiar złego we wszystko miesza się Policja strasząc wyrokami. Najgorsze było to, że detektywi nie musieli nawet preparować oskarżenia. Garcia o mało nie dostał zawału, gdy Francis wspomniał o kopercie w kieszeni płaszcza.
Wilson siedział najspokojniej z całej trójki, maskując zdenerwowanie pod staranną maską obojętności, tak jakby zupełnie wyłączył się z rozmowy. W głowie jednak plątały się tysiące najróżniejszych myśli kręcących się jednak wokół policjantów. Skąd ci dranie mogli wiedzieć to wszystko. Czy ktoś ich podsłuchał w klubie? A może są śledzeni przez funkcjonariuszy NCPD od dłuższego czasu? Nic nie było pewne. Może nawet reputacja Kapusty nie była tak nieskalana jak się wszystkim wydawało. Może sam był psem pod przykrywką lub sypał policji za jakieś przysługi lub podobnie jak punki był zastraszany...
Rozmyślania solo przerwało dość obscesowe hamowanie Aniolkowsky'ego. Paul w końcu zwrócił uwagę na otoczenie za oknem. Byli w Little China, co bez najmniejszego problemu można było rozpoznać po charakterystycznych chińskich ornamentach na budynkach i oknach, które nawet laik wychowany w Night City potrafił odróżnić od japońskiej stylistyki Japantown. Odsetek ludzi o skośnych oczach był wyraźnie wyższy niż gdziekolwiek indziej w mieście.
Charger zarzymał się kilkadziesiąt metrów od Komendy Głównej Policji. Angel odwrócił się do chłopaków i miną typowego przewodnika poinstruował pasażerów:
- Weźcie sobie coś na wynos w Srebrnym Smoku. Zajebista szamka. Pół firmy się tam stołuje. Polecam.
Punki wyskoczyli z auta, jakby Dodge był rozgrzanym do czerwoności kawałkiem metalu. Najgorsze co mogłoby ich teraz spotkać to ktoś znajomy widzący ich w towarzystwie policjantów. Doskonale wiedzieli, że zaledwie przecznicę stąd znjadowały się tereny, które Piranie uznawał za swój matecznik i terytorium. Choć nie znali osobiście żadnych boosterów z Japantown, to na wszelki wypadek woleli nie być jednak kojarzeni ze służbami porządku. Stali przed głównym wejściem so Srebrnego Smoka, chińskiej restauracji równie enigmatycznej co i elitarnej. Wilson głeboko odetchnął, co nie uszło uwadze Garcii i Schwarza. Nie wiedzieli jednak, że solo nie tyle dał upust uldze, co delektował się nadzwyczaj apetycznymi zapachami dochodzącymi z wnętrza restauracji:
- Nie wiem jak Wy, ale ja jestem kurewsko głodny. - Stwierdził nagle Wilson, ku całkowitemu zaskoczeniu przyjaciół. Latynos obruszył się przyziemnym zachowaniem Paula:
- Zajebisty jesteś. My tu kurwa ledwo sądu uniknęłiśmy a ten o szamie tylko.
Czarny sięgnał do kieszeni i wyciągnął smartfona. Szybko odblokował ekran i z ulgą odezwał się do chłopaków:
- Mam! Wszystko kurwa nagrałem!
Udało się. Cała rozmowa, może nie w jakości high end jest w pamięci smartfona. Co dalej?
Czarny nie zwrócił najmniejszej uwagi na gastroholizm Wilsona.
Dobra, to krótka piłka Panowie!
- usiłując stworzyć zagadkowy uśmieszek Eugen przez chwilę stał z komicznie nienaturalnym wyrazem twarzy. Wilson i Hector spojrzeli tylko po sobie i nie wytrzymali napięcia, lecz zamiast oczekiwanej przez Czarnego dociekliwej niecierpliwości obaj jednocześnie wybuchnęli śmiechem parskając na niego niczym plastikowe blond laski z TotenTanz.
