Primm, sklep Nasha Johnsona
Ruth Johnson przygotowała dla czterech gości posłania na pierwszym piętrze domostwa, w jednym z pokoi oferujących widok na główną ulicę miasta. Pomieszczenie straszyło wypłowiałymi tapetami i plamami na suficie pozostawionymi przez przeciekającą okazyjnie wodę, ale mężczyźni czuli, że powinni być wdzięczni losowi za dach nad głową i miskę wody do umycia się.
Nash Johnson posiedział z gośćmi jeszcze chwilę, wypytując głównie o sytuację w Goodsprings, szczegóły dynamitowej rzezi urządzonej tam Kajdaniarzom oraz poglądy miejscowych na akcesję do Republiki.
- Nie zrozumcie mnie źle, pastorze, ale my tutaj naprawdę nie garniemy się do RNK - oznajmił zerkając przepraszająco na Gottschalka - Gdyby nie ten napad skazańców, nie mielibyśmy tu żadnych kłopotów. Autostradowe gangi się tu nie zapuszczają, bo nie opłaca się im z nami zadzierać, a dzikie ghule dostały kilka razy taką nauczkę, że nawet one zrozumiały, że nie warto próbować wchodzić do miasta.
- W pobliżu jest dużo ghuli? - zapytał nieco przejętym tonem chudzielec, który akuratnie wiedział doskonale, czym jest ghul - Mają gdzieś tutaj kryjówki?
- Tego nikt nie wie - wzruszył ramionami Johnson - Nie zapuszczamy się na wzgórza na zachód od autostrady, bo najczęściej tam się właśnie kręcą. Polują na tych, którzy nieopatrznie schodzą z drogi i na zwierzęta... brr, aż mnie dreszcz przechodzi na wspomnienie tych stworów.
- Nie zapominajcie, że to byli kiedyś ludzie - powiedział w tonie upomnienia kaznodzieja - Teraz mogą być istotami pozbawionymi wyższych uczuć i kierującymi się jedynie instynktem, ale kiedyś byli tacy jak my.
- Jest trochę prawdy w tym, co pastor mówi, ale ja widziałem handlarza i jego najemników, którzy dali się złapać w czasie snu stadu ghuli - odparł Nash - Ani jedno ciało nie zostało w całości, mówię wam. Nie dość, że szkarady to, to jeszcze żrą ludzkie mięso. Ale ghule to nic w porównaniu z kłopotami, które możecie mieć wy, moi przyjaciele.
Staruszek przeniósł spojrzenie na trójkę znajomych sobie kurierów, przyjmując zatroskaną minę.
- Sprawa zrabowanej paczki ciągle pozostaje otwarta - powiedział zniżając mimowolnie i zupełnie niepotrzebnie ton - Jeśli odbiorca się nie zgłosi, nie będzie problemu, ale jak wniesie skargę, Mojave Express może was pociągnąć do odpowiedzialności. Jest jakakolwiek nadzieja na to, byście odnaleźli ten szton?
Tak, odebrana Wam przesyłka wciąż pozostaje otwartym wątkiem, bo byliście za nią jako kurierzy odpowiedzialni niemal głową...