Fabularny opis części rozmowy, wydarzeń przed walką i w jej trakcie, losy Malii i wyjaśnienie części zagadek i motywów postępowania Sethmesa.
- Gdzie ona jest, przeklęty? - Cymmerianin podszedł do niego ze wzniesionym mieczem. Geb i Kopshef wysunęli się zza pleców swego pana i dobyli broń.
- Jeśli chcesz ją zobaczyć - rzekł Sethmes - wystarczy, że podniesiesz głowę.
Druss spojrzał na szczyt połyskującego stosu złożonego z klejnotów, dziwnych prętów i kryształów, ksiąg i wielu skomplikowanych przedmiotów służących nieznanym celom. Stał tam wielki tron ze złota i srebra. Na nim siedziała Malia. Kobieta ani na niego nie spojrzała, ani nie była świadoma jego obecności. Na jej smukłej szyi wisiały długie sznury pereł i klejnotów, a obręcze ze szlachetnych metali zdobiły kończyny. Bogata biżuteria stano- wiła jedyne odzienie. Kobieta wpatrywała się w wodę. Obok kucał czarnowłosy szaman, który śpiewał niesamowitą pieśń i bił do wtóru w bębenek zrobiony z ludzkiej czaszki.
- Co to jest? - zapytał Vanko. - Co jej zrobiliście?
- Zapytaj jego, czarnowłosy. - Wulfrede wskazał półnagie stworzenie, które przycupnęło w połowie wysokości stosu, wbijając ręce i nogi w kosztowności.
-
Widzę, Marandosie, że masz wreszcie to, czego pragnąłeś od tak dawna - powiedział Vanko. - Ale nie wydajesz się zbyt szczęśliwy ze spotkania z ukochaną żoną.
- Z żoną? - Mężczyzna zamrugał powiekami jak człowiek wyrwany ze snu. - Aha, z nią. Ona jest częścią targu.
-
Jakiego targu, przeklęty? - Stojący obok waszej grupy, wojownicy wytrzeszczali oczy na widok tak niesamowity, że zapomnieli, iż przybyli tutaj zabijać.
- Ze Stygijczykiem. Obiecał, że doprowadzi mnie do skarbu, jeżeli zwabię tu Malię. Była mu do czegoś potrzebna. Wyraziłem zgodę.
- A inni?
- Cóż, przecież nie zdołałaby dotrzeć tu samotnie, prawda? - Szaleniec zdawał się urażony takim głupim pytaniem.
Druss odwrócił się do Ulfila.
- Więc to jest ów brat, w którego poszukiwaniu pokonałeś pół świata?
Szlachcic splunął.
- Myślisz, że narażałem się na śmiertelne ryzyko dla dobra tego nicponia? Pragnąłem skarbu, aby odbudować fortunę rodu. A co do jego kobiety, to kimże ona jest dla mnie? To tylko jakaś dziewka, którą znalazł w czasie swojej włóczęgi, nie lepsza od konia czy myśliwskiego psa. Jeżeli kapłan potrzebuje jej do swoich celów, czymże jest taka ofiara w porównaniu z wyniesieniem mojej rodziny nad inne rody Aquilonii?
- Twój honor schodzi na psy, szlachetko.
-
Jak śmiesz mówić mi o honorze, barbarzyńco! - Ulfilo wyszarpnął długi miecz z pochwy.
- Nie przyszedłem tutaj, aby cię zabić - warknął Druss. - Nie walczmy, gdy w pobliżu stoją wrogowie.
- Oni nie są moimi wrogami.
- Przez ciebie żałuję, że tu przyszedłem. Chcąc cię uwolnić od Naba i Sethmesa, pomogłem Gomie zdobyć miasto.
-
To wielce szlachetne z waszej strony, mój przyjacielu - włączył się do rozmowy Springald. - I dziękujemy wam z całego serca. Nie ma potrzeby się kłócić. Przyłącz się do nas. To nie jest zwyczajna wyprawa po skarb. W tej jaskini kryją się moce tak potężne i tak starożytne, że wypadki, jakie niedługo rozegrają się w dolinie, odmienia bieg całego świata.