Ej kurwa, poważnie mówię. Płyny ustrojowe w papie! Nie wiem jak Wy, ale uważam, że wbijamy na kwaterę, pakujemy bajzel, pchamy ten towar do WNS, a za nagrodę spierdalamy stąd.
- po czym zsiniały, nagle rozejrzał się po okolicy szukając zagrożenia w postaci tajniaków/kamer/fotografó itp, błyskawicznie schował smartfona do kieszeni i niemal krzyknął:
Kurwa, na pewno mamy ogon, albo podłsłuch, trzeba się przeskanować na pluskwy..
i zaczął kombinować, jak przekopać ich sprzęt i ciuchy w poszukiwaniu takowych zabawek.
Dobra, to krótka piłka Panowie!
- usiłując stworzyć zagadkowy uśmieszek Eugen przez chwilę stał z komicznie nienaturalnym wyrazem twarzy. Wilson i Hector spojrzeli tylko po sobie i nie wytrzymali napięcia, lecz zamiast oczekiwanej przez Czarnego dociekliwej niecierpliwości obaj jednocześnie wybuchnęli śmiechem parskając na niego niczym plastikowe blond laski z TotenTanz.
Ej kurwa, poważnie mówię. Płyny ustrojowe w papie! Nie wiem jak Wy, ale uważam, że wbijamy na kwaterę, pakujemy bajzel, pchamy ten towar do WNS, a za nagrodę spierdalamy stąd.
- po czym zsiniały, nagle rozejrzał się po okolicy szukając zagrożenia w postaci tajniaków/kamer/fotografó itp, błyskawicznie schował smartfona do kieszeni i niemal krzyknął:
Kurwa, na pewno mamy ogon, albo podłsłuch, trzeba się przeskanować na pluskwy..
i zaczął kombinować, jak przekopać ich sprzęt i ciuchy w poszukiwaniu takowych zabawek.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Skaner do pluskw? Prowizorka i żaden problem. W tym tkwi masakryczny potencjał technika. Osobiście uważam, że technicy mają jedną z najbardziej odjechanych umiejek. Jedyny problem, że cokolwiek sklecą na poczekaniu nie będzie działało długo. Ale jeśli chcesz to możesz dokonać przeróbek smartfona i w kilka minut będziesz miał skaner do pluskiew, zakładając, że Eugen zda średni test Prowizorki. Tyle, że niewiadomo czy wrócisz telefon do swojej pierwotnej funkcji:D
Gorzej będzie z maszyną do wykrywania śledzących;) obawiam się, że będziecie musieli się zdać na własne zmysły i ewentualnie umiejkę Urywanie?Wymykanie się
Gorzej będzie z maszyną do wykrywania śledzących;) obawiam się, że będziecie musieli się zdać na własne zmysły i ewentualnie umiejkę Urywanie?Wymykanie się
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nie wiem za bardzo, co teraz. Może najpierw zahaczmy o tradycyjną pralnię na żetony w chińskiej dzielnicy, żeby przeprać wszystko prócz bielizny. Posiedzimy, popatrzymy na wirniki urządzeń, podumamy trochę. Potem w nogi tylnymi uliczkami, jakimiś zaułkami, gdzie łatwo będzie spostrzec ogon.
Jak myślicie, czy oni mogą mieć podsłuch na naszych telefonach? Może zajmowali się Kapustą i przy kontroli krzyżowej zerknęli, kto tam do niego dzwoni albo on do kogo? Zdobyli w banalny sposób nasze numery, a potem od ręki założyli i nam podsłuch? To by tłumaczyło, skąd wiedzieli o kopercie danej Hectorowi (o ile rzecz jasna Kapusta nie był obserwowany przez tajniaków w lokalu). W pierwszym przypadku mamy zdrowo przerąbane, bo kto wie, ile haków na nas nazbierali w eterze. W drugim przypadku dowiedzieli się jedynie, że dostaliśmy jakąś kopertę (i może wtedy tajniak podsłuchał, że wiemy coś o zatargu wewnątrz Arasaki).
