: 10 grudnia 2012, 20:31
Eugen kilkukrotnie zbierał się, by otworzyć gębę i wykrzyczeć wszystko, jak na spowiedzi..
Problem polegał na tym, że nie lubił mundurów, w żadnej formie, no może z wyjątkiem strażaków, których nawet szanował.
Ale tych sprzedajnych, upierdliwych drani po prostu nie znosił. Niejednokrotnie jakiś tępogłowy nadgorliwiec przypierdalał się do niego bez powodu- za wygląd, czy też zwyczajnie za nic, bo Czarny mu nie pasował do krajobrazu.
Nie wierzył glinom, tym bardziej że przeczuwał, że jak tylko puści parę z ust, mały obłoczek wyznania zmieni się w cholerny dym. Wyobrażał sobie, jak dwa plastikowe palanty, które właśnie sobie na nich używały zmieniają się w kłębach dymu w azjatyckich morderców w koszulach pod krawatem.
Siedział więc i wgapiał się z mieszaniną narastającej nienawiści i strachu. Najchętniej wypierdoliłby teraz boczną szybę, ale solidna konstrukcja skutecznie gościła nie takich twardzieli jak on, zwykły człowiek, który chce normalnie przeżyć kolejny dzień, podczas gdy te sadystyczne gnoje odnajdują swoje powołanie w usankcjonowanym prawem i opłacanym przez rząd i korporacje pospołu terroryzowaniu wolnych ludzi.
Twarz czarnego nie wyrażała jednak huraganu myśli, które spowijały jego umysł. Natomiast plecy przypominały już jezioro Michigan. Fale zimnego potu spływały nieprzerwanymi strużkami po ciele technika, któremu nagle zrobiło się strasznie duszno..
Problem polegał na tym, że nie lubił mundurów, w żadnej formie, no może z wyjątkiem strażaków, których nawet szanował.
Ale tych sprzedajnych, upierdliwych drani po prostu nie znosił. Niejednokrotnie jakiś tępogłowy nadgorliwiec przypierdalał się do niego bez powodu- za wygląd, czy też zwyczajnie za nic, bo Czarny mu nie pasował do krajobrazu.
Nie wierzył glinom, tym bardziej że przeczuwał, że jak tylko puści parę z ust, mały obłoczek wyznania zmieni się w cholerny dym. Wyobrażał sobie, jak dwa plastikowe palanty, które właśnie sobie na nich używały zmieniają się w kłębach dymu w azjatyckich morderców w koszulach pod krawatem.
Siedział więc i wgapiał się z mieszaniną narastającej nienawiści i strachu. Najchętniej wypierdoliłby teraz boczną szybę, ale solidna konstrukcja skutecznie gościła nie takich twardzieli jak on, zwykły człowiek, który chce normalnie przeżyć kolejny dzień, podczas gdy te sadystyczne gnoje odnajdują swoje powołanie w usankcjonowanym prawem i opłacanym przez rząd i korporacje pospołu terroryzowaniu wolnych ludzi.
Twarz czarnego nie wyrażała jednak huraganu myśli, które spowijały jego umysł. Natomiast plecy przypominały już jezioro Michigan. Fale zimnego potu spływały nieprzerwanymi strużkami po ciele technika, któremu nagle zrobiło się strasznie duszno..