W porównaniu z historycznymi wydarzeniami czym jest złożenie w ofierze jednej kobiety?
- Miałbym przyłączyć się do tego kłamliwego, podstępnego kapłana? - powiedział z niedowierzaniem Druss. - Wszyscyście oszaleli jak Marandos! Stygijczyk niczym się z wami nie podzieli!
-
Pythończyk, barbarzyńco. Nie jestem Stygijczykiem, w moich żyłach płynie królewska krew władców Pythonu. Dzisiaj połączę starożytną koronę i skarb tego narodu z niezmierzoną mocą potwora z gwiazd. Mając taką moc na swoje rozkazy, wzniosę z prochu starożytny Python, wielki jak niegdyś i rządzony w sposób, o jakim nigdy nawet nie śnili jego dawni królowie! - W czarnych oczach arcykapłana płonął fanatyczny blask.
-
O jakiej mocy mówisz? - zapytał w osłupieniu Vanko. - Ten potwór jest zbyt słaby, aby samodzielnie wypełznąć z dziury, która powstała, gdy jego cielsko runęło na ziemię. Jest tak bezradny, że nawet sam nie może się nażreć! Muszą go karmić zastraszeni krajowcy!
- Widzisz ten stos złota i klejnotów, barbarzyńco? Wiesz, co to jest?
- To skarb Pythonu, dla którego pewni głupcy przebyli połowę świata.
-
Zauważyłeś, jak niewiele jest tu ozdób, a jak dużo instrumentów i ksiąg?
- To nietrudne.
-
Te przedmioty to pozostałości magicznej wiedzy pythońskiego cesarstwa! Gdy hyboriańskie hordy odnosiły zwycięstwo za zwycięstwem, cesarz wezwał wszystkich mędrców i czarnoksiężników. Zgromadził ich najcenniejsze, najpotężniejsze przyrządy w jednym miejscu, tworząc największe w historii skupisko czarnoksięskiej mocy!
- I dużo mu to dało - stwierdził pogardliwie Druss. - Hyborianie pławili konie w kanałach Pythonu. Ogrzewali się w ogniu płonących pałaców.
-
To gwiazdy były największymi wrogami imperium - kontynuował Sethmes. - W roku Upadku Pythonu utworzyły tak niekorzystną koniunkcję, jakiej nie widziano od dziesięciu tysięcy lat. Ale stwór z jeziora wyczuł moc zebraną w skarbie Pythonu i zaczął ściągać ją do siebie. Nie przypadkowo dowódca ekspedycji skierował się do tej doliny i wzniósł skarbiec na brzegu tego jeziora! To nie względy bezpieczeństwa kazały robotnikom ryć przejście tak głęboko w głąb ziemi. Za każdym razem, gdy nadzorca budowy decydował, że czas wyciąć komorę dla skarbu, jakiś impuls przymuszał go do podjęcia prac, dopóki wreszcie nie natrafiono na tę jaskinię.
Vanko odwrócił się do Aquilończyków i Vana.
-
Ten skarb tworzy jego moc czarnoksięską. Myślicie, że się z wami podzieli? Chyba nie jesteście tacy naiwni?
- Gdyby chciał nas oszukać - zaczął Ulfilo - czy uwolniłby nas z lochu i oddał nam broń? Czy by nas tutaj przyprowadził?
Vanko roześmiał się pełną piersią.
-
Głupcy! Uwolnił was, bo potrzebował wioślarzy, aby uciec przez jezioro, zanim ludzie Gomy wedrą się do miasta. Przyprowadził was do skarbu, bo nie wiedział, co zastanie po drodze. Być może na miejscu czekaliby strażnicy, z którymi trzeba by walczyć. Jeszcze żyjecie, bo ma tylko tych dwóch stygijskich siepaczy do obrony. Ale nie przeżyjecie jego pierwszego doświadczenia z mocą, którą spodziewa się wydobyć z potwora.
-
Musimy słuchać tego dzikusa, panie? - zapytał rudobrody Khopshef. - Pozwól mi go zabić.