Jak myślicie, czy oni mogą mieć podsłuch na naszych telefonach? Może zajmowali się Kapustą i przy kontroli krzyżowej zerknęli, kto tam do niego dzwoni albo on do kogo? Zdobyli w banalny sposób nasze numery, a potem od ręki założyli i nam podsłuch? To by tłumaczyło, skąd wiedzieli o kopercie danej Hectorowi (o ile rzecz jasna Kapusta nie był obserwowany przez tajniaków w lokalu). W pierwszym przypadku mamy zdrowo przerąbane, bo kto wie, ile haków na nas nazbierali w eterze. W drugim przypadku dowiedzieli się jedynie, że dostaliśmy jakąś kopertę (i może wtedy tajniak podsłuchał, że wiemy coś o zatargu wewnątrz Arasaki).
KBombolada nas wsypał
- bąknął Czarny wpatrując się w obracający bęben. Starał się przy tym być czujny, postanowił też cały czas od tej pory zmieniać ksywki, nazwy miejsc i inne takie, wierząc, że chłopaki będą się domyślać.
Pytał się nas, czy mamy jakieś szczepienia na Burą Sukę, że niby to opchnie jakiemuś weterzynarzowi z cyfrówką, jak mu podrzucimy pewne wyniki z badania...
- bąknął Czarny wpatrując się w obracający bęben. Starał się przy tym być czujny, postanowił też cały czas od tej pory zmieniać ksywki, nazwy miejsc i inne takie, wierząc, że chłopaki będą się domyślać.
Pytał się nas, czy mamy jakieś szczepienia na Burą Sukę, że niby to opchnie jakiemuś weterzynarzowi z cyfrówką, jak mu podrzucimy pewne wyniki z badania...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Little China, Pralnia Samoobsługowa Xi; 21st Street; 24/07/2020; 1350hrs
Czarny był nieco przerażony gdy pomyslał, że palnął głośno o sprzedaniu nagrania stacji telewizyjnej, podczas gdy być może ktoś dokładnie słyszał jego słowa. Ile czasu zajęłaby odpowiednia reakcja policji? Byli kilkadziesiąt metrów od Komendy Głównej, więc ten czas mógł być odliczany w zasadzie w sekundach. Sekundy płynęły a tymczasem nie zaatakował ich cybersquad, nie wrócił Francis z Aniolkowsky'm, życie w Little China płynęło normalnym torem. Neonowe chińskie reklamy kłuły w oczy stroboskopowymi efektami, tysiące ludzi przemierzało ulice dzielnicy, a z lądowiska na budynku Policji podrywały się i lądowały co rusz aerodyny zagłuszając rykiem silników nawet swoje policyjne syreny.
Czarny dostrzegł jak w budynku po przeciwnej stronie ulicy jaskrawo pomarańczowy napis "Pralnia Samoobsługowa Xi". W normalnych okolicznościach pewno jego uwagę bardziej przykułyby wiele mówiące czerowne załony na pierwszym piętrze, świadczące o charakterze prowadzonego tam prywatnego interesu. Ale teraz Czarny miał ochotę na środku ulicy wyskoczyć z ciuchów i dokładnie sprawdzić nawet gumkę w majtkach w poszukiwaniu pluskiew.
Chłopaki niechętnie zgodziły się iść do pralni i sprawdzić czy nie są na podsłuchu. Choć Garcia oponował sugerując, że niby jak i kiedy mieliby dostać podsłuch, to ruszył jednak za Czarnym i klnącym pod nosem Gladziem.
