: 03 sierpnia 2011, 19:49
Dom zgromadzeń, przedpołudnie
Siedzący na schodkach domu zgromadzeń młody Duvikanin zadarł głowę, kiedy padł na niego cień rzucany przez Eitharta. Gorlamicki kapłan uśmiechnął się przyjaźnie rozpoznając w nim chłopaka, który stał u jego boku pod koniec rzezi karawanników, przyznając się do zabicia po raz pierwszy w życiu innego człowieka. Żołnierz podniósł się na nogi, toteż gorlamita osadził go natychmiast ruchem ręki, prosząc o pozostanie w miejscu.
- Szukam asteriańskiej kapłanki, przyjacielu - powiedział spoglądając wymownie w stronę otwartych drzwi, zza których dobiegały jęki bólu i mamrotane pełnymi cierpienia głosami modlitwy - Jest jeszcze wśród rannych?
- Nie, świątobliwy - zaprzeczył młodzieniec rozglądając się jednocześnie dla pewności po okolicy - Dawno temu już gdzieś poszła, razem z tym swoim pomocnikiem.
- A kto wie, gdzie może być? - zapytał Eithart - Udała się na spoczynek?
- Tego mi nie wiedzieć, ale zapytam którego z akolitów ojca Brunty - żołnierz zerwał się w końcu ze schodków i zachwycony wyraźnie tym, że może coś zrobić dla bohaterskiego pogromcy arkanów wpadł czym prędzej do zamienionej na lazaret sali zgromadzeń. Eithart wszedł do środka w ślad za nim, wodząc przygnębionym wzrokiem po rannych leżących na poplamionych krwią matach. Pomiędzy ofiarami bitki z Esajanami kręciło się kilku najmłodszych graamickich nowicjuszy, wśród nich chłopiec, który poprzedniego dnia zjawił się w domku dla gości wraz z Bruntą i Harmunem, by powitać przybyszów w Duviku. Ten słysząc pytanie żołnierza podszedł czym prędzej do gorlamity, przeczesując nerwowo włosy palcami dłoni i oblizując spierzchnięte usta.
- Świątobliwa Sanna poszła z kilkoma wojakami nad starą rzekę, zacny kthanie - powiedział graamita, składając ręce za plecami i pochylając podług obyczaju kornie głowę - Powiedziała, że musi się zatroszczyć o pochówek tych karawanników, którzy rano od naszego oręża ducha wyzionęli.
- O pochówek? - zmarszczył czoło Eithart - Nad rzeką?
- Mnie tam więcej nie wiadomo, kthanie - wzruszył ramionami nowicjusz - Poprosiła paru żołnierzy, coby jej zwłoki przez wąwóz pomogli wywieźć, a że wielce tu lubiana jest i szanowana, zara nasi ciała wózkami nad rzekę zataszczyli, a co ona teraz z nimi robi, nie wiem...
Gorlamita podziękował chłopcu skinięciem głowy i już się odwracał w stronę drzwi, kiedy graamita chrząknął niepewnie. Rzut oka na jego zatroskane oblicze podpowiedział Eithartowi, że młodzieńca wyraźnie coś trapi.
- Chciałeś cosik rzeknąć? - spytał ściszając głos.
- Nie lza mi tego powiadać, bo kthan Brunta wielce jest dla mnie dobry i dba o me nauki, ale wyście w świecie bywali, więcej widzieli niźli on - wybąkał graamita - Tedy patrzajcie tutaj, a rzeknijcie, co o tym myślicie.
Nowicjusz wskazał dłonią na przykryte płachtą jasnego materiału zwłoki żołnierza, przy którym spotkał wcześniej próbującą tamować krwotok mężczyzny Sannę. Nie zwracając uwagi na zaciekawione spojrzenia pozostałych akolitów Eithart ukucnął przy ciele czekając, aż graamita wskaże mu powód swego zatroskania, wtedy jednak spostrzegł coś, co sprawiło, że po jego karku przebiegł znienacka zimny dreszcz.
Na przesłoniętych częściowo płachtą drewnianych deskach podłogi znajdowały się dziwne kształty stworzone zakrzepłą krwią zmarłego, na tyle nienaturalne w swej fomie, że gorlamita natychmiast odkrył ciało przyglądając się baczniej niepokojącym plamom.
- Co to takiego, świątobliwy? - zapytał prawie bezgłośnie akolita, który kucnął w międzyczasie obok Eitharta.
- Coś bardzo złego, mój chłopcze - odrzekł ze ściśniętym gardłem gorlamicki kapłan - Coś bardzo złego.
Wątek techniczny
Eithart zabawia rozmową miejscowego akolitę, Mordil kręci się przed domem zgromadzeń, a reszta ekipa już w chatce, więc jeśli chcecie, kładąc się wreszcie do spoczynku na swych posłaniach możecie jeszcze w trybie technicznym przeanalizować najświeższe wydarzenia lub wymienić się spostrzeżeniami. Potraktuję to jako konwersację Waszych postaci między sobą, ale nie musicie się silić na fabularkę, po prostu napiszcie w trybie technicznym jak Wam się widzi Wasza bieżąca sytuacja.