- Nie, mój przyjacielu - odparł Sethmes z lekkim zakłopotaniem w oczach. - Prawdę mówiąc, może nadeszła odpowiednia chwila, aby nasz potężny Ulfilo udowodnił swoją lojalność. Aquilończyku, jeśli chcesz zostać największym spośród moich wielmożów, zabij dla mnie tego czarnowłosego przybłędę z Północy.
Ulfilo stracił arogancką pewność siebie.
- Jesteś pewien? Ten człowiek obecnie nie stanowi najmniejszego zagrożenia. Nas jest wielu, a on ma tylko jeden miecz. Jest cudzoziemskim plebejuszem, ale przez całą długą drogę był naszym dzielnym i wiernym sprzymierzeńcem.
- Obawiam się, że brak ci silnej woli pythońskiego księcia - stwierdził z udawanym smutkiem arcykapłan. Wulfrede zabije Cymerianiana.
- Potrafię być twardszy od każdego! - ryknął Ulfilo. Obnażył długi miecz. - Żaden dzikus nie stanie między mną a chwałą mojego rodu!
- Uspokój się! - syknął Springald. - To dziecinada.
Ulfilo wyprowadził potężny cios, który rozłupałby czaszkę Vanka, gdyby ten nie nadstawił sejmitarów i nie zatrzymał rozpędzonego ostrza tuż przy swojej głowie. Barbarzyńca zaklinował miecz Aquilończyka między głownią a jelcem własnej broni. Dwaj mężczyźni siłowali się przez kilka sekund, potem Druss gwałtownie odepchnął miecz przeciwnika i uwolnił swój. Zamachnął się i uderzył na odlew. Krótki, straszliwy cios rozpłatał klatkę piersiową wielmoży od pachy po mostek.
Sethmes powiedział coś po stygijsku i jego dwaj kapitanowie dobyli mieczy, zaatakowali też marynarze i bumbana. Skoczyli ku odwróconemu plecami Drussowi, mierząc między łopatki. Khefi wrzasnął ostrzegawczo. Cymmerianin wyszarpnął broń z ciała Ulfila i w ostatniej chwili odbił oręż Khopshefa. Wojownicy Atlajów, marynarz i najemnicy z wyciem ruszyli do ataku.
W powstałym zamieszaniu Druss przez chwilę nie wiedział, kto z kim walczy. Włócznie i miecze błyskały w dzikim tańcu, woń krwi przesyciła cuchnące powietrze. Cymmerianin ciął Khopshefa w brzuch i odwróciwszy się zobaczył, że Geb pada przeszyty włócznią. Naprzeciw kapitana zataczał się wojownik z rozpłatanym torsem. U jego stóp leżał drugi, który zapomniał, że stygijski przeciwnik nosi zbroję. Druss zrobił unik, gdy usłyszał dwa pełne zaskoczenia wrzaski. Młodzi wojownicy runęli na ziemię.
Tuż po walce Druss zobaczył ogromne cielsko potwora z jeziora, zajmujące cały zalany wodą kraniec podziemnej jaskini. Bijący od niego smród przechodził ludzkie pojęcie. Oślizgłe macki wysoko uniosły rudobrodego mężczyznę i zaczęły się zaciskać. Nieludzki wrzask odbił się echem od niewidocznych ścian. Druss biegiem wydostał się z wody. Ruszył do schodów, gdy zobaczył Springalda jęczącego na ziemi. Wulfrede tylko ogłuszył go głowicą miecza. Cymmerianin pochylił się i zaczął wlec uczonego za sobą.
Springald otworzył oczy i się rozejrzał. Zobaczył okropnego stwora.
-
Ratujcie Malię! - wysapał. - Ona na to nie zasłużyła!
Druss popatrzył na roziskrzony stos i zobaczył, że kapłan nadal stoi za tronem. Siedząca na nim kobieta miała oczy szeroko rozwarte ze strachu. Sethmes tańczył w ekstazie, gdy potwór zbliżał się, wyciągając niezliczone ramiona.
-
Crom przeklnie mnie za głupotę! - Druss puścił Springalda i zaczął się wspinać na kopiec. Tajemnicze kryształy i instrumenty usuwały się spod jego nóg, gdy niestrudzenie piął się w górę. Od czasu do czasu zerkał na zbliżające się monstrum. Spowijała je ruchliwa sieć czerwonych błysków.