W porze lunchu w pralni nie było nikogo. Z reguły takie miejsca zapełniały się ludźmi pod wieczór, gdy rzesze szeregowych pracowników i studentów wracali do domów i mogli skoczyć i zrobić pranie. Nikt z trójki klientów nie był bynajmniej z tego powodu zawiedziony. Czarny szybko zrzucił wierzchnie odzienie i zaczął sprawdzać dokładnie kieszenie, szwy i zakamarki swych ciuchów. Nie znalazł niczego podejrzanego oprócz masy brudu zagrzebanego w koncach kieszeni oraz czterech śrubek, które rozpoznał jako zaginione śrubki do mocowania alternatora. Garcia patrzył ironicznym wzrokiem na pogrążonego w poszukiwaniach technika:
- A nie mówiłem? Sto razy powtarzałem, że nie ma chuja w mieście, żebyśmy byli na podsłuchu. Ale nie! Czarny będzie szukał, zaraz znajdzie pluskwy, kamery i nadajniki GPS. Daj se siana Czarny. Szkoda czasu... Naprawdę lepiej chodźmy jakiegoś psa opierdolić u chinola. - Pół żartem, pół serio wtrącił latynos.
- W życiu! Wypad z łachów i pierzemy wszystko.
Czarny był nieco przerażony gdy pomyslał, że palnął głośno o sprzedaniu nagrania stacji telewizyjnej, podczas gdy być może ktoś dokładnie słyszał jego słowa. Ile czasu zajęłaby odpowiednia reakcja policji? Byli kilkadziesiąt metrów od Komendy Głównej, więc ten czas mógł być odliczany w zasadzie w sekundach. Sekundy płynęły a tymczasem nie zaatakował ich cybersquad, nie wrócił Francis z Aniolkowsky'm, życie w Little China płynęło normalnym torem. Neonowe chińskie reklamy kłuły w oczy stroboskopowymi efektami, tysiące ludzi przemierzało ulice dzielnicy, a z lądowiska na budynku Policji podrywały się i lądowały co rusz aerodyny zagłuszając rykiem silników nawet swoje policyjne syreny.
Czarny dostrzegł jak w budynku po przeciwnej stronie ulicy jaskrawo pomarańczowy napis "Pralnia Samoobsługowa Xi". W normalnych okolicznościach pewno jego uwagę bardziej przykułyby wiele mówiące czerowne załony na pierwszym piętrze, świadczące o charakterze prowadzonego tam prywatnego interesu. Ale teraz Czarny miał ochotę na środku ulicy wyskoczyć z ciuchów i dokładnie sprawdzić nawet gumkę w majtkach w poszukiwaniu pluskiew.
Chłopaki niechętnie zgodziły się iść do pralni i sprawdzić czy nie są na podsłuchu. Choć Garcia oponował sugerując, że niby jak i kiedy mieliby dostać podsłuch, to ruszył jednak za Czarnym i klnącym pod nosem Gladziem.
W porze lunchu w pralni nie było nikogo. Z reguły takie miejsca zapełniały się ludźmi pod wieczór, gdy rzesze szeregowych pracowników i studentów wracali do domów i mogli skoczyć i zrobić pranie. Nikt z trójki klientów nie był bynajmniej z tego powodu zawiedziony. Czarny szybko zrzucił wierzchnie odzienie i zaczął sprawdzać dokładnie kieszenie, szwy i zakamarki swych ciuchów. Nie znalazł niczego podejrzanego oprócz masy brudu zagrzebanego w koncach kieszeni oraz czterech śrubek, które rozpoznał jako zaginione śrubki do mocowania alternatora. Garcia patrzył ironicznym wzrokiem na pogrążonego w poszukiwaniach technika:
- A nie mówiłem? Sto razy powtarzałem, że nie ma chuja w mieście, żebyśmy byli na podsłuchu. Ale nie! Czarny będzie szukał, zaraz znajdzie pluskwy, kamery i nadajniki GPS. Daj se siana Czarny. Szkoda czasu... Naprawdę lepiej chodźmy jakiegoś psa opierdolić u chinola. - Pół żartem, pół serio wtrącił latynos.
- W życiu! Wypad z łachów i pierzemy wszystko.
