Primm, sklep Nasha Johnsona
Ruth Johnson obudziła czterech śpiących twardo tuż przed świtem, chcąc im oszczędzić przynajmniej po części marszu przez pustkowia w promieniach prażącego niemiłosiernie słońca. W opinii Nasha pogoda miała się utrzymać jeszcze przez wiele dni, wieszcząc srogą suszę i doprowadzając do szaleństwa walczących o każdą kroplę wody mieszkańców Nevady, nie tylko ludzi, ale i zwierzęta.
Nakarmieni miskami gotowanej dyni i fasoli, mężczyźni założyli na siebie wypożyczone od Nasha skórzane pancerze, starannie dociągając rzemienne paski i zarzucając na ramiona podróżne torby.
- Porucznik Hayes czeka na was na posterunku - oznajmił kapral Diaz, który pojawił się w domu Johnsona pod koniec pośpiesznego śniadania kurierów.
Skalisty widnokrąg na wschodzie zaczynał się barwić pasem bladość, ale powietrze wciąż pozostawało rześkie, budząc w mężczyznach tęsknotę za chociażby przelotnym deszczem. Żołnierze RNK jeszcze w nocy usunęli rozstawione wcześniej w okolicach autostrady miny przeciwpiechotne, dzięki czemu prowadzeni przez kaprala kurierzy dotarli do wojskowego posterunku najprostszą możliwą drogą.
Hayes siedział na drewnianej ławce obok swego namiotu, sprawdzając ostatni raz sporządzone przez siebie notatki. Złożywszy plik kartek wpół wsunął je do metalowej tuby zabezpieczonej elektronicznym zamkiem i podał przesyłkę albinosowi.
- Tylko zadbajcie o nią lepiej niż o tę straconą paczkę - zażartował w przypływie czarnego humoru oficer, przywołując jednocześnie gestem ręki jednego z żołnierzy. Flanagan sprawdził po kolei cztery wręczone posłańcom M16, upewniając się, że każdy egzemplarz broni jest sprawny i nie zawiedzie w razie ewentualnej potrzeby. Każdy kurier zarzucił przydzielony mu karabin na ramię, wymieniając z porucznikiem uściski dłoni.
[center]

[/center]
Na obrazku powyżej zaprezentowałem na wirtualnych manekinach pancerze, które chwilowo nosicie, zapewniające 1 Punkt Pancerza na torsie, rękach i nogach.