- Teraz! - krzyknął triumfalnie Sethmes. - Teraz zakończę czar i wypełnię proroctwo! Moc wodnego potwora i moc starożytnego Pythonu są zjednoczone!
Cienka macka przecięła ze świstem powietrze i chwyciła szamana jaki pomagał Sethmesowi. Który zaskrzeczał z przerażenia. Macka wzniosła się i cisnęła nim o ścianę.
Druss odepchnął kapłana i ściągnął kobietę z tronu.
-
Nie! - wrzasnął Sethmes. - Biała Królowa musi się połączyć z przybyszem z gwiazd! Tak mówi proroctwo!
- Znajdź sobie inną - warknął Druss. - Tę zabieram.
Sethmes schylił się i podniósł zwieńczoną kryształem różdżkę. Gdy wycelował ją w pierś Cymmerianina, zaczęły pełgać po niej płomienie.
-
Skarb jest mój! - wyskrzeczał Marandos, rzucając się na kapłana. Błyskawica objęła ciało szaleńca, gdy mocował się z Sethmesem na szczycie sterty.
Cymmerianin zarzucił Malię na ramię i ostrożnie zsuwał się po połyskliwym zboczu. Pragnął jak najszybciej wydostać się z jaskini, ale bał się potknąć. Kiedy znalazł się na dole, zobaczył, że Springald wstaje chwiejnie. Złapał go pod pachę i zaczął prowadzić w stronę schodów.
Gdy dotarli do portalu, przyłączył się do nich Khefi. Niewolnik wypadł z jakiegoś mrocznego zakątka jaskini, niosąc coś w jednej ręce. Ze znanych tylko sobie powodów szczerzył zęby i zataczał się ze śmiechu.
- Pomóżcie mi! - rozkazał Druss. Khefi złapał Springalda i zaczął ciągnąć go po schodach.
Piekielny hałas sprawił, że Druss obejrzał się, aby omieść jaskinię ostatnim spojrzeniem. Potwór cały wyłonił się z wody i obejmował mackami spiętrzone skarby. Na ich szczycie nadal szamotały się dwie postacie, nieświadome górującego nad nimi potwora. Nagle cielsko opadło, miażdżąc walczących i okrywając cały złoty stos. Czerwone błyskawice wygasły i stwór zaczął jarzyć się od środka. Potem, w sposób niemożliwy do opisania w żadnym ludzkim języku, zaczął się przemieniać.
Druss odwrócił się i wbiegł na stopnie. Był ogromnie zmęczony, ale to, co zobaczył w jaskini, dodało mu sił. Gdy znaleźli się przy końcu schodów, miał wrażenie, że jego nogi są zrobione z żelaza, jednak się nie poddawał. Raptem usłyszał hałas. Był to ogłuszający szum wzbierającej wody.
- Szybciej, niech was demony!- ryknął na ocalonych.
Khefi i Springald zataczali się od ściany do ściany, prawie u kresu sił.
Nagle, kiedy widział już wyjście, woda omyła mu kostki. Potem wzniosła się do kolan, przybierając szybciej, niż on się wspinał. Sięgała mu do pasa, gdy dotarł wreszcie do górnego podestu. W komorze wieży musiał już płynąć w bulgocącej, jarzącej się cieczy.
Silny prąd wyniósł go na dziedziniec. Leżał tam, oddychając chrapliwie. W pobliżu usłyszał czyjś śmiech. Zebrał resztki sił i usiadł. Niedaleko leżał Springald, krztusząc się i wymiotując na kamienne płyty. Przy nim stał Khefi. To on się śmiał, podziwiając coś.
Mieliście tylko parę minut na odzyskanie sił, nim czujne uszy barbarzyńcy wychwyciły dwa dźwięki dochodzące z dołu zbocza..
-
Kolejni bumbana! - jęknął Zorian. - Zapomniałem o nich na śmierć! - Rażeni z Khefim dobrnęli do fortecznego muru. Daleko w dole jezioro falowało i jarzyło się nieziemsko. Springald też zdołał się podnieść i doczłapać do nich. Malia nadal leżała bez zmysłów. Na dole, blisko brzegu, widać było niezgrabne postacie bumbana.