To taka krótka wstawka, zanim zostaliście w samych majtkach.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Little China; 24/07/2020; 1450hrs
Godzinę zajęło wypranie i wysuszenie ciuchów. Godzinę siedzący w bieliźnie gostkowie dyskutowali w pustej pralni o tym co mogło się zdarzyć. Jesli byli na podsłuchu to pluskwy zostały z niemal stuprocentowym prawdopodobieństwem zniszcozne, ale jeśli psiarnia miała ich numery telefonów na cenzurowanym... To była gorsza opcja, ale to była opcja na którą trzeba było mieć prokuratorskie zezwolenie. Co innego zlokalizować telefon GPSem, a co innego mieć do niego dostęp. Jeśli więc założyć, że ktoś siedział im na komórkach, to któryś z miejscowych prokuratorów miał ich teczki na swoim biurku i pewno formułował zarzuty. Błotko w jakie wdepnęli nie było godne pozazdroszczenia. Z jednej strony Policja, z drugiej ześwirowani boosterzy z Northside. Ale tak się żyło na krawędzi. Pomiędzy korpami, psami, cyberpsycholami. Duże niebezpieczeństwa z reguły w jakiś niepojęty sposób przynosiły kupę eurodolców, ale jak na razie punkom przynosiło więcej i więcej kłopotów, a zero kasy.
Głośny sygnał z komputera suszarki obwiescił, że program został zakończony. Z bębna maszyny wyciągnięto czyste i suche ubrania. Kilka minut później wszyscy byli gotowi do dalszej drogi. Wszystko zostało ustalone. Choć nie znali Little China tak jak pamiętali każdy zaułek i kąt East Mariny, to postanowili pokręcić się troche bocznymi uliczkami aby upewnić się, że nie są śledzeni. Wilson pierwszy wychylił się z pralni Xi i od razu wychodząc wpadł na dwóch krawężników. Nerwowo zatrzymał się spodziewając najgorszego, ale policjanci ominęli beznamiętnie przestraszonego punka. Wypuscił głośno powietrze i ruszył pewnie przed siebie. Kilka sekund później Hec i Czarny dołączyli do niego i w trójkę zaglębili się w boczne uliczki. Dopiero teraz Hec zaczął się zastanawiać, czy podróż na przełaj przez Little China jest dobrym pomysłem. Wąskie uliczki znacznie różniły się od bajecznie kolorowej 21 Ulicy. Tu było brudno, duszno, a ludzie jacyś mniejsi i nieufnie spoglądający na białych. Poza tym zatłoczone i przesiąknięte zapachem taniego alkoholu, syntotytoniu zakamarki były domeną Tongów i fixer był pewnien, że jesli tylko napatoczą się na jakiś miejscowych zakapiorów, to cały ten tłum nagle rozwieje się jak wystraszone szczury zostawiając chłopaków z East Mariny naprzeciw grożnych Chińczyków.
Garcia już zaczął mieć naprawdę duże obawy, bo zgodnie z jego przewidywaniami tłum azjatów rozszedł się nagle w mgnieniu oka, a fixer odruchowo sięgnął pod płaszcz po znany mu kształ kolby od X38. Ale to nie bandyci odstraszyli miejscowych. W cuchnącym rynsztoku, w kałuży klęczała wyzywająco ubrana, dość wysoka jak na azjatkę dziewczyna, co rusz konwulsyjnie wymiotując żółcią i podpierając posiniaczonymi rękoma ściany. Przekrwionymi oczyma spojrzała na przybyszy, którzy z odrazą obserowali ten obraz rozpaczy i upodlenia:
- Dajcie mi dwie stówy... Muszę mieć na działkę... Zrobie co chcecie. Możecie ze mną zrobić co tylko chcecie, tylko dajcie jebane dwie stówy.