Siedzący na schodkach domu zgromadzeń młody Duvikanin zadarł głowę, kiedy padł na niego cień rzucany przez Eitharta. Gorlamicki kapłan uśmiechnął się przyjaźnie rozpoznając w nim chłopaka, który stał u jego boku pod koniec rzezi karawanników, przyznając się do zabicia po raz pierwszy w życiu innego człowieka. Żołnierz podniósł się na nogi, toteż gorlamita osadził go natychmiast ruchem ręki, prosząc o pozostanie w miejscu.
- Szukam asteriańskiej kapłanki, przyjacielu - powiedział spoglądając wymownie w stronę otwartych drzwi, zza których dobiegały jęki bólu i mamrotane pełnymi cierpienia głosami modlitwy - Jest jeszcze wśród rannych?
- Nie, świątobliwy - zaprzeczył młodzieniec rozglądając się jednocześnie dla pewności po okolicy - Dawno temu już gdzieś poszła, razem z tym swoim pomocnikiem.
- A kto wie, gdzie może być? - zapytał Eithart - Udała się na spoczynek?
- Tego mi nie wiedzieć, ale zapytam którego z akolitów ojca Brunty - żołnierz zerwał się w końcu ze schodków i zachwycony wyraźnie tym, że może coś zrobić dla bohaterskiego pogromcy arkanów wpadł czym prędzej do zamienionej na lazaret sali zgromadzeń. Eithart wszedł do środka w ślad za nim, wodząc przygnębionym wzrokiem po rannych leżących na poplamionych krwią matach. Pomiędzy ofiarami bitki z Esajanami kręciło się kilku najmłodszych graamickich nowicjuszy, wśród nich chłopiec, który poprzedniego dnia zjawił się w domku dla gości wraz z Bruntą i Harmunem, by powitać przybyszów w Duviku. Ten słysząc pytanie żołnierza podszedł czym prędzej do gorlamity, przeczesując nerwowo włosy palcami dłoni i oblizując spierzchnięte usta.
- Świątobliwa Sanna poszła z kilkoma wojakami nad starą rzekę, zacny kthanie - powiedział graamita, składając ręce za plecami i pochylając podług obyczaju kornie głowę - Powiedziała, że musi się zatroszczyć o pochówek tych karawanników, którzy rano od naszego oręża ducha wyzionęli.
- O pochówek? - zmarszczył czoło Eithart - Nad rzeką?
- Mnie tam więcej nie wiadomo, kthanie - wzruszył ramionami nowicjusz - Poprosiła paru żołnierzy, coby jej zwłoki przez wąwóz pomogli wywieźć, a że wielce tu lubiana jest i szanowana, zara nasi ciała wózkami nad rzekę zataszczyli, a co ona teraz z nimi robi, nie wiem...
Gorlamita podziękował chłopcu skinięciem głowy i już się odwracał w stronę drzwi, kiedy graamita chrząknął niepewnie. Rzut oka na jego zatroskane oblicze podpowiedział Eithartowi, że młodzieńca wyraźnie coś trapi.
- Chciałeś cosik rzeknąć? - spytał ściszając głos.
- Nie lza mi tego powiadać, bo kthan Brunta wielce jest dla mnie dobry i dba o me nauki, ale wyście w świecie bywali, więcej widzieli niźli on - wybąkał graamita - Tedy patrzajcie tutaj, a rzeknijcie, co o tym myślicie.
Nowicjusz wskazał dłonią na przykryte płachtą jasnego materiału zwłoki żołnierza, przy którym spotkał wcześniej próbującą tamować krwotok mężczyzny Sannę. Nie zwracając uwagi na zaciekawione spojrzenia pozostałych akolitów Eithart ukucnął przy ciele czekając, aż graamita wskaże mu powód swego zatroskania, wtedy jednak spostrzegł coś, co sprawiło, że po jego karku przebiegł znienacka zimny dreszcz.
Na przesłoniętych częściowo płachtą drewnianych deskach podłogi znajdowały się dziwne kształty stworzone zakrzepłą krwią zmarłego, na tyle nienaturalne w swej fomie, że gorlamita natychmiast odkrył ciało przyglądając się baczniej niepokojącym plamom.
- Co to takiego, świątobliwy? - zapytał prawie bezgłośnie akolita, który kucnął w międzyczasie obok Eitharta.
- Coś bardzo złego, mój chłopcze - odrzekł ze ściśniętym gardłem gorlamicki kapłan - Coś bardzo złego.
Wątek techniczny
Eithart zabawia rozmową miejscowego akolitę, Mordil kręci się przed domem zgromadzeń, a reszta ekipa już w chatce, więc jeśli chcecie, kładąc się wreszcie do spoczynku na swych posłaniach możecie jeszcze w trybie technicznym przeanalizować najświeższe wydarzenia lub wymienić się spostrzeżeniami. Potraktuję to jako konwersację Waszych postaci między sobą, ale nie musicie się silić na fabularkę, po prostu napiszcie w trybie technicznym jak Wam się widzi Wasza bieżąca sytuacja.