- Musimy uciekać! - wychrypiał Springald.
- Dokąd? - zapytał Druss - Na tych zboczach będziemy widoczni z daleka, a z Mailią nie możemy się szybko przemieszczać.
- Może zabarykadujemy się, w wieży...
- Patrzcie! - zawołał Khefi.
Środek jeziora zaczął się wybrzuszać jak wtedy, gdy wynurzał się potwór, ale tym razem wyglądało to inaczej. Było późne popołudnie i woda nie płonęła ponurą, krwistą czerwienią, ale raczej świeciła prawie białym blaskiem. Tępe małpoludy odwróciły się, żeby zobaczyć, co się dzieje za ich plecami.
Nagle powierzchnia jeziora pękła z grzmiącym rykiem i z wody wystrzeliło coś tak oślepiającego jak samo słońce. Jaskrawy obiekt z rykiem poszybował w niebo i skrył się w chmurach, na chwilę je rozświetlając. A potem zniknął.
Jezioro wystąpiło z brzegów wdarło się na zbocza, wywracając bumbana jak źdźbła trawy. Potem woda straciła impet i niechętnie spłynęła w dół. Po małpoludach nie został ślad.
-
Wróciło tam, skąd przyszło - powiedział Springald. - Albo może podjęło tak dawno temu przerwaną podróż. Kto wie? Może pobyt tutaj był dla tego stwora krótkim postojem.
I kto wie, jak wielki wpływ wywarł on na ludzką historię? Czy Hyborianie zniszczyli Python dlatego, że potwór potrzebował jego mocy? Czy królewski ród Pythonu osiadł w Stygii po to, żeby Sethmes obmyślił czary umożliwiające wykorzystanie tej mocy? Z pewnością kapłan myślał, że nagnie stwora do własnej woli, podczas gdy w rzeczywistości przez cały czas był jego niewolnikiem.
- Springaldzie - mruknął Druss, przeciągając dłonią po zmęczonym czole - dotychczas, w imię naszej przyjaźni, nie mówiłem ci tego. Ale za dużo gadasz.
Razem zanieśli Malię do opuszczonej chaty, gdzie Druss kazał uczonemu odpoczywać i mieć oko na kobietę. Sam wrócił do Khefiego.
- Dzisiaj ty miałeś najlżejszy dzień, więc chcę, żebyś poszedł do króla Gomy. Powiedz mu, że jestem gotów upomnieć się o nagrodę. I niech przyśle ludzi, którzy poniosą moich przyjaciół.
- Jestem półżywy ze zmęczenia - westchnął Khefi - ale zrobię, co każesz. Może wrócę wolnym człowiekiem, co będzie częścią mojej nagrody.
Po odejściu Khefiego Druss wczołgał się do drugiej opuszczonej chaty. Położył broń w zasięgu ręki, wyciągnął się na plecach i w jednej chwili stracił przytomność.
Posłuchanie u króla Gomy:
Zostańcie tutaj. Dam wam wiele żon i stada tłustego bydła. A tak poważnie czego chcecie, jestem Wam sporo winien?
Skarb i epilog:
Potwór z jeziora wchłonął moc większości przedmiotów magicznych i ksiąg jakie wchodziły w skład skarbu, sam się gdzieś przeniósł, może wrócił do swego wymiaru, a większość skarbu uległa zniszczeniu. Uratowaliście tylko niewielką część nim się wszystko zawaliło. Może król wam to częściowo wynagrodzi. Czyli potwór z jeziora miał własne cele, rozlew krwi w podziemiach umożliwił mu powrót do jego wymiaru. Sethmes zginął w walce z Marandosem. Ngore przeżył, zginęli dwaj jego uczniowie. Jakieś pytania macie? Czekam na rozmowę z królem. Ale to już w zasadzie finał. Springald, ciężko ranny, jednak przeżył i się otrząsnął, też był pod wpływem magii Sethmesa.
Sporo uratowaliście ze skarbu, może król co nieco dorzuci. Losy Springalda, są w waszych rękach.