Godzinę zajęło wypranie i wysuszenie ciuchów. Godzinę siedzący w bieliźnie gostkowie dyskutowali w pustej pralni o tym co mogło się zdarzyć. Jesli byli na podsłuchu to pluskwy zostały z niemal stuprocentowym prawdopodobieństwem zniszcozne, ale jeśli psiarnia miała ich numery telefonów na cenzurowanym... To była gorsza opcja, ale to była opcja na którą trzeba było mieć prokuratorskie zezwolenie. Co innego zlokalizować telefon GPSem, a co innego mieć do niego dostęp. Jeśli więc założyć, że ktoś siedział im na komórkach, to któryś z miejscowych prokuratorów miał ich teczki na swoim biurku i pewno formułował zarzuty. Błotko w jakie wdepnęli nie było godne pozazdroszczenia. Z jednej strony Policja, z drugiej ześwirowani boosterzy z Northside. Ale tak się żyło na krawędzi. Pomiędzy korpami, psami, cyberpsycholami. Duże niebezpieczeństwa z reguły w jakiś niepojęty sposób przynosiły kupę eurodolców, ale jak na razie punkom przynosiło więcej i więcej kłopotów, a zero kasy.
Głośny sygnał z komputera suszarki obwiescił, że program został zakończony. Z bębna maszyny wyciągnięto czyste i suche ubrania. Kilka minut później wszyscy byli gotowi do dalszej drogi. Wszystko zostało ustalone. Choć nie znali Little China tak jak pamiętali każdy zaułek i kąt East Mariny, to postanowili pokręcić się troche bocznymi uliczkami aby upewnić się, że nie są śledzeni. Wilson pierwszy wychylił się z pralni Xi i od razu wychodząc wpadł na dwóch krawężników. Nerwowo zatrzymał się spodziewając najgorszego, ale policjanci ominęli beznamiętnie przestraszonego punka. Wypuscił głośno powietrze i ruszył pewnie przed siebie. Kilka sekund później Hec i Czarny dołączyli do niego i w trójkę zaglębili się w boczne uliczki. Dopiero teraz Hec zaczął się zastanawiać, czy podróż na przełaj przez Little China jest dobrym pomysłem. Wąskie uliczki znacznie różniły się od bajecznie kolorowej 21 Ulicy. Tu było brudno, duszno, a ludzie jacyś mniejsi i nieufnie spoglądający na białych. Poza tym zatłoczone i przesiąknięte zapachem taniego alkoholu, syntotytoniu zakamarki były domeną Tongów i fixer był pewnien, że jesli tylko napatoczą się na jakiś miejscowych zakapiorów, to cały ten tłum nagle rozwieje się jak wystraszone szczury zostawiając chłopaków z East Mariny naprzeciw grożnych Chińczyków.
Garcia już zaczął mieć naprawdę duże obawy, bo zgodnie z jego przewidywaniami tłum azjatów rozszedł się nagle w mgnieniu oka, a fixer odruchowo sięgnął pod płaszcz po znany mu kształ kolby od X38. Ale to nie bandyci odstraszyli miejscowych. W cuchnącym rynsztoku, w kałuży klęczała wyzywająco ubrana, dość wysoka jak na azjatkę dziewczyna, co rusz konwulsyjnie wymiotując żółcią i podpierając posiniaczonymi rękoma ściany. Przekrwionymi oczyma spojrzała na przybyszy, którzy z odrazą obserowali ten obraz rozpaczy i upodlenia:
- Dajcie mi dwie stówy... Muszę mieć na działkę... Zrobie co chcecie. Możecie ze mną zrobić co tylko chcecie, tylko dajcie jebane dwie stówy.
Cóż nie całe NC jest piękne i przyjemne. Choć w porównaniu z meliną Dzikusów jaką odwiedzili Hec i Gladzio kilka dni temu, ta miejscówka wciąż wydaje się ciut porządniejsza. Czy któryś z panów reflektuje na okazję? Cena niewygórowana a można dać upust ukrytym fantazjom;) A może zaćpana dziwka zna jakieś sekretne skróty lub pozwoli Wam bezpiecnzie ominąc ewentualnych Tongów.
Ostatnio zmieniony 13 grudnia 2012, 16:50 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.